„Administracjo, nie bój się nas”. Podkarpacki przepis na współpracę w czasie kryzysu [wywiad]
Kryzysy uchodźcze, powodzie czy wojna hybrydowa – to już nie pytanie „czy”, ale „kiedy” nadejdą kolejne zagrożenia. Polskie prawo wciąż jednak z oporem wpuszcza organizacje społeczne do sztabów kryzysowych. Tymczasem doświadczenia z Podkarpacia pokazują, że elastyczność organizacji to klucz do odporności państwa. Dariusz Bobak wyjaśnia, dlaczego musimy być mądrzy przed szkodą i jak budować zaufanie z urzędnikami, zanim uderzy kolejny kryzys.
Małgorzata Łojkowska: – W czasie kryzysu uchodźczego na Podkarpaciu udało się stworzyć model współpracy administracji i organizacji społecznych, który wiele osób dziś wskazuje jako wyjątkowy – Podkarpacką Grupę Koordynacyjną. Jak ona powstała?
Dariusz Bobak: – Grupa powstała z potrzeby chwili. Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie organizacje pozarządowe masowo zaangażowały się w pomoc uchodźcom. My jako Fundacja Folkowisko już następnego dnia byliśmy po drugiej stronie granicy i budowaliśmy tam miasteczko namiotowe. Nie dało się zignorować naszych działań. Byliśmy jednym z kluczowych elementów systemu pomocy.
Z pomysłem stworzenia forum dialogu wyszedł UNHCR. Początkowo składało się ono z przedstawicieli agend ONZ (jak IOM, czy UNICEF) oraz urzędu wojewódzkiego. Ale bardzo szybko, już w kwietniu 2022 roku, stało się jasne, że trzeba włączyć organizacje pozarządowe, bo to one niosły pomoc uchodźcom każdego dnia. Organizacje zaczęły więc być zapraszane na spotkania.
We wrześniu 2022 roku te spotkania zostały sformalizowane i powstała nazwa Podkarpackiej Grupy Koordynacyjnej. Zebrania grupy odbywały się regularnie – na początku co miesiąc. Dziś odbywają się mniej więcej co dwa – trzy miesiące.
Ten nasz przykład okazał się na tyle ciekawy dla innych, że niedługo później podobna rada łącząca NGO-sy z administracją powstała również w województwie lubelskim.
Dodam, że w naszych spotkaniach ze strony administracji zawsze uczestniczą przedstawiciele Wydziału Polityki Społecznej oraz Wydziału Zarządzania Kryzysowego, ale także najczęściej wicewojewoda, a niekiedy również pani wojewoda. To więc urzędnicy ważnych dla nas wydziałów i wysokiego szczebla.
Jaki był cel tych spotkań?
– Przede wszystkim wymiana informacji i koordynacja działań. Ale było to też miejsce, w którym organizacje mogły przedstawić administracji rządowej swoje problemy, czy potrzeby.
Te spotkania do dziś odbywają się w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim. Do jesieni ubiegłego roku organizował je UNHCR. Potem odpowiedzialność została przekazana Forum SAN i Caritasowi Diecezji Rzeszowskiej.
Forum SAN to koalicja pięciu lokalnych organizacji: Fundacji Humanitarnej Folkowisko, Podkarpackiego Stowarzyszenia dla Aktywnych Rodzin, Fundacji Q, Domu Ukraińskiego w Przemyślu i Fundacji Centrum Współpracy Międzynarodowej Germanitas. To organizacje zaangażowane w pomoc uchodźcom na naszym terenie.
Czego dziś dotyczą spotkania grupy?
– Nadal dotyczą sytuacji uchodźców. Zawsze jest część sprawozdawcza – UNHCR przedstawia wyniki badań, bo oni na bieżąco monitorują ich sytuację. Potem omawiamy bieżące kwestie. Ostatnio najważniejszym tematem są zmiany związane z wejściem w życie ustawy wygaszającej rozwiązania wynikające z ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Te zmiany spowodowały mnóstwo problemów, o których rozmawiamy.
Dla nas bardzo ważne jest utrzymywanie stałego kontaktu z administracją. Grupa jest miejscem wymiany myśli, dyskusji, czasem wyrażania frustracji, ale przede wszystkim uczenia się rozmowy. Bo my i administracja mówimy innymi językami. Jesteśmy przyzwyczajeni do innych sposobów działania. Organizacje – szczególnie te mniejsze, które nie zbudowały jeszcze korporacyjnej struktury działania, działają szybko, z dnia na dzień. Coś się dzieje, zbieramy ludzi i ruszamy. Administracja funkcjonuje inaczej – ma procedury podejmowania decyzji, dyscyplinę finansów publicznych.
Działamy inaczej, ale obie strony muszą nauczyć się wzajemnie rozumieć.
Co dają administracji te spotkania?
– Myślę, że dla administracji ważne jest to, że ma wgląd w oddolne działania prowadzone na terenie województwa, których w innej sytuacji mogłaby nie zauważyć, bo często są to działania prowadzone np. na poziomie gminy.
Pomagamy też administracji rozwiązywać problemy. Na ostatnim spotkaniu dowiedzieliśmy się np. o trudnościach związanych z wypełnianiem przez uchodźców wniosków pobytowych CUKR i wspólnie szukaliśmy rozwiązania. Okazało się, że osoby zgłaszające się do urzędów często nie potrafią zrobić tego samodzielnie i każdy wniosek trzeba wypełniać razem z nimi. Urzędnicy są bardzo pomocni, ale nie radzą sobie z tak dużą liczbą wniosków. Zaczęliśmy więc myśleć o zorganizowaniu punktów doradztwa, w których organizacje mogłyby pomagać wypełniać dokumenty.
Czy Wasza grupa rzeczywiście koordynuje działania – jak sugeruje jej nazwa – czy jest raczej forum wymiany informacji? Czy organizacje są dopuszczane do procesów decyzyjnych?
– Niestety do procesów decyzyjnych jesteśmy dopuszczani w niewielkim stopniu. Chcielibyśmy mieć większe poczucie sprawczości.
W czasie największego kryzysu w większym zakresie wspólnie koordynowaliśmy konkretne działania. Dzięki tym spotkaniom udało się też wypracować podział kompetencji między organizacjami. UNICEF skupiał się na ochronie dzieci, IOM prowadził analizy dotyczące sytuacji uchodźców, PCK zarządzał ogromnym punktem recepcyjnym w Przemyślu – dziennie przewijało się tam ponad tysiąc osób – a Dom Ukraiński zabezpieczał sytuację na dworcu. Administracja koordynowała całość i zapewniała środki.
Trzeba pamiętać, że Podkarpacie było przede wszystkim regionem recepcyjnym i tranzytowym. Codziennie przez region przechodziły tysiące ludzi.
Były trudne momenty współpracy pomiędzy administracją a organizacjami?
– Oczywiście. Ta relacja długo była asymetryczna. Spotykaliśmy się z ograniczonym dostępem do informacji ze strony administracji. Pamiętam sytuację, kiedy chcieliśmy uzyskać dostęp do wojewódzkich planów zarządzania kryzysowego i kategorycznie nam tego odmówiono. Jednocześnie oczekiwano od nas pełnego mapowania naszych zasobów. Nie nazwałbym tamtej sytuacji pełnym partnerstwem.
Z drugiej strony trzeba też uczciwie powiedzieć, że
wiele ograniczeń wynikało z przepisów tworzonych centralnie, a urząd wojewódzki był jedynie ich wykonawcą. Ale sposób realizowania tych przepisów może być bardziej lub mniej partnerski – i mam poczucie, że z czasem ta współpraca szła w coraz lepszym kierunku.
Jakie były obawy po obu stronach?
– Myślę, że główne obawy urzędu wynikały z tego, że postrzegał organizacje jako działające w sposób nieskoordynowany i chaotyczny. Sądzę też, że urząd obawiał się także pewnej roszczeniowości – tego, że organizacje będą głównie domagały się finansowania. Szybko jednak okazało się, że to nie jest słuszna obawa – tematy dofinansowań nie pojawiają się na tych spotkaniach w zasadzie ogóle.
A jakie obawy były po stronie organizacji?
– Po stronie organizacji do dziś jest trochę obaw. Podam przykład – przed ostatnim spotkaniem poprosiliśmy organizacje o przysłanie pytań, które moglibyśmy przedstawić urzędowi. Nie dostaliśmy ani jednego.
Kiedy zaczęliśmy dopytywać, dlaczego, usłyszeliśmy, że organizacje boją się zadawać administracji trudne pytania, bo może to w przyszłości skutkować odcięciem od finansowania. Na szczęście już podczas samego spotkania chyba te obawy zniknęły, bo dyskusja, która się rozwinęła, była bardzo intensywna.
Sądzę, że ta obawa jest ostatnio tym większa, że po decyzjach prezydenta Trumpa o ograniczeniu pomocy zagranicznej, większość organizacji humanitarnych ma utrudniony dostęp do środków zagranicznych i musi polegać głównie na środkach rządowych i samorządowych.
Myślę też, że organizacje na początku bały się także niezrozumienia wynikającego z dużych różnic w sposobach działania NGO-sów i administracji. Ale szybko okazało się, że te obawy były bezzasadne. To pewnie też zasługa tych konkretnych ludzi tworzących tę grupę.
Jaką radę dałbyś organizacjom, które chciałyby zbudować podobne ciało?
– Myślę, że ważne jest to, żeby organizacje, które ją tworzą, potrafiły jednym głosem wyrażać swoje potrzeby. Uważam też, że
we współpracy z administracją nie można stawiać się w pozycji proszącego. Każdy z nas coś daje i każdy z nas oczekuje docenienia tego, co robi.
Nasza działalność jest działalnością na rzecz dobra wspólnego, na rzecz państwa. Ważne jest partnerskie podejście i oczekiwanie takiego samego podejścia od drugiej strony.
Dlaczego podobne grupy nie powstają wszędzie?
– Bo „mądry Polak po szkodzie”. Podkarpacka Grupa Koordynacyjna powstała w reakcji na konkretne wydarzenia. Ale moim zdaniem takie inicjatywy powinny powstawać przed kryzysem, a nie dopiero w odpowiedzi na niego.
Jednym z powodów, dla których utrzymujemy tę grupę, jest przygotowanie się na przyszłe kryzysy. To już nie jest pytanie „czy”, tylko „kiedy” pojawią się kolejne sytuacje wymagające współpracy. Mówimy nie tylko o kryzysach uchodźczych, ale też o wojnie hybrydowej, katastrofach klimatycznych, powodziach.
Bardzo ucieszyłem się, kiedy zaproponowałaś tę rozmowę, bo
chciałbym zachęcić organizacje i administrację z innych regionów Polski do tworzenia takich grup. Jeżeli ktoś chciałby stworzyć podobne ciało, chętnie podzielimy się doświadczeniem.
Koszt dla administracji jest niewielki – to kilka godzin pracy co kilka miesięcy. Dla organizacji również nie jest to ogromny wysiłek. A korzyści są ogromne, bo w czasie kryzysu nie zaczynamy od zera. Znamy się, wiemy, jak działamy i potrafimy ze sobą rozmawiać.
W parlamencie trwają obecnie prace nad nowelizacją ustawy o zarządzaniu kryzysowym. Organizacje chciały, żeby wprowadzić do niej przepis, zgodnie z którym w każdym zespole zarządzania kryzysowego obligatoryjnie uczestniczyłaby organizacja pozarządowa. Posłowie powiedzieli jednak „nie”. Dlaczego udział organizacji w sztabach jest tak ważny?
– Dałoby nam to znajomość pełnego obrazu sytuacji. Bardzo często spotykamy się z tym, że organizacjom przekazuje się tylko część wiedzy – tę, którą administracja uznaje za potrzebną. A to jest po prostu za mało.
Dałoby nam to także poczucie podmiotowości, poczucie, że jesteśmy traktowani partnersko. Pokazywałoby, że państwo traktuje organizacje jako część systemu, a nie zewnętrznych wykonawców.
Administracji natomiast dałoby to dostęp do ogromnej sieci ludzi działających lokalnie. Organizacje często znają sytuację w swoich środowiskach lepiej niż administracja. Jeżeli trzeba dotrzeć do konkretnej grupy – choćby mniejszości romskiej – urzędy i tak zwracają się do organizacji, które z nią pracują.
Kryzysy ostatnich lat pokazały, że organizacje są potrzebne. W czasie powodzi czy kryzysu uchodźczego organizacje potrafiły działać błyskawicznie, bo znały ludzi, lokalne zasoby i realne potrzeby.
My znamy „Heńka z koparką”, możemy do niego zadzwonić, pogadać i załatwić pomoc od ręki. Wiemy, do kogo się odezwać i jak uruchomić wsparcie. Możemy działać tam, gdzie nie może działać administracja.
➡️ Przeczytaj: Sami nie przetrwamy. Dlaczego w kryzysie ważniejszy od sprzętu jest sąsiad? [wywiad]
Czy nie jest trochę tak, że administracja liczy na to, że ludzie i tak w kryzysie się zbiorą i pomogą? Że nie trzeba inwestować czasu w budowanie takich rad czy współpracę z organizacjami, które – jak sam wspomniałeś – bywają postrzegane jako nieskoordynowane i chaotyczne?
– Oczywiście, że ludzie się zbiorą i coś zrobią, tylko jest kwestia tego „jakoś”. Możemy zrobić o wiele więcej, jeżeli będziemy mieć wsparcie.
W tej chwili na obronę cywilną przeznaczane są ogromne środki. Część z nich mogłaby trafić także do organizacji – choćby po to, żeby wyposażyć je w sprzęt. My jako Folkowisko mogliśmy po inwazji Rosji na Ukrainę zacząć działać szybko tylko dlatego, że co roku organizujemy festiwal. Żeby taki festiwal był bezpieczny, uczymy się reagowania na trudne sytuacje. Mieliśmy przeszkolonych ludzi, namioty i łóżka polowe. Gdybyśmy tego nie mieli, nasza pomoc nie byłaby możliwa. Wyposażenie innych organizacji w podobny sprzęt sprawiłoby, że ich skuteczność wzrosłaby kilkukrotnie.
Nawiązanie takiej współpracy z organizacjami umożliwia ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej. Organy ochrony ludności mogą podpisywać porozumienia z organizacjami pozarządowymi i przekazywać im finansowanie. Jakiś czas temu zapytaliśmy urzędy wojewódzkie o to, jak idzie im podpisywanie takich porozumień. Okazało się, że proces ten dopiero się zaczyna. Odniosłam wrażenie, że administracja często nie bardzo wie, co z organizacjami może zrobić. Czy masz jakiś pomysł, jak pomóc administracji włączyć organizacje w ten system?
– Powiedziałbym – rozmawiajcie z organizacjami. Forum do rozmowy może być taka grupa, jak nasza. Powiemy wam, jakie są nasze pomysły, jakie są potrzeby i naprawdę spróbujemy pomóc wam w tym, co dla was jest problemem.
Dobrze byłoby też, gdyby podobna rada powstała przy MSWiA. Być może część pomysłów organizacji okaże się nierealna. Ale część może być bardzo wartościowa właśnie dlatego, że działamy w innych warunkach niż administracja.
➡️ Przeczytaj: Ustawa o ochronie ludności w praktyce. System wciąż w budowie
Mówiłeś, że chciałbyś zachęcić organizacje i administrację do tworzenia takich ciał doradczych. Może chciałbyś im jeszcze coś powiedzieć?
– Organizacje chciałbym jeszcze raz zachęcić do tworzenia sieci – widzę ogromną wartość w mówieniu jednym głosem. Administracji powiedziałbym natomiast: nie bójcie się nas i rozmawiajcie z nami. Wy jesteście potrzebni nam, my wam. Działajmy wspólnie.
Na poziomie gmin i powiatów ta współpraca często działa bardzo dobrze, bo ludzie po prostu się znają. Takie grupy jak nasza pozwalają budować podobne relacje także na wyższych szczeblach. Pozwalają burzyć mury i budować mosty.
Dariusz Bobak: archeolog, animator społeczny i lider organizacji pozarządowych działających w obszarze kultury, edukacji i budowania odporności społecznej. Od wielu lat aktywnie zaangażowany w rozwój społeczeństwa obywatelskiego oraz współpracę międzysektorową na styku kultury, nauki i praw człowieka.
Prezes Fundacji Folkowisko, z którą związany jest od początku jej istnienia. Członek zarządu i współorganizator działań Stowarzyszenia Animacji Kultury Pogranicza „Folkowisko”, jednej z najbardziej rozpoznawalnych inicjatyw łączących kulturę, dialog międzykulturowy i działania społeczne na pograniczu polsko-ukraińskim.
W ramach swojej działalności koordynował liczne projekty w zakresie:
- budowania odporności społecznej i reagowania kryzysowego,
- wzmacniania kompetencji lokalnych liderów i samorządowców,
- edukacji obywatelskiej i przeciwdziałania dezinformacji,
- rozwoju wolontariatu i sieci współpracy lokalnych organizacji,
- działań humanitarnych na rzecz uchodźców i społeczności przygranicznych.
Posiada bogate doświadczenie w zarządzaniu projektami krajowymi i międzynarodowymi, w tym finansowanymi ze środków publicznych i funduszy europejskich (Interreg, MKiDN, NIW, Fundacja KPMG, Fundacja Kościuszkowska, SOS Wioski Dziecięce). Specjalizuje się w koordynowaniu zespołów w sytuacjach kryzysowych, mobilizowaniu społeczności lokalnych, budowaniu partnerstw międzysektorowych oraz łączeniu edukacji i kultury z praktyką społeczną.
Łączy naukowe spojrzenie archeologa – badacza i opiekuna dziedzictwa kulturowego – z praktycznym doświadczeniem lidera społecznego. Jest przekonany, że odporność społeczna zaczyna się od wzajemnego zaufania, edukacji i wspólnotowego działania.
Źródło: informacja własna ngo.pl