Jak rozmawiać z młodymi o globalnych współzależnościach, kiedy wielkie pojęcia nie działają? I co się zmienia, kiedy to oni zaczynają decydować, o czym i jak chcą mówić? O projekcie, który zaczyna się od popcornu, a prowadzi do refleksji o codziennych wyborach i ich konsekwencjach, opowiadają Monika Darmofał-Karanowska i uczennice I LO im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Kętrzynie: Lena Turczyńska, Kornelia Piwiszkis i Gabriela Naumiuk.
Na pierwszy rzut oka przypomina to bardziej szkolną przerwę niż projekt o globalnych współzależnościach. Festiwal popcornu – na korytarzu robi się tłoczno, ktoś próbuje nowych smaków, ktoś zatrzymuje się tylko na chwilę, ktoś podchodzi z ciekawości. Popcorn jest znajomy i bezpieczny, kojarzy się z kinem i kulturą masową.
Ta historia zaczyna się właśnie tutaj – od czegoś prostego, co przyciąga uwagę i nie odstrasza. Dzieje się to w I Liceum Ogólnokształcącym w Kętrzynie – niewielkim mieście na północy Polski, gdzie to, co „globalne”, widać na co dzień, choćby podczas zwykłych zakupów. W ostatnich latach pojawiają się tu kolejne dyskonty i sieci handlowe, zmieniając krajobraz zakupów. Równolegle funkcjonują małe sklepy i warzywniaki, prowadzone przez osoby, które zna się z imienia.
W takim miejscu pytanie o to, „gdzie kupuję i dlaczego”, szybko wychodzi poza prywatną decyzję i zaczyna dotykać relacji między lokalnością a szerszymi procesami produkcji, dystrybucji i konsumpcji.
Projekt, który zaczyna się od młodych
Projekt „Czas na zmiany” od początku nie miał przypominać typowej szkolnej inicjatywy. Tworzyli go uczniowie i uczennice I Liceum Ogólnokształcącego w Kętrzynie, a punktem wyjścia była rozmowa o odpowiedzialnej konsumpcji. Powstał w ramach konkursu na dofinansowanie młodzieżowych inicjatyw organizowanego przez Grupę Zagranica w programie „Connect for Global Change”. W praktyce szybko okazało się, że uczestnicy traktują go jako coś więcej niż zadanie do wykonania.
Monika Darmofał-Karanowska wspomina, że na początku nie było gotowego planu, tylko otwarte zaproszenie skierowane do uczniów i uczennic.
– Wrzuciliśmy hasło, że jest taki projekt i że można się zaangażować – opowiada. – I zaczęliśmy wymyślać razem.
Temat był określony – odpowiedzialna konsumpcja – ale sposób dojścia do niego pozostawał otwarty. Młodzi proponowali działania, które były dla nich sensowne i atrakcyjne.
– To młodzi ludzie wychodzili z pomysłami na to, co się tam działo – mówi Monika.
Z czasem grupa zaczęła szybko rosnąć. W pewnym momencie liczyła ponad dwadzieścia osób, co wprowadziło chaos i pokazało, że nie wszyscy wiedzą, jaka jest ich rola.
– Ktoś przyszedł, bo usłyszał, że jest fajnie. I zostawał.
Ten entuzjazm szybko przestał jednak wystarczać – potrzebne były role, decyzje i sposób pracy.
Uczyli się na popcornie
Pierwsze wydarzenie szybko zweryfikowało, czym w praktyce jest oddanie młodym realnej sprawczości.
Festiwal popcornu był jednym z pierwszych dużych działań projektu. Uczniowie i uczennice przygotowali wydarzenie dla całej społeczności szkolnej – z różnymi stanowiskami, smakami popcornu i przestrzenią do rozmowy. W praktyce rozmowa szybko zeszła na to, co jemy na co dzień – i skąd to właściwie pochodzi.
– Rozmawialiśmy o różnych rodzajach kukurydzy, o tym, skąd one są i jak są uprawiane – wspominają uczennice. – To było pierwsze takie doświadczenie, kiedy w ogóle zaczęliśmy się nad tym zastanawiać.
Dla wielu osób było to coś nowego. Jedzenie przestawało być oczywiste, a zaczynało mieć swoją historię.
– Przy festiwalu popcornu celowo dałam młodzieży wolną rękę – mówi Monika. – Nie podzieliłam zadań, chciałam zobaczyć, jak sobie poradzą. Okazało się, że się pogubili. Nie dlatego, że nie mieli pomysłów, tylko dlatego, że nie wiedzieli, jak się zorganizować. Oni są przyzwyczajeni do tego, że ktoś im powie, co mają zrobić.
Dopiero po festiwalu usiedli razem i zaczęli rozmawiać o tym, co się wydarzyło.
– Powiedzieli wprost: „w ogóle nie wpadliśmy na to, żeby się podzielić odpowiedzialnościami”.
To był moment, w którym uczyli się przez doświadczenie i na własnych błędach.
Od codziennych wyborów do większych pytań
Ważnym momentem było spotkanie z dietetyczką – absolwentką tej szkoły.
– To było fajne, bo to była osoba „od nas”, która zna to środowisko – mówi Monika.
Rozmowa o codziennej diecie szybko przerodziła się w szerszą refleksję: skąd bierze się jedzenie i jaki ma wpływ na środowisko.
Osobnym elementem projektu były warsztaty kulinarne. Młodzi gotowali razem, eksperymentowali, próbowali nowych rzeczy. Rozmawiali m.in. o diecie roślinnej i o tym, jak wybory żywieniowe mogą być bardziej zrównoważone.
– Okazało się, że to nie są „jakieś zielone rzeczy”, tylko coś smacznego i normalnego – mówi jedna z uczennic.
Analizowali też własne posiłki, sprawdzając pochodzenie produktów.
– Patrzyliśmy, skąd są przywożone do Polski – opowiadają.
To doświadczenie pokazało, że to, co mamy na talerzu, nie jest oczywiste – i że warto pytać, kto produkuje żywność, gdzie i z jakimi konsekwencjami.
– Często nawet się nie zastanawiamy, skąd biorą się rzeczy, których używamy, ani co się z nimi wiąże - mówi jedna z uczennic. – Ale jak zaczynasz o tym mówić konkretnie, to się robi ciekawe.
Popcorn, pikniki i wejście do całej szkoły
Festiwale, pikniki i wydarzenia szkolne nie były tylko dodatkiem do projektu – były jego głównym punktem wejścia.
– Gdybyśmy robili tylko warsztaty o sprawach globalnych albo plakaty, to by to nie zadziałało – mówi Monika. – Dotarlibyśmy do tych, którzy i tak są zainteresowani tym tematem.
Zamiast tego młodzi tworzyli działania, które przyciągały uwagę – jak festiwal popcornu czy późniejsza gra terenowa „Poskramiacze lokalnych wyzwań”. W jej trakcie uczestnicy i uczestniczki przemieszczali się między punktami w mieście, mierząc się z zadaniami opartymi na codziennych wyborach konsumenckich – tym, skąd pochodzą produkty i co się z nimi wiąże. Do gry włączali też przypadkowych przechodniów i mieszkańców, prosząc ich o pomoc w wykonaniu części zadań i zachęcając do wspólnego szukania odpowiedzi.
– Ludzie przychodzili, bo to było coś fajnego, innego – wspominają uczennice. – A przy okazji zaczynali się zastanawiać nad tym, o czym mówimy.
Właśnie wtedy zaczynała się rozmowa o odpowiedzialnej konsumpcji i globalnych współzależnościach. To ta kolejność – najpierw zaangażowanie, potem refleksja – sprawiała, że projekt wychodził poza grupę już zainteresowanych i zaczynał działać w całej szkole.
Między warzywniakiem a dyskontem
W Kętrzynie obok małych, lokalnych sklepów i warzywniaków pojawiają się kolejne dyskonty.
Młodzi postanowili sprawdzić tę zmianę z bliska. Wyszli w miasto. Spotykali się z lokalnymi sprzedawcami, rozmawiali z nimi, nagrywali wywiady.
– To były konkretne osoby - mówią uczennice. – Panie z warzywniaków, właściciele małych sklepów, których znamy z widzenia.
Wśród nich była m.in. pani Dorota, prowadząca lokalny sklep, oraz pani Iwona z jednego z punktów sprzedaży. Młodzi pytali, skąd biorą produkty i jak wygląda ich codzienna praca. Te rozmowy szybko przestały dotyczyć tylko różnic między „małym sklepem” a „dużą siecią”.
– Zaczęliśmy widzieć, że za tym stoją ludzie i ich historie – mówią.
Równolegle pojawiały się pytania o to, jak działa całość – skąd przyjeżdża żywność i co się z nią dzieje po drodze. Kto na tym zarabia, a kto traci.
– Trochę było w tym takiego zderzenia – mówi Monika. – My rozmawiamy o lokalnych sprzedawcach, a obok otwiera się kolejna Biedronka czy Dino.
Zaczęło być jasne, że wybór miejsca zakupów to nie tylko kwestia wygody czy ceny – wpływa też na to, jak wygląda miasto i co dzieje się z lokalnymi sklepami.
– Zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie robimy zakupy i dlaczego - mówią uczennice.
Z czasem pojawiały się drobne zmiany.
– Teraz czasem myślę, czy nie lepiej pójść do lokalnego sprzedawcy - mówi Monika. - I słyszę to też od młodzieży szkolnej.
Nie wszystko się udaje - i to też jest ważne
Nie wszystkie pomysły udało się zrealizować. Jednym z nich była próba wprowadzenia zmian w szkolnym sklepiku, żeby ograniczyć plastik.
– Miałyśmy konkretny plan, jak to zrobić – wspominają uczennice. – Ale ostatecznie to się nie zadziało. Zobaczyłyśmy, że nie wszystko da się zmienić od razu. I że czasem trzeba się też mierzyć z tym, co nie wychodzi, i szukać innych dróg – mówią.
Dorosły krok w tył
W tym projekcie rola Moniki była inna niż zazwyczaj. Zamiast prowadzić i wyznaczać kierunek, starała się być obok.
– Trzeba wyjść z roli nauczyciela – mówi. – Nie mówić, co zrobić, tylko towarzyszyć.
To jednak nie przyszło od razu. Jak przyznaje, dla niej samej było to spore wyzwanie.
– Jestem perfekcjonistką – mówi. – Lubię mieć wszystko poukładane, zaplanowane.
Oddanie kontroli oznaczało więc nie tylko zmianę sposobu pracy z młodymi, ale też pracę nad sobą. Zadaniem Moniki było raczej pilnowanie ram: kontakt z dyrekcją, organizacja w tle, reagowanie wtedy, gdy coś się komplikowało. Resztę oddała młodym. Z czasem okazało się, że właśnie to jest najtrudniejsze, ale też najważniejsze.
– Nauczyłam się, że nie wszystko musi być idealne. I że to, że coś się nie uda, nie znaczy, że cały projekt nie działa.
Co zostaje
Dla uczennic ten projekt zostawił coś więcej niż tylko konkretne działania.
Kiedy mówią o tym, co powiedziałyby innym, są zaskakująco zgodne – żeby nie przejmować się oceną, próbować i robić rzeczy po swojemu, nawet jeśli nie wszystko od razu wychodzi.
Ta historia zaczyna się od popcornu, ale zostaje doświadczenie działania – po swojemu, na własnych zasadach, czasem chaotycznie, z błędami po drodze – oraz odkrywanie, że to, co wydaje się małe i codzienne, jak wybór tego, co jemy albo gdzie robimy zakupy, ma dalsze konsekwencje.
I że angażowanie się naprawdę ma sens.
I tego, że można kombinować, szukać innych rozwiązań - dodaje inna.
Nauczyłam się pracy w grupie – mówi jedna z nich. – Wcześniej raczej robiłam wszystko sama.
Rozmawiała: Katarzyna Salejko.
Monika Darmofał-Karanowska pracuje jako pedagog szkolny w I Liceum Ogólnokształcącym im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Kętrzynie. Członkini Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych SZTAMA, trenerka i aktywistka na rzecz praw człowieka i edukacji oraz rozwoju lokalnego.
Projekt "Czas na zmiany" został dofinansowany ze środków programu grantowego "Connect for Global Change", finansowanego ze środków Komisji Europejskiej w ramach unijnego Programu DEAR (ang. Development Education and Raising Awareness). Implementacja programu grantowego "Connect for Global Change" w Polsce jest współfinansowana ze środków budżetu państwa w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej. Operatorem programu jest Grupa Zagranica.
Źródło: Grupa Zagranica