Paweł Maczyński: Nowelizacja ustawy o pomocy społecznej ma zbyt wiele wad, by można uznać ją za dobrą [debata]
– Nie podobają mi się opowieści o tym, że w gruncie rzeczy jest zgoda co do większości zmian, a rozbieżności nie są duże. To nie jest prawda – o nowelizacji ustawy o pomocy społecznej mówi Paweł Maczyński z Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej.
Stoimy u progu jednej z najważniejszych reform sektora publicznego ostatnich lat, która ma ambicję przedefiniować sposób, w jaki państwo opiekuje się swoimi obywatelami. Jakiej pomocy społecznej potrzebujemy w Polsce XXI wieku? Zapraszamy do debaty o nowelizacji ustawy o pomocy społecznej.
Przeczytaj także:
- Joanna Luberadzka-Gruca: Słuszny kierunek nowelizacji ustawy o pomocy społecznej [debata]
- Ubóstwo opiekuńcze puka do drzwi. Ryszard Szarfenberg o lukach w nowelizacji ustawy o pomocy społecznej [wywiad]
- Od wsparcia środowiskowego nie ma odwrotu. Ministra Katarzyna Nowakowska o nowelizacji ustawy o pomocy społecznej [wywiad]
Nowelizacja ustawy o pomocy społecznej jest dla mnie na tyle kontrowersyjna, że mam uwagi niemal do wszystkich zapisów. Kluczowe wydają mi się jednak te, które dotyczą istoty systemu pomocy społecznej.
Po pierwsze, chodzi o wygaszanie DPS. Celowo używam tego słowa, bo proponowane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej mechanizmy, w mojej ocenie, zmniejszają dostęp do nich. Nie tylko dla dzieci i młodzieży, co zostało zapisane wprost, ale dla wszystkich – nawet w przypadku zagrożenia zdrowia i życia, a także wtedy, gdy zwyczajnie korzysta się z prawa i ma się samemu taką potrzebę.
Po drugie, duży niepokój budzi pojęcie deinstytucjonalizacji, której definicja w obecnym brzmieniu jest konfliktogenna. A można by ją po prostu zapisać jako rozwój usług społecznych. Uważam, że akt rangi ustawowej nie jest w ogóle dokumentem właściwym do umieszczania w nim określonych koncepcji pomocy, w tym strategii działania, ale jeżeli już się to robi, niech będzie wartością dodaną, a nie deprecjonującą inne formy wsparcia – deinstytucjonalizacja robi to teraz przy użyciu słowa „zastąpienie”.
Jako pracownik socjalny uważam zresztą, że nie można niczego odbierać w momencie, gdy nie ma się dobrej i stabilnej alternatywy.
A tak może być po zmianie przepisów, bo wsparcie środowiskowe, które zostało zapisane w nowelizacji jest często fakultatywne, co widać na przykładzie kręgów wsparcia czy streetworkingu. Obligatoryjnie zapisano dla samorządów tworzenie strategii deinstytucjonalizacji, ale ukrywa się, że będzie to rodzić koszty.
To wszystko zajmie też dużo czasu i nawet jeżeli nowelizacja ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej przyniesie rozwój wsparcia, dzięki czemu dzieci nie będą musiały trafiać do DPS, to nie wydarzy się to z dnia na dzień. Oczywiście dobrze, że wzrosną wynagrodzenia dla rodziców zastępczych, ale opieka nad dzieckiem z niepełnosprawnością to nie tylko kwestia finansów, ale też pewności, że otrzyma się całościowe wsparcie. A często jest tak, że dzieci trafiają do DPS właśnie z tych rodzin, które tego wsparcia nie dostały.
Po trzecie niepokoi mnie, o czym mało się mówi, wyraźne zwiększenie dostępu do informacji wrażliwych na temat osób korzystających z pomocy społecznej. Podejrzewam, że wiele z nich może się obawiać tego, że najróżniejsze podmioty będą mogły o wiele łatwiej uzyskać informacje na temat ich często intymnej sytuacji, co przełoży się na lęk przed uzyskaniem potrzebnej pomocy.
Po czwarte, nie podoba mi się poluzowanie warunków wykonywania zawodu pracownika socjalnego. Poprzednia nowelizacja, rządu PiS, która zrobiła podobną rzecz, pokazała, że wcale nie zwiększyło to liczby osób, które wykonują ten zawód. Ministerstwo obecnie idzie jeszcze dalej, wbrew opinii Zespołu ds. Reformy systemu pomocy społecznej – poprzez dodanie symbolicznego przedmiotu o pracy socjalnej do studiów np. o ochronie środowiska będzie można wydawać dyplomy i uprawnienia. Może to dodatkowo źle wpłynąć na tych, którzy kształcą się w tym kierunku naprawdę specjalistycznie, bo uznają – słusznie – że państwo nie zabezpiecza ich podstawowych interesów, nie potrzebuje dobrze wykształconych pracowników.
Deprofesjonalizacja zawodów pomocowych to zresztą wyraźna tendencja, podobnie jest w ustawie o Centrach Usług Społecznych, a w DPS po zmianach można wręcz teraz pracować, mając wykształcenie podstawowe.
Po piąte, warto przyjrzeć się przepisom dotyczącym osób w kryzysie bezdomności. Zgadzam się, że udzielanie im wsparcia w oparciu o ostatnie miejsce zameldowania nie jest właściwe. Rozwiązanie, które proponuje nowelizacja jest jednak ryzykowne, bo definicja osoby w kryzysie bezdomności jest ocenna, w tym sensie, że samorząd będzie decydować, ile z nich rzeczywiście zauważy. I może być tak, że np. Warszawa nie będzie chciała wykładać znacznie większych środków finansowych na pomoc, nawet jeżeli potem będzie mogła wnioskować do gmin ostatniego zameldowania o zwrot. Jednocześnie wiem, że nie wszyscy tak odczytują tę zmianę, wskazuję więc tylko ewentualne ryzyko.
W tym wszystkim mój sprzeciw budzi też i to, że Ministerstwo mówi o szerokich konsultacjach. Jeżeli weźmiemy pod uwagę liczbę organizowanych spotkań, to może to sprawiać takie wrażenie. Tyle że często wygląda to tak, że zapraszane są wybrane grupy interesariuszy, ludzie się zgłaszają i wypowiadają, nie wszystkim się udaje. Słuchają tego zwykle przedstawiciele departamentu pomocy, a później ewentualnie wybierają łatwiejsze kwestie, by na nie odpowiedzieć, pozostałe i kluczowe pozostawiając bez tej odpowiedzi. Innymi słowy, moim zdaniem, nie ma w tym prawdziwej dyskusji, zakładającej podmiotowość wszystkich stron.
Wyraźnym symbolem tego jest i to, że w Zespole ds. reformy systemu pomocy społecznej nie powołano dotąd przewodniczącego grupy strategicznej. Wcześniej funkcję tę pełnił Czarek Miżejewski, ale po jego śmierci, przez cztery miesiące Ministerstwo nie wskazało osoby, która zajmowałaby się zbieraniem często skrajnych uwag i wyciąganiem z nich wniosków.
Moim zdaniem Ministerstwo nie udźwignęło tego, że zaczęły pojawiać się coraz mocniejsze emocje w różnych grupach zainteresowanych nowelizacją. Dlatego nie podobają mi się też opowieści o tym, że w gruncie rzeczy jest zgoda co do większości zmian, a rozbieżności nie są duże. To nie jest prawda.
Wybuchła już bomba związana chociażby z kwestią dzieci w DPS, ale nie zdziwię się, jak podobnie będzie w przypadku kolejnych tematów. Momentami mam wręcz wrażenie, że Departament Pomocy dolewa oliwy do płonącego już ognia.
Nie jest oczywiście tak, że w nowelizacji nie ma sensownych zapisów, a przynajmniej dobrych kierunków zmian, co do których się zgadzam, że są potrzebne. Jednak nawet część z nich jest przygotowana w sposób niechlujny, albo taki, że mogą napotkać opór, chociażby przez to, że będą – co bywa ukrywane – wymagać nakładów finansowych od samorządów. Biorąc to wszystko pod uwagę nie mogę stwierdzić, że szykowana nowelizacja jest dobrym projektem.
Paweł Maczyński: pracownik socjalny, specjalista psychoterapii uzależnień oraz ekspert w zakresie pomocy społecznej, członek Zespołu ds. reformy pomocy społecznej MRPiPS.
Źródło: informacja własna ngo.pl