Ryszard Szarfenberg: Mieszkanie wspomagane, ale bez wsparcia gminy. Kto odpowiada, gdy alternatywa dla DPS nie ma płatnika? [debata]
Dom pomocy społecznej ma być ostatecznością. Słusznie. Ale „nie dla skierowania do DPS” nie wystarczy. Człowiek poza placówką musi mieć gdzie mieszkać, co jeść, kogoś, kto mu pomaga i kto odpowiada, gdy pomoc zawodzi.
Stoimy u progu jednej z najważniejszych reform sektora publicznego ostatnich lat, która ma ambicję przedefiniować sposób, w jaki państwo opiekuje się swoimi obywatelami. Jakiej pomocy społecznej potrzebujemy w Polsce XXI wieku? Zapraszamy do debaty o nowelizacji ustawy o pomocy społecznej.
Po potrąceniach komorniczych zostaje mu około 806 zł. Za miejsce w mieszkaniu wspomaganym prowadzonym przez Caritas ma płacić 1020 zł miesięcznie. Już z tego rachunku wynika niedobór. Do tego dochodzą jedzenie, leki, środki czystości, ubranie, dojazdy, codzienne potrzeby.
W styczniu gmina przyznała mu zasiłek celowy na żywność: 1200 zł, płatne w sześciu ratach po 200 zł. W lutym mężczyzna poprosił o zmianę decyzji i podwyższenie miesięcznej kwoty do 600 zł. Argumentował, że 200 zł miesięcznie oznacza około 6–7 zł dziennie, a sam obiad dostarczany do miejsca, w którym mieszka, kosztuje 25–30 zł.
W marcu gmina odmówiła zmiany wcześniejszej decyzji i nie podniosła świadczenia do 600 zł. Jednocześnie wskazała, że nie zostawia mieszkańca bez pomocy: przyznała mu osobną pomoc na żywność w wysokości 300 zł miesięcznie na okres od marca do czerwca.
W uzasadnieniu gmina podniosła, że mężczyzna ma świadczenie z ZUS, że potrącenia komornicze wynikają z jego osobistych zobowiązań, że dysponuje aneksem kuchennym i może przygotowywać posiłki taniej niż przez zakup gotowych obiadów. Dodała też, że mieszka ponad swoje możliwości finansowe i że dwukrotnie odmówił przyjęcia mieszkania proponowanego na terenie gminy.
Należy zauważyć, że przykładowy klient pomocy społecznej ma aktualnie 71 lat, umiarkowany stopień niepełnosprawności i średnio 2–3 razy w roku przebywa na dłuższych hospitalizacjach w szpitalu.
Na papierze wygląda to jak zwykły spór o zasiłek. Czy 200 zł wystarcza? Czy 300 zł jest adekwatne? Czy 600 zł to żądanie rozsądne, czy zbyt wysokie? Ale ta sprawa jest ważniejsza niż jedna decyzja administracyjna.
To pytanie o to, czy w Polsce istnieje realna alternatywa wobec domu pomocy społecznej – i kto ma za nią zapłacić.
Dla gminy: zasiłek i tańszy lokal. Dla Caritas: luka w systemie i trudności w skutecznym pomaganiu i brak środków na utrzymanie. Dla mieszkańca: dług
Gmina ma swoje argumenty. Pomoc społeczna nie jest bankomatem. Zasiłek celowy nie działa tak, że każda wskazana przez wnioskodawcę kwota musi zostać automatycznie przyznana. Urząd ma prawo badać dochód, wydatki, zobowiązania, sposób gospodarowania pieniędzmi, dostępność innych form pomocy i to, czy mieszkaniec odmawiał proponowanych rozwiązań, ale też powinna uwzględnić dlaczego była odmowa.
W tej sprawie gmina mówi: pomagamy, ale w granicach możliwości; mieszkaniec ma dochód z ZUS; może gotować; odmówił tańszego lokalu i ponosi koszt ponad swoje możliwości.
Ten argument nie rozstrzyga jednak sprawy najważniejszej: czy mieszkanie proponowane przez gminę było zwykłym lokalem, czy realną alternatywą dla mieszkania wspomaganego?
Nie jest ono wyłącznie pokojem do spania. Ma być formą pomocy w codziennym życiu. Ma dawać bezpieczeństwo, wsparcie, kontakt z personelem, pomoc w ogarnianiu spraw, a czasem także ochronę przed samotnością, chaosem, kryzysem zdrowotnym albo powrotem do bezdomności.
Jeżeli gmina mówi: „mamy alternatywę”, powinna pokazać nie tylko lokal, lecz cały plan wsparcia.
Jaki byłby czynsz? Czy mieszkaniec mógłby dostać dodatek mieszkaniowy? Czy zapewniono by mu usługi opiekuńcze albo specjalistyczne usługi opiekuńcze? Czy miałby pracę socjalną na właściwym poziomie pomoc w zakupach, posiłek, transport do lekarza, monitorowanie sytuacji? Kto reagowałby, gdyby przestał sobie radzić? Kto odpowiadałby za kryzys?
Gmina powołuje się na fakt odmowy proponowanego mieszkania, ale z tego nie wynika, by proponowała pełny pakiet wsparcia, który czyniłby ten lokal równoważną alternatywą wobec mieszkania wspomaganego.
Orzeczenie mówi, że potrzebne jest wsparcie środowiskowe
W sprawie pojawia się jeszcze jeden ważny aspekt: orzeczenie o niepełnosprawności. Wynika z niego, że mężczyzna ma umiarkowany stopień niepełnosprawności, jest niezdolny do pracy i wymaga korzystania z systemu środowiskowego wsparcia w samodzielnej egzystencji.
To sformułowanie powinno zmienić sposób patrzenia na całą sprawę. Pytanie brzmi: „Gdzie będzie miał realne warunki do życia poza DPS-em?”.
Jeżeli odpowiedzią jest lokal gminny, trzeba wykazać, że wokół tego lokalu istnieje środowiskowe wsparcie. Jeżeli odpowiedzią jest mieszkanie wspomagane Caritas, trzeba wskazać stabilnego płatnika i zasady odpłatności dla osoby, której dochód nie wystarcza nawet na sam koszt pobytu.
Caritas zapewnia miejsce i pewną formę wsparcia adekwatnie do potrzeb mieszkania, ale nie ma jasnego mechanizmu publicznego współfinansowania pobytu tego mieszkańca. Gmina wskazuje tańsze mieszkanie, ale nie pokazuje, że byłoby ono mieszkaniem z porównywalnym wsparciem.
A pomiędzy tymi dwiema racjonalnościami zostaje człowiek. Z rachunkiem, którego nie jest w stanie zapłacić.
Caritas pyta ministerstwo: kto ma płacić za mieszkania wspomagane?
W kwietniu Caritas Diecezji Kieleckiej napisała wystąpienie do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w sprawie projektu zmian w ustawie o pomocy społecznej. Zaproponowała przepis, zgodnie z którym gmina kierująca mieszkańca do mieszkania wspomaganego lub treningowego zawierałaby umowę z podmiotem prowadzącym takie mieszkanie i określała wysokość dofinansowania osoby skierowanej. Caritas uzasadniała to tym, że obecny stan prawny tworzy luki i wątpliwości interpretacyjne, a wiele gmin odmawia dofinansowania pobytu swoich mieszkańców w mieszkaniach wspomaganych prowadzonych na przykład przez Caritas. Zasłaniając się brakiem odpowiedniego przepisu w ustawie.
Państwo mówi: rozwijajmy mieszkania wspomagane, usługi środowiskowe, formy pośrednie, życie bliżej społeczności lokalnej. Ale gdy konkretna osoba mieszka w takim miejscu i nie ma z czego zapłacić, zaczyna się spór: czy to koszt mieszkańca, gminy, organizacji prowadzącej, programu rządowego, darczyńców, czy może nikogo?
Jeżeli mieszkanie wspomagane ma być alternatywą wobec DPS, musi mieć nie tylko nazwę i wymogi, lecz także finansowanie.
Musi mieć adres i płatnika. Musi być wiadomo, kto odpowiada za człowieka wtedy, gdy jego dochód nie wystarcza, rodzina nie przejmuje opieki, a organizacja społeczna nie może bez końca kredytować systemu.
Bez tego mieszkanie wspomagane staje się mieszkaniem wspomaganym tylko częściowo: wspiera człowieka lokalnie, ale samo nie jest wystarczająco wsparte przez system. Wiele gmin uważa, że człowiek, którego dochód przekracza kryterium z ustawy o pomocy społecznej (1010 zł/miesiąc) nie może być regularnie wspierany w ramach z pomocy społecznej w mieszkaniu wspomaganym, chyba że gmina prowadzi takie mieszkanie i w uchwale Rady ustali kryteria odpłatności.
„DPS jako ostateczność” nie może oznaczać „radź sobie gdzie indziej”
Kierunek, w którym dom pomocy społecznej ma być ostatecznością, jest słuszny. Duża placówka całodobowa może izolować, odbierać sprawczość, podporządkowywać codzienne życie rytmowi instytucji. Wiele osób może i powinno żyć poza DPS-em, jeśli dostaną odpowiednie wsparcie.
„Nie do DPS” nie jest jeszcze polityką społeczną. To dopiero początek zdania. Trzeba je dokończyć.
Mieszkanie wspomagane? Usługi opiekuńcze? Asystencja? Lokal gminny z pakietem wsparcia? Dzienny dom pomocy? Praca socjalna? Pomoc w żywieniu? Dodatek mieszkaniowy? Opieka zdrowotna? Kto to koordynuje? Kto płaci? Kto reaguje, gdy rozwiązanie nie działa?
W tekstach akademickich można to nazwać testem realnej substytucji: alternatywa wobec opieki instytucjonalnej musi istnieć, mieć miejsca, być dostępna na czas, mieć przypisaną odpowiedzialność i zapewniać odpowiednią jakość. W języku codziennym brzmi to prościej, trzeba powiedzieć, gdzie ma mieszkać, kto mu pomoże i co się stanie, gdy system niedostatecznie wspomaga?
Bez tego deinstytucjonalizacja może zmienić się w odinstalowanie odpowiedzialności. Człowiek nie trafia do DPS-u, ale nie dlatego, że dostał realną alternatywę. Po prostu koszt jego życia poza DPS-em zostaje przeniesiony gdzie indziej: na rodzinę, organizację społeczną, prywatny rynek albo jego własny dług.
Jeżeli mieszkanie Caritas nie ma stabilnego publicznego finansowania, a mieszkanie gminne nie zostało przygotowane jako mieszkanie wspomagane, to system nie odpowiada na najprostsze pytanie: kto gwarantuje realną pomoc poza DPS-em?
Zła deinstytucjonalizacja wygląda jak oszczędność
W dobrej deinstytucjonalizacji chodzi o godność, podmiotowość, życie w społeczności i odejście od izolujących form opieki. W złej – o ograniczenie widocznych kosztów publicznych i przeniesienie ich tam, gdzie trudniej je zobaczyć i policzyć. Hubert Kaszyński przestrzega przed takim przechwyceniem języka deinstytucjonalizacji przez logikę deregulacji, ekonomizacji i osłabiania instytucji pomocy społecznej. W jego ujęciu odpowiedzią nie jest likwidowanie odpowiedzialności publicznej, ale jej odbudowa: lepsze instytucje, kadry, standardy, finansowanie i etos pomocy. Prawa człowieka, godność i usługi środowiskowe po jednej stronie; cięcie kosztów, „odchudzanie państwa” i przerzucanie odpowiedzialności po drugiej.
Omawiany tu przypadek jest małym, konkretnym obrazem tego napięcia.
Gmina może mówić: nie będziemy finansować droższego pobytu, skoro proponowaliśmy mieszkanie. Caritas może mówić: prowadzimy tanie mieszkanie wspomagane, ale ktoś musi partycypować w kosztach. Ministerstwo może potraktować sprawę jako jedną z uwag do projektu ustawy. Każdy z tych aktorów może mieć część racji.
Ale system nie działa dobrze wtedy, gdy każdy ma część racji, a człowiek zostaje z całym długiem.
Najpierw plan, potem odmowa
Z tej sprawy wynika, że odmowa dofinansowania jednej formy pomocy powinna iść w parze z pokazaniem realnej, szczegółowo rozpisanej i odpowiedzialnej alternatywy.
Jeżeli gmina uważa, że mieszkaniec powinien przenieść się do lokalu gminnego, powinna przedstawić plan: adres, koszt, dodatek mieszkaniowy, usługi, pracę socjalną, pomoc w żywieniu, kontakt z lekarzem, osobę odpowiedzialną, procedurę kryzysową.
Jeżeli państwo chce rozwijać mieszkania wspomagane jako alternatywę wobec DPS, powinno wskazać, kiedy i na jakich zasadach gmina współfinansuje pobyt osoby, która nie jest w stanie zapłacić.
Jeżeli organizacja społeczna prowadzi mieszkanie wspomagane, powinna jasno pokazywać, co obejmuje opłata, co jest wsparciem, co jest pomocą dobroczynną, a co powinno być usługą publiczną.
Taki standard chroniłby wszystkich: mieszkańca przed wypadnięciem z systemu, gminę przed zarzutem arbitralności, organizację społeczną przed rolą cichego kredytodawcy publicznej luki, a państwo przed udawaniem, że reforma działa, bo człowiek formalnie nie trafił do DPS.
Deinstytucjonalizacja nie polega na tym, że człowiek nie jest w placówce. Polega na tym, że poza placówką ma realne warunki do życia.
Jeśli każda instytucja wskazuje inną alternatywę, ale żadna nie bierze odpowiedzialności za całość, to alternatywa nie ma adresu i staje się fikcją.
A kiedy odpowiedzialność nie ma adresu, adresatem zostaje człowiek z długiem.
Dr hab. Ryszard Szarfenberg: Profesor uczelni, Uniwersytet Warszawski, specjalizuje się w zagadnieniach polityki społecznej, ekspert European Social Policy Analysis Network, EAPN Polska.