Czego się boi minister finansów? [komentarz Katarzyny Sadło]
Reforma ustawy o pożytku publicznym utknęła w martwym punkcie. Choć organizacje społeczne od lat apelują o racjonalne zmiany, resort finansów blokuje kluczowe postulaty. Dlaczego propozycje sektora budzą taki opór urzędników i jakie mogą być tego konsekwencje?
Byłam bardzo naiwna licząc, że czas od początku roku wystarczy rządowi do uwinięcia się z najbardziej wstępnym etapem prac nad „dużą” nowelizacją Ustawy o działalności pożytku publicznego, jakim jest wpisanie jej do wykazu prac legislacyjnych rządu.
Niestety, nawet ten mały krok na legislacyjnej ścieżce okazał się wyzwaniem zbyt dużym i ciągle nie wiadomo, kiedy i w jakim kształcie „zajawka” projektu trafi wreszcie do dalszych prac.
Przeszkodą ma być Ministerstwo Finansów, które nie zgadza się na kilka kluczowych dla organizacji postulatów, a bez ostatecznej decyzji o kierunku nowelizacji nie da się wpisać projektu do wykazu. Jeśli tyle czasu zajął ciągle niezamknięty etap wstępny, trudno o optymizm w kwestii tempa etapów kolejnych. Jeszcze trudniej – w kwestii ostatecznego kształtu projektu.
Resortowy hamulec na drodze do zmian
Rozumiem ostrożność ministra finansów, który musi pilnować i tak mocno już nadwerężonego budżetu, ale większość oprotestowanych przez niego rozwiązań wcale nie wymaga dodatkowych nakładów. Nie jest też na tyle kontrowersyjna, żeby uzasadniać blokowanie prac nad potrzebną nowelizacją, niektóre nawet od dawna z powodzeniem funkcjonują w innych konkursach grantowych.
Z perspektywy osoby, która ma doświadczenie zarówno w realizacji projektów, jak i w ich ocenianiu w ramach różnych konkursów grantowych, jestem niemile zaskoczona nieracjonalnym podejściem ministerstwa, które zwyczajnie nie rozumie sektora pozarządowego i chyba nawet zrozumieć nie próbuje.
Inwestycja w ludzi, nie tylko w projekty
Zakwestionowany przez ministra postulat, aby część otrzymanych dotacji na realizację zadań publicznych organizacje mogły przeznaczyć na rozwój instytucjonalny znakomicie sprawdza się od lat nie tylko w grantach norweskich, ale także w niektórych konkursach Narodowego Instytutu Wolności. Dzięki temu organizacje mogą podnosić kompetencje w tych obszarach, które same uznają za najbardziej ograniczające ich dalszy rozwój, wybierając takiego dostawcę usług wsparcia, który najlepiej odpowiada ich potrzebom.
Jeśli zgodzimy się – a mam nadzieję, że tego minister nie kwestionuje – że każda organizacja musi się rozwijać, a rozwój kosztuje, możemy ten rozwój wspierać, przekazując publiczne środki organizacjom szkoleniowym, licząc, że dostarczą usługi na tyle uniwersalne, żeby mogła z nich skorzystać każda organizacja. Albo zostawić część tych środków samym organizacjom, pozwalając im samodzielnie zdecydować, z kim i jak chcą się rozwijać.
Nie da się wzmacniać sektora pozarządowego bez wygospodarowania jakichś środków na wsparcie rozwoju organizacji. Postulat, aby część pieniędzy zostawić organizacjom to naprawdę racjonalna decyzja i chętnie bym poznała argumenty przeciwko.
Mit darmowej administracji
O ile jeszcze mogę sobie wyobrazić (i się z nim nie zgodzić) jakiś argument za zakazem wykorzystywania dotacji ze środków publicznych na rozwój instytucjonalny organizacji, to sprzeciw wobec innego postulatu – aby w ustawie zapisać możliwość finansowania z dotacji kosztów administracyjnych związanych z realizacją zadania publicznego - jest tak absurdalny, że nawet nie próbuję szukać logiki, jaka miałaby za nim stać.
Nie da się zrealizować zadania publicznego bez poniesienia pewnych, choćby minimalnych, kosztów administracyjnych. Udawanie, że jest inaczej w praktyce oznacza zmuszanie organizacji do kombinowania, jak te koszty administracyjne nazwać, żeby przekonująco udawały koszty merytoryczne, bo choć wielu grantodawców rozumie realia i koszty administracyjne uznaje za kwalifikowalne, w mentalności części konkursowych urzędników (zwłaszcza na poziomie samorządów) ciągle jeszcze pokutuje przekonanie, że pieniądze z dotacji mogą iść tylko na wydatki merytoryczne. Resztę organizacja musi sobie „jakoś” znaleźć lub ograniczyć je do minimum, poniżej którego projekt staje się po prostu niewykonalny.
Strach przed wolnością wyboru
Oba postulaty dotyczące sposobu wykorzystywania dotacji ze środków publicznych są moim zdaniem bardzo racjonalne, a dla państwa całkowicie bezpieczne. Ustawa nie ma przecież przesądzać o tym, czy w danym konkursie będzie można przeznaczyć część dotacji na rozwój instytucjonalny, nie ograniczy też w żaden sposób możliwości kontrolowania (i kwestionowania) celowości poniesienia w ramach dotacji określonych kosztów administracyjnych.
Chcemy jedynie, aby ustawa dawała organizatorom konkursów finansowanych ze środków publicznych taką możliwość i zapisała ją na tyle wyraźnie, żeby urzędnicy organizujący konkursy, a potem rozliczający przyznane dotacje, nie zastanawiali się, co im wolno, a w którym momencie już ryzykują zarzuty niedopełnienia obowiązków, bo uznali ¼ kosztów abonamentu telefonicznego za koszt kwalifikowalny projektu.
Minister zdaje się nie ufać rozsądkowi urzędników równie mocno, jak nie ufa uczciwości organizacji. Bardzo chciałabym się mylić, ale niezrozumienie realiów i brak zaufania to jedyne racjonalne powody dla blokowania sensownych i potrzebnych rozwiązań.
Rząd może się oczywiście nie zgodzić z zastrzeżeniami ministra finansów i postulaty organizacji uwzględnić, ale ostrożnie zakładam, że jest to jednak mniej prawdopodobne niż scenariusz odwrotny – że zastrzeżenia ministra zostaną w całości uwzględnione, a do tych już zgłoszonych dojdą kolejne i zamiast dużej (i dobrej) zmiany wyjdzie coś takiego sobie. Pod warunkiem, że w ogóle uda się uchwalić nowelizację przed końcem kadencji, jeśli dalsze prace będą toczyć się w podobnym tempie.
Katarzyna Sadło – trenerka, konsultantka i autorka publikacji poradniczych dla organizacji pozarządowych. Była wieloletnia prezeska Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Związana także z Ogólnopolską Federacją Organizacji Pozarządowych, Funduszem Obywatelskim im. Henryka Wujca i Stowarzyszeniem Dialog Społeczny. Członkini zarządu Fundacji dla Polski.
Źródło: inf. własna ngo.pl