Nie dajemy młodym wpływu, a potem płaczemy nad ich radykalizacją [wywiad]
Już jutro, wraz z pierwszym dzwonkiem, w polskich szkołach wystartuje nowy rok szkolny – a z nim edukacja obywatelska, która z założenia ma zastąpić podręcznikową teorię realnym działaniem, pisaniem petycji i projektami społecznymi. Czy system i zmęczeni nauczyciele są na to gotowi? O praktyce, wyzwaniach i „higienie demokratycznej” z Olgą Napiontek, współtwórczynią podstawy programowej i ekspertką SOS dla Edukacji, rozmawia Jędrzej Dudkiewicz.
Jędrzej Dudkiewicz: – Z czego wynikała potrzeba, by stworzyć nowy przedmiot, którym jest edukacja obywatelska?
Olga Napiontek: – Bezpośrednią przyczyną była chęć zastąpienia HiT-u, czyli historii i teraźniejszości, edukacją obywatelską. Był to element obietnicy politycznej obecnej koalicji rządowej. Warto zaznaczyć, że sam HiT nie był w swojej koncepcji złym przedmiotem – idea, by łączyć rozmowy o historii z teraźniejszością, jest jak najbardziej słuszna. Nie da się jednak ukryć, że wokół niego pojawiały się liczne kontrowersje, stąd chęć zmiany. Stworzyło to okazję dla organizacji społecznych, by w edukacji obywatelskiej umieścić idee od zawsze istotne dla całego sektora pozarządowego.
To właśnie organizacje od ponad trzydziestu lat są w naszym kraju rzecznikami edukacji demokratycznej. Gdy więc otworzyło się okno możliwości politycznych, przedstawiciele i przedstawicielki sektora – w tym ja – zostali zaproszeni do projektowania nowego przedmiotu. Zależało nam, by skorzystać z tej okazji i przenieść ogromne doświadczenie organizacji społecznych w zakresie edukacji obywatelskiej do systemu edukacji powszechnej.
Do tej pory – zarówno w przypadku HiT-u, jak i wiedzy o społeczeństwie – wątki związane z kompetencjami obywatelskimi opierały się przede wszystkim na wiedzy i teorii. Wiadomo tymczasem, że kluczowe w codziennym praktykowaniu obywatelskości są umiejętności, doświadczenia i działanie. I właśnie te elementy spróbowano zapisać w podstawie programowej edukacji obywatelskiej, która funkcjonowała w polskich szkołach ponadpodstawowych w ostatnim roku, a także w reformie „Kompas jutra”.
W związku z tym, co Pani mówi, po przejrzeniu zapisów dotyczących edukacji obywatelskiej najważniejszy był w niej i pozostaje wymiar praktyczny oraz praca projektowa?
– Tak, to bardzo duża zmiana i jednocześnie spore wyzwanie dla szkół oraz nauczycielek i nauczycieli, którzy wcześniej prowadzili wiedzę o społeczeństwie. Zwykle jest to dla nich drugi przedmiot, bo ich główną specjalnością jest historia. My, w organizacjach, umiemy to i czujemy, bo tak pracujemy na co dzień – piszemy wnioski do budżetu obywatelskiego, przygotowujemy i podpisujemy petycje itd.
Danie uczennicom i uczniom możliwości rozwijania kompetencji poprzez działania obywatelskie jest słuszne. Jednak dla kogoś, kto do tej pory uczył o tym głównie w formie filozofowania, rozważań o ustrojach czy akademickiej dyskusji, danie wolnej ręki młodzieży może być trudne. A chodzi przecież o to, by stworzyć warunki, w których działania obywatelskie przynoszą jak najwięcej satysfakcji i przyjemności.
Jednocześnie jest to zmiana po prostu konieczna. Tak jak w fizyce czy chemii przeprowadza się eksperymenty, by obserwować reakcje i zachodzące procesy, tak w edukacji obywatelskiej nacisk też musi być położony na praktykę.
Uczennice i uczniowie nie mogą pisać petycji wyłącznie na klasówce – muszą stworzyć ją naprawdę, opublikować, zbierać podpisy, pójść na debatę, zorganizować wydarzenie czy przygotować projekt do budżetu obywatelskiego. Następnie mogą obserwować, jakie daje to efekty i co zmienia w otaczającej nas rzeczywistości.
Podobny kierunek jest obecny w całej reformie „Kompas jutra” – celem jest dawanie dzieciom i młodzieży osobistych doświadczeń, budowanie ich sprawczości, nauka rozumienia samego siebie w działaniu oraz obserwowanie efektów podejmowanych inicjatyw. Przekłada się to na nieco inny sposób funkcjonowania uczennic i uczniów w szkole, co wymaga też innego podejścia do nauczania oraz otwartości ze strony szkoły, kadry i rodziców.
Zanim porozmawiamy o tym, co czeka system edukacji w najbliższej przyszłości, powiedzmy: co wiadomo po wspomnianym roku obecności edukacji obywatelskiej w szkołach? Jak przedmiot ten sprawdza się – nomen omen – w praktyce?
– Jedną z najważniejszych, pozytywnych rzeczy, które obserwujemy, jest to, że podstawa programowa oraz rozporządzenie z wytycznymi dały nauczycielkom i nauczycielom – zwłaszcza tym, którzy już wcześniej lubili pracować w aktywny, otwarty sposób, prowadząc debaty i angażując młodzież w działania – zielone światło na rozwój tych metod. To wyraźna zachęta: bądźcie w tym bardziej odważni i śmiali.
Jedna z nauczycielek z technikum powiedziała nam, że na początku roku szkolnego zapytała klasę, jak chce pracować: z podręcznikiem i sprawdzianami czy poprzez projekty i działania. Wybrana została ta druga opcja. Innymi słowy, dostała ona swobodę, zrobiła krok dalej i pracuje w wymarzony sposób: najpierw jest doświadczenie, później przefiltrowanie go w kontekście obywatelskim, a na koniec uzupełnienie wiedzy, która pozwala działać dalej.
Z drugiej strony nie da się ukryć, że mankamentem był brak porządnych, głębokich szkoleń dla nauczycielek i nauczycieli, które powinny iść w parze z wprowadzeniem tak innowacyjnego systemu. To w ogóle bolączka reform edukacji w Polsce: w miarę szybko i sprawnie przyjmuje się przepisy, tworzy podstawy programowe, a już po kilku miesiącach kadra w szkole ma pracować inaczej – i ma sobie poradzić bez pilotażu. Niektórzy, jak wspomniana nauczycielka, dają radę i działają zgodnie z tym, co wymarzyli sobie twórcy przedmiotu, ale myślę, że spora część osób radzi sobie po prostu tak, jak może.
Jako organizacje pozarządowe próbujemy to monitorować, przygotowaliśmy też bardzo dużo przydatnych materiałów. Nie ma to jednak przełożenia systemowego – tym bardziej że materiały te nie znalazły się na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej, czyli w podstawowym miejscu, z którego nauczycielki i nauczyciele czerpią wskazówki. W związku z tym podejrzewam, że sporo osób zostało z tym wszystkim samych. Siłą rzeczy przełożyło się to na to, że wiele uczennic i uczniów nie otrzymało edukacji obywatelskiej w takim kształcie, w jakim była planowana i jaki im się zwyczajnie należy.
Na coś jeszcze należy w tym kontekście zwrócić uwagę?
– Na prestiż edukacji obywatelskiej i to, czy przedmiot ten jest postrzegany w szkole jako ważny. Nie kończy się on bowiem egzaminem. Z jednej strony postrzegaliśmy to jako ogromną szansę, bo wreszcie można odpuścić presję, stres i testowanie, czyli wszystko to, co jest jedną z największych bolączek polskiej szkoły i na co narzekają uczennice oraz uczniowie. To okazja do dania sobie prawa do odkrywania świata polityki, siebie samych jako obywateli i do zwyczajnej przyjemności z tego wszystkiego.
Z drugiej strony wiadomo, co w logice szkolnych priorytetów i bieżączce jest najważniejsze – są to właśnie egzaminy i wyniki. I widać, że edukacja obywatelska bywa niekiedy postrzegana jako przedmiot mniej poważny. Dyrektorki i dyrektorzy zastanawiają się, czy jest sens, żeby szkoła rozpoczynała projekt pogłębiający dany temat albo wysyłała nauczycielkę czy nauczyciela na szkolenie bądź konferencję, co przecież wymaga załatwiania zastępstw.
Wydaje mi się, że w nowym roku szkolnym będziemy jako organizacje stać przed wyzwaniem pokazywania, że edukacja obywatelska jest naprawdę ważna.
Chodzi o pokazywanie, że jest to element odporności społeczeństwa na kryzysy, dezinformację czy wojnę. Potrzeba do tego dobrze ugruntowanych, uwewnętrznionych postaw demokratycznych, a to z kolei wymaga systematycznej pracy edukacyjnej i wychowawczej. Jeżeli jako społeczeństwo nie zbudujemy prestiżu edukacji obywatelskiej, możemy na tym wszyscy stracić.
Proszę rozwinąć myśl, dlaczego edukacja obywatelska jest aż tak ważna.
– To profilaktyka, higiena demokratyczna. Ważne jest, by ludzie rozumieli system, w którym żyją, czuli się jego częścią i wiedzieli, że mogą go współtworzyć. Jednorazowe akcje – np. nakierowane na zwalczanie radykalizmu czy dezinformacji – są oczywiście potrzebne, ale musi im towarzyszyć systematyczność. Uczennice i uczniowie muszą mieć podstawową wiedzę o tym, jak funkcjonują państwo, prawo i relacje międzynarodowe. To pozwala nawigować w codzienności i znacznie łatwiej oceniać, czy docierające do nas informacje są prawdziwe, czy fałszywe.
Jednocześnie niezwykle istotne jest to, o czym już rozmawialiśmy, czyli nastawienie na praktykę, umiejętności i sprawczość. Chodzi o zbudowanie w dzieciach i młodzieży przekonania, że świat nie dzieli się na „onych” – w Unii Europejskiej, rządzie czy urzędzie gminy – oraz nas, bezsilne pionki, ale że sami mamy realny wpływ na rzeczywistość.
W tym kontekście bardzo istotna była walka organizacji pozarządowych o to, by szkoły branżowe również miały solidną edukację obywatelską. Często zapomina się, że kształcący się tam młodzi ludzie bywają spychani na margines, a ich głos nie jest uwzględniany. Nic dziwnego, że w efekcie mogą stać się siłą zdolną potencjalnie wywrócić demokratyczny stolik.
Nie ma co płakać nad radykalizacją młodych ludzi, skoro wcześniej nie daliśmy im szansy ani doświadczenia wpływania na to, co dzieje się wokół nich.
Powszechna edukacja to zasadniczo jeden z niewielu mechanizmów, jakimi dysponujemy, by docierać do młodych ludzi i sprawiać, że jak najwięcej z nich poczuje się pełnoprawną częścią społeczeństwa. Największym grzechem byłoby zaniechanie starań, by edukacja obywatelska stała się ważna dla wszystkich uczniów. Trzeba dawać im przestrzeń do rozmowy, wątpienia, szukania własnych odpowiedzi i form zaangażowania. Wszystko po to, by wchodzili w dorosłość z przekonaniem, że demokracja to coś, co rozumieją, cenią i w czym potrafią świadomie funkcjonować.
Wiemy już, jak ważna jest edukacja obywatelska i jak wygląda sytuacja z tym przedmiotem. A jakie są główne zalety oraz wyzwania związane z reformą „Kompas jutra”?
– Bardzo ważne jest obecne w niej podejście, zgodnie z którym uczennica i uczeń są partnerami dla nauczycielki i nauczyciela. Dzieci i młodzież to nie czysta karta, którą jako dorośli dowolnie zapisujemy – w tym procesie mają szansę być aktywni i świadomi. Mogą doświadczać różnych aspektów świata, by w ten sposób budować swoje zainteresowania oraz głębsze rozumienie wielu zagadnień.
Pytanie kluczowe brzmi: jak tę istotną zmianę będziemy wprowadzać w życie, jak będzie ona monitorowana i czy zadbamy o to, by wszyscy z niej skorzystali? Innymi słowy – czy każda uczennica i każdy uczeń dostaną dokładnie takie same możliwości? Z tym ściśle wiąże się rola nauczycielek i nauczycieli, ich przygotowanie do zawodu oraz to, czy uczelnie wyższe będą promować to nowe podejście do pracy z dziećmi i młodzieżą.
Kolejny znak zapytania dotyczy tego, jak reforma zostanie zakomunikowana rodzicom – czy będą oni świadomi korzyści ze zmian i dzięki temu będą potrafili wspierać dziecko na co dzień w jego edukacyjnych przygodach.
Jestem przekonana, że organizacje społeczne mają tu ogromne pole do działania, bo ich zaangażowanie w system edukacji, zwłaszcza na poziomie lokalnym, jest bardzo duże. Chodzi o obserwowanie, ale też aktywne wspieranie procesów edukacyjnych oraz o rzecznictwo – tak aby współpracujące ze sobą organizacje były autentycznymi partnerami dla decydentów.
Da się powiedzieć coś o nastrojach panujących w polskiej szkole przed startem nowego roku?
– Jako SOS dla Edukacji śledzimy badania na ten temat i wynika z nich jasno, że nauczycielki i nauczyciele są po prostu zmęczeni. Nie tylko zmianami politycznymi czy programowymi, ale zwyczajną, codzienną pracą w szkole. Wiele osób pracuje przy tablicy znacznie więcej niż osiemnaście godzin tygodniowo, a jest to bardzo wymagające zajęcie – w dużej mierze oparte na pracy emocjonalnej.
Do tego dochodzi fakt, że część kadry szkolnej nie ma poczucia, że jest współautorami nowej reformy. A przecież sukces całego systemu zależy w pierwszej kolejności od tego, czy ci, od których wymaga się najwięcej, mają poczucie sprawczości. Brzmi to dość paradoksalnie w kontekście samych założeń reformy – w końcu edukacja obywatelska i inne przedmioty mają kształtować sprawczość u uczennic i uczniów. Osobiście – jak i całe SOS dla Edukacji – będziemy się temu przyglądać z wielką ciekawością.
Mam ogromną nadzieję, że wystarczająco dużo nauczycielek i nauczycieli uzna te zmiany za szansę na powrót do pasji i marzeń, które przyświecały im, gdy wybierali ten zawód. I że dzięki temu będą mogli dodawać dzieciom oraz młodzieży skrzydeł, towarzysząc im w rozwoju. To także moje marzenie.
Olga Napiontek: doktorka socjologii, współtwórczyni nowej podstawy programowej przedmiotu „Edukacja obywatelska” dla szkół ponadpodstawowych. Edukacją obywatelską zajmuje się na różne sposoby: jest autorką badań i artykułów z dziedziny edukacji obywatelskiej i dialogu obywatelskiego, trenerką projektującą i prowadzącą warsztaty dla nauczycieli, bibliotekarzy, urzędników i młodych ludzi, twórczynią i kierowniczką projektów Fundacji Civis Polonus, umożliwiającym znaczące uczestnictwo obywatelskie dzieciom, młodzieży oraz dorosłym. Tworzy projekty na rzecz lepszej edukacji obywatelskiej w szkołach, a szczególnie samorządności uczniowskiej i edukacji o samorządzie lokalnym. Prowadzi działania rzecznicze kierowane do władz samorządowych na rzecz edukacji obywatelskiej na poziomie lokalnym. Główna ekspertka ds. edukacji obywatelskiej w Obywatelskim Think Tanku w ramach sieci SOS dla Edukacji.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Galeria Apteka Sztuki ZAZ
-
Dorota Setniewska, ngo.pl