Od Klubu Mam do własnego przedszkola. 15 lat życia i pracy w lokalnej organizacji społecznej na warszawskim Bemowie
Czy z działalności społecznej można stworzyć stabilne miejsce pracy i jednocześnie nie przestać być społeczniczką? Opowiadamy o 15 latach prowadzenia lokalnej organizacji pozarządowej na Bemowie – od Klubu Mam, zbiórek i pracy bez wynagrodzenia po Pracownię Montessori i własne przedszkole. To historia o pieniądzach, edukacji, społeczności, przyjaźni i pracy, dzięki której zmieniałyśmy nie tylko organizację, ale też siebie.
„Człowiek buduje samego siebie poprzez pracę” – Maria Montessori
Kiedy zaczynałyśmy wspólnie działać, chyba żadna z nas nie myślała jeszcze o tych słowach Marii Montessori. Dopiero dziś widzimy, jak dobrze opisują to, co nas połączyło. Była to przede wszystkim potrzeba twórczego działania – organizowania, wymyślania, zmieniania rzeczywistości wokół siebie, a przy okazji ciągłego uczenia się, pogłębiania własnej świadomości i refleksji.
Przez 15 lat prowadzenia Stowarzyszenia Rodzice Razem – Klubu Mam na Bemowie i Pracowni Montessori nauczyłyśmy się zdobywać granty, organizować działania społeczne, zarządzać organizacją, planować finanse i myśleć biznesowo. Z czasem zaczęłyśmy też wyraźniej rozróżniać trzy obszary, które nieustannie się u nas przenikają: klientów, którym świadczymy konkretne usługi, pracowników, których zatrudniamy, oraz społeczność – rodziców, dzieci, sąsiadów i przyjaciół, z którymi budujemy relacje na lata. Przez wiele lat uczyłyśmy się poruszać między tymi obszarami, pilnując swoich ról w każdym z nich. Oczywiście nie obyło się bez bólu, kryzysów i łez. Ale dziś chyba możemy już powiedzieć, że się udało.
Teraz prowadzimy własne Niepubliczne Przedszkole Pracownia Montessori na Bemowie, jesteśmy wykwalifikowanymi nauczycielkami Montessori, a jednocześnie nadal tworzymy działania społeczne dla rodziców i dzieci. Nasza historia jest opowieścią o tym, jak zbudowałyśmy stabilną lokalną organizację, stworzyłyśmy własne miejsca pracy, zmieniłyśmy swoje wykształcenie i zawodową drogę, lepiej poznałyśmy siebie i zbudowałyśmy przyjaźń, która przetrwała próbę czasu.
Zanim pojawiłyśmy się my – Klub Mam na Bemowie
Historia Klubu Mam na Bemowie zaczęła się w 2009 roku, trochę wcześniej niż nasza wspólna historia. To właśnie tam poznałyśmy się na zajęciach, na które przychodziłyśmy z naszymi małymi wówczas dziećmi.
Pierwsze lata działalności Klubu były jego złotym czasem. Dzielnica znalazła dla niego stały lokal i dofinansowała działania dziewczyn, które – między innymi po to, by móc pozyskiwać granty – założyły Stowarzyszenie Rodzice Razem. Klub zdobył nawet nagrodę Złotego Bema za innowacyjne działania na rzecz mam. Był to czas, kiedy dopiero zaczynało się szerzej mówić o potrzebach matek małych dzieci, więc zainteresowanie Klubem było ogromne, zwłaszcza że była to jedna z pierwszych takich inicjatyw w Polsce.
Moment przełomowy przyszedł, kiedy skończyło się finansowanie, na którym wcześniej w dużej mierze opierała się działalność Klubu. Pierwszy zarząd stopniowo wycofał się z jego prowadzenia. Pojawiła się realna groźba, że Klub trzeba będzie zamknąć.
Wtedy Asia i Ola weszły do zarządu i zaczęły działać jeszcze pod skrzydłami Uli, ówczesnej prezeski związanej z wcześniejszym zarządem. Zaczęły prowadzić zajęcia dla mam z dziećmi, teatrzyki, zajęcia umuzykalniające, organizowały urodziny Klubu i zbiórki na czynsz, a także spotkania o tym, jak po prostu być dobrym rodzicem dla swojego dziecka.
W 2015 roku Ula zrezygnowała z funkcji prezeski. Asia i Ola zaprosiły wtedy do współpracy Lidkę. I tak Joanna Dubrawska, Aleksandra Brodowska i Lidia Rekosz-Domagała przejęły odpowiedzialność za dalsze losy Stowarzyszenia Rodzice Razem i Klubu Mam na Bemowie.
Nie miałyśmy żadnego gotowego planu na następne dziesięć lat. Wiedziałyśmy tylko, że nie chcemy pozwolić temu miejscu zniknąć. Nasze dzieci kochały tam być, a nam dzięki Klubowi po prostu lepiej się żyło – wśród ludzi tworzących wspierającą się społeczność.
Kiedy kończą się pieniądze, zaczyna się prawdziwa nauka prowadzenia organizacji społecznej
To właśnie wtedy zaczęła się dla nas najważniejsza lekcja działania w małej organizacji pozarządowej. Brak stałego finansowania nie oznaczał przecież, że zniknął czynsz, rachunki czy potrzeba organizowania codziennego życia Klubu.
Zaczęłyśmy więc robić właściwie wszystko, co mogło pomóc Klubowi przetrwać. Powstała Latająca Kawiarenka– gotowałyśmy jedzenie na różnego rodzaju imprezy, a w zamian każdy zostawiał w naszej puszce tyle, ile mógł i chciał. Organizowałyśmy zajęcia dla dzieci i dorosłych, wydarzenia sąsiedzkie, garażówki, zrzutki i zbiórki, eventy, urodziny Klubu, spotkania i warsztaty. Ogromnego wsparcia udzielały nam wtedy także bliskie nam dziewczyny – Agata i Sylwia – oraz wiele innych osób poznanych wokół Klubu.
Jednocześnie prowadziłyśmy zajęcia w Klubie Mam, a dla naszych, za chwilę już przedszkolnych,dzieci zaczęłyśmy szukać alternatywnej edukacji. W tamtym czasie coraz więcej mówiło się o rodzicielstwie bliskości, komunikacji bez przemocy, edukacji demokratycznej, a także o pedagogice Montessori. To właśnie ta filozofia najmocniej scementowała nasz zespół.
Nasza koleżanka Ania była już wtedy nauczycielką Montessori i jako jedna z pierwszych zaczęła prowadzić zajęcia tą metodą w Klubie. Tak narodził się pomysł stworzenia rodzicielskiej Pracowni Montessori dla naszych dzieci. Własnymi rękami przygotowywałyśmy pomoce, bo nie było nas stać na zakup oryginalnych materiałów. Na Pracownię przeznaczyłyśmy osobną salę w Klubie.
Pomysł szybko spodobał się innym mamom i zainteresowanie Pracownią Montessori rosło z dnia na dzień. Niestety większość pieniędzy uzyskiwanych z zajęć nadal szła na opłaty i utrzymanie lokalu. My, oprócz prowadzenia zajęć, pracowałyśmy więc dodatkowo w innych miejscach i kształciłyśmy się w kierunku edukacji. Często za dużą część pracy wykonywanej dla Stowarzyszenia po prostu nie pobierałyśmy wynagrodzenia.
Czekałyśmy też na kolejne możliwości finansowania – czasem udawało się zdobyć środki, czasem nie. Z dzisiejszej perspektywy widzimy jednak, jak dużo wtedy się nauczyłyśmy: pisania wniosków, tworzenia budżetów, rozliczania pieniędzy, promocji, organizowania wydarzeń, pracy z ludźmi, zarządzania i myślenia o finansach. Stopniowo zaczynałyśmy też rozumieć, że jeśli organizacja ma istnieć przez kolejne lat, sama pasja i nasz wolontariat nie wystarczy.
Najbardziej uporczywy kryzys: pieniądze
Kryzys finansowy nie wydarzył się u nas raz. Przez wiele lat właściwie stale gdzieś nam towarzyszył.
Wokół małych lokalnych organizacji funkcjonuje przekonanie, że skoro prowadzą bezpłatne zajęcia, świetlice, pikniki czy inicjatywy finansowane ze środków publicznych, to urząd pokrywa również koszty ich codziennego funkcjonowania. Tymczasem rzeczywistość małego NGO jest znacznie bardziej skomplikowana.
Owszem, zdobywałyśmy i nadal zdobywamy dotacje. Najczęściej są to jednak pieniądze przeznaczone na konkretne działania: określoną liczbę warsztatów, zajęć, wypraw czy wydarzeń. Tymczasem organizacja, która chce mieć własną siedzibę i rozwijać działalność, musi przez cały rok opłacać czynsz, media, wyposażenie i wiele innych kosztów.
Dla małego NGO stworzenie stabilnego miejsca to naprawdę kawał ciężkiej pracy.
Dlatego działalność społeczna coraz mocniej przeplatała się u nas z odpłatną. Nie po to, żeby za wszelką cenę „uniezależnić się od grantów”, ale dlatego, że konsekwentnie zmierzałyśmy w stronę stworzenia trwałego i stabilnego miejsca na mapie Warszawy.
Trzy przeprowadzki i za każdym razem wszystko od początku
Aż trudno sobie wyobrazić, ale w ciągu tych 15 lat trzykrotnie zmieniałyśmy siedzibę. Każda przeprowadzka oznaczała ogrom logistyczny i właściwie budowanie miejsca od nowa.
Najdłużej byłyśmy przy ul. Konarskiego 83, na ukochanym – zwłaszcza przez nasze dzieci – Osiedlu Przyjaźń. Później przeniosłyśmy się na Boernerowo, tuż przy Lasie Bemowskim, dokładnie do Domku Przygoda – miejsca, które przejęłyśmy po szkole demokratycznej prowadzonej przez naszych przyjaciół, Elizę i Przemka.
Działałyśmy tam aż do okresu po pandemii, kiedy budynek został wystawiony na sprzedaż.
Sama pandemia była, podobnie jak dla wielu osób, kolejną próbą przetrwania. Zajęcia przeniosłyśmy do internetu, a Klub przetrwał w dużej mierze dzięki społeczności, która przez lata wokół niego powstała. Mamy z małymi dziećmi nadal uczestniczyły w naszych zajęciach online. Prowadziłyśmy Pracownię, gordonki, warsztaty dla dzieci, a nawet grupę śpiewaczą dla dziewczynek. To był wzruszający czas – zobaczyłyśmy, że społeczność nie opuściła nas w tym dziwnym i trudnym momencie.
Kiedy musiałyśmy wyprowadzić się z Domku Przygoda, jednej rzeczy byłyśmy już pewne: nie chcemy odchodzić z Lasu. Las stał się bowiem częścią naszej pracy, edukacji i sposobu myślenia o miejscu dla dzieci i rodzin.
Powstały zajęcia Adaptacja Montessori, podczas których pracowałyśmy z maluszkami w Pracowni, a jednocześnie wychodziłyśmy z nimi na leśne wyprawy. To był właściwie zaczyn naszego przyszłego przedszkola.
Pewnego dnia zadzwoniła do nas Marysia i powiedziała, że z chęcią zapisałaby do nas swoje dziecko do przedszkola. To był dla nas pierwszy mocny impuls. Pomyślałyśmy: może warto? Może jesteśmy już gotowe?
W międzyczasie udało nam się znaleźć kolejny dom na Boernerowie – trochę przypominający Domek Muminków. Zostałyśmy w nim przez następne trzy lata.
Las, Montessori i adaptacja – wtedy zrozumiałyśmy, dokąd zmierzamy
Coraz większą część naszej pracy zajmowała Pracownia Montessori. Prowadziłyśmy regularne, trzydniowe zajęcia adaptacyjne Montessori. Dzieci razem z rodzicami przygotowywali się z nami do kolejnego etapu w ich życiu- przedszkola.
Praca z ludźmi, zwłaszcza z rodzinami, pokazała nam, jak wiele emocji wiąże się z rodzicielstwem i jak często mogą one być zarówno źródłem siły, jak i ciężarem dla rodziców. Zaczęłyśmy więc szukać metod, które pomogą im być jednocześnie stanowczymi i uprzejmymi wobec swoich dzieci. Ukończyłyśmy certyfikację na edukatorki Pozytywnej Dyscypliny i zaczęłyśmy pracować również z samymi rodzicami – pokazując im, co mogą robić, aby dzieci chciały z nimi współpracować, a relacja między nimi była budująca i oparta na zaufaniu.
Jednocześnie filozofia Montessori pokazała nam, że szacunek dla emocji i indywidualnego tempa dziecka może iść w parze z bardzo konkretną edukacją. Dzieci uczą się samodzielności i odpowiedzialności, ale także czytania, pisania, liczenia i poznawania świata.
Wtedy wiedziałyśmy już dwie rzeczy: chcemy stworzyć przedszkole Montessori i chcemy, żeby było przy lesie.
6. Dom, obok którego chodziłyśmy przez dwa lata
Podczas spacerów z dziećmi po Boernerowie regularnie przechodziłyśmy obok pięknego domu wystawionego na wynajem. Wiedziałyśmy, że nas na niego nie stać.
A jednak za każdym razem mówiłyśmy sobie: „Ten dom będzie kiedyś naszym przedszkolem”.
Mówiłyśmy tak przez dwa lata.
W końcu postanowiłyśmy sprawdzić, czy naprawdę jest to niemożliwe? Skontaktowałyśmy się z agencją i zaczęłyśmy szukać sposobu na sfinansowanie naszego pomysłu.
Zdecydowałyśmy się ubiegać o pieniądze dla ekonomi społecznej ze środków europejskich w formie pożyczki. Dokumentację składałyśmy trzy razy. Za każdym razem oznaczało to ogrom formalności, kolejne poprawki i mnóstwo pracy organizacyjnej.
Nie udało się za pierwszym razem. Ani za drugim.
Złożyłyśmy dokumenty trzeci raz.
I tym razem się udało.
Przedszkole nie zastąpiło Stowarzyszenia
Powstanie Przedszkola Pracownia Montessori na Bemowie było dla nas ogromną zmianą. Po latach działalności społecznej stworzyłyśmy miejsce, które mogło zapewnić nam również stabilniejszą pracę zawodową.
Nie oznaczało to jednak końca Stowarzyszenia ani Klubu Mam.
To, co wcześniej nauczyłyśmy się robić jako społeczniczki, nadal jest częścią naszej codzienności. Wciąż odpowiadamy na potrzeby rodzin, wymyślamy nowe inicjatywy, organizujemy je i zdobywamy na nie środki.
Działalność odpłatna i społeczna funkcjonują więc równolegle. Czasem uczestnik bezpłatnego wydarzenia zostaje później uczestnikiem naszych zajęć. Czasem rodzic, który przyszedł do Pracowni jako klient, staje się częścią społeczności i angażuje się w kolejne nieodpłatne działania. Zdarza się też, że rodzice, którzy uczestniczyli w naszych zajęciach zaczynaja z nami pracować.
Te trzy obszary – klienci, pracownicy i przyjaciele– nieustannie się przenikają. Nauczyłyśmy się jednak pilnować, w jakiej roli w danym momencie występujemy: kiedy jesteśmy nauczycielkami, kiedy pracodawczyniami, kiedy organizatorkami działań społecznych, a kiedy po prostu częścią lokalnej społeczności.
8. Tego nie da się zbudować bez ludzi
Przez wszystkie te lata ogromne znaczenie miała społeczność, która rosła wokół Klubu Mam na Bemowie i Pracowni Montessori.
Ludzie pomagali nam przy remontach, przeprowadzkach, przewożeniu rzeczy i szukaniu kolejnych lokali. Przychodzili na wydarzenia, wracali na następne, przyprowadzali znajomych. Czasem najważniejsze były po prostu słowa, że to miejsce jest potrzebne, że to, czego rodzice nauczyli się dzięki naszym działaniom, zostało z nimi i wpłynęło na sposób, w jaki wychowują swoje dzieci.
Były oczywiście również porażki. Niewłaściwie dobrani współpracownicy, nietrafione pomysły, trudne decyzje i inicjatywy, których dziś już nie powtórzyłybyśmy.
Były też sympatyczne chwile małej „sławy” – wywiad dla TVN Style czy teksty o Klubie w portalach parentingowych.
Nie cofnęłybyśmy jednak żadnego z tych doświadczeń. To właśnie dzięki nim nauczyłyśmy się zatrzymywać, rozmawiać, wyciągać wnioski i świadomie decydować, w którą stronę chcemy iść.
Po piętnastu latach
Dzisiaj Stowarzyszenie Rodzice Razem prowadzi Klub Mam na Bemowie, Pracownię Montessori oraz Przedszkole Pracownia Montessori na Bemowie. Działalność społeczna nadal pozostaje ważną częścią tego, kim jesteśmy.
Nie jesteśmy już w miejscu, w którym byłyśmy kilkanaście lat temu. Mamy własne miejsca pracy, doświadczenie, kompetencje i znacznie większą świadomość tego, czym różni się działalność społeczna od odpłatnej i biznesowej – i jak mądrze pozwolić im się spotykać.
Nadal chcemy, żeby obok przedszkola i zajęć odpłatnych istniała przestrzeń, do której można przyjść nie jako klient, ale po prostu jako rodzic, dziecko, sąsiad czy człowiek, który chce być z innymi.
Połączyły nas dzieci, przyjaźń i potrzeba działania. Z czasem dołączyła do tego wspólna pasja do edukacji i Montessori.
Przez piętnaście lat budowałyśmy organizację i własne miejsca pracy. Ale chyba najważniejsze jest to, że ta praca zbudowała również nas – i przyjaźń, która przetrwała próbę czasu.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Agnieszka Pryca-Nalepka, Stowarzyszenie MOST
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST