W ciemności generujemy światło. Jak ukraińskie szkoły i biblioteki ratują lokalne wspólnoty [wywiad]
Ukraińskie szkoły i biblioteki dawno przestały pełnić wyłącznie tradycyjne role. W obliczu rosyjskiej inwazji stały się punktami pomocy humanitarnej, centrami wsparcia i schronami psychologicznymi. O pracy w ciągłym zagrożeniu, radzeniu sobie z traumą oraz o tym, jak w najtrudniejszych warunkach budować odporność lokalnych społeczności, opowiadają Maria Lionenko i Kateryna Sukhorebska.
Jędrzej Dudkiewicz: – Jak obecnie wygląda sytuacja ukraińskich instytucji, takich jak biblioteki czy szkoły? W jakich warunkach muszą działać?
Maria Lionenko, Edmind: – Dużo zależy od tego, w jakim rejonie znajduje się szkoła. Jeżeli mówimy o zachodzie Ukrainy, to wszystko wygląda mniej więcej normalnie, dzieci uczęszczają do placówek i tylko co jakiś czas, gdy jest taka potrzeba, udają się do schronów. Bywa, jak chociażby w Mikołajowie, że dzieje się tak nawet dwanaście razy dziennie.
Wiele szkół pracuje w zmiennym trybie – część uczennic i uczniów jest w budynku, a część online, co jakiś czas się wymieniają. Wynika to z tego, że nie wszędzie jest odpowiednio dużo miejsca w schronach. Bardzo dużo placówek zostało też niestety zniszczonych, więc nauka kontynuowana jest wyłącznie zdalnie.
Podobnie rzecz ma się w przypadku terenów, gdzie jest na tyle niebezpiecznie, że stacjonarna edukacja byłaby zbyt dużym ryzykiem. Niektóre szkoły, na przykład w obwodzie zaporoskim i charkowskim, działają w podziemiu, wszystkie zajęcia odbywają się w schronach, pod ziemią.
Kateryna Sukhorebska, RISE Ukraine: – Kiedy rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę, chyba tylko pierwszego dnia pracownice i pracownicy bibliotek zostali w domach. Po prostu nie wiedzieliśmy, co robić, trochę też nie mogliśmy uwierzyć, że to się naprawdę dzieje.
Szybko jednak okazało się, że do bibliotek zaczynają przychodzić uchodźcy, przede wszystkim kobiety z dziećmi. Zapanował oczywiście chaos, ale staraliśmy się jak najszybciej opanować sytuację i szykować schrony. Chcieliśmy, by znalazły się tam nie tylko woda, żywność i leki, ale też książki i zabawki. Otrzymaliśmy w tym dużą pomoc od wolontariuszek i wolontariuszy, zawsze będę pamiętać poczucie wspólnoty, które się wtedy pojawiło.
Biblioteka zyskała też funkcję informacyjną – przekazywaliśmy ludziom, gdzie mogą się zgłosić w sprawie noclegów, jedzenia, pomocy humanitarnej, jak wyglądają rozkłady pociągów. Nasza placówka dla wielu osób stała się przystankiem przed dalszą podróżą.
Nasza działalność szybko zaczęła się rozrastać; niedługo potem szyliśmy już siatki maskujące, pomagaliśmy w kserowaniu dokumentów, by nikt ich nie stracił. Przede wszystkim jednak mieliśmy mnóstwo przestraszonych dzieci, płaczących, chowających się pod dywanem lub stołem. Jedno pomieszczenie przeznaczyliśmy wyłącznie dla nich, tworząc przestrzeń do zabawy, czytania. Innymi słowy można powiedzieć, że biblioteki stały się centrum życia dla lokalnych społeczności.
Przed jakimi największymi wyzwaniami stoją szkoły i biblioteki i jak sobie z nimi radzicie?
Maria Lionenko: – Poza funkcjonowaniem w ciągłym stanie napięcia z powodu nalotów, alarmów, przerywania pracy, mamy problem na przykład z podręcznikami. Rosyjskie rakiety trafiają też w wydawnictwa i ich składy, niszcząc książki. 28 sierpnia zniszczony został wielki hub logistyczny, gdzie na wysyłkę czekało wiele świeżo wydrukowanych egzemplarzy podręczników. W związku z tym nauczycielki i nauczyciele często muszą improwizować i wymyślać nowe sposoby nauki. To też nie zawsze jest możliwe, bo zwyczajnie często nie ma prądu, a przez to oświetlenia lub ogrzewania. Wyzwania związane z infrastrukturą energetyczną również wpływają na to, co i jak możemy robić.
Kateryna Sukhorebska: – Bardzo ważną kwestią jest to, jak lęk i stres wpływają na psychikę, nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Trudno o koncentrację, dobry sen, a w związku z tym późniejsze uczenie się. Ze względu na życie w sytuacji ciągłego zagrożenia wiele osób, w tym najmłodszych, zaczęło chorować psychosomatycznie, ale też niekiedy na cukrzycę.
Istnieje niestety bardzo duże ryzyko, że wiele dzieci czeka bardzo trudna przyszłość. Wpierw była pandemia COVID-19, zaraz potem wojna – nie mogły i nadal nie mogą normalnie się uczyć, ale też spędzać czasu wolnego.
To wszystko powoduje też traumy, z którymi mierzy się w zasadzie każda Ukrainka i każdy Ukrainiec. Nie tylko Ci, którzy żyją najbliżej linii frontu, bo przecież złe informacje, które docierają do nas, mocno na nas wpływają. Jako pracownice i pracownicy biblioteki staramy się oczywiście po sobie nie pokazywać za dużo emocji, raczej się uśmiechamy, by móc zapewniać jak najlepszą pomoc tym, którzy do nas przychodzą. Gdy jest alarm, musimy zachowywać spokój, dbać o to, by nie wybuchła panika. To oczywiście nie jest takie proste, bo jesteśmy tylko ludźmi.
Maria Lionenko: – W szkołach jest podobnie. Mamy aplikacje, które sygnalizują potencjalne zagrożenie i w zasadzie codziennie trzeba być gotowym na różne rzeczy. Dopiero rano tak naprawdę wiadomo, czy danego dnia nauka będzie odbywać się stacjonarnie, czy online. Wymaga to elastyczności, dodatkowego nakładu pracy i jest to oczywiście nie tylko męczące, ale też wymagające emocjonalnie i psychicznie.
Mimo tego całego koszmaru szkoły i biblioteki wciąż działają, a często wchodzą w zupełnie nowe role – na przykład mocno angażując się we wsparcie psychiczne.
Kateryna Sukhorebska: – Tak, jedną z rzeczy, które robimy jest realizacja specjalnego programu dla dzieci, które żyją w nienormalnych warunkach psychologicznych, czyli podczas wojny lub katastrof. Jest to możliwe dzieci wsparciu Rise Alliance for Children, które nam to zaproponowało. Razem z kilkoma koleżankami przeszłyśmy specjalne szkolenie, by wiedzieć, jak najlepiej wspierać młode osoby w takiej sytuacji. Dzieci bowiem zdecydowanie za dużo wiedzą o wojnie, o alarmach, o rakietach, o śmierci. Są zdenerwowane tym, co się dzieje, widzą, że ich rodzice również się stresują. Zresztą wiele z nich straciło na froncie ojca, który był żołnierzem, albo żyją w ciągłej niepewności, bo od pół roku nie wiadomo, co się z nim dzieje. W takich warunkach zwyczajnie nie są w stanie przyjmować za wiele informacji.
Działania dla trzech grup wiekowych – 0–3, 3–6 i 6–11 lat – są oparte o dwa najważniejsze elementy – książkę i grę. W ten sposób staramy się tworzyć przestrzeń do tego, by chociaż trochę oderwać się od rzeczywistości, skupić na czymkolwiek innym. Bywa to trudne, pamiętam, jak przy okazji czytania i omawiania książeczki o dwóch myszkach oraz rysowania ich domków, jeden chłopiec powiedział „a ja nie mam domu”. To są więc tylko narzędzia, bo najważniejsza jest przy tym obecność, uwaga i ciepło.
Biblioteki przestały być miejscem, do którego przychodzi się wypożyczyć książkę, zamieniły się w swoiste schrony psychologiczne.
A ponieważ zaczęło to przynosić naprawdę dobre efekty, postanowiliśmy zainteresować programem inne biblioteki i ostatecznie założyliśmy organizację RISE Ukraine, która działa w ramach Rise Allience for Children.
W tym sensie biblioteki stały się miejscami, które – jakkolwiek by to nie zabrzmiało – zapewniają też jakąś namiastkę normalności i bezpieczeństwa. Jednocześnie są instytucjami dbającymi o całą społeczność lokalną, bo organizują czas, zapewniają informacje, wsparcie i w ten sposób budują jej odporność.
Kateryna Sukhorebska: – Bardzo dbamy o to, by biblioteki były miejscem, w którym nikną wszelkie podziały. Nie ma znaczenia, czy ktoś mieszka w okolicy od dawna, czy przyjechał tu ze względu na wojnę. W naszej instytucji ma czuć się zaopiekowany, bezpieczny.
Wiele osób zgłasza się do nas z pytaniem, czy mogą coś zrobić, chcą czuć się potrzebni. Dzielą się tym, co potrafią, a jednocześnie uczą nowych rzeczy. Drugiego dnia pełnoskalowej inwazji odezwał się do mnie Czerwony Krzyż z pytaniem, czy w bibliotece znajdzie się przestrzeń na zorganizowanie zajęć z pierwszej pomocy medycznej. Było mnóstwo chętnych, więc na jednych się nie skończyło. Nigdy wcześniej nie myślałam, że kiedyś będziemy robić podobne rzeczy. Na pewno są one jednak istotne i rzeczywiście budują odporność społeczności lokalnej na kryzysy.
Innym ważnym aspektem tego wszystkiego jest ratowanie ukraińskich książek. To kultywowanie kultury, historii, pamięci i tożsamości także stanowi część budowania odporności, bo przypomina ludziom, że Ukraina to niepodległy kraj i że jest jakaś nadzieja na przyszłość.
Maria Lionenko: – Z tego samego powodu ważne są szkoły, bo również dają możliwość słuchania o tym wszystkim. Razem z naszymi koleżankami z bibliotek widzimy i czujemy zresztą wdzięczność osób, które do nas przychodzą. Wiemy, że jesteśmy potrzebne. Tak naprawdę nie sposób wymienić wszystkich nowych rzeczy, które robią zarówno biblioteki, jak i szkoły. Organizujemy kiermasze dla ukraińskiej armii, oddajemy krew, przygotowujemy warsztaty arteterapeutyczne, nawiązujemy współpracę z organizacjami społecznymi. Staramy się być elastyczni i odpowiadać na potrzeby.
Kateryna Sukhorebska: – Spotykamy się czasem z pytaniami „czemu nie wyjechałyście?”. Ja bym mogła to zrobić, mam w Polsce rodzinę, znam język, równie dobrze mogłabym pracować w polskiej bibliotece. Uważam jednak, że to, co robię jest istotne dla mojego kraju, a przede wszystkim dla ludzi, w tym dzieci, które do nas przychodzą. Wracają zresztą ludzie, którzy uprzednio wyjechali, nie zawsze wiedzą, co dalej.
Trzeba już teraz budować zaangażowanie, wspólnotę, bo tylko razem poradzimy sobie z tym, co dzieje się obecnie i z tym, co nas czeka w przyszłości.
Wojna kiedyś się skończy, głęboko wierzę, że korzystnie dla nas. Można więc robić wszystko, by w tej ciemności generować światło, wzmacniać jak najwięcej osób. Czasem może się to udać dzięki wsparciu medycznemu, zapewnieniu schronienia, a czasem dzięki spędzeniu z kimś trochę czasu, poczytaniu razem książki.
Myślę, że w szkołach i bibliotekach nie ma przypadkowych osób – wśród pracownic i pracowników są ludzie, którzy nie tylko kochają czytać, ale kochają też innych ludzi. Bez tego nie da się budować odporności społecznej i gotowości na najróżniejsze kryzysy.
Kateryna Sukhorebska – bibliotekarka, dyrektorka ds. rozwoju krajowego biura RISE Ukraine.
Maria Lionenko – nauczycielka, kierowniczka ds. programów szkoleniowych i rozwoju zawodowego krajowego biura RISE Ukraine, działa też w organizacji Edmind.
Maria Lionenko i Kateryna Sukhorebska uczestniczyły w wizycie studyjnej „Ukraińskie biblioteki trzecim miejscem”, którą organizowała Federacja Mazovia w ramach przedsięwzięcia dofinansowanego przez Centrum Mieroszewskiego w ramach IV Otwartego Konkursu.
Źródło: informacja własna ngo.pl
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Dorota Setniewska, ngo.pl
-
Stowarzyszenie Nowoczesnej Edukacji Prawnej
-
Ela Bajda, Stowarzyszenie Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo w Sopocie
-
Dorota Setniewska, ngo.pl