Dlaczego mała organizacja wdraża technologię szybciej, niż myśli
Rozmowy o nowej technologii w małych organizacjach pozarządowych zaczynają się zwykle od tego samego zdania: „My jesteśmy za mali”. Za mali, żeby zajmować się porządną automatyzacją. Za mali, żeby wprowadzać nowe narzędzia. Za mali, żeby myśleć o pracy na danych czy o AI, bo to sprawy dla organizacji z działem IT, budżetem i etatem osoby, która „się na tym zna”.
To przekonanie jest zrozumiałe, ale w większości fałszywe. Nie dlatego, że wielkość nie ma znaczenia. Ma. Tylko działa odwrotnie niż się zakłada. Przy wprowadzaniu nowego sposobu pracy mała organizacja ma przewagę, której duża instytucja nie kupi za żadne pieniądze. Warto wiedzieć, na czym ta przewaga polega, bo inaczej łatwo ją zmarnować.
Co naprawdę spowalnia zmianę
Wyobraźmy sobie, że organizacja chce zmienić sposób obiegu jednego dokumentu. Na przykład wniosek, który dotąd krążył mailem, ma odtąd żyć we wspólnym folderze w chmurze. Brzmi jak drobiazg.
W dużej instytucji ten drobiazg przechodzi przez kilkanaście rąk. Ktoś musi zaproponować zmianę. Ktoś inny ją zatwierdzić. Trzeba uzgodnić ją z osobą odpowiedzialną za dokumenty, z zespołem finansowym, który korzysta z tego wniosku, z osobą od bezpieczeństwa danych, z kierownikami trzech działów, których pracownicy dotknięci są zmianą. Każde z tych przekazań to nie tylko czas. To moment, w którym zmiana może utknąć, zostać rozmyta albo cicho zatrzymana przez kogoś, kto ma inne priorytety. Im więcej ogniw, tym większa szansa, że dobry pomysł umrze po drodze, zanim ktokolwiek zdąży go przetestować.
W małej organizacji tych ogniw jest kilka albo nie ma ich wcale. Osoba, która wymyśliła zmianę, często jest tą samą osobą, która ją zatwierdza, wdraża i codziennie z niej korzysta. Decyzja i wykonanie mieszczą się w jednej głowie. Zmiana nie musi przekonać systemu. Musi przekonać jedną albo dwie osoby, które i tak siedzą przy sąsiednich biurkach.
To jest sedno przewagi. Nie chodzi o to, że mała organizacja jest zwinniejsza z charakteru. Chodzi o to, że droga, którą musi przebyć każda zmiana, jest krótka.
Własność zadań zamiast procedury
W małych organizacjach jedna osoba zwykle „ogarnia” cały obszar. Prowadzi komunikację od pomysłu po wysyłkę. Zajmuje się rozliczeniem projektu od pierwszej faktury po raport. Nie ma podziału na osobę, która planuje, osobę, która wykonuje, i osobę, która sprawdza.
W teorii zarządzania to wygląda na słabość. W praktyce, kiedy trzeba wprowadzić coś nowego, okazuje się atutem. Osoba, która trzyma w rękach cały proces, widzi go w całości. Wie, gdzie naprawdę jest wąskie gardło i co się zmieni, jeśli ruszymy jeden element. Nie musi tłumaczyć tego trzem innym osobom ani czekać, aż one zrozumieją. Może po prostu spróbować, zobaczyć efekt i poprawić następnego dnia.
Ta wysoka „własność” zadań sprawia, że mała organizacja może uczyć się metodą prób i błędów w tempie, na które duża nie może sobie pozwolić. Nowe narzędzie nie musi od razu działać idealnie dla stu osób. Wystarczy, że zadziała dla jednej, która potem powie reszcie, czy warto.
Ale jest jeden haczyk
Ta sama cecha, która daje przewagę, jest największym ryzykiem małej organizacji.
Jeśli cały proces mieści się w głowie jednej osoby, to znaczy, że mieści się tylko tam. Nie jest spisany. Nie jest widoczny dla nikogo innego. Dopóki ta osoba pracuje, wszystko działa gładko i szybko. W dniu, w którym odchodzi, idzie na urlop albo choruje, organizacja odkrywa, że nie wie, jak coś naprawdę było robione.
Szybkość, która bierze się z „własności” zadań przez pojedyncze osoby, jest więc szybkością pożyczoną. Organizacja porusza się sprawnie, dopóki opiera się na konkretnych ludziach. Problem w tym, że instytucja to coś więcej niż suma osób, które akurat w niej pracują. Instytucja powinna działać spójnie także wtedy, gdy zmienia się skład zespołu.
Dlatego prawdziwa robota nie polega na tym, żeby wdrażać technologię szybko. Polega na tym, żeby przy okazji wdrażania przenieść wiedzę z głów do organizacji.
Jak wykorzystać przewagę, zamiast ją zmarnować
Moment wprowadzania nowego narzędzia jest najlepszą okazją, żeby to zrobić. Kiedy przenosimy jakiś proces do chmury, do wspólnego dokumentu albo pod automatyzację, i tak musimy go najpierw opisać. Musimy nazwać, kto co robi, w jakiej kolejności i po co. To jest ten sam moment, w którym wiedza z jednej głowy staje się wiedzą organizacji.
W praktyce warto trzymać się kilku zasad:
- Zaczynajcie od jednego procesu, nie od wszystkiego naraz. Wybierzcie jedną rzecz, która powtarza się często i która obciąża konkretną osobę. Opiszcie ją tak, żeby ktoś z zewnątrz zrozumiał, na czym polega.
- Wykorzystajcie to, że decyzja jest blisko wykonania. Nie budujcie formalnych procedur zatwierdzania tam, gdzie ich nie potrzeba. Testujcie, patrzcie na efekt, poprawiajcie. Krótka droga zmiany to Wasza przewaga, więc jej nie wydłużajcie sztucznie.
- Za każdym razem pytajcie, co zostaje po tej osobie. Jeśli nowy sposób pracy działa tylko wtedy, gdy prowadzi go jedna konkretna osoba, to nie jest jeszcze zmiana instytucjonalna. To wciąż zależność od człowieka, tyle że w nowym narzędziu.
Od pojedynczych osób do organizacji
Mała skala daje krótką drogę zmiany i wysoką „własność” zadań. To realna przewaga, której duże instytucje mogą tylko zazdrościć. Sztuką jest użyć jej tak, żeby wiedza i sposób pracy przestały zależeć od pojedynczych osób i stały się częścią organizacji jako całości.
Tu jest jednak granica, o której warto pamiętać. TechSoup może dać narzędzie, licencję, platformę, czy wskazać, od czego zacząć. Może też pomóc zrobić pierwszą diagnozę tego, jak organizacja dziś pracuje. Ale samo przeniesienie wiedzy z głowy jednej osoby do organizacji, czyli opisanie procesu, nazwanie kroków, zapisanie tego, co dotąd istniało tylko w czyjejś pamięci, to praca, którą musi wykonać sama organizacja. Żadna platforma nie zrobi tego za nią.
Pierwszym krokiem bywa spokojne przyjrzenie się temu, jak organizacja naprawdę pracuje i gdzie jej działanie opiera się na jednej osobie. Taka diagnoza potrzeb cyfrowych, którą można zrobić dzięki zasobom od TechSoup, pokazuje, które procesy warto wprowadzić do wspólnych narzędzi w pierwszej kolejności i gdzie największe ryzyko dla ciągłości pracy. Dalszy krok, czyli samo osadzenie tej wiedzy w codziennej pracy zespołu, zostaje już po stronie organizacji.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Agnieszka Pryca-Nalepka, Stowarzyszenie MOST
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST