Rafał Kowalski: Drogi rządzie: zrób coś, żeby te pieniądze działały jak najlepiej! [komentarz]
Reforma zasad finansowania działań organizacji pozarządowych. Nie większe pieniądze, nie kolejne fundusze i programy, ale racjonalne przepisy. Tego domagają się organizacje pozarządowe. I nie dostają tego od lat. Dlaczego tak bardzo nie chce się ułatwić im działań?
W debacie „Reforma ustawy o pożytku grzęźnie. Czego boi się rząd?" pojawił się już pokaźny zestaw komentarzy i wyjaśnień. Jesteśmy wyjątkowo zgodni – jednakowo zawiedzeni i rozczarowani. Naprawdę trudno coś dodać, trudno znaleźć lepsze argumenty. Nie pojawiają się one po raz pierwszy. A jednak coś powoduje, że nadal nie trafiają do adresatów. Nad pożytkiem zawisło jakieś fatum…
Prawdopodobnie nie jestem w stanie dołożyć od siebie w tej sprawie niczego sensowniejszego niż już zostało powiedziane. Dzielę się raczej kilkoma obserwacjami, być może nie zawsze idealnie skoncentrowanymi na samej nowelizacji pożytku. To raczej refleksje, które wracają do mnie, kiedy odświeżam sobie cały, trwający już co najmniej trzy lata proces. Bo chyba podobnie jak inni uczestniczący dyskusji,
przez pryzmat historii z pożytkiem widzę „stałą" relacji rząd-organizacje i prawodawca-organizacje. W tej stałej (jak to w stałej) jest wciąż to samo: nieufność, dystans, zamknięcie na prawdziwą dyskusję, pozory troski.
Porowska to zna
Adriana Porowska ma praktykę w borykaniu się z urzędniczymi ograniczeniami i przyzwyczajeniami, które doprowadzają organizacje do szewskiej pasji. W jej „branży" (pomoc osobom doświadczającym kryzysu bezdomności) „przepisy" wyjątkowo, jak nigdzie indziej, dają się we znaki. Od zawsze.
Dlatego – przyznaję – kiedy rozpoczęła swoją rządową karierę, wiązałem z jej osobą duże nadzieje. Wydawało mi się, że zrobi wszystko, żeby zdjąć z organizacji pozarządowych gorset zbędnych regulacji, napiszmy otwartym tekstem: urzędniczych „dupokrytek" (nie mylić z „dyscypliną finansów publicznych"). Tym bardziej, że wnieśliśmy gotowe rozwiązania, napisane ustawy, pogłębione diagnozy, zestaw gotowców. Dlaczego nie zostały wykorzystane?
Nowelizacje pożytku. Małą w dużą
Skąd wziął się pomysł małej nowelizacji ustawy o działalności pożytku? Właściwie nikt nie wie. Ale kalendarz wydarzeń był i jest niepokojący. Jak również sama zawartość propozycji. Można stosować niekonfrontacyjną narrację, ale „zderzenie" nowelizacji było oczywiste. Zasoby departamentu mogły zostać wykorzystane do pracy nad poważną i oczekiwaną zmianą, a przekierowane zostały na święto, nagrody oraz zawiłą i nieprzewidywalną potyczkę z wkładami własnymi.
Propozycja wypracowana w środowisku organizacji pozarządowych – dopracowana, kompleksowa, wspierana przez samorząd – wylądowała na bocznym torze. Historia wciąż niesfinalizowanego wpisu do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów jest frustrująca i przypomina boje o nowelizację ustawy o ekonomii społecznej. W obu przypadkach wydaje się, że rząd z ogromną rezerwą podchodzi do propozycji środowiska. Deklaruje chęć i otwartość, ale realnie w niewielkim stopniu wspiera coś czego sam nie wymyśli.
Puszka Pandory zostaje otwarta w momencie wkroczenia resortu finansów. Jego przedstawiciele demonstrują dość specyficzną pamięć instytucjonalną. Przypominają sobie problemy, które mieliśmy z finansowaniem działań organizacji społecznych w pierwszym okresie po wejściu w życie ustawy o pożytku. Rozwiązań i konsensusu wypracowanego w ostatnich kilkunastu latach, kiedy za oczywiste przyjęliśmy zarówno koszty administracyjne, jak i konieczność instytucjonalnego wspierania organizacji społecznych. Ministerstwo Finansów już nie pamięta. Czy ktoś jest w stanie zaradzić tej amnezji? A może jest ona tylko wygodnym alibi dla kontestowania rozwiązań wnoszonych przez środowisko organizacji?
Wywołaliśmy wilka z lasu? Prawdziwym nieszczęściem byłoby przyjęcie dziś argumentów nagle „przebudzonego" ministerstwa i cofnięcie zasad finansowania stowarzyszeń i fundacji o 20 lat – bez kosztów administracyjnych i przyjaznego wsparcia organizacji nie tylko w realizacji zadań publicznych, ale też w ich rozwoju.
W poszukiwaniu Świętego Graala
Organizacje pozarządowe w temacie swojego prawa (ustawy o pożytku, o fundacjach, Prawa o stowarzyszeniach etc.) nie mają amunicji. Ich możliwości są mizerne. Nie wyjdą na ulice, nie zrobią okupacji tego czy owego. Medialne organizacje w rodzaju WOŚP, Cancer Fighters, robią szum w swojej sprawie – z „sektorem" nie działają. A przecież starcie z resortem finansów wymaga ostrej amunicji! Gdzie ją znaleźć?
To strasznie frustrujące. Bo przecież
nie jest to walka o kolejne środki, nowy fundusz, zapisy budżetowe, fiskalny raj. To tylko skromne wołanie o sens. Drogi rządzie: zrób coś, żeby te pieniądze działały jak najlepiej!
Dlaczego zależy Ci (drogi rządzie), żebyśmy mając ekstremalnie pod górkę, musieli jeszcze działać bez asekuracji (bez kosztów administracyjnych i na rozwój instytucjonalny), a dodatkowo w „domu wielkiego brata" (prześwietlani ze znacznie większą intensywnością niż jakikolwiek inny podmiot i jakakolwiek inna działalność)?
W Strategii, czyli jak działa dryfkotwa?
To bardzo prawdopodobny scenariusz. To może być nawet uznane za sukces! Powstaje rządowa Strategia Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Całkiem rozsądne wydaje się wpisanie reformy pożytku w taki dokument.
Dryfkotwa to coś wyrzucane za burtę statku, żeby zmniejszyć jego prędkość. Po prostu wodny hamulec. Wpisanie poważnej nowelizacji pożytku do Strategii, niezależnie od tego jak nas ucieszy, będzie również dryfkotwą. Kolejną, jedną z wielu.
Dryfkotwą była mała nowelizacja, za „naszą" burtę „swoją" dryfkotwę wyrzuca Ministerstwo Finansów, rodzajem dryfkotwy jest też poszerzanie do granic możliwości nowelizacji pożytku (zmiany nie tylko zasad finansowania, ale dosłownie wszystkiego).
Dryfkotwę wyrzuca się zwykle w określonych warunkach. Sztorm, prądy, uszkodzona jednostka, trudności w nawigowaniu. Spowolnienie statku ma obiektywny i ważny powód. Czy nowelizację ustawy o pożytku trzeba było spowalniać? Czy coś uzasadniało taką strategię? Czy nie jest tak, że warunki były (wierzę deklaracjom) sprzyjające, pogoda bezpieczna, kurs ustalony, a wiatry równe i w dobrą stronę? Czy nie powinniśmy raczej przyspieszyć? Czy zamiast dryfkotw nie powinno pojawić się kilka dodatkowych żagli, żeby zwiększyć prędkość i szybciej dopłynąć do celu? Dziś na to już za późno.
Zamiast puenty
Nie lubię tekstów bez puenty. Dobra puenta powinna przyjść do głowy jeszcze zanim zapiszemy pierwsze zdanie tekstu. Tym razem tak nie było – również w trakcie pisania nic się nie pojawia… Sam tekst też się nie klei. Może to dlatego, że o tej nowelizacji pisałem już wiele razy? Może dlatego, że czuję się w racjonalne zmiany ustawy o pożytku naprawdę zaangażowany? A może dlatego, że cała dyskusja rozgrywa się w momencie, który tak naprawdę nie ma większego znaczenia? (Wpłynięcie do Sejmu małej nowelizacji takiego znaczenia nie nadaje, a negatywne sygnały od Ministerstwa Finansów są „pozaczasowe" – kiedy się naprawdę pojawiły i zadziałały jest raczej trudne do precyzyjnego ustalenia.)
Jeśli brak puenty to może jakieś podsumowanie i wniosek? Podsumowanie będzie smutne: straciliśmy cenny czas. Liczyliśmy, że po wyborach w 2023 roku się uda. Nie wydarzyło się właściwie nic – tu doprecyzujmy: nic w sprawie poważnej nowelizacji ustawy o działalności pożytku, szczególnie w obszarze zlecania zadań publicznych. A wniosek? Bez wskazywania winnych, w szczególności, bez szukania ich poza własnym gronem: chyba byliśmy nieco zbyt koncyliacyjni.
Źródło: inf. własna ngo.pl