Karolina Cyran-Juraszek: To nie jest spór o wygodę organizacji. To spór o jakość usług publicznych i państwa [komentarz]
Rozczarowanie organizacji pozarządowych kierunkiem prac nad nowelizacją Ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie jest dziś w pełni uzasadnione. Po wielu miesiącach pracy, konsultacji i formułowania konkretnych propozycji sektor słyszy, że najważniejsze rozwiązania – dotyczące m.in. ryczałtowego rozliczania dotacji, finansowania kosztów administracyjnych, rozwoju instytucjonalnego, waloryzacji umów czy większej elastyczności w realizacji zadań – nie znajdują akceptacji Ministerstwa Finansów.
Trudno nie odnieść wrażenia, że państwo nadal chce kupować od organizacji usługi publiczne, ale nie chce uznać, że organizacje muszą mieć warunki, by działać profesjonalnie, stabilnie i odpowiedzialnie.
To nie jest spór o „wygodę NGO-sów”. To spór o to, czy zadania publiczne mają być realizowane w sposób przewidywalny, partnerski i skuteczny.
Usługi społeczne to fundament, a nie dodatek
Szczególnie dobrze widać to w obszarze usług społecznych. Od lat powtarzam, że usługi społeczne nie są dodatkiem do polityki publicznej, ale jednym z jej najważniejszych filarów. To one decydują o tym, czy osoba starsza może dłużej mieszkać w swoim domu, czy rodzina otrzyma wsparcie zanim dojdzie do kryzysu, czy osoba z niepełnosprawnością będzie mogła żyć możliwie samodzielnie, czy społeczność lokalna będzie miała realne narzędzia reagowania na samotność, ubóstwo, kryzysy zdrowia psychicznego, migrację czy wykluczenie.
Organizacje pozarządowe, w tym przedsiębiorstwa społeczne od dawna są w tym systemie nie „uzupełnieniem”, ale jednym z kluczowych wykonawców i współtwórców usług. Wnoszą coś, czego administracja często nie jest w stanie zbudować sama: bliskość mieszkańców, zaufanie, elastyczność, znajomość lokalnych potrzeb, zdolność łączenia usług z aktywizacją społeczną, wolontariatem, samopomocą i pracą środowiskową. To właśnie dlatego bez deinstytucjonalizacji i rozwoju usług społecznych nie da się zbudować nowoczesnego, lokalnego systemu wsparcia.
Koszty administracyjne to realne koszty pomocy
Ale nie da się rozwijać usług społecznych w oparciu o niestabilne konkursy, niedoszacowane dotacje i logikę, w której organizacja ma „dowieźć usługę”, ale już niekoniecznie może sfinansować księgowość, koordynację, zarządzanie jakością, szkolenie zespołu, lokal, energię, obsługę administracyjną czy rozwój kompetencji. To są realne koszty świadczenia usług. Bez nich nie ma jakości, ciągłości ani bezpieczeństwa odbiorców. SZANUJMY SIĘ!
Dlatego stanowisko Ministerstwa Finansów jest tak rozczarowujące. Nie chodzi wyłącznie o techniczne przepisy dotyczące rozliczania dotacji. Chodzi o to, czy państwo rozumie, że organizacje realizujące zadania publiczne nie są tanim podwykonawcą administracji, lecz częścią systemu usług publicznych.
Jeśli państwo oczekuje od nich profesjonalizmu, odpowiedzialności i trwałości, musi stworzyć warunki do profesjonalnego, odpowiedzialnego i trwałego działania.
Potrzebujemy partnerstwa i zaufania, nie kosmetyki
Podzielam głos Tomasza Schimanka, że proponowane zmiany w zlecaniu zadań publicznych nie służą rozluźnieniu kontroli, ale lepszemu wykorzystaniu środków publicznych. Podzielam też diagnozę Piotra Drygały, że bez odważniejszych decyzji grozi nam kosmetyka zamiast realnej zmiany. Dodałabym jednak jeszcze jedno:
bez tych zmian szczególnie ucierpią nie same organizacje, ale mieszkańcy i mieszkanki korzystający z usług społecznych.
Jeżeli naprawdę chcemy rozwijać deinstytucjonalizację, centra usług społecznych, usługi środowiskowe, opiekuńcze, asystenckie, sąsiedzkie, integracyjne i aktywizacyjne, to musimy przestać udawać, że da się je budować wyłącznie projektami, konkursami i krótkoterminowymi dotacjami.Potrzebujemy stabilnych mechanizmów finansowania, partnerskiego zlecania zadań, uznania kosztów instytucjonalnych i możliwości rozwoju organizacji, które te usługi świadczą.
Najbardziej niepokoi mnie brak zaufania. Organizacje od lat przejmują odpowiedzialność za bardzo trudne obszary życia społecznego. Są blisko ludzi, których system publiczny często dostrzega zbyt późno. Jeśli jednak nadal będziemy traktować je jak wykonawców najniższego szczebla, a nie partnerów państwa i samorządu, to nie zbudujemy ani silnego społeczeństwa obywatelskiego, ani nowoczesnych usług społecznych.
Ta nowelizacja nadal może być krokiem w stronę dojrzałego partnerstwa. Ale tylko wtedy, gdy rząd i parlament potraktują postulaty sektora poważnie. Potrzebujemy ustawy, która wzmacnia nie tylko procedury, ale realną zdolność organizacji do działania. Bo w usługach społecznych ta zdolność przekłada się bezpośrednio na jakość życia ludzi.
Źródło: inf. własna ngo.pl