To działaMY? Po X Ogólnopolskim Forum Inicjatyw Pozarządowych – z dumą i z goryczą [relacja]
W 1996 roku zgłoszenia na pierwsze Ogólnopolskie Forum Inicjatyw Pozarządowych (OFIP) wysyłano faksem. Na dziesiąte, jubileuszowe, zamiast biletu pokazywało się kod QR. Przez 30 lat zmieniło się niemal wszystko, ale to, co najważniejsze, pozostało – niesłabnąca potrzeba budowania wspólnego „my”.
Stadion i psujący się dom
OFIP od trzydziestu lat łączy osoby i organizacje, które działają na rzecz wspólnego dobra. To przestrzeń spotkania różnych doświadczeń, perspektyw i pomysłów na przyszłość społeczeństwa obywatelskiego.
Organizatorzy z Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych postanowili, że jubileuszowe forum zacznie się od oddania głosu uczestnikom. Karolina Dreszer-Smalec i Mateusz Wojcieszak poprowadzili fishbowl – chętne osoby miały dwie minuty na scenie, po czym zwalniały krzesło. Gdy padło pytanie o to, co znalazłoby się na dzisiejszym zdjęciu polskiego sektora pozarządowego, Joanna Rogowicz ze Stowarzyszenia Humanitas zobaczyła stadion pełen ludzi, którym wciąż „chce się chcieć”. Z kolei przedstawiciel Dolnośląskiego Sejmiku Młodzieży dostrzegł „stary, powoli rozsypujący się dom”, wskazując na brak młodych twarzy na OFIP-ie.
Te kadry sobie nie przeczą – o sektorze społecznym można opowiadać zarówno z dumą, jak i z goryczą. O czym rozmawiano podczas jubileuszowego forum?
Plasterek po plasterku
Gdyby z programu Forum wybrać jedno słowo-klucz, byłoby nim „odporność", bo obok rozwoju i profesjonalizacji do słownika sektora weszło przetrwanie. Dezinformacja, wrogie narracje, odcinanie finansowania, pozwy typu SLAPP, zorganizowany hejt i strach jako narzędzie presji to rzeczywistość, z która mierzy się niejedna organizacja społeczna.
Przestrzeń obywatelska rzadko kurczy się dziś na mocy zakazów. Częściej zawężają ją koszty – finansowe, prawne i psychiczne – które trzeba ponieść, żeby dalej robić swoje, na przykład obawiając się kar za solidarność z migrantami.
Proces ten nazwano metodą salami – odcina się plasterek po plasterku, a ubytek widać dopiero po czasie.
Odporności nie da się zaimprowizować w dniu kryzysu. Buduje się ją zawczasu i przez relacje, a nie heroizm pojedynczych liderek i liderów. Stąd na Forum nacisk na przejście z reagowania ad hoc (zbiórek na obronę prawną, listów poparcia) do trwałych mechanizmów, takich jak infrastruktura, dzięki której sektor przygotuje się na kryzysy, zanim te się rozkręcą.
W kraju żyjącym w cieniu wojny za wschodnią granicą odporność ma też wymiar dosłowny. Gotowość na kryzys zaczyna się od wspólnot, które się znają i wiedzą, do kogo zapukać. Nieprzypadkowo oddzielne debaty poświęcono więc organizacjom spoza dużych miast – stowarzyszeniom, kołom gospodyń wiejskich czy ochotniczym strażom pożarnym.
Niełatwa podróż
Dlaczego odporność trzeba budować od dołu, tłumaczyła prof. Anna Giza-Poleszczuk. Opowiadając o „niełatwej podróży” od 1989 roku – od wielkich nadziei transformacji, przez jej koszty społeczne, po wyczerpanie modelu rozwoju opartego na naśladowaniu Zachodu – przypomniała, że zamykane zakłady pracy były nie tylko jednostkami gospodarczymi, lecz także społecznymi.
Według Gizy-Poleszczuk „łatwo jest zreformować gospodarkę, ale odbudować społeczeństwo, zaufanie i więzi jest bardzo trudno”. Tę odbudowę wzięły na siebie w dużej mierze organizacje.
Dominika Lasota, młoda działaczka z Inicjatywy Wschód, odpowiedziała profesorce wprost:
– My nie jesteśmy na odbudowie, my jesteśmy na budowie. Moje pokolenie zderzyło się z katastrofą klimatyczną i polityczną jatką, która jest o niczym. Młodych zostawia się na pogorzelisku, by sami wymyślili, co dalej.
ZOBACZ NAGRANIE z 1. DNIA X OFIP-u
Pytanie, kto będzie budował, prowadzi do tematu, o którym sektor mówi rzadziej niż powinien – sukcesji. Pokolenie, które zakładało organizacje w latach dziewięćdziesiątych, musi zdecydować, komu je przekazać, a następcy nie zawsze zechcą przejąć je w dotychczasowym kształcie. Doświadczenie przetrwa więc wyłącznie wtedy, gdy zostanie przekazane razem z prawem do zmiany formy. Inaczej odejdzie razem z ludźmi, którzy je zgromadzili.
Jaki jest plan (od)budowy?
Punktów planu odbudowy mogłoby być wiele. Jeden z nich na pewno dotyczy młodych osób. Jak stwierdził przedstawiciel Dolnośląskiej Federacji Organizacji Pozarządowych „często się tylko fotografuje z młodzieżą, nie słucha się jej”. Organizacje same sobie szkodzą, gdy traktują wolontariuszy jak darmowe ręce do pracy, a nie partnerów współdecydujących o kierunku działań.
Konsultowana na forum Strategia rozwoju wolontariatu do 2035 roku będzie miała sens, jeśli uwzględni tę lekcję – wolontariat bywa pierwszym krokiem do obywatelskości, o ile daje doświadczenie sprawczości, a nie posłuszeństwa.
Drugi punkt to koalicje. Na przykładach walki o prawa reprodukcyjne, prawa osób LGBT+ i prawa zwierząt, widać, że argumenty przegrywają, jeśli nie stoi za nimi koalicja, przemyślana komunikacja i odporność na lobbing oraz dezinformację. Dlatego tak ważne jest wychodzenie poza własną bańkę i testowanie narracji, które trafiają do ludzi o innych wartościach, bez porzucania własnych.
Trzeci punkt leży najbliżej codzienności – współpraca z samorządami i przesunięcie, które łatwo opisać, a trudniej wdrożyć – od zlecania zadań do współdecydowania. Lokalni gospodarze – organizacje i grupy mieszkańców, które biorą odpowiedzialność za świetlicę, skwer czy dom sąsiedzki – pokazują, że wspólnota potrafi zadbać o przestrzeń publiczną. Takie porozumienia często zależą jednak od dobrej woli wójta czy burmistrza, nie od trwałych zasad. Grupy nieformalne bez osobowości prawnej zwykle nie mogą zaś samodzielnie podpisać umowy ani przyjąć dotacji. Odpowiedzią nie musi być przymusowa formalizacja, tylko procedury proporcjonalne do skali działania.
– Szukamy tych, którzy chcą działać w obszarze dobra wspólnego, a nie zawłaszczania terytorium dla siebie – podkreślał Wojciech Matejko z Wolnego Jazdowa, prowadzący spotkanie o Sieci Lokalnych Gospodarzy.
Kogo nie stać na działalność społeczną?
Piotr Frączak, współtwórca pierwszego OFIP-u, przypomniał, że Jacek Kuroń ludziom przychodzącym z pomysłem radził: „zrób to sam”.
– Dzisiaj, jeżeli do organizacji ktoś przychodzi z pomysłem, to mu się mówi, żeby zdobył na to pieniądze – zauważył.
Sesje takie jak „Od projektu do koalicji” czy „Standard, a nie projekt”, pokazywały, że sektor chce wyjść z logiki konkursów, w której wszystko ma datę ważności. Na razie to ona wyznacza codzienność.
Wyjście z projektowego rytmu wymaga innego myślenia o pieniądzach. W ramach Forum Doradztwa Lokalnego rozmawiano m.in. o dywersyfikacji źródeł, tak by decyzja jednego grantodawcy nie przesądzała o być albo nie być organizacji. Inna sesja dotyczyła sprawy z pozoru banalnej – języka. Grantodawca, sponsor i bank czytają ten sam budżet zupełnie inaczej, a organizacje nie zawsze potrafią przełożyć swoją misję na kategorie, w których myśli instytucja finansująca.
Za pieniędzmi idą papiery. Proste prawo przestaje być postulatem z drugiego planu, a staje się warunkiem przetrwania. Każdy nowy obowiązek sprawozdawczy najmocniej uderza w małe organizacje prowadzone społecznie, bez księgowej na etacie. Upraszczanie przepisów rozstrzyga więc o tym, kogo w ogóle stać na działalność społeczną. Ma to również wymiar polityczny. Deregulacja stała się jednym z haseł rządu, przedsiębiorcy doczekali się własnej, głośnej inicjatywy przeglądu przepisów. W tej debacie społeczeństwo obywatelskie nadal nie znajduje właściwego miejsca.
Medale zamiast prawa
Prostsze prawo zależy od państwa, a rozmowy o relacjach z administracją były najbardziej gorzką częścią forum.
Pod koniec 2023 roku organizacje wchodziły w nową kadencję z dużymi nadziejami. Dziś mówią raczej o kryzysie zaufania do ciał konsultacyjno-doradczych i pytają, gdzie kończy się uspołecznianie usług publicznych, a zaczyna przerzucanie odpowiedzialności państwa na obywateli.
Członkowie rad i komitetów zwykle pracują społecznie i oczekują jednego – śladu swojej pracy w decyzjach. A w wielu przypadkach opinie znikają bez odpowiedzi. Co więcej, im więcej zadań publicznych realizują organizacje, tym bardziej zależą od publicznych pieniędzy. Wyjściem nie jest rezygnacja ze współpracy, lecz jej reguły – wieloletnie finansowanie, przejrzyste kryteria i realny udział w decyzjach.
Tomasz Schimanek, współprzewodniczący Grupy roboczej ds. uproszczeń prawa przy Komitecie do spraw Pożytku Publicznego, przyniósł na forum liczby. Od czerwca 2024 roku grupa przyjęła 25 ustaleń, przy czym 17 dotyczyło zmian prawnych. Finalnie wdrożono trzy, a reszta krąży między resortami albo została odrzucona na wstępie.
– Rząd nie ma określonej, przemyślanej i opracowanej strategii działania wobec organizacji pozarządowych. I dlatego dla niego te postulaty są kłopotem, bo skoro nie ma wizji, to nie ma jak w nią wkomponować postulatów –
mówił Schimanek.
Ewa Gołębiewska wspiera osoby w kryzysie bezdomności w 27-tysięcznym mieście, gdzie z jej perspektywy nie ma mowy o systemowym wsparciu, na jakie mogła liczyć działając w stolicy. Podkreślała, że „nie potrzebujemy medali, tylko umocowania w prawie naszych działań”, co spotkało się z owacjami z sali.
Współpraca potrafi jednak przynosić efekty. Na forum zapowiedziano, że od 2028 roku stowarzyszenie będzie można zarejestrować przez internet, a rządowy projekt rozszerzający zwolnienie z CIT trafił do Sejmu, choć jego los zależy od prezydenta.
Z kolei podczas jednej z przerw między panelami rozmawiałam z urzędniczkami z powiatu dzierżoniowskiego, gdzie od 2015 roku działa porozumienie powiatu i gmin o współpracy z organizacjami, które przetrwało kolejne zmiany władzy. Samo podpisanie porozumienia było tylko sformalizowaniem już trwającej współpracy – wcześniej latami budowano znajomość i zaufanie. I ta kolejność jest kluczem, by partnerstwo – które wymaga zaangażowania obu stron – zaistniało.
OFIP to ludzie
Jeśli partnerstwo zaczyna się od relacji, OFIP był i jest przestrzenią, by je nawiązywać oraz zacieśniać. Zbigniew Wejcman ze Stowarzyszenia BORIS, obecny na każdym OFIP-ie od 1996 roku, widzi
w forum nie tylko okazję dla osób działających społecznie do „doładowania akumulatorów”, ale także możliwość przekonania się, że rozwiązania ułatwiające dziś pracę społeczną nie biorą się znikąd.
Według Karoliny Dreszer-Smalec dziesiąte spotkanie na OFIP-ie to moment, w którym „czujemy, że jesteśmy wspólnotą i że ta wspólnota ma siłę”. Polskie organizacje udowadniają to od lat – w pandemii, w pomocy uchodźcom czy w każdej gminie, w której ktoś prowadzi świetlicę albo co niedzielę wydaje gorący posiłek.
By docenić swoją siłę namawiał też gość z Brukseli. Przedstawiciel Civil Society Europe przyznał, że zrobiła na nim wrażenie skala polskiego forum – ponad osiemset osób na wydarzeniu i trzydzieści lat wspólnej historii. Zachęcał, by na moment się zatrzymać i uczcić to, co się udało, bo to zasób, na którym można dalej budować.
Źródło: inf. własna ngo.pl
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Stowarzyszenie Nowoczesnej Edukacji Prawnej
-
Ela Bajda, Stowarzyszenie Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo w Sopocie
-
Dorota Setniewska, ngo.pl
-
Justyna Dziuma