#prosteNGO. Polska silna społeczeństwem obywatelskim. Poznajemy Strategiczną Mapę Drogową
Rząd tworzy Strategię Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Organizacje całkiem niedawno stworzyły Strategiczną Mapę Drogową. Czy ten wysiłek będzie wykorzystany? Wracamy do Mapy (SDM), staramy się ją przypomnieć, ale też o niej podyskutować. Piotr Frączak zaczyna od rozważań nad działaniem numer 1. Przeczytajcie, przemyślcie. A może macie ochotę włączyć się w prace?
Strategiczna mapa drogowa (SMD) rozwoju sektora obywatelskiego w Polsce (Kliknij) była najbardziej skonkretyzowaną formą samorefleksji, jak może i powinien rozwijać się trzeci sektor i jego otoczenie by aktywni obywatele, skuteczne organizacje, samorządne wspólnoty mogły się przyczyniać do budowania wspólnego dobra. SMD pisana był z punktu widzenia organizacji. Jednak można ją wykorzystać jako dobry punkt wyjścia do dyskusji nad rządową strategią. Zacznijmy od działania numer 1 na naszej mapie, które postuluje podjęcie interwencji "na rzecz pozytywnego nastawienia społecznego do działalności obywatelskiej, promowania i doceniania społeczników i odbudowania tradycji społecznikowskich".
Artykuł opublikowany został pierwotnie na stronie #prosteNGO, zob. SDM 1. Działania na rzecz pozytywnego nastawienia społecznego…
Weryfikacja założeń
Zanim przejdziemy już do konkretów warto, jeszcze raz, poddać w wątpliwość samą tezę. Czy to jest rzeczywiście problem? Czy rzeczywiście zmiana nastawienia społecznego, promowanie i docenianie społeczników i odbudowanie tradycji to coś czego potrzebujemy w pierwszej kolejności?
TAK – NIE – NIE WIEM
Dla mnie TAK. Skoro bowiem uznajemy, że bez świadomych (wiedza), zaradnych (umiejętności) i jednocześnie zarówno współodpowiedzialnych (postawy) jak też aktywnych (zaangażowanie) obywateli nie ma społeczeństwa obywatelskiego, prawdziwej partycypacji ani obywatelskich organizacji pozarządowych, to czy możemy oczekiwać, że uda się naprawdę coś zmienić, bez zmiany zachowań?
Bez przekonania, choćby części społeczeństwa, że dotychczasowe działania oparte o indywidualny sukces, komercjalizację wszelkiej aktywności, przekonanie o braku wpływu na sprawy publiczne, prowadzą nas w kierunku gdzie ostatecznie zwycięży omnipotencja państwa i „niewidzialna” ręka rynku, a obywatel nawet wiele będzie mógł mówić, ale niewiele będzie miał do powiedzenia.
Diagnoza
W kwestii edukacji obywatelskiej tradycyjna szkoła zawodzi. I to nie zarzut, to fakt. Żadna reforma oświaty nie pomoże rozbudzić tych cnót obywatelskich w wystarczającym stopniu, aby można być spokojnym o przyszłość Rzeczypospolitej. Prawdziwego zaangażowania, współpracy, troski o dobro wspólne i o słabszych uczy sie najlepiej przez doświadczenie i dobry przykład. A z tym nie jest najlepiej.
Dane mówią, że od lat obserwuje się sukcesywny spadek liczby osób zrzeszonych w stowarzyszeniach. Przeciętna liczba członków w jednym stowarzyszeniu spadła z 35 w 2010 roku do 25 w roku 2021. Tylko około 16% Polaków deklaruje, że w ostatnim roku osobiście uczestniczyło w konkretnych działaniach organizacji. Rośnie udział fundacji (jako nie wymagających stałego członkostwa) wśród organizacji. W 2014 fundacje stanowiły mniej niż 20%, a w 2024 r. już 28% sektora pozarządowego. To pokazuję skalę braku doświadczenia (czyli zrozumienia przez działanie) w sektorze pozarządowym. Jest to potęgowane tym, że wiele organizacji coraz bardziej się profesjonalizuje (w swoich działaniach upodabnia się do firm komercyjnych lub instytucji publicznych), a spora część pozostałych i tak 0opiera się w dużej mierze o system grantów ze środków publicznych. Uniemożliwia to nowym osobom członkowskim czy wolontariackim doświadczanie aktywności obywatelskiej opartej na oddolnym, opartym o wyznaczane przez siebie cele, eksperymentalnym poszukiwaniu skutecznych metod działaniu. Ogromną, pozytywną rolę, pełniła to Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która co prawda jedynie w obszarze zbiórek publicznych, umożliwiała lokalne samoorganizowanie się, twórcze podejście, uczenie się przez zabawę.
Brakuje dobrych wzorów systematycznego, opartego o społeczne zaangażowanie, działania. Wojna (II światowa) i czas PRL-u przerwały historię prawdziwej aktywności społecznej w Polsce. Fundacje na dziesiątki lat zniknęły ze sceny społecznej, stowarzyszenia działały pod silna kuratelą i na zlecenia państwa, a prawdziwie społeczna działalność organizowana była nielegalnie lub półleganie. Tradycje zostały zapomniane. A dzisiejsze wzorce oparte są – przynajmniej na razie – na doraźnej skuteczności, która często opiera się na szczęściu (loteria grantowa) i umiejętności sprzedawania pomysłów (pisanie wniosków, kampanie fundrisingowe), a nie dobrym pomyśle na strukturę i rzeczywiście skuteczne działanie. A nie często spotyka się organizacje, które czerpią swą prawdziwą siłę przede wszystkim ze społecznego zaplecza, a nie z dotacji.
Z kolei polityka historyczna, albo nie jest prowadzona, albo opiera się na martyrologii, gdzie główną zaletą jest ginąć lub cierpieć za ojczyznę, a nie przyczyniać się do jej budowy i rozwoju. Brak pozytywistycznej części dziejów Polski, gdzie rola samoorganizacji nie sprowadzała się jedynie do spisków i powstań, ale do dokonań w zakresie rozwoju ekonomicznego, wspaniałych obywatelskich inicjatyw z zakresu ochrony zdrowia, pomocy społecznej, kultury, nauki itp. jest wyraźna. A to w tej historii rola organizacji jest nie do przecenienia i… zupełnie niedoceniana.
Cele
Dotrzeć do obywateli z wiedzą, że tak w historii jak i dzisiaj
I. Organizacje pozarządowe to narzędzie
- do najpełniejszej, systematycznej partycypacji obywateli życiu publicznym
- do zabieganiu o własne interesy, ale i o dobro wspólne
- do tworzenia tarczy obronnej dla obywatela przed potencjalnymi zagrożeniami ze strony autorytarnej administracji i nieetycznego biznesu.
II. Jednocześnie jednak to narzędzie jest równocześnie celem samym w sobie.
- to budowanie mikrowspólnot praktykujących współpracę i samopomoc.
- to szkoła publicznego zaangażowania i weryfikacji intencji osób chcących działać publicznie
- to miejsca gdzie rodzi się praktyczna demokracja i umiejętność systematycznego współdziałania.
- to instytucje, które stabilizują niepolityczne i niebiznesowe życie społeczne oraz budują potencjał społeczny,
- to również praktyczne umiejętności i kontakty, które mogą się przydać w sytuacjach kryzysowych.
Propozycje działań
Co mogłaby zrobić administracja publiczna, aby przyczynić się do osiągnięcia tego celu.
1, Zmienić swoje nastawienia
Przede wszystkim, choć to nie łatwe, administracja – poczynając od rządu, aż po władzę gminy, powinna i mogłaby zmieniać nastawienie polityków i urzędników do organizacji pozarządowych. Oczywiście politycy i urzędnicy myślą podobnie jak i reszta społeczeństwa, ale też tu (są zresztą dobre przykłady) można najłatwiej próbować dotrzeć z nowym przekazem. „Organizacje są różne. Choć czasem zdarzają sie takie, z którymi trzeba uważać to jednak warto traktować je poważnie. Widzieć w nich potencjalnego partnera (do rozmowy, do negocjacji, do wspólnego działania). Widzieć w nich „zorganizowanego obywatela”, z którym trzeba się liczyć i lepiej z nim się dogadać niż próbowac go „przekupić” czy w inny sposób „spacyfikować”.
Co można by zaproponować w strategii?
Po pierwsze dobry przykład „z góry”. Strategia rządowa może i powinna pokazać (a jej stosowanie udowodnić) że zmienia się podejście do obywatela i jego organizacji. Takie zasady jak pomocniczość, partycypacja, partnerstwo czy dialog obywatelski przestają być powtarzanymi sloganami, a nabierają realnych wymiarów. Praktyka centralna i jej skuteczność będzie najleszym argumentem za wprowadzaniem zmian także lokalnie
Po drugie współpraca administracji centralnej i samorządowej. Tu możliwa jest np. współpraca w zakresie budowania podstaw dla odporności społecznej i lokalnych społeczeństw obywatelskich. Środki z budżetu centralnego i budżetów lokalnych powinny tworzyć fundusze aktywności lokalnej (propozycja zapisów już wkrótce), które w formule partnerstwa i społecznej kontroli mogłyby tworzyć lokalne i ponadlokalne systemy wspierające samoorganizacje.
Po trzecie należy w sposób rozszerzony i dogłębny badać lokalną i resortową współpracę. Już teraz administracja w ramach swoich obowiązków (sprawozdanie z realizacji ustawy o pożytku, sprawozdanie z rocznych programów współpracy) przygotowują analizy, które jednak w niewielkim stopniu informują o realnej skali efektów działania organizacji pozarządowych.
2. Docenić role zorganizowanych obywateli
Organizacja organizacji nie równa. Obok dużych organizacji masowych mamy małe, lokalne. Mamy też organizacje reprezentujące interesy mieszkańców, ale też takie, które reprzentuja interesy firm, czy wręcz są uzależnione od jednostek organizacyjnych JST. Nie należy ich traktować jednakowo. Jednak administracja powinna wiedzieć i jasno to komunikować, któe organizacje uznaje za reprezentatywne w danym temacie. Traktować je jako ekspertów lub jako wyrazicieli zdania nie jednego mieszkańca. Obywatele, którzy chcą dyskutować z administracją powinni wiedzieć, że jesli się zorganizują, uwspólnia stanowisko to ich głos będzie dostrzeżony.
Co można by zaproponować w strategii?
Po pierwsze jasne kryteria reprezentatywności. Obywatele powinni dobrze wiedzieć jakie mechanizmy – tak na poziomie krajowym jak i lokalnym – wzmocnią ich głos. Zapewnienie reprezentatywności w kwestii tworzenia różnego rodzaju ciał dialogu i konsultacyjnych. Branie pod uwagę rzeczywistego znaczenia organizacji np. jaką grupę obywateli reprezentują, jaki jest ich wkład w działania na rzecz społeczności. Głos federacje traktować jako głos jej członków.
Po drugie wspierać samoorganizacje. Zachęcać obywateli do organizowania się. Wspierać te grupy, którym udało się dogadać. Zgodnie z zasada pomocniczości oddawać jak najwiecej decyzji i uprawnień wspólnotom mniejszym. Wzmacniać ich podmiotowość i szanować ich niezależność.
Po trzecie zapewnić rzeczywisty wpływ. Zorganizowani obywatel (podobnie zresztą jak i politycy czy urzędnicy) mogą się mylić. Powinni móc eksperymentować i móc wyciągać wnioski nie tylko z sukcesów, ale i z porażek. Jednak brak poczucia wpływu, poczucie fasadowości partycypacji, pozorności konsultacji łatwo zniechęca. Dlatego takie oddawanie władztwa samym obywatelom, aby z jednej strony czuli własną sprawczość ale równocześnie brali odpowiedzialność za swoje wybory jest trudnym, ale możliwym kierunkiem polityki publicznej.
3. Zrewidować politykę historyczną
Na wstępie trzeba znaczyć, że brak polityki historycznej jest również rodzajem polityki historycznej. To ważne, bo z punktu widzenia dzisiejszej sytuacji narzucanie jednej „jedynie słusznej” narracji historycznej nie jest jedyna winą władzy. Taką winą jest również próba ograniczania historii do kliku tradycyjnych rocznic i powtarzania ogólnie znanych, choć często bardzo uproszczonych formuł. Nie oznacza to, że państwo ma monopol na historię. Wręcz przeciwnie jego rolą jest wspieranie odkrywania prawdy (czasami także niewygodnej), ale przede wszystkim umożliwienia obywatelom zrozumienia dziejów i wyciągania z nich nauki na przyszłość. Jednym z ważnych, a dziś prawie zupełnie zapoznanych, elementów historii jest tradycja działań społecznikowskich. Tak lewicowych, prawicowych czy apolitycznych. Szukania roli nie wybitnych jednostek, ale różnego rodzaju wspólnot, ruchów społecznych, szerokiego zaangażowania. Poszukiwanie lokalnych historii, które zazwyczaj nie tylko z trudem mieszczą się w ogólnej, podręcznikowej narracji, ale zazwyczaj są bardziej skomplikowane i różnorodne, a tym samym i ciekawsze, i bardziej pouczajace. Oczywiście polityka historyczna pańsdtwa nie jest elementem strategii rozwojuspołeczenstwa obywatelskiego, ale ta Strategia może być ważnym elementem budowania tej nowej polityki.
Co można by zaproponować w strategii?
Po pierwsze lokalne historie samoorganizacji. Wsparcie działań na rzecz na rzecz lepszego poznania lokalnej historii, ale nie tylko jako odkrywanie i powielanie lokalnych ciekawostek, ale zrozumienie historii miejsca. Roli mieszkańców w jego budowę. Relacji, często trudnych, z władzami centralnymi (nie zawsze akceptowalnymi). Współdziałania różnych kultur. Rzeczywistych przyczyn konfliktów i ich przebiegu. Lokalnych kontekstów wydarzeń z podręczników historii.
Po drugie odzyskać to się da odzyskać. Konieczne jest rozpoczęcie odzyskiwania – o ile to jest jeszcze możliwe – historii organizacji społecznych, których rola w historii Polski jest nader znacząca, ale o których pamięć (także ta naukowa) jest nader skromna. Po tysiącach organizacji (choćby lokalnych kół gospodyń wiejskich) z czasów zaborów czy czasów II Rzeczypospolitej nie zachował się ślad. Z uwagi na II wojnę światową i czas PRL inicjatywy te nie mogły zadbać o swoją spóściznę, a polityka władz w dużej mierze utrudniała czy wrecz uniemożliwiała obiektywne badania naukowe. Także historia aktywności społecznej z czasów PRL-u, z uwagi na jej nielegalny czy półjawny charakter nie zawsze znalazła odzwierciedlenie w dokumentach. To zadanie dla ruchu pasjonatów, a nie pojedyńczych naukowców.
Po trzecie historia najnowsza. Fundamentem, na którym powinna być budowana III Rzeczypospolita jest tradycja strajków i porozumień sierpniowych. Tradycja samoorganizacji, twardych rozmów z rządem i prawdziwych kompromisów. Takim kompromisem były też ustalenia okrągłego stołu. 4 czerwca i wybory parlamentarne to tylko „wisienka na torcie”, zwieńczenie tego procesu walki społecznej o swoje państwo. Ta historia – wraz historią samorządów pracowniczych, lokalnych komitetów obywatelskich – została zapomniana i trzeba ją odbudować.
Bardzo jestem ciekaw – czy coś z tych propozycji wydaje się Wam wartych dyskusji i wpisania do Strategii Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Możemy coś zaproponować. Ktoś chciałby nad tym pracować?
Artykuł opublikowany został pierwotnie na stronie #prosteNGO, zob. SDM 1. Działania na rzecz pozytywnego nastawienia społecznego…
Źródło: #proste.ngo