Ponad 40 procent samorządów nie współpracuje z organizacjami społecznymi w czasie kryzysu. Jak to zmienić? [wywiad]
Choć większość gmin deklaruje pilną potrzebę wsparcia w sytuacji zagrożenia, na co dzień wciąż dominuje podejście „jakoś to będzie”. Lubelski oddział PCK przebadał setki samorządów i wskazuje wprost: odporność państwa musimy budować przed kryzysem, a nie wtedy, gdy syreny alarmowe już wyją. Z Kamilem Raczyńskim, starszym specjalistą ds. ochrony ludności w lubelskim oddziale PCK, rozmawiamy o wnioskach z najnowszego raportu.
Przy Centrum Pomocy Humanitarnej Polskiego Czerwonego Krzyża w Lublinie powstał think tank, czyli jednostka analityczno-badawcza. Jej główny cel to badanie, na ile – jako państwo – jesteśmy przygotowani na kryzysy, czy i jak potrafimy współpracować w zakresie pomocy humanitarnej i co zrobić, by te procesy usprawnić.
Think tank do tej pory zrealizował dwa badania, na podstawie których powstały dwa raporty. Pierwsze dotyczyło wprowadzania przepisów ustawy o ochronie ludności, drugie – współpracy jednostek samorządu terytorialnego z organizacjami społecznymi. Ten drugi raport nosi tytuł: „Partnerstwo w warunkach kryzysowych. Efektywność i organizacja pomocy humanitarnej w Polsce – perspektywa jednostek samorządu terytorialnego". Rozmawiamy o nim z Kamilem Raczyńskim, starszym specjalistą ds. ochrony ludności w lubelskim oddziale PCK, konsultantem merytorycznym raportu.
Anna Gmiterek-Zabłocka, ngo.pl: – Postanowiliście sprawdzić, jak samorządy są przygotowane do współpracy z organizacjami społecznymi, na ile ta współpraca już ma miejsce, ale też czego w niej brakuje. Bo, jak piszecie w raporcie, sprawna współpraca pomiędzy samorządami i organizacjami może zwiększać skuteczność działań pomocowych w sytuacji kryzysu. Jak i kogo przebadaliście?
Kamil Raczyński, PCK Lublin: – Zacznę od naszego pierwszego badania, z którego raport opublikowaliśmy w marcu, o tym, jak gminy i powiaty wdrażają zapisy Ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej. Wzięło w nim udział prawie pół tysiąca samorządów z całej Polski. Było to badanie ankietowe, ale też pogłębione, ponieważ z wieloma gminami rozmawialiśmy. Z kolei w drugim badaniu, z którego raport właśnie powstał, uczestniczyło niecałe 400 jednostek samorządu terytorialnego, ale do pogłębionej analizy zaprosiliśmy 185 z nich. To są samorządy, które miały już doświadczenie w udzielaniu pomocy humanitarnej, bo na tym nam najbardziej zależało. By zbadać, jak to wygląda w praktyce – jak prezentuje się współpraca gminy czy powiatu z organizacjami społecznymi.
Paradoks współpracy – duże potrzeby, brak działań
Na ile samorządy, z którymi byliście w kontakcie, współpracują z organizacjami, na ile jest to współpraca skuteczna, a ile jeszcze mamy do zrobienia?
– Patrząc na to z lotu ptaka, ciągle jest jeszcze wiele do zrobienia. Jest pewien „paradoks NGO" – tak to nazwałem. To znaczy, jest potencjał, są potrzeby, organizacje społeczne, humanitarne są obecnie niesamowicie profesjonalne, dysponują ogromnym potencjałem osobowym, doświadczeniem, projektami i masą innych rzeczy. Ale ze współpracą z samorządami jest różnie. Część nawiązała taką współpracę, część nie, część by chciała, ale nie wie, jak się do tego zabrać. Z badań wyszła nam bardzo ciekawa rzecz:
ponad 40 procent samorządów nie współpracuje w ogóle z organizacjami w obszarach związanych z ochroną ludności i obroną cywilną, ale jednocześnie ponad 60 procent deklaruje, że bardzo tej współpracy potrzebuje. I to jest ten paradoks.
Pomoc humanitarna to obowiązek, nie przypadek
W badaniu wskazujecie, że aż 68 procent gmin podejmuje działania dotyczące pomocy humanitarnej niejako przy okazji, gdy coś się dzieje – powódź, pożar, inne zagrożenie. Natomiast tylko cztery procent ma w swojej strukturze stałego koordynatora lub zespół do spraw pomocy humanitarnej. Niepokojące dane?
– Trochę tak. To pokazuje, że pomoc humanitarna wciąż nie jest traktowana jako stały element administracji, tylko jako coś doraźnego – coś, co trzeba aktywować wtedy, kiedy jest taka potrzeba. A to nie jest właściwe podejście. Bo pomoc humanitarna jest czymś, na co powinniśmy być stale przygotowani. Tym bardziej w dzisiejszych czasach, które – delikatnie rzecz mówiąc – są mocno niepewne. Przecież mamy już doświadczenia wynikające z pandemii COVID-19, z sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, z początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie i napływu uchodźców z tego kraju. Pomoc humanitarna towarzyszy nam od kilku ładnych lat prawie codziennie. A dalej duża część samorządowców wychodzi z założenia „jakoś to będzie". Tymczasem im lepiej się przygotujemy już dziś, tym lepiej i sprawniej będziemy działać w kryzysie.
Czyli nie wyciągamy wniosków z tego, co już się wydarzyło?
– Niestety. I może nie nazwałbym tego alarmem, ale na pewno czymś, na co należy położyć zdecydowany nacisk. Pomoc humanitarna musi być bardziej uwypuklona, a samorządy powinny być bardziej zaangażowane w jej przygotowanie i organizację. Nie można wychodzić z założenia, że jak będzie kryzys, to „jakoś to będzie". Nasze badanie pokazało bardzo dużą rozpiętość organizacyjną na wypadek sytuacji kryzysowej.
W trybie ciągłym działa 39 procent samorządów, osiem procent nie ma żadnych struktur, a 52 procent powołuje sztab kryzysowy tylko wtedy, kiedy coś się wydarzy. Z takim podejściem, daleko nie zajedziemy. Rzecz w tym, aby mieć podobny poziom przygotowania we wszystkich samorządach w całym kraju, jeżeli wydarzy się kryzys.
Co, w pana ocenie, pokazała nam w tym kontekście sytuacja z Tarnawy Kolonii na Lubelszczyźnie, z końca lipca, gdy na pole spadła i wybuchła rosyjska rakieta?
– To bardzo dobry przykład. Bo, co potwierdził wojewoda, na 17 samorządów, które powinny włączyć syreny, tylko siedem to zrobiło. Dziesięć pozostałych nie włączyło alarmu, bo ktoś na czas nie dojechał, ktoś się nie obudził, ktoś inny dzwonił do starosty, by zapytać, co ma robić, a czas mijał. To tak nie powinno wyglądać. Tu trzeba wyciągnąć wnioski, aby w każdym samorządzie ta syrena alarmowa została włączona w taki sam sposób, w takim samym trybie i w takim samym czasie. Tu mieliśmy tylko 17 samorządów – problem na pewno byłby większy, gdyby syreny miały zawyć w skali ogólnopolskiej.
Przeszkody na linii urzędnik – aktywista
Wróćmy teraz do raportu, patrząc na organizacje społeczne jako partnera do współpracy z wójtem, burmistrzem czy starostą. Wskazujecie, że 65 procent przebadanych gmin postrzega organizacje jako równorzędnych partnerów, ale jednocześnie 20 procent wskazuje, że współpraca z nimi ma charakter ograniczony, okazjonalny, doraźny. Z czego to w pana ocenie wynika?
– To jest bardzo ciekawe. Kilka tygodni temu zorganizowaliśmy w naszej siedzibie spotkanie, m.in. z samorządowcami, by na ten temat porozmawiać. Z tej dyskusji wynika, że jest różnica – zasadnicza – w postrzeganiu siebie nawzajem.
Znaczna część samorządów dalej postrzega stowarzyszenia i fundacje jako podmioty, do których można się zgłosić, kiedy potrzeba pomocy i wiadomo, że aktywiści rzucą wszystko i przyjadą pomóc.
Na to zareagowała jedna z organizacji, mówiąc wprost, że to nie może tak działać, bo to nie jest podejście partnerskie. Jeżeli mamy mówić o realnej współpracy międzysektorowej, to musimy wymieniać się informacjami, musimy się przygotowywać razem, bo odporność się buduje przed kryzysem, a nie w jego trakcie.
Druga kwestia to podejście samorządów do działalności organizacji społecznych. Część gmin czy powiatów nie widzi tego, że funkcjonowanie organizacji wymaga środków finansowych – oczywiście, można działać wolontariacko, ale nie na stałe. Z czegoś trzeba opłacić pracowników, za jakieś pieniądze trzeba kupić sprzęt, uzupełnić zapasy po sytuacji kryzysowej, jeśli one będą wykorzystane. Czasem mamy na to grant, czasem mamy na to projekt, ale czasami nie. I te pieniądze są po prostu niezbędne, aby organizacja mogła działać sprawnie, czy współdziałać z samorządem w sytuacji kryzysowej. I tu samorząd móbygłby spróbować pomóc.
46 procent samorządów wskazało, że dobrze koordynuje działania z organizacjami pozarządowymi. Natomiast co dziesiąta gmina powiedziała wprost, że takiej koordynacji po prostu nie ma. Co dziesiąta gmina – wydaje się, że to bardzo dużo.
– Tak, i to jest jeden z kluczowych obszarów wymagających poprawy.
To, co wymaga zmiany, to wymiana informacji, spotkania koordynacyjne, nawiązywanie trwałych relacji, partnerstw formalnych i nieformalnych. Regularnie i systemowo, a nie okazjonalnie i doraźnie.
Lubelski wzór efektywnego dialogu
Jako doskonały przykład dobrej współpracy międzysektorowej podam nasze województwo i Lubelską Grupę Koordynacyjną przy urzędzie wojewódzkim. Są to regularne spotkania, które odbywają się od momentu wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Wojewoda, samorządowcy, aktywiści, organizacje. Przychodzimy i dyskutujemy. Od czterech lat ponad 40 podmiotów, wcześniej co miesiąc, teraz co dwa miesiące, spotyka się po to, aby omawiać potrzeby, aby dzielić się informacjami, aby szukać rozwiązań w obszarze pomocy uchodźcom z Ukrainy. Nawet MSWiA podaje naszą grupę koordynacyjną jako przykład dobrej praktyki. Taka grupa działa też na Podkarpaciu – teraz ma to być rozszerzone na całą Polskę, takie rozmowy trwają.
W jakich sytuacjach grupa się przydała?
– Było ich wiele. Dla przykładu: organizacja, który prowadzi ośrodek zbiorowego zakwaterowania dla uchodźców, zgłasza problem, że jest coś nie tak z dokumentacją, co powoduje kaskadę mniejszych problemów, uniemożliwiających dostęp do opieki zdrowotnej. Dzięki temu, że na sali mamy wicewojewodę, ten problem od razu udaje się rozwiązać. Czasami na tych spotkaniach iskrzy, bo pojawiają się trudne problemy i emocje. Ale właśnie od tego te spotkania są. Kolejne nasze spotkanie będzie we wrześniu.
Czy nie jest tak, że samorządowcy nie współpracują z aktywistami, bo boją się konkurencji? Że jak aktywista się wybije, jak dana gmina go pozna, to potem może być „groźny" dla wójta czy burmistrza? Na przykład w kolejnych wyborach?
– Tak, to też jest jeden z argumentów, mówił o tym jeden z burmistrzów, który wywodzi się ze środowiska pozarządowego. Rzeczywiście, to może być powodem, że ta współpraca nie zawsze się układa między osobami sprawującymi władzę a organizacjami społecznymi – dzieje się tak zwłaszcza w środowiskach mniejszych, lokalnych. W małych miejscowościach czasami jest jeden, dwa podmioty, które się liczą i rzeczywiście ich lider czy liderka mogą czasem mieć nieco za dużo do powiedzenia, co nie podoba się władzy.
Piszecie w raporcie też o tym, że problemem bywa RODO. Część samorządowców zgłaszała, że bywają ostrożni, np. w przekazywaniu informacji o osobach potrzebujących wsparcia, ze względu na brak jasnych wytycznych i procedur na wypadek sytuacji kryzysowych. A w efekcie poszczególni „aktorzy" pomagania mają bardzo fragmentaryczną wiedzę.
– To rzeczywiście jest jeden z problemów. Poza tym, to, co mnie w tym badaniu zaskoczyło, to różnica między Polską wschodnią a resztą kraju, jeśli chodzi o zaangażowanie na rzecz współdziałania w kryzysie. Już w naszym pierwszym raporcie było wyraźnie widać, że – jeśli chodzi o poziom przygotowania awaryjnego, to inne jest podejście do tego w samorządach przygranicznych – na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie, Podlasiu niż w pozostałych województwach. Wynika to oczywiście z bliskości granicy, ale też z doświadczeń dotyczących napływu uchodźców. Podam tu konkretny przykład. Przygotowanie miejsc zbiorowego zakwaterowania czy tymczasowych miejsc schronienia o wiele lepiej funkcjonuje właśnie w samorządach przygranicznych niż w Polsce centralnej czy zachodniej. Różnice w przygotowaniu awaryjnym są widoczne i ewidentne.
Coś jeszcze zaskoczyło was w analizie wyników?
– Tak, samo podejście do terminu pomocy humanitarnej. Część samorządów pomoc humanitarną uważa za coś aktywowanego wyłącznie w sytuacji kryzysowej. Jest też taka część samorządów, która pomoc humanitarną uważa za coś nieistotnego, bo tym się zajmuje na przykład gminny ośrodek pomocy społecznej albo Ochotnicza Straż Pożarna.
Rozumienie pomocy humanitarnej jest bardzo różne w różnych samorządach i nie ma wspólnego mianownika. A powinien być.
Zaskoczyło mnie też, że w trakcie badania stosunkowo łatwo było nam dotrzeć do samorządów, a niekoniecznie do organizacji. Zakładaliśmy w tym raporcie jeden rozdział, który miał się opierać na przebadaniu dużej liczby organizacji i to nam się, niestety, nie udało.
Dlaczego?
– Nie jest łatwo przekonać gminę czy powiat do udziału w badaniu – to są często dziesiątki telefonów, maili rozmów. Ale to nam ostatecznie wyszło bardzo dobrze. A z organizacjami pozarządowymi było bardzo trudno, mimo pomocy w dotarciu do nich m.in. ze strony państwa portalu ngo.pl, Narodowego Instytutu Wolności, Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego czy sieci Mapuj Pomoc. Kanałów dotarcia do mniejszych i większych organizacji było sporo, ale ostatecznie ta próba badawcza okazała się zbyt mała. Dlaczego? Wydaje nam się, że gmina i samorząd ma etatowych pracowników, którzy są po prostu w urzędzie i mają czas się tym zająć. A w przypadku organizacji często nie ma osób na etatach, pracują wolontariacko, mają bardzo dużo na głowie. I nie zawsze są zasoby do tego, aby zająć się też czymś innym niż tak zwana bieżączka.
A może chodzi też o to, o czym rozmawialiśmy wcześniej, że aktywiści w małych miejscowościach obawiają się wypowiadania pod nazwiskiem, by sobie nie zaszkodzić, by nie powiedzieć czegoś, co nie spodoba się władzy?
– Bardzo ciekawa teza i rzeczywiście może tak być. Niektóre organizacje i tak spotykają się z masą barier we współpracy z samorządami, w tym barier grantowo-projektowych, związanych z pozyskiwaniem funduszy i może rzeczywiście niektóre boją się czasem powiedzieć jakieś złe słowo na swoich włodarzy, aby nie zostać potem wykluczonym przy takich działaniach, jeżeli do nich dojdzie.
Domyślam się, że nikt nie powinien się tego bać, bo współpraca i współdziałanie muszą się opierać na zaufaniu, ale niestety jest jak jest. Panie Kamilu, porozmawiajmy jeszcze o waszych rekomendacjach. Jest ich w tym raporcie sporo. Podzieliliście je na pięć obszarów.
– Tak, pierwszy obszar dotyczy stricte partnerstw i współpracy międzysektorowej, drugi – finansowania i procedur, kolejny – wymiany informacji i danych, czwarty – gotowości operacyjnej i przygotowania przed kryzysem i piąty dotyczy instytucjonalizacji działań pomocowych.
Bardzo nam zależy na tym, aby te rekomendacje poszły w teren, aby nie pozostały wyłącznie zapisem na papierze, ale żeby mogły być realnie wykorzystane. Rekomendacje z pierwszego raportu przedstawiliśmy w marcu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) i trochę baliśmy się, że one zostaną odebrane jako krytyka, a nie chcieliśmy tego. Na szczęście MSWiA odebrało je bardzo pozytywnie. Usłyszeliśmy dużo ciepłych słów, że są konkretne, że opierają się na poważnej i profesjonalnej metodologii i że znajdą się na biurku osób decyzyjnych w ministerstwie. Liczymy, że teraz będzie podobnie, z naszym drugim raportem.
Rekomendacje na przyszłość: co musimy zmienić?
Co zatem rekomendujecie?
– Zależy nam m.in. na wzmocnieniu sieciowego modelu współpracy. Analiza jakościowa ujawniła, że w części jednostek nadal dominuje model oparty na doraźnym angażowaniu organizacji społecznych wyłącznie jako wykonawców określonych działań. W warunkach kryzysów humanitarnych takie podejście może ograniczać możliwości wykorzystania potencjału lokalnych partnerów. Widzimy m.in., że
jednym z istotnych ograniczeń współpracy między samorządami a organizacjami pozarządowymi pozostają procedury związane z finansowaniem działań pomocowych. Dlatego proponujemy ułatwienie procedur finansowania i rozliczania poszczególnych zadań.
Co z RODO, o którym wspominaliśmy?
– To też jedna z rekomendacji. Jednym z najczęściej powracających problemów były trudności związane z wymianą informacji pomiędzy samorządami a organizacjami. Szczególnie widoczne są obawy dotyczące interpretacji przepisów o ochronie danych osobowych, które w wielu przypadkach prowadziły do zachowawczej postawy instytucji publicznych. W efekcie utrudnione było szybkie przekazywanie informacji niezbędnych do skutecznej koordynacji działań pomocowych. Tu musimy postawić na wypracowanie mechanizmów skutecznej i bezpiecznej wymiany informacji.
I kolejna rzecz – jedna z najważniejszych – partnerstwa muszą być budowane przed kryzysem, a nie w jego trakcie. Bo wtedy, gdy coś się dzieje, jest już za późno na tworzenie bazy kontaktów, realizację współpracy. Dlatego dzisiaj szczególnego znaczenia nabierają działania przygotowawcze podejmowane jeszcze przed wystąpieniem zagrożenia. Szczegółowe informacje są w raporcie. Można do niego zajrzeć na naszej stronie, do czego zachęcam. By wiedzieć, jakie są bariery w budowaniu partnerstwa i co zrobić, by próbować te bariery pokonać.
Raporty Think Tanku działającego przy lubelskim oddziale PCK powstają w ramach dofinansowania NIW-CRSO w ramach Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 - 2030.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Galeria Apteka Sztuki ZAZ
-
Dorota Setniewska, ngo.pl