„Nie chcemy mówić młodym, co mają robić”. O sprawczości, bezradności i edukacji globalnej [wywiad]
Czy edukacja globalna musi przytłaczać młodych ludzi? Jak uczyć, by dawać poczucie wpływu i sensu? Agata Klimek i Maria Filipiak z Fundacji Ludzie z Natury opowiadają o pracy z młodym pokoleniem oraz o projekcie, w którym młodzież – od szkolnych warsztatów po własną akcję społeczną – uczyła się, jak przekładać globalne wyzwania na codzienne decyzje
Zaczęło się od potrzeby… natury?
Maria Filipiak: – Trochę tak. Fundacja powstała z bardzo prostego impulsu – chciałyśmy spędzać czas z naszymi dziećmi inaczej. Mniej dmuchańców i cukru, więcej bycia w naturze. Szukałyśmy przestrzeni, w której można po prostu być razem bliżej przyrody.
Zaczęłyśmy spotykać się w małym gronie, w ogrodach i różnych zielonych miejscach. Z czasem zaczęłyśmy zapraszać kolejne osoby, żeby to nie było zamknięte grono. I tak ta społeczność stopniowo się powiększała.
W którymś momencie ktoś powiedział nam, że to, co robimy, warto rozwinąć: „zakładajcie fundację”. No i tak się stało. Od początku było dla nas ważne, żeby to było miejsce dla całych rodzin, międzypokoleniowe, żeby mogli przychodzić rodzice, dzieci, dziadkowie.
Z czasem pojawił się drugi kierunek – działania społeczne. Pracowałyśmy zawodowo z mieszkańcami wspólnot mieszkaniowych i zaczęłyśmy interesować się dialogiem społecznym. Dziś mamy dwa miejsca: jedno bardziej leśno-edukacyjne, drugie – społeczne, skupione na aktywizowaniu lokalnej społeczności.
Wasze działania są mocno zakorzenione lokalnie. Skąd więc pojawił się temat edukacji globalnej i fast fashion?
M.F.: – To nie było coś, co pojawiło się nagle. Już wcześniej działałyśmy wokół tematów konsumpcji i obiegu rzeczy. Organizowałyśmy wymiany ubrań i widziałyśmy, jak ogromna jest skala ich nadmiaru. Nawet kiedy dużo osób przychodziło i zabierało rzeczy, i tak zostawało ich bardzo dużo.
Przełom przyszedł w rozmowie z młodzieżą. Pamiętam jednego chłopaka, który powiedział, że oni się wręcz chwalą tym, że kupują koszulki za bardzo małe pieniądze. To pokazało nam, że ten temat jest dla nich bliski i mocno zakorzeniony w ich codziennych wyborach.
Zrozumiałyśmy wtedy, że jeśli chcemy rozmawiać z młodymi o edukacji globalnej, to nie możemy zaczynać od abstrakcyjnych pojęć. Trzeba zacząć od ich doświadczenia.
I właśnie z tego założenia wyszłyśmy, planując działania w projekcie „Globalnie? Naturalnie!”, realizowanym w ramach programu „Connect for Global Change”.
Na czym konkretnie polegał projekt? Jak wyglądała praca z młodzieżą?
Agata Klimek: – Zaczęłyśmy od spotkań w szkołach, które miały wprowadzić młodzież w temat globalnych wyzwań, takich jak konsumpcja czy fast fashion, i zaprosić ich do dalszego zaangażowania.
Następnie wyłoniła się mniejsza grupa młodzieży, z którą pracowałyśmy bardziej intensywnie. Spotykaliśmy się regularnie, prowadziliśmy warsztaty, testowaliśmy różne metody pracy, między innymi design thinking, i pogłębialiśmy temat poprzez wspólne rozmowy i działania.
Kolejnym krokiem było przejście do działania: młodzi ludzie sami zaprojektowali i zrealizowali swoją akcję społeczną. Uzupełnieniem tego procesu były też wizyty studyjne, które pozwalały im zobaczyć, jak te tematy wyglądają w praktyce i poszerzyć perspektywę – na przykład w miejscu, gdzie przetwarza się zużytą odzież na szarpaki dla psów. Dzięki temu mogli zobaczyć, jak wygląda obieg materiałów w praktyce i jakie są alternatywy dla „jednorazowej” konsumpcji.
Bardzo ważne było dla nas to, że młodzi ludzie nie tylko uczestniczyli w projekcie, ale go współtworzyli. Wymyślali pomysły na działania, sprawdzali, co jest możliwe do zrealizowania, i ostatecznie sami przygotowali swoją akcję społeczną.
Zdecydowałyście się oddać młodzieży dużą sprawczość. Jak to wyglądało w praktyce?
A.K.: – To było dla nas kluczowe założenie: nie chciałyśmy powielać schematu, w którym dorośli przychodzą z gotowym pomysłem i mówią młodym, co mają robić. Zależało nam, żeby to oni współtworzyli projekt i decydowali o jego kierunku.
W praktyce okazało się to bardziej złożone, niż zakładałyśmy. Duża wolność przynosiła wiele pomysłów, ale często były one bardzo ogólne albo trudne do zrealizowania.
Z czasem zobaczyłyśmy, że potrzebne są ramy: konkretne zadania, terminy, podział odpowiedzialności.
Bo sprawczość to nie zostawienie młodych ludzi samych, tylko danie im przestrzeni i wsparcia w działaniu.
Czy były momenty, które pokazały, że to podejście jest trudne?
A.K.: – Tak i było ich sporo. Na przykład na początku zorganizowałyśmy duże spotkania w szkołach, z całymi rocznikami. Chciałyśmy dotrzeć do jak największej liczby osób. Wydawało nam się, że to dobry pomysł.
W praktyce to nie zadziałało. Było dużo hałasu, trudno było o skupienie i zaangażowanie. Dopiero kiedy zaczęłyśmy pracować w mniejszych grupach, pojawiła się realna rozmowa i relacja.
Drugim wyzwaniem była zbyt duża wolność. Na przykład młodzież chciała stworzyć rzeźbę z odpadów zebranych podczas sprzątania. Miała przestrzeń, materiały i czas, ale projekt ostatecznie nie został zrealizowany.
Na początku bardzo zależało nam, żeby dać im jak najwięcej swobody i nie narzucać kierunku działania. W praktyce okazało się jednak, że przy tak dużej otwartości trudno było przejść od pomysłu do konkretu.
Pomysł był ważny, ale zabrakło momentu „przekucia” go w plan: jasnych kroków, podziału ról, decyzji, kto za co odpowiada. To pokazało nam, że sama przestrzeń i dobra energia nie wystarczą – potrzebna jest struktura, która pomaga zamienić pomysł w działanie.
Jak wyglądał moment przejścia od rozmowy do działania?
A.K.: – Pracowałyśmy metodą design thinking. Młodzież sama wymyślała pomysły na działania, testowała je i sprawdzała, które mają sens. Pojawiały się różne propozycje, nie wszystkie były możliwe do realizacji.
Na przykład pojawił się pomysł organizacji zawodów wędkarskich. W trakcie pracy nad nim młodzi ludzie zaczęli jednak dostrzegać jego ograniczenia i ostatecznie sami zdecydowali, że nie jest to najlepszy kierunek. To pokazało nam, że proces podejmowania decyzji to nie tylko wybieranie pomysłów, ale też umiejętność rezygnowania z tych, które okazują się nietrafione. Ostatecznie zdecydowali się na akcję sprzątania jako działanie najbliższe ich codziennemu doświadczeniu. Sami zaplanowali jej przebieg, przygotowali listę zadań, podzielili się obowiązkami i kontaktowali się z instytucjami.
Akcja polegała na wspólnym sprzątaniu terenu leśnego na osiedlu Skałka, ale też na zwróceniu uwagi mieszkańców na problem odpadów i odpowiedzialności za wspólną przestrzeń.
Naszą rolą było wspieranie ich i czasem delikatne „popychanie” do działania, ale to oni byli odpowiedzialni za realizację.
Jak młodzież reagowała na temat fast fashion i globalnych wyzwań?
A.K.: – To był trudny temat. Pojawiało się dużo bezradności. Młodzi ludzie zadawali pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi. Na przykład ktoś mówił, że lubi dany produkt i nie chce z niego rezygnować, więc co w takiej sytuacji zrobić.
Nie próbowałyśmy dawać gotowych odpowiedzi. Raczej rozmawiałyśmy, analizowałyśmy różne perspektywy i pokazywałyśmy, że te wybory są złożone.
Z czasem zaczęły pojawiać się zmiany. Niektórzy przyznawali, że wcześniej w ogóle nie myśleli o takich kwestiach. Jedna z osób opowiadała, że po warsztatach zaczęła rozmawiać z rodzicami o jedzeniu i wyborach zakupowych – wcześniej w ogóle nie było to tematem w domu. Pojawiały się też drobne decyzje i zmiany w codziennych wyborach, które dla nich samych miały znaczenie.
To nie są spektakularne zmiany, ale są realne i trwałe. Pojawiło się poczucie, że „mogę coś zrobić”, a nie tylko „ktoś powinien coś zrobić”.
Co było dla Was najważniejszym efektem projektu?
A.K.: – Relacje. Młodzi ludzie przychodzili na spotkania po szkole i nie chcieli wychodzić. Zostawali jeszcze długo, rozmawiali, spędzali razem czas. To było dla nas bardzo poruszające, bo pokazało, jak bardzo potrzebują takich bezpiecznych przestrzeni do bycia razem.
Z czasem było widać, że tworzy się między nimi coś więcej niż tylko „grupa projektowa” – zaczęli się lepiej poznawać, słuchać siebie nawzajem, rozmawiać o rzeczach, które wykraczały poza sam projekt.
Jednocześnie widzimy, że potrzebny jest jakiś pretekst. Samo spotkanie dla spotkania nie wystarcza – młodzi ludzie rzadko przyjdą „po prostu pogadać”. Musi być temat, działanie, warsztat, coś konkretnego, co ich przyciągnie. Dopiero wtedy pojawia się przestrzeń, w której mogą budować relacje.
I to jest dla nas bardzo ważna lekcja: że działania edukacyjne są często tylko punktem wyjścia, a najcenniejsze rzeczy dzieją się pomiędzy nimi.
Z czego jesteście najbardziej dumne?
A.K.: – Z tego, że udało się stworzyć przestrzeń, w której młodzi ludzie mogli mówić własnym głosem i być potraktowani poważnie. I z tego, że część z nich naprawdę się zaangażowała i wzięła odpowiedzialność za działania.
Dumne jesteśmy też z tego, że projekt zostawił w nich refleksję. Nawet jeśli nie wszystko zostało zrealizowane, to ważne jest to, co zostało w ich sposobie myślenia.
A co było największym wyzwaniem?
M.F.: – Dużym wyzwaniem jest dla nas brak pogłębionej wiedzy o potrzebach młodzieży w naszym regionie. Brakuje diagnozy, która pomogłaby lepiej planować działania.
Drugim wyzwaniem było znalezienie równowagi między dawaniem przestrzeni a stawianiem ram. To jest coś, czego cały czas się uczymy.
Jaką jedną radę dałybyście organizacjom, które chcą pracować z młodzieżą w edukacji globalnej?
M.F.: – Słuchać. Młodzi ludzie mają bardzo ciekawe przemyślenia i wnioski, tylko rzadko ktoś daje im przestrzeń, żeby je wyrazić.
I pogodzić się z tym, że nie na wszystkie pytania znajdziemy odpowiedzi. W edukacji globalnej to jest fundamentalne, bo wiele tematów jest złożonych i niejednoznacznych. Sam proces myślenia i rozmowy jest tu często ważniejszy niż gotowa odpowiedź.
Rozmawiała: Katarzyna Salejko.
Projekt „Globalnie? Naturalnie!” został dofinansowany w ramach programu grantowego „Connect for Global Change”, finansowanego ze środków Komisji Europejskiej w ramach unijnego Programu DEAR (ang. Development Education and Raising Awareness). Implementacja programu grantowego „Connect for Global Change” w Polsce jest współfinansowana ze środków budżetu państwa w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej. Operatorem programu jest Grupa Zagranica.
Niniejsza publikacja jest współfinansowana przez Unię Europejską. Odpowiedzialność za jej treść ponosi wyłącznie Grupa Zagranica. Treść ta niekoniecznie odzwierciedla stanowisko Unii Europejskiej.
Niniejsza publikacja jest współfinansowana w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autorki i uczestniczki wywiadu i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej.
Źródło: Grupa Zagranica
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Dagmara Szastak
-
Galeria Apteka Sztuki ZAZ