Zaczęło się od konta na Telegramie. Dziś Fundacja Martynka pomaga kobietom, ale sama walczy o przetrwanie [wywiad]
Wsparcie psychologiczne i prawne, bezpieczne schronienie, a przede wszystkim natychmiastowa reakcja w sytuacjach skrajnych – od przemocy domowej po handel ludźmi. Fundacja Martynka od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie niesie kompleksową pomoc uchodźczyniom i migrantkom. Dziś jednak ta organizacja społeczna sama znalazła się na zakręcie z powodu obcięcia funduszy. O historiach podopiecznych, absurdach systemowych i walce o przetrwanie fundacji rozmawiamy z jej założycielką, Nastyą Podorozhnyą.
Jędrzej Dudkiewicz: – Jak i kiedy powstała Fundacja Martynka oraz komu pomaga?
Nastya Podorozhnya: – Kiedy zaczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę mieszkałam w Polsce, a cała moja rodzina była w Ukrainie. Pojechałam do niej, także po to, by pomóc mojej siostrze, która ma trzy córki, bezpiecznie wyjechać z kraju. Kiedy przekroczyłyśmy granicę, od razu priorytetem stało się dla nas zaangażowanie we wspieranie zarówno ludzi, którzy zostali w Ukrainie, jak i tych, którzy uciekli od koszmaru wojny.
Narzędzie stworzone z odruchu serca
W tym samym czasie, jako że byłam dziennikarką, zostałam poproszona o napisanie tekstu na temat handlu ludźmi. Poszłam na spotkanie z ekspertami, którzy wskazali, że nikt nie weryfikuje, kto i gdzie zabiera osoby uciekające z Ukrainy do Polski. Zorientowałam się, że sama w ogóle o tym nie myślałam jeszcze kilka dni wcześniej, bo widziałam ludzi rozdających jedzenie, organizacje pozarządowe pomagające takim osobom, jak ja i moi bliscy. Nikt nie podejrzewał, że teoretycznie ktoś może mieć złe zamiary.
Przyszło mi do głowy, że dobrze byłoby stworzyć narzędzie, z którego mogłyby skorzystać głównie kobiety, które w trakcie podróży zaczęłyby podejrzewać, że coś jest nie w porządku. Zamiast dzwonić na policję, powinny mieć możliwość bezpiecznego skontaktowania się z kimś, kto może pomóc. Poprosiłam znajomego, by zrobił na Telegramie konto, które nazwałam Martynką, od imienia mojej siostrzenicy. Wygląda, jakby pisało się właśnie z Martynką, a w rzeczywistości po drugiej stronie jest zespół na infolinii, w tamtym czasie były to cztery osoby. Dziś jesteśmy już fundacją, mamy czternaście psycholożek, dwie prawniczki, ludzi odpowiedzialnych za media społecznościowe, etc. Pomagamy wszystkim, którzy doświadczyli jakiejś formy przemocy.
Elastyczna pomoc i ucieczka przed koszmarem
Jak ta pomoc wygląda?
– Jest to wsparcie psychologiczne, prawne, a w Krakowie prowadzimy jedyne w Polsce bezpłatne schronienie dla osób migranckich i uchodźczych z doświadczeniem przemocy. Staramy się też zapewniać dostęp do legalnej i bezpiecznej aborcji oraz antykoncepcji awaryjnej. Tyle teoria, bo tak naprawdę podchodzimy do tego bardzo elastycznie i robimy wszystko, by zapewnić takie wsparcie, jakie jest potrzebne. Przykładowo organizowałyśmy pogrzeb zgwałconej i zamordowanej w Warszawie Lizy. Innej dziewczynie pomagałyśmy podczas porodu.
Możesz opowiedzieć kilka historii kobiet, którym pomogłyście w trudnych sytuacjach?
– Jedną z nich była związana właśnie z tym porodem. Odezwała się do nas dziewczyna, która po rosyjskiej inwazji razem z mamą znalazła się w jednym z europejskich krajów. Mama w końcu musiała wrócić do Ukrainy, a ona tam została, poznała chłopaka, który okazał się jednak złym człowiekiem. Podawał jej narkotyki i kiedy była nieświadoma sprzedawał jej ciało innym osobom, by mogły ją gwałcić.
Gdy nawiązała z nami kontakt, udało jej się uciec z tej relacji i była w zaawansowanej ciąży, mieszkała w zbiorowym miejscu zakwaterowania dla uchodźców, w bardzo złych warunkach. Gdy ją odbierałam z dworca w Krakowie okazało się, że byłyśmy jedyną organizacją, która po usłyszeniu jej historii zapytała, czy chce, byśmy kupiły jej bilet i wywiozły do Polski. Podróż ostatecznie udało się zorganizować we współpracy ze Stowarzyszeniem Nomada, po czym dziewczyna trafiła do naszego schronienia w Krakowie. Spędziła tam ponad rok. Co więcej, musiałyśmy jej mocno pomóc w kwestiach formalnych, bowiem zgodnie z wykładnią polskiego prawa, przez to, że nie przekroczyła ona granicy ukraińsko-polskiej, nie była uchodźczynią. Musiałyśmy ją zabrać na kilka dni do Ukrainy, po czym wrócić do Polski i wtedy udać się do Urzędu ds. Cudzoziemców, by mogła urodzić na NFZ. Jak widać czasem wymagana jest spora kreatywność w tym, co robimy.
Walka z bezkarnością sprawców
Bardzo mocno zapadła mi też w pamięć historia młodej ukraińskiej uchodźczyni z niepełnosprawnością intelektualną. W jednym z dużych miast zaprosił ją na randkę mężczyzna, który wywiózł ją do lasu, zaczął grozić nożem i zgwałcił. Był pewien, że ze względu na jej niepełnosprawność nie będzie ona w stanie nic z tym zrobić i że w związku z tym będzie całkowicie bezkarny. Był tak pewny siebie, że po wszystkim śledził ją i dalej do niej pisał, np. że wie, iż ta dziewczyna właśnie wychodzi z domu do sklepu.
Jej koleżanka znalazła Martynkę i poprosiła o pomoc. Udało nam się wesprzeć ją w zmianie miejsca zamieszkania, by nowa lokalizacja nie była znana sprawcy, zapewniłyśmy wsparcie psychologiczne i prawne, ja sama zeznawałam w sądzie jaki świadkini w sprawie karnej.
Niestety wiemy, jak wymiar sprawiedliwości podchodzi do takich spraw, więc areszt tego mężczyzny nie potrwał długo. Po wyjściu na wolność dalej do niej pisał, w tym różne treści osadzone wprost w manosferze. Tym niemniej życie tej dziewczyny zmieniło się na lepsze, nawiązałyśmy silną relację i przez długi czas wysyłała nam prezenty.
Da się coś powiedzieć o skali waszej pomocy?
Obecnie pisze do nas mniej więcej sto osób miesięcznie, z najróżniejszymi sprawami. W okresie, kiedy nie brakowało nam środków, czyli jeszcze w listopadzie ubiegłego roku, udzieliłyśmy ponad 500 bezpłatnych konsultacji psychologicznych.
To też często nie są proste rzeczy, bo przykładowo zapewniłyśmy pomoc psychologiczną dla mamy i wszystkich jej dzieci, które doświadczały przemocy seksualnej ze strony ojca. Nie udawało im się otrzymywać wsparcia w polskich strukturach pomocy, także ze względu na barierę językową oraz chęć mówienia o tym w ojczystym języku. Obecnie toczy się proces rozwodowy, w którym też staramy się pomagać. Jestem bardzo dumna, że możemy robić takie rzeczy.
Systemowe pułapki i błędne koło przepisów
Czy przez to, co dzieje się w ostatnich miesiącach macie więcej zgłoszeń? Mam na myśli zarówno decyzje podejmowane przez polityków, jak i nastroje społeczne względem zarówno Ukrainy, jak i migracji ogółem?
– Jak wiemy, w tym roku dużo zmieniło się w zakresie pomocy osobom z Ukrainy w Polsce. Jeszcze w kampanii prezydenckiej była debata na temat odebrania 800+ niepracującym ludziom. Wiele organizacji, w tym my, alarmowało, że spowoduje to bardzo dużo problemów.
W lutym tego roku, czyli w ostatnim miesiącu wypłat dla wszystkich, zgłosiła się do nas młoda dziewczyna z bardzo małym dzieckiem. Wcześniej żyła z przemocowym mężczyzną, który miał dużo nałogów i ostatecznie wyrzucił ich z mieszkania. Dziewczyna nie miała gdzie się udać, więc zaproponowałyśmy miejsce w schronieniu, a potem zaczęłyśmy, krok po kroku, pomagać z różnymi sprawami. Problem był z 800+. Ona wcześniej zajmowała się dzieckiem, a pieniądze do domu przynosił ten mężczyzna, który po tym, jak wyrzucił ją i dziecko, nadal otrzymywał 800+. Polski system nie bierze pod uwagę takich sytuacji. Musiałyśmy udowadniać w ZUS i innych instytucjach, jak wygląda sytuacja. Tymczasem dziewczyna była bez środków do życia, bo trudno też oczekiwać, że mając tak małe dziecko będzie jednocześnie pracować i zajmować się nim w pełnym wymiarze. A żeby dostać miejsce w żłobku z dofinansowaniem od państwa trzeba… wykazać, że się pracuje. Błędne koło. I obserwujemy bardzo dużo takich przypadków w ostatnim czasie. Na infolinię napisała też do nas starsza kobieta, która ma jeszcze starszego tatę. On leczy się onkologicznie i w związku ze zmianą przepisów stracił dostęp do NFZ. Wszystko to, moim zdaniem, jest zwyczajnie okrutne.
Światowa filantropia zapomina o kobietach
Z czego wynika wasz obecny kryzys finansowy i co się stanie, jeżeli nie uda się zebrać pieniędzy na kontynuowanie działalności?
– Fundacja Martynka szybko stała się moją pracą na pełen etat, jak wspomniałam mocno się też rozrosła. W 2022 roku był zupełnie inny klimat, wiele agencji ONZ oraz międzynarodowe organizacje pozarządowe pojawiły się w Polsce, by na różne sposoby – w tym finansowe – wspierać działania kierowane do osób uciekających z Ukrainy.
Wciąż jednak nie wszyscy wiedzą, że już rok później Ukraina zaczęła znikać z agendy, zaczęło pojawiać się mniej artykułów. Do tego doszła likwidacja USAID. Nawet jeżeli samemu nie korzystało się z tych środków, to robiły to inne organizacje, z którymi współpracujemy. A obecnie stajemy do konkursów o te same granty. Ich też zresztą jest mniej, bo niektóre również były finansowane z USAID.
Ostatni, niewielki grant otrzymałyśmy w listopadzie zeszłego roku, nasza społeczność też nie jest w stanie nas tak mocno wspierać. Zresztą ogółem
w światowej filantropii jest tak, że przez wszelkie kryzysy najbardziej cierpią kobiety, na pomoc im przeznacza się zaledwie 2% środków.
Myślę o tym wszystkim codziennie, kładę się spać i budzę z myślą, co będzie dalej. Dla mnie to ogromny moralny ciężar, bo ponad dwadzieścia osób może stracić pracę. A przede wszystkim setki ludzi nie będzie mogło otrzymywać bardzo fachowego, kompleksowego i wielowymiarowego wsparcia. Będzie to strata dla całego społeczeństwa, bo różnego rodzaju problemy wcale nie znikną. Będzie ich jeszcze więcej. Dlatego cały czas walczymy, by do tego nie doszło.
Zbiórkę Fundacji Martynka można wesprzeć tutaj: https://save-martynka.my.canva.site/
Wywiad pierwotnie został opublikowany w portalu Sestry.eu - https://www.sestry.eu/pl/artykuly/martynka-czyli-nie-jestes-sama, publikujemy go za zgodą redakcji.
Tytuł, lead oraz śródtytuły pochodzą od redakcji ngo.pl.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Iwona Danilewicz