Jeśli chcemy być odporni jako społeczeństwo, musimy zadbać o odporność naszych organizacji [wywiad]
Organizacje społeczne wielokrotnie pokazały, że w sytuacjach kryzysowych potrafią działać szybko i skutecznie. Nie oznacza to jednak, że same są odporne. Z Filipem Pazderskim rozmawiamy o tym, co pokazuje „Indeks odporności organizacji społeczeństwa obywatelskiego” i co trzeba zrobić, żeby organizacje były przygotowane na kolejne kryzysy i zmiany polityczne.
Małgorzata Łojkowska: – Zacznijmy od samego pojęcia odporności. Co ono właściwie znaczy? Co to znaczy, że organizacja jest odporna? Na co ma być odporna? Jak rozumiecie odporność w tym raporcie?
Filip Pazderski: – W Indeksie odwołujemy się do popularnego dziś pojęcia odporności, ale nie używamy go wyłącznie w tym znaczeniu, w którym najczęściej pojawia się ono ostatnio w debacie publicznej. Nie chodzi więc wyłącznie o odporność społeczną, rozumianą jako przygotowanie nas wszystkich na różnego rodzaju zewnętrzne kryzysy, w tym ten najpoważniejszy z możliwych, z którym od kilku lat mierzy się Ukraina.
Odwołujemy się raczej do koncepcji odporności organizacyjnej, rozwijanej od pewnego czasu w naukach o zarządzaniu i ekonomii, która dotyczy przede wszystkim przedsiębiorstw. Większe firmy starają się przygotować do tego, żeby być bardziej odpornymi w czasach bardzo niepewnych, silnie się zmieniających, w których trudno zaplanować długofalową strategię, opierając się tylko na tym, co jest tu i teraz.
W tym rozumieniu
odporność to właśnie posiadanie przez każdy podmiot, który funkcjonuje czy to na rynku gospodarczym, czy społecznym, takich zasobów, które pozwalają mu nie tylko płynąć czy dryfować na falach zmian, ale również się rozwijać, płynąc z ich nurtem.
Tę koncepcję staramy się przełożyć na organizacje społeczne. Przyglądamy się temu, na ile są przygotowane na różnego rodzaju zmiany i kryzysy – społeczne, ekonomiczne, naturalne, ale również polityczne, które w ostatnich latach dotykały i nadal dotykają organizacji w Polsce i w innych krajach.
Zakładamy, że aby organizacja była odporna w tym znaczeniu, potrzebuje odpowiednich zasobów i przygotowania w pięciu obszarach, które w naszym Indeksie określamy jako pięć wymiarów odporności.
Jakie to są obszary?
– Pierwszy to odpowiednie ramy prawne – takie, które ułatwiają funkcjonowanie organizacji od ich założenia po dalszą działalność. Chodzi też o to, żeby prawo nie było wykorzystywane przeciwko organizacjom, na przykład poprzez nieprzychylną interpretację przepisów albo świadome stosowanie mechanizmów prawnych po to, żeby utrudniać pracę wybranym podmiotom.
Z tym też mieliśmy w Polsce do czynienia w ostatnich latach. Teraz zdarza się to rzadziej, ale nie znaczy to, że nie występuje wcale, szczególnie pewnie na poziomie lokalnym, gdzie możemy mieć o takich sytuacjach mniejszą wiedzę.
Drugi obszar to zasoby organizacji?
– Tak. To bardzo duży, właściwie największy wymiar. Uwzględniamy w nim, przede wszystkim, zasoby ludzkie – kompetencje osób działających w organizacjach, ale także ich energię i chęć do dalszego działania. Jeżeli mamy się do czegoś przystosować, zmienić sposób działania, to tej energii potrzebujemy. A okazuje się, że z tym jest problem.
Do tego dochodzą zasoby lokalowe i finansowe. Przyglądamy się temu, na ile dostęp do nich jest zapewniony w taki sposób, żeby nie był zagrożony różnego rodzaju zmianami, na przykład politycznymi. Patrzymy też na to, czy organizacje mają zasoby odłożone na tak zwaną czarną godzinę, żeby móc je wykorzystać i po prostu przetrwać trudny czas.
A trzeci wymiar?
– Dotyczy tego, na ile organizacje są usieciowione i zakorzenione w różnego rodzaju otaczających je sferach społecznych. Chodzi o to, żeby z jednej strony miały oparcie, ale z drugiej także możliwość skorzystania z dodatkowych zasobów ludzkich czy rzeczowych, środków czy umiejętności wtedy, kiedy jest to potrzebne. Na przykład kiedy trzeba szybko zorganizować jakąś akcję w związku z powodzią czy innym kryzysem.
To także kwestia obecności organizacji w sieciach innych, podobnych podmiotów i organizacji społecznych. Traktujemy to jako ważny zasób, który organizacje mogą wykorzystać i który może im pomóc w trudnych czasach czy na wypadek zagrożeń.
W tym wymiarze uwzględniamy również odczuwane przez organizacje problemy w relacjach z innymi – zarówno chodzi o brak współpracy lub konflikty w środowisku organizacji, jak i trudności z pozyskaniem ludzi do współpracy. Obie kwestie mogą się okazać ważne, gdy organizacje będą musiały szybko zareagować na niespodziewane wydarzenia.
Odbiciem kwestii ujętych w tym obszarze są relacje i kontakty organizacji ze społecznościami lokalnymi – na ile są one w tych społecznościach rozpoznawane i uznawane. To z kolei może się przejawiać w gotowości ludzi do wspierania organizacji.
Czyli znaczenie ma również to, jak organizacje są postrzegane?
– Tak, i tego dotyczy czwarty wymiar – uznania dla organizacji i korzystania z ich wiedzy oraz doświadczenia przez różnego rodzaju podmioty. Odwołujemy się tutaj do wizerunku organizacji w społeczeństwie. Zakładamy, że jeżeli istnieje zaufanie do organizacji, a także wiedza i świadomość, że są one potrzebne i wykonują wartościową pracę, to może się to przełożyć na łatwiejsze uzyskanie pomocy wtedy, kiedy będą jej potrzebowały. Tu może jednak przeszkadzać brak dochowania zasad transparentności przez znaczną grupę organizacji. To nie tylko bardziej wystawia je na ataki, ale zmniejsza też potencjał społecznej aktywizacji, zniechęcając wiele osób do wspierania organizacji.
Bardzo ważnym aspektem, który też uwzględniamy w Indeksie, jest wizerunek organizacji w sieci. Nie traktujemy go jako prostego wyznacznika tego, co ludzie myślą o organizacjach, ale raczej jako rzeczywistość, z którą organizacje muszą się mierzyć, kiedy chcą komunikować swoje potrzeby czy działania. Jeżeli będą chciały szerzej zwrócić się o wsparcie do osób korzystających z narzędzi online, będą musiały funkcjonować w takim, a nie innym otoczeniu narracji dotyczących organizacji społecznych. Dlatego ten aspekt również został włączony do naszej analizy.
Ale w tym wymiarze chodzi nie tylko o wizerunek społeczny?
– Nie. Drugą jego częścią jest to, na ile różnego rodzaju podmioty traktują organizacje jako posiadające ważną wiedzę czy zasoby, które warto włączać do ich działań.
Chodzi tu o współpracę z administracją centralną, przede wszystkim w zakresie konsultowania nowych aktów prawnych, ale także z administracją lokalną, która może włączać organizacje jako podmioty eksperckie do różnego rodzaju prac.
Co ważne, przyglądamy się tutaj raczej współpracy długofalowej, polegającej na włączaniu organizacji społecznych i osób z nich się wywodzących w charakterze ekspertów i ekspertek, a nie po prostu na przekazywaniu im pieniędzy na realizację zadań publicznych. To jest oczywiście bardzo potrzebne, daje wielu organizacjom tlen do działania i model ich funkcjonowania jest na tym oparty. Nie traktujemy jednak tego jako wyznacznika budującego odporność organizacji, bo w niektórych przypadkach może to również oznaczać uzależnienie od tych środków.
Zostaje jeszcze piąty wymiar.
– Tak. Jest trochę bardziej ogólny i dotyczy kontekstu, w którym funkcjonują organizacje. Uznajemy, że to, z jaką materią społeczną czy z jakim oporem spotykają się w swojej pracy, również tworzy warunki ich działania. Jeżeli te warunki są sprzyjające, może to wzmacniać ich odporność. Jeżeli natomiast w społeczeństwie brakuje pewnych kompetencji albo ważne dla organizacji wartości nie są odpowiednio zakorzenione, może to utrudniać ich działalność.
Warto też zaznaczyć, że chociaż wyodrębniamy pięć wymiarów, to wszystkie one się przenikają. Odporność organizacji wynika z ich wzajemnego oddziaływania.
Badanie ma być powtarzane?
– Tak. Zależy nam na tym, żeby Indeks był narzędziem, które pozwoli obserwować zmiany w odporności organizacji społecznych w czasie. Chcemy więc naszą analizę powtarzać i sprawdzać, jak sytuacja organizacji zmienia się w kolejnych latach.
A jeśli mielibyśmy wskazać najważniejsze elementy odporności organizacji, to co by to było?
– Jeżeli chodzi o nadawanie wagi poszczególnym wskaźnikom, to była o tym dyskusja podczas ostatniego panelu eksperckiego, zorganizowanego w trakcie pracy nad Indeksem. Osoby biorące w nim udział miały możliwość wskazania, które dane czy obszary są ważniejsze z punktu widzenia odporności.
Na pewno bardzo istotna okazała się kwestia relacji organizacji z ludźmi, którzy są wokół nich. Chodzi zarówno o skalę i stabilność wolontariatu w organizacjach, jak i ich zdolność pozyskania osób do współpracy.
Natomiast gdybym miał wskazać od siebie, co jest szczególnie ważne, to na pewno są to wszystkie kwestie związane z finansami i środkami, którymi dysponują organizacje.
Jeżeli organizacja ma mieć możliwość przeformułowania swojego działania bez konieczności nagłego i chaotycznego poszukiwania wsparcia czy przebudowywania działalności z dnia na dzień, bo przyszedł kryzys, pojawili się uchodźcy, idzie woda albo organizację atakują politycy czy media, to potrzebuje własnych środków, które może szybko wykorzystać.
Czy po to, żeby zapłacić ludziom, wynająć sprzęt albo dodatkowe biuro, czy żeby sfinansować kampanię informacyjną albo pomoc prawnika, na przykład, kiedy trzeba się zmierzyć z niekorzystną interpretacją urzędu skarbowego. Na to wszystko potrzebne są pieniądze.
A organizacje mają problem z dostępem do środków, które mogą swobodnie wykorzystać w takiej sytuacji. Nadal przede wszystkim dysponują pieniędzmi projektowymi, które muszą być wydane na konkretne działania, a nie na nieoczekiwanie pojawiające się potrzeby. Bardzo niewiele organizacji ma też środki odłożone na czarną godzinę, które pozwoliłyby im funkcjonować przez kilka miesięcy w razie utraty finansowania.
A drugi szczególnie ważny obszar?
Dla mnie to zakorzenienie organizacji i posiadanie przez nie więzi z różnego rodzaju podmiotami – ze społeczeństwem, ale również z biznesem czy lokalnymi instytucjami.
Jeżeli organizacja działa lokalnie i coś się wydarzy, wcześniejsze zbudowanie takich relacji bardzo pomaga w szybkim stworzeniu systemu reakcji czy wsparcia. Tymczasem właśnie w tym wymiarze organizacje wypadają w Indeksie najsłabiej.
To trochę zaskakujące. Wydawałoby się, że organizacje społeczne z definicji powinny być mocno zakorzenione w społeczeństwie.
Trzeba pamiętać, że Indeks obejmuje bardzo zróżnicowany sektor organizacji społecznych jako całość. Są w nim podmioty, dla których współpraca z ludźmi i społecznością lokalną jest kluczowa i które są w tym bardzo dobre.
Ale są też organizacje, dla których takie zakorzenienie nie ma większego znaczenia, bo koncentrują się przede wszystkim na realizacji określonego celu. Dlatego ten wynik może być trochę mylący. Duża część organizacji świetnie sobie radzi z budowaniem relacji, natomiast Indeks pokazuje sytuację całego sektora.
A co, Twoim zdaniem, mogłoby pomóc organizacjom budować takie zakorzenienie?
– Na pewno odpowiednie rodzaje wsparcia. Konkursy czy programy, które nie byłyby skierowane tylko i wyłącznie na realizację zadań publicznych, ale pozwalały organizacjom przeznaczać środki na zakorzenianie się, budowanie sieci i kontaktów. Bo to wszystko wymaga czasu, pracy ludzi, przygotowania, spotkań.
Powinny być też programy pomagające organizacjom budować odpowiednie kompetencje w zakresie przekazywania informacji o działaniach i budowania relacji. Inaczej trzeba się komunikować ze społecznością lokalną, inaczej z biznesem, a jeszcze inaczej z lokalnymi instytucjami. To wszystko wpływa potem na to, na ile jesteśmy usieciowieni i w jakim stopniu jesteśmy przez te podmioty uznawani za organizacje, z którymi warto rozmawiać i pracować. Tego wszystkiego trzeba się uczyć. Trochę takich programów wsparcia jest, ale wydaje mi się, że ciągle za mało i wciąż zbyt mało o tym mówimy.
Czyli problemem jest też to, że pieniądze – tak jak mówiłeś wcześniej, są przede wszystkim na realizację zadań, a nie na rozwój samych organizacji?
– Dobrze byłoby, gdyby część środków była przekazywana organizacjom w takiej formie, która pozwala im samym decydować, na co chcą wydać część grantu – na przykład w formie wsparcia instytucjonalnego. Wtedy sama organizacja może zdecydować: to jest ważny obszar, w którym idzie nam jednak trochę słabiej, więc chcę w niego zainwestować.
Może na przykład zrobić stronę, czy zorganizować serię spotkań z lokalnymi interesariuszami po to, żeby się poznać i zbudować relacje. Tak jest w funduszach norweskich, gdzie oprócz środków na projekt, organizacja może też wykorzystać część funduszy na rozwój instytucjonalny.
Myślę, że bardzo potrzebne są w ogóle wszelkiego rodzaju programy szkoleniowe dla organizacji. Powinny dotyczyć zarówno kwestii technicznych, takich jak korzystanie z różnego rodzaju narzędzi online, czy ze sztucznej inteligencji. Ale to powinno być powiązane z pracą nad aspektem merytorycznym działań, z kształtowaniem umiejętności określania, do czego te narzędzia mają służyć.
Dotyczy to również samego budowania strategii komunikacyjnych, fundraisingowych, czy rozwojowych organizacji. Przyjmowanie przez organizacje takiego myślenia jest bardzo istotne i tego też bardzo brakuje, co pokazuje Indeks. Jeden ze wskaźników mówi o tym, że słabo jest w organizacjach z takim podejściem strategicznym, z myśleniem o tym, że należy się przygotować do tego, co jest przed nami.
Ten Indeks powstał więc również po to, żeby skłonić organizacje do pochylenia się nad własnym stanem i zastanowienia się, gdzie są, co może być przed nimi i gdzie są ich słabsze strony, w których poprawę być może warto byłoby w przyszłości zainwestować, jeśli pojawi się taka możliwość.
A jeśli mówimy o źródłach finansowania organizacji, to ważne jest też to, by nie miały tylko środków publicznych. Mówimy od dłuższego czasu o tym, że system finansowania organizacji oparty tylko na takich pieniądzach nie jest zdrowy, ale wciąż jest tam jeszcze kilka kwestii do naprawienia.
Natomiast druga ważna rzecz, o której jeszcze nie powiedzieliśmy w części dotyczącej zasobów, to jakość pracy w organizacjach. Z tym bez wątpienia potrzebujemy się zmierzyć, jeżeli nie chcemy doprowadzić sektora, nie chcę używać zbyt mocnych słów, ale co najmniej do jakiegoś marazmu czy zastoju.
O tym mówi się już od jakiegoś czasu. Na pewno pandemia COVID-19 miała na to wpływ. Od tego czasu coraz więcej wspomina się o kryzysie aktywistycznym, o zmęczeniu ludzi w organizacjach, wręcz o ich wypaleniu. Pokazują to też badania Klon/Jawor – jak bardzo jest to dojmujący problem. Dotyczy on ludzi pracujących w organizacjach, którzy czują, że zespoły są po prostu zmęczone ciągłą pracą w napięciu, w okolicznościach kryzysowych, ciągłą potrzebą zmiany, pracą ponad godziny itd.
Ale, co może nawet ważniejsze, dotyczy to również osób liderskich, które same są wypalone. A to one powinny nadawać kierunek pracy organizacji i ewentualnej zmianie jej działania. Ktoś musi pokierować tą zmianą.
Jeżeli osoby liderskie są zmęczone i wypalone, może być im trudno znaleźć na to energię.
A jak w tym wszystkim wygląda kwestia warunków pracy i wynagrodzeń?
– Na jakości pracy w organizacjach odbijają się relatywnie niskie wynagrodzenia, co przekłada się również na wypalenie w zespołach. I o tym też trzeba mówić wprost. Średnia płac w organizacjach bardzo mocno odbiega od tej w gospodarce.
Mówi się o tym, że presja inflacyjna doprowadziła ostatnio do wzrostu wynagrodzeń w całej gospodarce. Widzimy to też w danych GUS. Kolejne rządy podnoszą również poziom pensji minimalnej. Natomiast to niestety często nie przekłada się na wzrost wynagrodzeń w organizacjach, którym trudno o środki na sfinansowanie wyższych płac.
Jednocześnie na barkach organizacji ciągle jest bardzo wiele.
Jak jest problem – to do organizacji, jak jest kryzys, jak trzeba coś zorganizować – to do organizacji. One muszą się często przestawić, zostawić bieżące działania na boku i odpowiadać na aktualne potrzeby czy zagrożenia.
W rezultacie, ludzie często pracują ponad godziny – oczywiście generalizuję, ale mówimy o takim ogólnym obrazie.
W zamian zyskują na pewno satysfakcję. Bo w sektorze społecznym dużo pracuje się na wartościach i oczywiście pieniądze nie są jedynym wynagrodzeniem za aktywność. Do organizacji raczej nie idzie się po to, żeby zostać Rockefellerem, tylko dlatego, że ktoś czuje, że warto, że tak trzeba.
Natomiast w końcu ludzie są tym wszystkim zmęczeni – i mentalnie, i często fizycznie, a jednocześnie czują, że wynagrodzenie, które otrzymują, pozwala im na coraz mniej. Na pewno nie umożliwia prowadzenia godnego życia, zwłaszcza jeśli ktoś mieszka w dużym mieście, a do tego ma rodzinę na utrzymaniu.
Kiedy Cię słucham, to myślę o tym, że to jest jakiś splot różnych problemów. Niskie wynagrodzenia biorą się z braku pieniędzy. Brak pieniędzy – z mało zróżnicowanych przychodów. Mało zróżnicowane przychody trochę z tego, że w Polsce ciągle nie ma silnej kultury przekazywania pieniędzy organizacjom na cele społeczne. To z kolei ma związek z wizerunkiem organizacji, ale też z szerszym kontekstem wartości w społeczeństwie. O tych problemach mówimy od dawna, więc od czego w ogóle zacząć rozsupływanie tego całego węzła?
– Nie chodziło o to, żeby Indeks był ścianą płaczu. Zależało nam raczej na wskazaniu problemów i kwestii, które warto byłoby w pierwszej kolejności zaadresować.
Pomimo tych różnych słabych stron i wyzwań, z którymi się zmagają, widać też, że organizacje mają spore zasoby, na których można budować.
Jeżeli chodzi o ich wizerunek społeczny i zaufanie do nich, to nie jest źle. W społeczeństwie ludzi dość nieufnych do siebie nawzajem i do instytucji publicznych zaufanie do organizacji jest całkiem dobre i znacznie wyższe niż do wielu innych podmiotów funkcjonujących w sferze publicznej.
Dodatkowo, badania CBOS pokazują, że znaczna część polskiego społeczeństwa jest gotowa do większego zaangażowania i uznaje je za ważne. Ciągle to jednak prawie dwa razy większy odsetek niż stanowią osoby faktycznie coś robiące. Dlatego potrzebujemy przekuć te deklaracje w codzienne postawy, prezentowane stale, które staną się z czasem normą społeczną.
Podobnie, jeżeli chodzi o to, o czym powiedziałaś, czyli chęć ludzi do wspierania organizacji finansowo, obserwujemy, że w ostatnich latach ona rośnie. Znowu – może być większa, ale widzimy, że coraz więcej ludzi z różnych powodów decyduje się wspierać cele społeczne. To też pokazujemy w Indeksie, więc tutaj nie jest aż tak dramatycznie.
Na pewno złożyło się na to kilka rzeczy – zmiany prawne, kryzysy, także te z czasu rządów PiS, które spowodowały, że część ludzi zaczęła mocniej wspierać organizacje. Wydarzenia z 2022 roku również wiele nam tutaj uzmysłowiły. Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazuje, jak bardzo wzrosły wtedy wpłaty finansowe i różnego rodzaju darowizny na rzecz osób uciekających z Ukrainy przed wojną, w tym dla pomagających im organizacji.
To jest bardzo duży zasób do wykorzystania. Jest energia i naprawdę jest w polskim społeczeństwie chęć, żeby coś robić dla innych. Wydaje mi się też, że jako społeczeństwo staliśmy się bardziej zasobni, więc są „na rynku” środki, które ludzie mogą przeznaczać na rzecz organizacji. Jednocześnie ukształtowała się też pewna potrzeba wspierania takich działań. Różnego rodzaju zbiórki pokazują, że jeżeli ludzie uznają dany cel za społecznie potrzebny i raczej neutralny politycznie, to chętnie się angażują.
Co więc trzeba zrobić, żeby lepiej wykorzystać ten potencjał?
– Potrzebne są działania, które pozwolą tę energię odpowiednio skanalizować na rzecz organizacji. Dlatego mówiłem wcześniej o tym, że potrzebne są z jednej strony zmiany prawne, które pozwolą uelastycznić system wsparcia organizacji, tak żeby mogły łatwiej wykorzystywać środki na to, co jest potrzebne każdej z nich z osobna. Z drugiej strony, musimy budować kompetencje komunikacyjne i fundraisingowe w samych organizacjach.
Ważne jest, żeby nie musiały się skupiać tylko i wyłącznie na realizacji zadań publicznych, ale mogły też zainwestować w siebie – w kompetencje, umiejętności i narzędzia. To później zaprocentuje również lepszym wykonywaniem zadań publicznych.
Mieliśmy w ostatnich latach pandemię, pełnoskalową wojnę, kryzys uchodźczy, powódź i inne sytuacje kryzysowe. Organizacje często reagowały na nie szybciej niż instytucje publiczne. Czy to nie pokazuje, że mimo wszystkich problemów, o których mówimy, są jednak odporne?
– Wydaje mi się, że to są jednak dwie różne rzeczy. Jedna sprawa to jest to, na ile organizacje brały udział w takim, można powiedzieć, systemie odporności społecznej. One pokazały, że są po prostu sprawne, że potrafią to robić, bo są wyćwiczone w tego typu działalności i oparte na reagowaniu na potrzeby społeczne.
Natomiast to nie mówi nam aż tak wiele o odporności samych organizacji.
Paradoksalnie, mimo że wiele razy pokazały swoją siłę i możliwość reagowania, kiedy była taka potrzeba, to może to wcale nie świadczyć o tym, że one same są bardziej odporne.
Dane pokazują, że bardzo wiele je to kosztowało. Po to też powstał ten Indeks, żeby uzmysłowić szerszej grupie odbiorców, że to nie jest tak, że wszystko przyszło organizacjom lekko. Wiele z nich rzeczywiście bardzo mocno to obciążyło.
Kosztowało je to również zmiany personalne. Część ludzi poszła do pracy w administracji, zwłaszcza gdy pojawiły się takie możliwości po 2023 roku, ale część zdecydowała się szukać swojego miejsca gdzie indziej. To doprowadziło do utraty zasobów i kompetencji w organizacjach i w całym sektorze.
Czyli to, że organizacje sobie poradziły w kryzysach, może być trochę mylące?
– Tak. To może prowadzić do takiego uspokojenia i myślenia, że skoro organizacje sobie poradziły, to znaczy, że zawsze tak będzie. A właśnie chodzi o to, że mogą sobie w końcu nie poradzić. I jeżeli one sobie nie poradzą, to będziemy mieli wszyscy problem.
Jeżeli chcemy być jako społeczeństwo odporni, to musimy zadbać o odporność organizacji. Jedno z drugim nie jest jednak tożsame. Organizacje angażują się, bo mają to w swoim DNA, są stworzone do tego, żeby wkraczać do działania, kiedy są potrzebne. Jeszcze bardziej się angażują, kiedy ta potrzeba jest większa.
Natomiast Indeks miał pokazać, że to wcale nie znaczy, że organizacje mogą robić to w nieskończoność. Ludzie mają swoje granice. Widzimy już zmęczenie w wielu organizacjach. Dane pokazują, że problem istnieje i trzeba go bardzo pilnie zaadresować.
Zwłaszcza jeśli organizacje mają przyciągać nowych ludzi?
– Tak. Jeżeli chcemy, żeby organizacje mogły się odnawiać, żeby nowi ludzie przychodzili do pracy w nich, to organizacje muszą być atrakcyjnym miejscem zatrudnienia. Szczególnie że z badań wiemy, że oczekują tego młodsze pokolenia, w tym osoby wchodzące na rynek pracy. Kwestie związane z wartościami są dla nich istotne, ale chcą też mieć odpowiedni work-life balance. Oczekują, że praca da im możliwość godnego życia i wyraźnie mówią o tym w badaniach. A dane pokazują, i wiemy to też z obserwacji, że organizacje często tego nie zapewniają.
Chciałam jeszcze wrócić do tego, o czym mówiłeś wcześniej – że niedługo będą wybory i sytuacja może się znowu mocno zmienić. Z jednej strony ciekawi mnie, jakie jeszcze rekomendacje dla rządu wynikają z Indeksu – poza tym, o czym już mówiłeś w kontekście konkursów czy NIW-u. A z drugiej: co same organizacje mogą zrobić, żeby przygotować się na ewentualne zmiany polityczne? Jeżeli mamy przed sobą, powiedzmy, rok, to co warto w tym czasie zrobić?
– Wydaje mi się, że więcej jest tutaj do zrobienia po stronie rządu, który powinien przygotować zmiany systemowe. Same organizacje też oczywiście mogą się przygotowywać, szczególnie te, które działają w obszarach mogących być mniej mile widzianych przez przyszły rząd.
Nie wiemy naturalnie, jakie będą wyniki wyborów, ale widzimy, jakie są sondaże. Mamy więc, bardzo ogólnie mówiąc, dwie możliwości. Albo obecnie rządzącym uda się pozostać u władzy i wtedy będziemy mieli jakiś rodzaj kontynuacji, albo dojdzie do powrotu rządów prawicowych, w różnych konstelacjach. Im bardziej prawicowy będzie rząd, tym, jak mi się wydaje, będzie to mniej korzystne dla organizacji zajmujących się patrzeniem władzy na ręce, ekologią, prawami człowieka czy mniejszościami.
Co więcej, przyjście takich rządów może być trochę podobne do drugiej kadencji Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych. Widać tam większe przygotowanie i silniejszą świadomość tego, gdzie uderzyć i jakie zmiany wprowadzać, żeby ograniczać możliwość działania przeciwko władzy podmiotów od niej niezależnych.
Nasi rządzący mogą też dostrzegać w organizacjach przeciwników, bo już wcześniej, przed 2023 rokiem, tak było. Mogą więc chcieć ograniczać ich możliwości działania, zacieśnić kontrolę nad organizacjami pod hasłem ich większej przejrzystości, a być może również ograniczać możliwość przekazywania im środków.
Jak w takim razie można się na to przygotować?
– To, co możemy zrobić teraz, to przede wszystkim zewrzeć szeregi w tej części społeczeństwa, dla której działania obywatelskie są ważne, niezależnie od poglądów politycznych. Wierzę, że również po stronie konserwatywnej jest wiele osób, które uznają, że sektor obywatelski jest ważny i potrzebny.
Powinniśmy więc szybko wprowadzić takie zmiany systemowe, które pozwolą jak najdłużej utrzymać możliwość działania jak najszerszej grupy organizacji. Tu chodzi znowu o odpowiednie tryby przyznawania środków publicznych i o odpowiednie konkursy zorganizowane przez NIW i inne instytucje publiczne, uruchomione możliwie szybko, które pozwolą organizacjom budować zasoby.
Jeżeli na przykład przyszły rząd będzie chciał znowu uruchomić kampanię atakującą organizacje w mediach publicznych czy prywatnych, tak jak mieliśmy z tym do czynienia w poprzednich latach, organizacje muszą zawczasu wiedzieć, jak na to odpowiedzieć i jak zareagować, a nie dopiero powoływać sztab kryzysowy i zastanawiać się, co teraz zrobić i czy odpowiadać na każdy pojedynczy news.
Trochę o tej sytuacji zapomnieliśmy. Może czujemy się zbyt komfortowo?
– Myślę, że nie chodzi nawet o to, że czujemy się zbyt komfortowo. Może po prostu w końcu chcemy działać w normalniejszych warunkach, a nie cały czas reagować na kryzysy i myśleć o tym, co może nam zagrozić. W takim trochę wojennym trybie nie da się funkcjonować bez końca.
Może po prostu chcieliśmy trochę normalności, trochę sobie odpuścić i robić swoje. I tego też potrzeba, żeby budować odporność. Potrzeba oddechu, żeby myśleć bardziej strategicznie o tym, co może być przed nami, zaplanować różne scenariusze wydarzeń i się na nie przygotować.
Jeżeli organizacje mają się przygotować, potrzebują też odpowiedniego wsparcia ze strony rządu, żeby mogły budować swoje kompetencje, również komunikacyjne, opracować strategię komunikowania własnych działań albo przynajmniej ją przemyśleć, mieć przygotowaną własną narrację i umieć mówić o tym, co robią. Chodzi o to, by nauczyły się snuć własną opowieść o świecie, na rzecz którego pracują, a nie jedynie reagowały na bieżące wydarzenia.
Wydaje mi się, że właśnie to powinniśmy teraz robić. I to jest też zadanie dla samych organizacji.
One muszą zawczasu przygotowywać się na to, co może przyjść i budować zasoby, które zresztą będą bardzo przydatne także w spokojniejszych czasach, bo pozwolą im po prostu łatwiej działać.
To podsumowując: jakie konkursy powinny odbyć się w najbliższym czasie? Na przykład w NIW-ie?
– Przede wszystkim takie, które pozwalają organizacjom inwestować w siebie, a nie tylko realizować zadania publiczne. Organizacje powinny mieć możliwość przeznaczenia części środków na własny rozwój i budowanie odporności. Chodzi więc o odpowiednie rozwiązania horyzontalne niezależnie od priorytetów konkursowych.
Ale potrzebne są też programy rozwijające konkretne kompetencje komunikacyjne i fundraisingowe – zarówno dotyczące korzystania z narzędzi, jak i budowania własnego przekazu, pozyskiwania darczyńców czy współpracy z biznesem.
I wreszcie, bardzo przydałyby się konkursy na sieciowanie i budowanie długofalowych relacji z innymi organizacjami, lokalnymi instytucjami, biznesem czy mediami. Indeks pokazuje, że właśnie w tym obszarze sektor wypada szczególnie słabo.
Indeks odporności organizacji społeczeństwa obywatelskiego w Polsce:
Filip Pazderski, prawnik, socjolog i kierownik Programu Społeczeństwo Obywatelskie w Fundacji Batorego, autor raportu „Indeks odporności organizacji społeczeństwa obywatelskiego”.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Galeria Apteka Sztuki ZAZ
-
Dorota Setniewska, ngo.pl