Człowiek kontra formularz. Dwie lekcje odporności
Lipiec zwykle kojarzy się z odpoczynkiem. Dla nas stał się miesiącem formularzy. Jeden nauczył nas wszystkiego, co trzeba wiedzieć o kolorach. Drugi kazał sprawdzić, czy przypadkiem nie jesteśmy więcej niż jedną fundacją. Oba okazały się całkiem niezłym treningiem odporności.
Kiedy zakładałyśmy FemiVoice, spodziewałam się różnych wyzwań. Że będziemy szukać partnerów, zdobywać środki, przekonywać ludzi do naszych pomysłów. Nie miałam pojęcia, jak dużo energii pochłonie próba zrozumienia formularzy i jak cenne lekcje będzie można z nich wyciągnąć.
Lekcja pierwsza: kolor ma znaczenie
Przyszedł lipiec, a wraz z nim pierwsze w historii naszej organizacji złożenie sprawozdania finansowego do KRS. Podchodziłyśmy do tego z pewną nieśmiałością. System KRS już raz zdążył nas przeczołgać przy zakładaniu fundacji, więc trudno było zakładać, że tym razem będzie inaczej.
Przeczytaj: „Z pamiętnika młodej fundacji. Bilans noworodka” →
Deadline się zbliżał, nie było na co czekać. Zalogowałam się do systemu i całkiem sprawnie znalazłam formularz do składania sprawozdań. A potem zaczęły się schody.
Działamy od połowy maja 2025 roku, więc zgodnie z logiką wpisałam okres od dnia rejestracji do końca roku. Formularz uprzejmie podświetlił daty na żółto i poinformował, że data nie zgadza się z rokiem obrotowym. No dobrze. Poprawię. Bo może chodzi o to, żeby wpisać cały rok. Wpisałam 1 stycznia. Formularz poinformował mnie, że nie mogę wpisać daty wcześniejszej niż dzień rejestracji fundacji.
Czyli i tak źle, i tak niedobrze.
Zadzwoniłam na infolinię.
Swoją drogą: czy dzwoniliście kiedyś do KRS? Mają tam muzykę jak z Archiwum X. Człowiek od razu czuje, że wkracza w inny wymiar.
Za pierwszym razem byłam dziesiąta w kolejce. Po trzydziestu minutach się poddałam i napisałam mail. Dni mijały. Termin zbliżał się nieubłaganie. Zadzwoniłam ponownie. Tym razem byłam już tylko piąta. Po około dwudziestu minutach odebrała bardzo miła pani. Zaczęłam opisywać żółty komunikat.
– Proszę się nie przejmować żółtym – przerwała mi. – Żółte to tylko informacja. Czerwonym się trzeba przejmować.
– Ale mam nieaktywny przycisk „Wyślij”, więc chyba jednak…
– A podpisała to pani?
Fakt. Nie podpisałam. Zignorowałam trzy niepozorne kropeczki prowadzące do podpisu. Cała reszta była w porządku. Lubię takie historie. Takie, w których po drugiej stronie systemu siedzi człowiek, który w dwie minuty wyjaśnia coś, nad czym wcześniej głowimy się kilka dni. I jeszcze w gratisie dostajemy lekcję o znaczeniu kolorów.
Lekcja druga: najpierw ustal, kim jesteś
Kilka dni później zabrałyśmy się za wniosek grantowy. Program był skierowany do młodych organizacji i miał pomóc nam budować odporność. Ironia polegała na tym, że zanim mogłyśmy zacząć ją budować, trzeba było wykazać się niemałą odpornością przy wypełnianiu formularza.
Najpierw musiałyśmy ustalić, kim właściwie jesteśmy. Wśród prostych pytań o dane było też jedno podstępne. Brzmiało: czy fundacja jest podatnikiem VAT? Niby proste. A jednak przez chwilę zaczęłyśmy się zastanawiać. Mamy zarejestrowaną działalność gospodarczą, ale nigdy niczego nie sprzedałyśmy. Nie wystawiłyśmy ani jednej faktury. Więc jesteśmy, czy nie jesteśmy?
Na szczęście istnieje oficjalny wykaz podatników VAT. Człowiek całe życie myśli, że nieźle zna samego siebie. A potem przychodzi formularz grantowy i każe zweryfikować swoją tożsamość za pomocą oficjalnych danych.
Kiedy już ustaliłyśmy, kim jesteśmy, formularz postanowił sprawdzić, ile nas jest. Przeczytałyśmy: „Czy oferent jest podmiotami… ”. Zapadła cisza. Czy jest więcej fundacji FemiVoice? Czy są z nami w tym pokoju? Niepewnie rozejrzałyśmy się dookoła. Żadnych dodatkowych podmiotów.
To był tylko jeden z wielu momentów, kiedy więcej czasu poświęcałyśmy na zastanawianie się, co autor miał na myśli, niż na opisywanie tego, co naprawdę chcemy zrobić.
Wreszcie dotarłyśmy do części merytorycznej. I tu – na bogato. Limit we wszystkich polach wynosił ponad trzysta tysięcy znaków. Tak, policzyłyśmy. Na szczęście formularz nie wymuszał wersji max, więc nasz wniosek zamknął się w skromnych 14 stronach. Uznałyśmy, że nie ma sensu nadmiernie testować odporności osób oceniających.
Ostatecznie wniosek udało się złożyć. Oczywiście, w naszym stylu, czyli za pięć deadline. Kilka dni później dostałyśmy informację, że przeszedł ocenę formalną. Potraktowałyśmy to jako mały sukces. W młodej fundacji człowiek szybko uczy się doceniać drobne rzeczy. Na razie dopisujemy to osiągnięcie – z braku lepszych – do portfolio.
To był wyjątkowo męczący, ale i pouczający „wakacyjny” miesiąc. Wiem więcej o tym, kim jesteśmy i o przewadze żółtego nad czerwonym. I mam szczerą nadzieję, że kolorem sierpnia będzie zielony. Ogórkowozielony.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Iwona Danilewicz