Piotr Drygała: Zamiast systemowej rewolucji – kosmetyka. Czy parlament uratuje ustawę o pożytku publicznym? [komentarz]
Od lat sektor pozarządowy i samorządowy zabiegają o systemową reformę ustawy o działalności pożytku publicznego. Zamiast tego, po miesiącach obietnic i pracy ekspertów, do Sejmu trafia „mała”, w dużej mierze kosmetyczna, nowelizacja, a kluczowe zmiany blokuje Ministerstwo Finansów. Gdzie podział się dialog rządu ze stroną społeczną? Czy reforma padła ofiarą koalicyjnych przepychanek? I czy z „małej” noweli da się jeszcze w parlamencie zrobić „dużą”?
Nadal nie potrafię zrozumieć, dlaczego przyjęto taktykę dwóch nowelizacji ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Zanim skomentuję zastrzeżenia Ministerstwa Finansów do tzw. „drugiej, dużej” noweli, nie sposób nie zatrzymać się przy tej „małej”.
„Mała” nowela, po rocznych perypetiach w gabinetach rządowych, 14 maja br. trafiła wreszcie do Sejmu. Osobiście uważam ją za „maleńką” i niewiele wnoszącą. Zostało w niej tak niewiele rozwiązań pożytecznych dla relacji administracji samorządowej z organizacjami pozarządowymi, że sprowadza się ona w zasadzie do zniesienia 90-dniowego limitu na realizację projektów przyznawanych w ramach tzw. „małych grantów” (art. 19a). Samo podniesienie progów i limitów finansowych może być już dyskusyjne. Z szumnie zapowiadanej likwidacji finansowych wkładów własnych – po wymianie pism między Departamentem Społeczeństwa Obywatelskiego w KPRM a Ministerstwem Finansów – w sumie nic nie zostało.
Wczytując się w proponowane zapisy: organ samorządowy ogłaszający konkurs będzie mógł wskazać, że ubiegający się o dotację może zastąpić wkład osobowy czy rzeczowy wkładem finansowym. Kto jednak zabroni komisji konkursowej wyżej ocenić taki projekt? Co więcej, obecnie również nie musimy w ogłoszeniu konkursowym żądać wkładów finansowych. Oczywiście, zakładam, że mogę źle rozumieć te zapisy, dlatego zachęcam do otwartej polemiki.
24 kwietnia czy 7 kwietnia? O symbolach społeczeństwa obywatelskiego
Największą część tej „maleńkiej” noweli zajmuje Dział IA, ustanawiający 24 kwietnia Dniem Społeczeństwa Obywatelskiego oraz wprowadzający odznakę „Za Zasługi dla Społeczeństwa Obywatelskiego”. Kwestię odznaki zostawiam na boku, ale
trudno zgodzić się z tym, aby dzień przyjęcia przez Sejm ustawy o pożytku w 2003 r. był głównym świętem społeczeństwa obywatelskiego. Uznając ogromny wysiłek twórców tej kluczowej ustawy, trzeba pamiętać, że reguluje ona tylko wycinek tego, co stanowi o sile społeczeństwa obywatelskiego. Jeśli Sejm ma się nad tym pochylić, to warto rozważyć datę 7 kwietnia 1989 r. To przecież przyjęta w tym dniu ustawa Prawo o stowarzyszeniach jest uznawana za absolutny fundament i symbol polskiego społeczeństwa obywatelskiego.
Stanowiła prawny i mentalny punkt zwrotny w transformacji ustrojowej. Uchwalona w dniu uroczystego zakończenia obrad Okrągłego Stołu, stała się pierwszą instytucjonalną gwarancją oddania państwa w ręce obywateli.
Data przyjęcia „ustawy pożytkowej” jest jako symbol tym mniej trafna, że – jak pokazuje obecna sytuacja – ustawa ta nie należy do priorytetów obecnej koalicji rządzącej. Zostawiam to pod rozwagę parlamentarzystów.
Cztery akty rozczarowania, czyli co się stało z „dużą” nowelą
I tu wracamy do drugiej, „dużej” noweli – symbolu rozgoryczenia i niezrozumienia. Jej historia sięga 24 kwietnia 2023 roku, kiedy – w przestrzeni warszawskich „Marzycieli i Rzemieślników” – odbywało się spotkanie Komisji Partnerstwa i Dialogu Związku Miast Polskich oraz przedstawicieli OFOP na temat 20 lat ustawy o pożytku i powołano zespół. Miał on wypracować konkretne rozwiązania, aby móc je przedstawić jeszcze przed wyborami parlamentarnymi. Ta nieformalna grupa samorządowców, pozarządowców i spółdzielców bazowała na materiałach wcześniejszych zespołów, które bezskutecznie podejmowały próby nowelizacji za poprzedniej władzy.
Prace trwały, a nadzieje rosły. Nowy rząd powołuje w swoim składzie Ministrę ds. Społeczeństwa Obywatelskiego. Mamy gotowy projekt nowelizacji, o którym na łamach ngo.pl pisano nie raz. W lutym 2024 r. projekt trafia do Ministry i Departamentu Społeczeństwa Obywatelskiego w KPRM. Wydawało się, że lepiej być nie może. Czas pokazał, że gorzej chyba też nie.
Rozczarowanie pierwsze: W wyniku zawirowań kadrowych i politycznych decyzji, status Ministry zostaje obniżony do roli Sekretarza Stanu. Z projektem nic się nie dzieje. Pytamy jako grupa robocza, pyta Rada Działalności Pożytku Publicznego (powołana zresztą z dużym opóźnieniem). W konsekwencji RDPP – w moim przekonaniu nieco siłowo – wymusza w ogóle podjęcie rozmowy na temat nowelizacji ustawy, której reforma powinna być przecież głównym sensem istnienia samej Rady. RDPP przyjmuje uchwałę wzywającą do zajęcia się nowelizacją. W międzyczasie – jako zasłona dymna – powstaje koncepcja „małej noweli”.
Rozczarowanie drugie: Pracujemy dalej, wierząc w zapewnienia strony rządowej, że idziemy w dobrym kierunku. Zaczynamy tłumaczyć przedstawicielom Departamentu Społeczeństwa Obywatelskiego, czym są proponowane przez nas rozwiązania. Wkrótce do strony społecznej i samorządowej docierają informacje, że duża część propozycji jest negowana przez inne resorty, w tym Ministerstwo Finansów.
Rozczarowanie trzecie następuje na majowym posiedzeniu RDPP. Dwudniowe spotkanie zaczyna się od wzniosłych warsztatów nad założeniami do Strategii Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Super, zawsze warto pomarzyć, choć nie usłyszałem niczego nowego – każdy kolejny rząd zapowiada wypracowanie takiej strategii, i póki co nigdy się to nie udało. Drugiego dnia zderzamy się ze ścianą.
Dostajemy listę wątpliwości i twardą informację, że nasze propozycje są dla Ministerstwa Finansów nie do przyjęcia. Bez żadnej rzetelnej dyskusji. Bez szansy, aby eksperci mogli wytłumaczyć resortowi finansów, co i dlaczego proponujemy.
Na podstawie międzyresortowej wymiany pism „podjęto decyzję polityczną”. Dodałbym od siebie: tak właśnie osłabia się dumnie noszoną dziś na sztandarach „odporność społeczną”, zwłaszcza tę lokalną.
Rozczarowanie czwarte: Osobiście uważam, że nasza praca, nadzieje i losy noweli padły ofiarą zwykłych rozgrywek politycznych. Rozwój społeczeństwa obywatelskiego stał się w koalicji rządzącej „łupem” Polski 2050, która – jak wiemy – bywa w tej układance bardzo asertywna. I choć obecna Pani Minister deklaruje, że robi co może, to jej macierzyste ugrupowanie nie ma wsparcia trzeciego sektora w swoich głównych przekazach. Co więcej, to samo ugrupowanie potrafi zgłaszać projekty poselskie dotyczące np. zwiększenia II progu podatkowego. Prywatnie z tym postulatem się zgadzam, ale jak to się ma do finansów publicznych? Nasze propozycje reformy trybów i zasad współpracy z organizacjami społecznymi, które nie wpływają bezpośrednio na budżet państwa, są rzekomo zagrożeniem dla systemu finansów i nie da się ich przeprocedować drogą rządową, a projekty podatkowe zgłaszane ścieżką poselską już tym zagrożeniem nie są? Może w takim razie warto złożyć nasz projekt reformy pożytkowej również w trybie poselskim, skoro rządowy i tak jest pogrzebany?
Wszystko w rękach parlamentu
Na koniec warto podkreślić, że teraz wszystko leży w rękach parlamentarzystów. Mała nowela jest już w Sejmie. Czeka tam również petycja (BKSP-153-X-849/26) złożona 6 lutego br., dotycząca podjęcia prac legislacyjnych na podstawie propozycji przygotowanych przez stronę pozarządową i samorządową.
Może jednak da się z tej „małej” zrobić „dużą” nowelę przed upływem kadencji?
Piotr Drygała – przedstawiciel strony samorządowej w Radzie Działalności Pożytku Publicznego. Na co dzień Pełnomocnik Prezydenta Miasta Dąbrowa Górnicza ds. Społeczeństwa Obywatelskiego.
Źródło: inf. własna ngo.pl