Śmierć z zimna to nie przypadek. Organizacje społeczne udowadniają przemoc pośrednią na granicy [wywiad]
Od 2021 roku na polsko-białoruskiej granicy zginęły dziesiątki osób, a wiele uznano za zaginione. Najnowsze międzynarodowe śledztwo z udziałem polskich organizacji społecznych i badaczy pokazuje, że tragiczne skutki kryzysu to wynik tzw. „śmiercionośnego reżimu pushbacków”. O kulisach powstawania raportu, unikaniu odpowiedzialności przez państwo i granicach ludzkiej wytrzymałości rozmawiamy z Katarzyną Czarnotą, ekspertką Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Anna Gmiterek-Zabłocka, ngo.pl: – „The Death Zone – The Making of a Lethal Pushback Regime Across the Polish–Belarusian Borderlands" (tłum.: „Strefa śmierci – tworzenie zabójczego reżimu wypychania na pograniczu polsko-białoruskim") to obszerny raport, przygotowany przez organizację Border Forensics, genewską agencję śledczą, która zajmuje się dokumentowaniem przemocy na granicach, we współpracy z polskimi organizacjami społecznymi. Raport jest o sytuacji na polsko-białoruskiej granicy, w lasach Podlasia, w czasie kryzysu humanitarnego, który trwa od 2021 roku. W ostatnich latach pojawiało się tam mnóstwo osób migranckich – ludzi w drodze – z wielu krajów świata, w tym Syrii, Iraku, Konga, Afganistanu, Etiopii czy Somalii. Mężczyźni, ale też kobiety, seniorzy i dzieci, szukających pomocy i lepszego miejsca do życia. Cały czas się pojawiają, choć w tej chwili jest ich mniej. Na temat kryzysu pojawiło się już wcześniej kilka raportów. Czym różni się ten wasz od pozostałych?
Śledztwo, które sięga głębiej niż sekcja zwłok
Katarzyna Czarnota, Helsińska Fundacja Praw Człowieka: – To jest raport, który powstał po naszym międzynarodowym śledztwie. Pracowaliśmy nad tym około dwóch lat jako Border Forensics wspólnie z badaczami z Uniwersytetu Szwajcarskiego oraz z projektu „Infranature". Współdziałaliśmy m.in. z takimi grupami czy organizacjami jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Lekarze bez Granic, Stowarzyszenie Egala czy Podlaskie Ochotnicze Pogotowie Humanitarne. Mieliśmy też zespół badaczy, który zajmował się analizą dyskursu – były to m.in. dr Kseniya Homel-Ficenes czy prof. Aleksandra Grzymała-Kozłowska – obie z Ośrodka Badań nad Migracjami, ale byli z nami też prawnicy: Maja Łysienia i adwokat Marcin Czachor. Korzystaliśmy również z ustaleń dziennikarza, Piotra Czabana, który aktywnie działa na granicy i który przez lata dokumentował – w różnej formie – to, co się tam dzieje. Raport liczy około 400 stron.
Jedną z najważniejszych różnic między naszym podejściem a sposobem, w jaki śmierci na granicy są często opisywane w oficjalnych postępowaniach, jest metoda kontrśledztwa. Nie zatrzymujemy się na bezpośredniej, medycznej przyczynie śmierci – takiej jak hipotermia czy utonięcie. Hipotermia mówi nam, w jaki sposób organizm człowieka przestał funkcjonować, a utonięcie – że człowiek zmarł w wodzie. Nie odpowiadają jednak na pytanie, dlaczego znalazł się w tych warunkach, dlaczego pozostawał w nich przez wiele godzin czy dni i dlaczego pomoc do niego nie dotarła. Dlatego rekonstruujemy cały łańcuch zdarzeń poprzedzających śmierć, w tym pushbacki, rozdzielanie grup, obrażenia, kierowanie ludzi na coraz bardziej niebezpieczne trasy, długotrwałą ekspozycję na zimno, wodę i trudny teren, a także przypadki opóźnionej, nieskutecznej lub zablokowanej pomocy.
Dopiero taka rekonstrukcja pozwala zobaczyć, że las, rzeka czy niska temperatura nie działają niezależnie od polityki granicznej – stają się śmiertelne w określonych warunkach, wytwarzanych przez sposób zarządzania granicą.
To właśnie ten powtarzający się system działań, infrastruktury i zaniechań opisujemy w raporcie jako „lethal pushback regime'' – śmiercionośny reżim pushbacków.
Mahlet Kassy: tragedia, której można było zapobiec
Mówisz m.in. o pushbackach, czyli wyrzucaniu ludzi z polskich lasów z powrotem na Białoruś. Takich pushbacków były tysiące. Migranci – po białoruskiej stronie – byli niejednokrotnie szczuci psami, bici pałkami, były przypadki rażenia prądem. Jak to opisujecie?
– Nasz raport to wielostronicowa analiza – prawna, społeczna, ale uwzględniająca też aspekt historyczny. Są w nim także opisy dziesięciu konkretnych przypadków. Opisujemy m.in. historię Mahlet Kassy, młodej Etiopki, której ciało odnaleziono niedaleko Hajnówki. Ona była w dramatycznym stanie zdrowia – wycieńczona, miała problemy z oddychaniem, prawdopodobnie w związku z hipotermią. Wiadomo było, że bez pomocy nie przeżyje. Jej towarzysze wyszli z lasu, by szukać ratunku. Poinformowali o konieczności wezwania pomocy medycznej funkcjonariuszy Policji i Straży Granicznej, ci drudzy – zamiast wezwać karetkę i pomóc kobiecie, dać jej szansę na przeżycie – wyrzucili z Polski te dwie osoby, które chciały Mahlet pomóc.
W maju 2023 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku w prawomocnym wyroku uznał tę czynność zawrócenia za bezskuteczną i stwierdził, że doszło do istotnego naruszenia prawa. W sprawie tego pushbacku Stowarzyszenie Interwencji Prawnej oraz Helsińska Fundacja Praw Człowieka złożyły pierwszy w Polsce pozew cywilny przeciwko Skarbowi Państwa. Dotyczy to jednej z osób, która była z Mahlet i starała się wezwać dla niej pomoc.
– Tak. Ciało Mahlet Kassy zostało znalezione przez oddolne zespoły poszukiwawczo-ratownicze, stworzone w ramach działań Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego, dziennikarza Piotra Czabana i Katarzynę Bylok dziewięć dni po tym, jak jej współtowarzysze wyszli z lasu, szukając pomocy. Prokuratura tę sprawę zamknęła, ale teraz – po odwołaniach – ponownie trafiła do sądu. Czekamy na rozstrzygnięcie. A jednym z dowodów, który będzie do niej dołączony, jest właśnie nasz raport. Będzie też dołączony do spraw, które nadal toczą się przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, w tym do sprawy Usnarza. To była ta pierwsza głośna sytuacja z lata 2021 roku, gdy w Usnarzu pojawiła się duża grupa cudzoziemców (m.in. kobieta z kotem, której zdjęcie obiegło media na całym świecie – przyp. red.). I ich nie wpuszczono do Polski, mimo zaangażowania wielu osób, w tym posłów i ETPCz.
Geopolityczny handel ludzkim losem
Usnarz uznaje się za początek tego kryzysu humanitarnego na granicy.
– W naszym raporcie pokazujemy szerszy kontekst tego, co się tam wydarzyło. Po brutalnym stłumieniu protestów, które wybuchły po wyborach prezydenckich w Białorusi w 2020 roku, Unia Europejska nałożyła na reżim Aleksandra Łukaszenki kolejne sankcje. W odpowiedzi władze białoruskie zaczęły wykorzystywać migrację jako narzędzie nacisku na Unię Europejską. Powstała cała komercyjna infrastruktura, umożliwiająca ludziom dotarcie do Białorusi – obejmująca wizy, loty, biura podróży, zakwaterowanie i transport w kierunku granicy. Łukaszenka cynicznie wykorzystał przy tym istniejącą słabość europejskiego systemu migracyjnego: dla większości osób z Afryki, Azji i spoza EU często praktycznie nie istnieją legalne i bezpieczne drogi, które pozwalałyby dotrzeć do granic Unii Europejskiej i ubiegać się tam o ochronę. Białoruski reżim stworzył więc płatną drogę dostępu do granicy UE, a następnie wykorzystał ruch tych osób jako instrument politycznej presji.
Zamieszki były wtedy brutalnie tłumione, stosowano tortury. Dochodziło do łamania praw człowieka
– Łukaszenka pokazał wtedy Europie: „Mówicie, że łamię prawa człowieka? To ja wam pokażę, jak wy ich nie przestrzegacie". I zerwał umowę dotyczącą właśnie kontroli granicznej. W naszym raporcie jest cytat z jego wypowiedzi, że „nie będzie już dalej trzymał migrantów z dala od polskiej granicy". Stworzył rynek sprzedaży wiz, przez biura, przez pośredników i ambasady Białorusi. Ludzie kupowali przecież bilety między innymi na państwowe linie lotnicze Belavia, więc reżim białoruski też na tym dobrze zarobił. W kolejnych etapach tego kryzysu zaczęli się pojawiać nowi aktorzy, czyli przemytnicy. Do tego – propaganda.
Reżim białoruski od początku instrumentalizuje każdą śmierć na granicy – porównuje polskie służby do „gestapo". Łukaszence bardzo zależało na tym, co się ostatecznie wydarzyło i co dzieje się do dziś.
Czytając raport, miałam poczucie, że nie chodzi o kolejną analizę sytuacji na granicy i liczbę zgonów, ale o coś jeszcze – o pokazanie, że władza spłycała cały kontekst tej historii, momentami bagatelizowała go.
– Tak. I co ważne, nie dotyczy to wyłącznie Polski. Również na poziomie Unii Europejskiej obserwujemy proces kryminalizacji migracji i solidarności z osobami migrującymi.
W raporcie pokazujemy, jak w ciągu ostatnich pięciu lat przemoc na granicy stopniowo się normalizowała. Dziś możemy już wskazać konkretne, powtarzające się mechanizmy, działające po obu stronach granicy.
Dobrym przykładem są postępowania dotyczące śmierci. W Polsce prokuratura wielokrotnie je umarzała, uznając, że nie doszło do przestępstwa, a śmierć tłumaczono jej bezpośrednią, fizjologiczną przyczyną – na przykład hipotermią czy utonięciem. My zadajemy inne pytanie: jaki ciąg zdarzeń doprowadził do tego, że człowiek znalazł się w lodowatej rzece albo przez wiele godzin czy dni pozostawał w lesie w temperaturach zagrażających życiu? Dlatego
rekonstruujemy to, co wydarzyło się wcześniej, w tym pushback, utratę orientacji, obrażenia, wyczerpanie. Dopiero wtedy widać, że zimno, rzeka, bagno czy las nie są po prostu neutralnym tłem tych śmierci.
Stają się śmiertelnie niebezpieczne w połączeniu z konkretnymi praktykami granicznymi, prawem i ograniczeniem dostępu do pomocy. W tym sensie osoby migrujące są pozostawiane w warunkach, które mogą bezpośrednio zagrażać ich życiu. I właśnie dlatego mówimy o „lethal pushback regime'', czyli śmiercionośnym reżimie pushbacków. Nie chodzi o pojedyncze tragiczne zdarzenia, ale o powtarzający się układ praktyk, infrastruktury oraz działań i zaniechań, który systematycznie wytwarza warunki niebezpieczne dla życia.
Mam poczucie, że w tym raporcie kluczowy jest cały kontekst tego, co dzieje się na granicy od 2021 roku. Czyli m.in. warunki geo-przyrodnicze. Bardzo szczegółowo o nich piszecie
– W mojej ocenie, nasz raport jest podsumowaniem wcześniejszych, które były pisane w trybie bardziej sprawozdawczym, dokumentacyjnym, interwencyjnym, a tutaj pewne mechanizmy i sposoby działania identyfikujemy już z perspektywy czasu. I udowadniamy, że te mechanizmy się powtarzają i prowadzą do tych samych skutków, czyli zaginięć i śmierci na granicy. Nasz raport obejmuje również analizę przestrzeni, czasu i środowiska. Badamy na przykład, jak długo konkretne osoby były wystawione na działanie niskich temperatur i w którym momencie taka ekspozycja zaczynała stanowić zagrożenie dla ich życia, ale też jakie znaczenie miały rzeki, bagna, lasy czy cała infrastruktura strefy przygranicznej. Pokazujemy, że środowisko nie może być traktowane jako wygodne wyjaśnienie, które zwalnia kogokolwiek z odpowiedzialności za śmierć. Zimno czy rzeka mogą być bezpośrednim mechanizmem śmierci, ale trzeba jeszcze zapytać, co sprawiło, że człowiek został na ich działanie wystawiony i nie mógł dotrzeć do bezpiecznego miejsca. I właśnie tutaj pojawia się pojęcie przemocy pośredniej.
Czym jest przemoc pośrednia?
Wyjaśnijmy, czym różni się właśnie przemoc bezpośrenia od tej pośredniej?
– Przemoc bezpośrednia to sytuacja, w której możemy wskazać konkretne działanie wymierzone w daną osobę – na przykład pobicie, zranienie czy inne bezpośrednie użycie siły. Tego przede wszystkim szuka prokuratura, badając, czy do śmierci konkretnej osoby przyczyniło się przestępstwo.
My pokazujemy jednak również przemoc pośrednią. Pytamy, dlaczego człowiek znalazł się w lesie, bez jedzenia, wody i schronienia, przy temperaturze zagrażającej życiu i dlaczego nie mógł otrzymać pomocy. Jeżeli ktoś zostaje wypchnięty z powrotem do lasu, pomoc humanitarna i ratunkowa ma ograniczony dostęp do strefy, a obowiązujące przepisy utrudniają dotarcie do osób potrzebujących pomocy – to hipotermia nie jest zdarzeniem oderwanym od tych warunków. Jest fizjologicznym skutkiem długotrwałej ekspozycji, do której prowadzi cały łańcuch wcześniejszych działań i zaniechań. Dlatego rekonstruujemy również możliwości ludzkiego organizmu: jak długo człowiek może przebywać w określonej temperaturze, iść bez jedzenia i wody, w mokrym ubraniu, po przejściu przez lodowatą rzekę czy bagna. Przemoc pośrednia polega tutaj właśnie na wytwarzaniu i podtrzymywaniu warunków, w których środowisko zaczyna zagrażać życiu.
Dramat znikających ludzi
Piszecie o 102 śmierciach na polsko-białoruskiej granicy. Wcześniej organizacja We Are Monitoring pisała o 107 zgonach. Skąd ta różnica?
– Różnica wynika przede wszystkim z przyjętej metodologii. We Are Monitoring dokumentuje 107 zgonów związanych z tym konkretnym szlakiem migracyjnym, natomiast do naszej analizy przestrzennej zakwalifikowaliśmy 102 przypadki.
Wyznaczyliśmy konkretny transgraniczny obszar badania, obejmujący po polskiej stronie województwa podlaskie i lubelskie oraz odpowiadający im obszar przygraniczny po stronie białoruskiej. Analizujemy także odległość miejsca odnalezienia ciała od granicy, ponieważ pozwala nam to metodologicznie badać związek danej śmierci z funkcjonowaniem reżimu granicznego. Nie chodzi więc wyłącznie o to, gdzie administracyjnie odnotowano zgon, ale czy można go powiązać z przekraczaniem tej konkretnej granicy i warunkami wytwarzanymi w jej strefie. Spośród tych przypadków dziesięć zrekonstruowaliśmy szczegółowo, odtwarzając sekwencję wydarzeń poprzedzających śmierć.
Pokazujecie wprost – kawa na ławę – co się wydarzyło i jak do tego doszło. Ale w raporcie pojawia się też temat zaginięć na granicy.
– Bo to też bardzo duży wątek i kolejny paradoks. Chodzi o tzw. nieudokumentowane pushbacki. Ktoś był na granicy, w lesie – my to wiemy, jego rodzina, znajomi to wiedzą, a Straż Graniczna często odpowiada polskiej policji, że „nie ma pojęcia", czy poszukiwana osoba była na terytorium Polski. Mieliśmy do czynienia z szeregiem takich pushbacków, gdy funkcjonariusze nigdzie nawet nie odnotowali, że wykonywali czynności wobec konkretnych osób, państwo nie gromadzi wszystkich statystyk pushbacków do Białorusi. Czasami nie ma nawet o tym wzmianki, pomimo, że osoba była kilkukrotnie wyrzucana z Polski.
Przyroda potęguje skutki decyzji politycznych
Jakby się człowiek ulotnił w powietrzu. Jak wynika z waszych ustaleń, liczba zgonów na polsko-białoruskiej granicy mogła być znacznie większa?
– Oczywiście. Jedną z rzeczy, które pokazujemy w raporcie, jest to, że
mur czy płot nie zatrzymuje migracji – on zmienia jej geografię i kieruje ludzi w miejsca, w których przekroczenie granicy staje się jeszcze bardziej niebezpieczne.
Część osób próbuje pokonać samą zaporę i doznaje poważnych obrażeń, inni szukają drogi przez rzeki, bagna czy trudno dostępne fragmenty lasu. W ten sposób infrastruktura graniczna nie usuwa ryzyka, lecz je przemieszcza i może je zwiększać. I właśnie dlatego nie jesteśmy w stanie powiedzieć, ile osób rzeczywiście zginęło. Wiemy o odnalezionych ciałach, ale nie wiemy, ile osób mogło umrzeć w rzekach, na bagnach czy w trudno dostępnych częściach lasu, a ich ciał nigdy nie odnaleziono. W raporcie pokazujemy więc kumulatywny charakter przemocy.
Co to znaczy?
– Że
na ryzyko śmierci składają się jednocześnie pushbacki, mur i zasieki, zamknięcie strefy, ograniczony dostęp do pomocy medycznej i humanitarnej, obecność wojska i policji, systemy nadzoru, a także zimno, rzeki, bagna i las. Środowisko nie jest tutaj neutralnym tłem
– zostaje włączone w sposób funkcjonowania granicy i może potęgować skutki podejmowanych decyzji politycznych. Po pięciu latach widzimy też, że wiele praktyk przedstawianych początkowo jako wyjątkowe i tymczasowe zostało znormalizowanych pod hasłem bezpieczeństwa. Zmiana władzy w 2023 roku nie zakończyła reżimu pushbacków, a wprowadzono kolejne ograniczenia w dostępie do ochrony międzynarodowej. Bezpieczeństwo zaczęto przedstawiać tak, jakby wymagało ograniczenia praw innych ludzi. W efekcie człowieczeństwo i bezpieczeństwo są sobie przeciwstawiane, choć nie powinny być.
Katarzyna Czarnota – socjolożka, ekspertka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, członkini Border Forensics oraz badaczka na Uniwersytecie w Bernie, współautorka raportu „The Death Zone – The Making of a Lethal Pushback Regime Across the Polish–Belarusian Borderlands".
Z raportem „The Death Zone – The Making of a Lethal Pushback Regime Across the Polish–Belarusian Borderlands" można się zapoznać na stronie Border Forensics:
Źródło: inf. własna ngo.pl
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Dagmara Szastak
-
Galeria Apteka Sztuki ZAZ