„Dziś wiem, że jestem liderką” – Ewelina Gzowska z POŻYTKU i jej droga do świadomego liderstwa [wywiad]
Od prawie dziesięciu lat zarządza w Tłuszczu Spółdzielnią Socjalną „POŻYTEK”, która współpracuje z ponad 220 osobami. Ewelina Gzowska opowiada o swojej drodze od pracy socjalnej do zarządzania przedsiębiorstwem społecznym, odkrywaniu własnych mocnych stron i uczeniu się liderstwa. O tym, jak budować zaufanie, wzmacniać samodzielność zespołu i dlaczego nawet najbardziej zaangażowana liderka musi znaleźć czas dla siebie.
Katarzyna Bryczkowska: – Od prawie dziesięciu lat zarządzasz Spółdzielnią Socjalną, ale Twoja droga zawodowa zaczęła się zupełnie gdzie indziej. Jak to się stało, że zostałaś liderką?
Ewelina Gzowska: – Zaczynałam jako pracowniczka socjalna w Ośrodku Pomocy Społecznej w Tłuszczu. Pracowałam też jako asystentka rodziny, później prowadziłam Klub Integracji Społecznej i właśnie tam zaczęła się moja droga do zarządzania ludźmi.
W 2016 roku pojawił się pomysł utworzenia spółdzielni socjalnej, a od 2017 roku nią zarządzam. Dziś mamy ponad 220 osób pracujących na umowach zlecenia i siedem etatów. Prowadzimy klub dziecięcy „Mali odkrywcy”, świadczymy usługi opiekuńcze, usługi asystencji osobistej, opiekę wytchnieniową, prowadzimy warsztaty i zajęcia rękodzielnicze. Robimy rzeczy, które dają nam satysfakcję, ale też pozwalają zarabiać i utrzymywać działalność.
Przez te lata bardzo dużo się nauczyłam. Skończyłam studia MBA z zarządzania przedsiębiorstwem społecznym, niedawno również Akademię Liderską. Staram się korzystać z każdej okazji do nauki, szczególnie od osób, które mają podobne doświadczenia, ale najciekawsze jest to, że przez długi czas wcale nie myślałam o sobie jako o liderce.
A pamiętasz moment, kiedy po raz pierwszy poczułaś, że nią jesteś?
– To był proces. Myślę, że pewne cechy miałam w sobie dużo wcześniej, tylko nie potrafiłam ich nazwać. Ogromne znaczenie miała moja mama, która niestety już nie żyje. Od dziecka wpajała mi, że muszę zadbać o swoją przyszłość, być niezależna i mieć coś swojego. Do dziś pamiętam jej słowa: „Pamiętaj, żebyś nigdy nie musiała na nikogo liczyć”, to budowało we mnie poczucie wartości i wiarę we własne możliwości. Jednocześnie byłam raczej cichą, wycofaną osobą, nie wyrywałam się do przewodzenia innym.
Co ciekawe, ludzie jakoś sami dostrzegali we mnie takie umiejętności. Wybierali mnie do samorządu klasowego, później na studiach na starościnę grupy. Wszędzie jakoś tak się układało, że to ja miałam organizować, pilnować, zbierać ludzi, ale wtedy nie nazywałam tego liderstwem.
Dopiero w Ośrodku Pomocy Społecznej w Tłuszczu zauważyłam, że ludzie do mnie lgną. Pracowałam z bardzo różnymi osobami - dziećmi, rodzinami w trudnej sytuacji, ludźmi z doświadczeniem uzależnienia i odkryłam, że potrafię bardzo szybko nawiązać z nimi kontakt, zdobyć ich zaufanie.
Po kilku miesiącach zostałam liderką Klubu Integracji Społecznej.
I tam wydarzyło się coś, co utwierdziło Cię w przekonaniu, że praca z ludźmi jest Twoją drogą?
– Tak. Prowadziłam projekt dla dwunastu bezrobotnych kobiet. Przygotowałam bardzo intensywny program - osiem godzin zajęć dziennie przez całe wakacje.
I te kobiety przychodziły! Chciały uczestniczyć, słuchały mnie, angażowały się. Pamiętam, jak ogromne wrażenie zrobiło na mnie to, że potrafię zebrać grupę, zmotywować ją i sprawić, że chce wspólnie działać. Wtedy po raz pierwszy naprawdę pomyślałam, że chyba mam do tego talent.
W ramach projektu pojechałyśmy na wizytę studyjną do spółdzielni socjalnej w Siedlcach. Chciałyśmy pokazać uczestniczkom, że mogą wspólnie stworzyć własne miejsce pracy. Pomysł założenia spółdzielni w Tłuszczu miała wtedy ówczesna, kierowniczka OPS. Od pewnego czasu mówiła o tym, zastanawiała się, kto mógłby zostać prezesem. Po powrocie z wizyty usiadłam w domu i pomyślałam: „A może to jest właśnie coś dla mnie?”. Poszłam do Kasi i powiedziałam: „Słuchaj, a może ja zostałabym tą prezeską?”, a ona odpowiedziała: „Ja tylko czekałam, aż to powiesz!”.
To był niezwykle ważny moment. Ona zobaczyła we mnie potencjał, zanim ja sama do końca w niego uwierzyłam. Nie naciskała, nie próbowała mnie przekonywać. Pozwoliła, żebym sama podjęła decyzję.
Czy kiedy objęłaś funkcję prezeski, od razu poczułaś się liderką?
– Absolutnie nie! Czułam się prezeską, osobą odpowiedzialną za zarządzanie, zatrudnianie ludzi, podatki, ZUS, dokumenty i wszystkie sprawy związane z prowadzeniem przedsiębiorstwa. Ale nie myślałam o sobie jako o liderce.
Dopiero podczas studiów MBA, w 2019 roku, zaczęłam rozumieć, że to, co robię, jest właśnie liderstwem. Przecież to ja podejmuję decyzje, angażuję ludzi, buduję zespół, szukam nowych możliwości, rozwijam działalność. Nie chodzi tylko o zarządzanie dokumentami czy pilnowanie terminów, ale o tworzenie czegoś wspólnie z innymi.
Wtedy zaczęłam inaczej patrzeć na swoją rolę.
Dziś wiem, że do liderstwa dojrzewałam powoli. To nie wydarzyło się jednego dnia. Uczyłam się go przez lata, nawet nie zdając sobie sprawy, że właśnie to robię.
Co było dla Ciebie największym zaskoczeniem, kiedy zaczęłaś kierować ludźmi?
– To, że oni naprawdę chcą za mną iść! Do dziś mam ciarki, kiedy o tym myślę. Nie musiałam wkładać ogromnego wysiłku w to, żeby ludzie mi zaufali, żeby przyszli na spotkanie, zaangażowali się w projekt czy wspólne działanie, to przychodziło dość naturalnie.
Kiedy potrzebowałam zebrać grupę do kolejnego projektu, wystarczyło skontaktować się z kilkoma osobami i ludzie przychodzili.
Najbardziej zaskoczyło mnie właśnie to zaufanie. Że chcą być ze mną, słuchają mnie, wierzą, że to, co proponuję, ma sens. Z czasem nauczyłam się świadomie wykorzystywać tę umiejętność. Zaczęłam odważniej planować nowe działania, pisać projekty, rozwijać spółdzielnię.
Dzisiaj nie boję się, że nie znajdę ludzi do kolejnego przedsięwzięcia. Wiem, że potrafię ich zaangażować.
A czego musiałaś się nauczyć? Bo umiejętność przyciągania ludzi to jedno, ale zarządzanie dużym zespołem wymaga przecież zupełnie innych kompetencji.
– Oj, bardzo wielu rzeczy! Zostałam prezeską właściwie z pozycji zwykłej pracowniczki. Nie miałam doświadczenia w zarządzaniu przedsiębiorstwem ani dużym zespołem. Na początku największym problemem było delegowanie obowiązków. Byłam przyzwyczajona do tego, że ktoś mówi mi, co mam zrobić, a ja wykonuję zadanie. Nagle to ja musiałam wyznaczać kierunek, organizować pracę i podejmować decyzje i musiałam zrozumieć, że nie mogę robić wszystkiego sama.
Bardzo pomogły mi studia MBA, podczas których uczyłam się zarządzania, organizacji pracy, komunikacji w zespole, ale teoria to jedno, a codzienność spółdzielni to drugie. Tu nie zarządza się projektem przez rok, a potem zamyka dokumentację. To przedsiębiorstwo, które musi funkcjonować każdego dnia.
Do dziś czasami mam taki odruch, że kiedy pojawia się nowe zadanie, myślę: „To może sama to zrobię?”.
Ale coraz częściej potrafię się zatrzymać i przekazać je komuś innemu.
Dużo mówisz o budowaniu zespołu. Co jest dla Ciebie najważniejsze w relacjach z pracownikami?
– Żeby ludzie czuli się bezpiecznie i wierzyli we własne możliwości. Sama spotykałam osoby zarządzające, które nie potrafiły dać mi poczucia, że jestem kompetentna, że dobrze wykonuję swoją pracę. I wiem, jak bardzo tego brakuje.
Dlatego staram się robić to inaczej. Jeżeli ktoś popełni błąd, nie mówię: „Zostaw, źle zrobiłaś, ja to poprawię”. Wolę powiedzieć: „Spróbujmy inaczej. Zobaczmy, jak możemy to zrobić lepiej”.
Chcę, żeby moi współpracownicy rozwijali się, zdobywali wiedzę, podejmowali własne decyzje. Wysyłam ich na szkolenia, zachęcam do uczenia się, daję przestrzeń do samodzielności.
Trochę robię to również dla siebie, bo im bardziej samodzielny mam zespół, tym więcej czasu mogę poświęcić na rozwijanie spółdzielni, ale najważniejsze jest to, że oni wiedzą, że sobie poradzą, że są kompetentni, że mogą podejmować decyzje i że nie zostaną sami, kiedy pojawi się problem.
Czy miałaś taki moment, w którym przekonałaś się, że udało Ci się zbudować naprawdę silny zespół?
– Pandemia - to był bardzo trudny czas. Wiele instytucji pracowało zdalnie, urzędy były zamknięte, a my musieliśmy dalej funkcjonować.
Moje biuro było otwarte. Pracownicy wiedzieli, że mogą przyjść, porozmawiać, uzyskać wsparcie i oni mnie nie zostawili. Nie uciekli, mimo ogromnej niepewności. Przeszliśmy przez ten czas razem.
Co dla mnie bardzo ważne, nie musiałam zwolnić ani jednej osoby z powodu pandemii.
Pomyślałam wtedy, że skoro przetrwaliśmy coś tak trudnego, to damy sobie radę również z kolejnymi wyzwaniami, to właśnie jest dla mnie istota liderstwa. Nie to, że ja jestem najważniejsza, ale że mamy zespół, który wzajemnie się wspiera i potrafi działać.
A co, jeśli ktoś nie podziela Twojej wizji? Jeśli pracownik nie chce iść w kierunku, który proponujesz?
– To się oczywiście zdarza. Nie wszyscy zostali ze mną przez te lata. Ale nie uważam tego za porażkę. Nie każda osoba musi pasować do każdego zespołu i nie każdy musi zgadzać się z moim sposobem działania.
Zdarzały się sytuacje, że ktoś odchodził, bo inaczej wyobrażał sobie swoją pracę albo po prostu nie odnajdywał się w naszej organizacji. Nie rozstawaliśmy się w złych relacjach. Po prostu czasami trzeba uznać, że nasze drogi się rozchodzą.
Dla mnie ważne jest, żeby osoby, które tworzą zespół, rozumiały, po co działamy, i chciały w tym uczestniczyć. Nie da się nikogo zmusić do zaangażowania.
Co daje Ci energię i motywację do działania po prawie dziesięciu latach zarządzania spółdzielnią?
– Ludzie. Zdecydowanie ludzie. Ci, którzy codziennie przychodzą do pracy i się uśmiechają. Osoby, którym pomagamy i które dzwonią, żeby podziękować. Czasem słyszę, że mam głos anioła, bo wreszcie ktoś pomógł rozwiązać ich problem, to są dla mnie najważniejsze momenty.
Czasami ludzie pytają mnie, dlaczego nadal pracuję w Tłuszczu. Przecież skończyłam MBA, mam doświadczenie, mogłabym szukać pracy w dużej firmie czy zarządzie jakiejś spółki, a ja odpowiadam: „Ale po co?” - to jest moje miejsce. To jest coś, co zbudowałam, moje dziecko.
Kocham ekonomię społeczną i widzę w niej ogromny potencjał.
Oczywiście, że bywają trudne chwile. Miałam nawet taki moment, kiedy powiedziałam, że mam już wszystkiego dosyć, że odchodzę, niech ktoś inny zajmie się zarządzaniem i wtedy usłyszałam od zespołu: „Jak ty odejdziesz, to my też”. Z jednej strony pomyślałam, że to ogromna odpowiedzialność, ale z drugiej poczułam, jak silne więzi nas łączą i że naprawdę możemy razem zrobić bardzo wiele.
A co najbardziej odbiera Ci energię?
– Przeciążenie i ciągła odpowiedzialność. U mnie szczególnie trudny jest koniec roku. Kończą się projekty, trzeba je rozliczyć, przygotować kolejne wnioski, przetargi, zaplanować pracę i finansowanie na następny rok, a przecież to wszystko nie robi się samo. Ja piszę projekty, odpowiadam za to, żeby były pieniądze na dalsze funkcjonowanie spółdzielni.
Zauważyłam, że mniej więcej jesienią często dopada mnie ogromne zmęczenie. Mam poczucie, że już nie dam rady i wtedy bardzo pomagają mi spotkania z ludźmi z sektora. Wyjeżdżam na szkolenia, wizyty studyjne, rozmawiam z innymi osobami zarządzającymi spółdzielniami.
Widzę, że mają podobne problemy, zmagają się z podobnymi trudnościami. Wymieniamy doświadczenia, wspieramy się. Wracam z takich spotkań z nową energią. Znowu mam pomysły, chce mi się działać.
Dlatego uważam, że liderki nie powinny zamykać się w swoich organizacjach. Trzeba spotykać się z innymi, rozmawiać, korzystać z ich wiedzy.
Wspominałaś, że przez długi czas nie potrafiłaś odpoczywać. Co sprawiło, że zaczęłaś to zmieniać?
– To była długa droga. Tak naprawdę dopiero około trzech lat temu zaczęłam poważnie myśleć o tym, że muszę zadbać również o siebie. Wcześniej żyłam w przekonaniu, że jako prezeska jestem odpowiedzialna za wszystko, że powinnam pracować właściwie bez przerwy.
Pamiętam, jak codziennie zabierałam laptop do domu. Kładłam go na kanapie i nawet jeśli nie pracowałam, to cały czas miałam go przed oczami.
Siedziałam wieczorem i myślałam: „Dlaczego nie pracujesz? Przecież tyle jeszcze masz do zrobienia!”. Szłam spać zdenerwowana, że niczego nie zrobiłam, a przecież następnego dnia mogłam spokojnie wykonać te zadania.
Podczas jednego ze szkoleń dotyczących wypalenia zawodowego mieliśmy zaplanować jedną konkretną zmianę, którą wprowadzimy w życie. Postanowiłam wtedy, że przestanę zabierać laptop do domu. I to wcale nie było łatwe! Musiałam nauczyć się, że kiedy wychodzę z pracy, mam prawo odpoczywać, że nie muszę być prezeską przez całą dobę.
Co pomogło Ci zrozumieć, że odpoczynek to nie luksus, ale konieczność?
– Rozmowy z ludźmi. Między innymi z psycholożką, z osobami, z którymi pracowałam podczas szkoleń i rozwoju zawodowego. W pewnym momencie zaczęłam słyszeć od różnych osób podobne rzeczy: „Ewelina, jeśli ty nie będziesz zdrowa i szczęśliwa, to jak chcesz zadbać o innych?” i to zaczęło do mnie docierać. Przecież mam dwie córki, dom, spółdzielnię, zespół. Chcę, żeby oni wszyscy byli bezpieczni, zadowoleni, żeby dobrze funkcjonowali, ale żeby tak było, ja również muszę być w dobrej kondycji.
Długo myślałam odwrotnie. Najpierw wszyscy inni, a ja gdzieś na końcu. Dziś wiem, że to tak nie działa.
Jak teraz dbasz o siebie? Masz jakieś konkretne sposoby?
– Przede wszystkim uczę się odpuszczać. Mam psa, którego często zabieram ze sobą do biura. Kiedy czuję, że jestem zmęczona albo potrzebuję chwili oddechu, wychodzę z nim na spacer i to jest dla mnie ogromna wartość. Mogę na chwilę oderwać się od obowiązków, przewietrzyć głowę, wrócić z inną energią.
Korzystam też z różnych form odpoczynku i regeneracji. Nawet do biura udało mi się pozyskać fotel do masażu, bo uznałam, że muszę stworzyć sobie i pracownikom przestrzeń, w której możemy choć na chwilę się zatrzymać, ale najważniejsza zmiana wydarzyła się w moim sposobie myślenia.
Na początku 2026 roku postanowiłam, że to będzie rok, w którym bardziej skupię się na sobie, na swoim spokoju, zdrowiu, równowadze…
Wtedy pojawiła się możliwość udziału w Akademii Liderskiej, to był dla mnie niezwykle ważny czas. Nie tylko uczyłam się zarządzania, ale przede wszystkim przyglądałam się sobie jako liderce, kobiecie, matce, człowiekowi. Mogłam na trzy dni wyjechać z biura, wyłączyć telefon i naprawdę zająć się sobą.
I wiesz, co jest najpiękniejsze? Mogłam to zrobić dlatego, że wcześniej zbudowałam samodzielny zespół. Wiedziałam, że oni sobie poradzą.
Czyli umiejętność delegowania zadań pomogła Ci również odzyskać czas dla siebie?
– Dokładnie tak. Kiedyś wydawało mi się, że wszystko musi przechodzić przeze mnie. Dzisiaj wiem, że jeśli dobrze przygotuję ludzi do samodzielnej pracy, to nie tylko oni się rozwijają, ale też ja mogę trochę odetchnąć - to jest korzyść dla wszystkich.
Dlatego tak bardzo zachęcam inne liderki do korzystania ze wsparcia: coachingu, tutoringu, mentoringu, szkoleń, spotkań rozwojowych.
Czasami ktoś z zewnątrz potrafi zobaczyć w nas rzeczy, których same już nie dostrzegamy. Może nam uświadomić, jak bardzo jesteśmy przeciążone, jak wiele na siebie bierzemy i że wcale nie musimy tak funkcjonować. Nie jesteśmy przecież robotami. Nie mamy nieograniczonych zasobów.
Po tylu latach doświadczeń zaczynasz też sama wspierać innych liderów i liderki. To kolejny etap Twojej drogi?
– Tak, i bardzo mnie to cieszy. Niedawno skończyłam Akademię Liderską i podczas rozmów o kolejnej edycji szkoleń pomyślałam, że przecież ja już nie muszę tylko siedzieć i słuchać.
Mam wiedzę, doświadczenie i mogę się nimi dzielić. Powiedziałam nawet prowadzącej, że jeśli będą potrzebowali trenerki, to chętnie poprowadzę warsztaty i byłam z siebie dumna, że potrafiłam to powiedzieć. Nie dlatego, że uważam się za najmądrzejszą, ale dlatego, że widzę już wartość tego, czego się nauczyłam.
Zaczęłam prowadzić szkolenia i warsztaty dla innych. Niedawno prowadziłam trzy warsztaty w Tomaszowie Mazowieckim. Wracałam stamtąd zmęczona, ale szczęśliwa. Uczestniczki mówiły, że dowiedziały się ode mnie rzeczy, których wcześniej nikt im nie powiedział, to daje ogromną satysfakcję.
Coraz częściej inni dzwonią do mnie z pytaniami, jak założyć spółdzielnię, jak zarządzać, jak poradzić sobie z różnymi problemami i widzę, że pojawia się przede mną nowy kierunek. Chciałabym nie tylko rozwijać własną spółdzielnię, ale też pomagać innym osobom budować ich organizacje i odnajdywać się w roli liderskiej.
Gdybyś miała powiedzieć coś kobiecie, która dopiero zaczyna swoją drogę liderską, co by to było?
– Przede wszystkim: uwierz w siebie, ale nie wymagaj od siebie doskonałości.
Nie musisz od razu wszystkiego wiedzieć, wszystkiego umieć, być idealna i bezbłędna.
Ja też popełniałam błędy. Zdarzało się, że źle oceniłam projekt, coś zrobiłam nie tak, czegoś nie dopilnowałam. Tak się zdarza, ale to nie oznacza, że jestem złą liderką. Uczymy się na błędach.
Bardzo ważne jest też, żebyś dała sobie prawo do odpoczynku. Żebyś nie myślała, że jesteś niezastąpiona i wszystko musi zależeć od Ciebie. Korzystaj z pomocy innych. Ucz się, spotykaj z ludźmi, wychodź ze swojej organizacji. Pozwól, żeby ktoś spojrzał na Ciebie z boku, pomógł Ci zobaczyć Twoje mocne strony, ale też ograniczenia i nie porównuj się ciągle z innymi. Każda z nas jest na innym etapie, ma inne doświadczenia, inne możliwości.
Trzeba znaleźć własną drogę.
A gdybyś miała dzisiaj podsumować swoją przemianę z ostatnich dziesięciu lat?
– Jakiś czas temu spotkałam znajomego, który pamiętał mnie jeszcze z czasów pracy w OPS.
Powiedział: „Ewelina, ja pamiętam, jak siedziałaś w kącie na kanapie, w granatowym golfie, robiłaś jakieś filcowane ozdoby. Nawet oczu nie podnosiłaś, taka byłaś cicha i wycofana”, a potem spojrzał na mnie i powiedział: „A teraz idziesz w szpilkach, z laptopem, pewna siebie, rozmawiasz ze wszystkimi, podejmujesz decyzje, zatrudniasz ludzi, budujesz przedsiębiorstwo”.
Wtedy naprawdę dotarło do mnie, jak długą drogę przeszłam. Od dziewczyny, która nie wiedziała dobrze, co chce robić w życiu, do osoby, która zarządza dużą organizacją, podejmuje decyzje i wspiera innych.
Kiedy odbierałam 24 października certyfikat ukończenia Akademii Liderskiej, poczułam, że mogę już powiedzieć o sobie: jestem świadomą liderką.
Wiem, jak ważna jest praca. Wiem, jak ważni są ludzie. Jednak dzisiaj wiem również, jak ważna jestem ja sama i chyba właśnie to jest dla mnie najważniejsza lekcja z tych dziesięciu lat.
Rozwijaj swój potencjał liderski z ElevatHER
Liderką nie zostaje się w jeden dzień. To proces odkrywania własnych mocnych stron, zdobywania doświadczeń, uczenia się współpracy i dbania o siebie.
W projekcie ElevatHER – Overcoming the Gender Power Gap przygotowano bezpłatne narzędzia edukacyjne dla kobiet, które chcą rozwijać swoje kompetencje liderskie i działać społecznie.
Aplikacja mobilna: https://boris.org.pl/elevather-bezplatna-aplikacja-rozwojowa-dla-kobiet/
Projekt ElevatHER jest współfinansowany przez Unię Europejską.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Dorota Setniewska, ngo.pl
-
Stowarzyszenie Nowoczesnej Edukacji Prawnej
-
Ela Bajda, Stowarzyszenie Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo w Sopocie
-
Dorota Setniewska, ngo.pl