Kto wspiera tych, którzy wspierają innych?
Od lat pracuję z osobami prowadzącymi organizacje społeczne – wcześniej sama zarządzałam jedną z nich, dziś towarzyszę liderkom i liderom jako trenerka, superwizorka i facylitatorka. Widzę ich odpowiedzialność, zmęczenie i samotność. Dlatego chciałabym zaprosić Was do zastanowienia się nad jednym pytaniem: czy osoby, które na co dzień wspierają innych, same mają dziś wystarczająco dużo siły, by to robić?
Liderzy i liderki w kryzysie w kryzysowych czasach
Raport „Kondycja organizacji pozarządowych 2024” przygotowany przez Stowarzyszenie Klon/Jawor pokazuje, że niemal 40% organizacji dostrzega problem wypalenia swoich liderek i liderów. Na podobnym poziomie oceniane jest wypalenie członków zespołów. To nie są pojedyncze historie. To sygnał, że przeciążenie staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań polskiego sektora społecznego.
Osoby prowadzące organizacje funkcjonują dziś w rzeczywistości nieustannej niepewności. Zmagają się z niestabilnym finansowaniem, coraz większymi trudnościami w angażowaniu nowych osób, kryzysem sukcesji, (o tym i kryzysie sukcesji w organizacjach ciekawie pisze Jola Woźnicka w artykule w portalu ngo.pl „Sztafeta bez biegaczy? Czy mamy już kryzys sukcesji pokoleniowej?”, rosnącą liczbą obowiązków administracyjnych i odpowiedzialnością za bezpieczeństwo finansowe swoich organizacji. Jednocześnie często pracują z osobami i grupami, które same doświadczają kryzysów, wykluczenia czy przemocy. Wspierając innych, każdego dnia mierzą się również z ich emocjami.
Nawet w organizacjach opartych na partnerstwie i współdecydowaniu rola liderki czy lidera bywa zaskakująco samotna. W codziennej pracy łatwo tworzy się podział na „zespół” i „osobę odpowiedzialną”. To właśnie do niej trafiają najtrudniejsze decyzje, największa odpowiedzialność i konieczność zachowania spokoju wtedy, gdy inni mogą pozwolić sobie na zwątpienie. Z zewnątrz często wygląda to na sprawczość. Od środka bywa doświadczeniem samotności.
Czy i jak można to zmieniać?
Odpowiedź nie jest prosta. Potrzebujemy zmian systemowych: lepszych rozwiązań prawnych, bardziej stabilnego finansowania organizacji społecznych, zdrowej kultury organizacyjnej oraz większego docenienia pracy osób, które biorą odpowiedzialność za prowadzenie organizacji. W samych organizacjach warto dbać o transparentność, współdecydowanie, partycypacyjne tworzenie strategii i procedur, przeciwdziałanie dyskryminacji i mobbingowi, a także o bezpieczeństwo zatrudnienia i możliwość korzystania z superwizji. Wszystko to wzmacnia zespoły i buduje bardziej odporne organizacje.
Problem polega jednak na tym, że nawet tam, gdzie wiele z tych rozwiązań już funkcjonuje, osoby pełniące role liderskie często nadal pozostają same ze swoją odpowiedzialnością. Dobrym przykładem jest superwizja. W wielu organizacjach organizuje się ją przede wszystkim z myślą o zespołach – jako przestrzeń do omawiania trudności, napięć czy frustracji. Liderki i liderzy często w niej nie uczestniczą, aby zespół mógł swobodnie rozmawiać. Jeśli mają skorzystać z indywidualnego wsparcia, muszą znaleźć na nie środki, czas i przestrzeń. A z tym bywa najtrudniej.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, które od dawna za mną chodzi: kto wspiera tych, którzy na co dzień wspierają innych?
Gdzie liderka albo lider może bezpiecznie powiedzieć: „Nie wiem”, „Mam wątpliwości”, „To mnie przerasta”? Gdzie może spojrzeć na swoją sytuację z dystansu, podzielić się dylematami, usłyszeć doświadczenia innych osób, nie obawiając się utraty autorytetu ani tego, że obciąży własny zespół?
Wierzę, że jedną z odpowiedzi mogą być regularne spotkania osób, które niekoniecznie pracują razem, ale doskonale rozumieją ciężar tej roli. Łączy je nie organizacja, lecz doświadczenie odpowiedzialności. To właśnie z takiego myślenia narodziła się idea Grup Mocy.
Grupy, które mają dawać moc - po co?
Jedną z odpowiedzi, którą rozwijamy w Fundacji Masz Moc, są Grupy Mocy. Nie dlatego, że uważamy je za receptę na wszystkie problemy sektora. Raczej dlatego, że odpowiadają na jedną bardzo konkretną potrzebę – potrzebę bycia z ludźmi, którzy naprawdę rozumieją ciężar odpowiedzialności.
Grupę tworzy kilka osób działających społecznie – prowadzących organizacje, zarządzających zespołami, koordynujących projekty czy wspierających innych. Nie muszą się wcześniej znać ani pracować razem. Łączy je coś ważniejszego: podobne doświadczenia, dylematy i wyzwania.
Spotykają się regularnie, aby zatrzymać się nad tym, co w codziennej pracy bywa najtrudniejsze. Nad decyzjami, które nie mają oczywistych odpowiedzi. Nad konfliktami, które długo zostają w głowie. Nad poczuciem odpowiedzialności, którego często nie da się z nikim podzielić we własnej organizacji.
To nie jest miejsce na dawanie sobie dobrych rad. Ani na przekonywanie, że „wszystko będzie dobrze”. Nie chodzi też o ocenianie czy diagnozowanie innych osób. Chodzi o stworzenie przestrzeni, w której można bezpiecznie opowiedzieć o swojej sytuacji, usłyszeć doświadczenia innych i spojrzeć na własny problem z kilku różnych perspektyw.
Spotkania mają jasno określoną strukturę inspirowaną superwizją. Dzięki temu uczestnicy nie koncentrują się na udzielaniu rad, ale na uważnym słuchaniu i dzieleniu się własnym doświadczeniem. Osoba, która wnosi swój temat, może spojrzeć na niego z wielu perspektyw i sama zdecydować, co jest dla niej najbardziej pomocne.
Z mojego doświadczenia właśnie w tym tkwi największa wartość takich grup. Nie w tym, że rozwiązują za kogoś problem. Ale w tym, że pomagają odzyskać poczucie sprawczości. Kiedy okazuje się, że inni mierzyli się z podobnymi dylematami, że nie jesteśmy w nich wyjątkowi ani osamotnieni, łatwiej wraca odwaga do działania. A czasem największą zmianą nie jest znalezienie rozwiązania, lecz odzyskanie przekonania, że nie trzeba wszystkiego dźwigać w pojedynkę.
Skąd bierze się moc?
Myślę, że nie z motywacyjnych haseł. Nie z przekonania, że lider albo liderka zawsze musi być silna, odporna i gotowa do działania.
Moc rodzi się wtedy, gdy nie trzeba przez cały czas udowadniać, że wszystko się udźwignie.
Rodzi się z doświadczenia wspólnoty. Z poczucia, że można powiedzieć: „Nie wiem”, „To mnie przerasta”, „Potrzebuję spojrzeć na to inaczej” i nie spotkać się ani z oceną, ani z gotową receptą.
W Grupach Mocy każda osoba ma takie samo prawo do zabrania głosu, ale też do milczenia. Do wniesienia swojego tematu albo pozostania przy słuchaniu. To, co tworzy bezpieczeństwo, nie wynika jednak z samej struktury spotkań. Wynika z umowy, którą zawieramy ze sobą nawzajem – o poufności, uważnym słuchaniu, szczerości i szacunku dla doświadczenia drugiej osoby.
Mam poczucie, że właśnie to jest dziś jednym z najbardziej deficytowych zasobów w naszym sektorze. Nie wiedza. Nie kompetencje. Nie kolejne szkolenia. Tylko możliwość bycia naprawdę wysłuchanym.
Przypomina mi się mem Marty Frej, w którym kobieta patrzy w lustro i pyta: „Szczęśliwa czy samoświadoma?”.
W Grupach Mocy wybieramy samoświadomość. Nie dlatego, że jest łatwiejsza. Wręcz przeciwnie – często oznacza zgodę na zmierzenie się z czymś niewygodnym. Wierzę jednak, że to właśnie ona prowadzi do większego spokoju, poczucia sprawczości i odzyskiwania energii do działania. Czasem największą zmianą nie jest rozwiązanie problemu. Jest nią świadomość, że nie jesteśmy z nim sami.
Grupy Mocy nie są rozwiązaniem dla wszystkich. Wymagają gotowości do zatrzymania się, słuchania i dzielenia się własnym doświadczeniem. Nie sprawdzą się u osób oczekujących prostych recept ani szybkich odpowiedzi. Są natomiast dobrą propozycją dla tych, którzy wierzą, że rozwój zaczyna się od refleksji, a odporność buduje się nie tylko indywidualnie, ale również w relacjach z innymi ludźmi.
Grupy Mocy nie rozwiążą problemów polskiego sektora społecznego. Nadal potrzebujemy stabilniejszego finansowania organizacji, lepszych warunków pracy i mądrzejszych zasad realizacji projektów. Wierzę jednak, że nie musimy czekać na wielkie reformy, żeby zacząć wzmacniać siebie nawzajem.
Bo odporność społeczna rodzi się nie tylko z dobrych ustaw i procedur. Rodzi się również z więzi, zaufania i poczucia, że obok są ludzie, z którymi można dzielić nie tylko sukcesy, ale także odpowiedzialność, zwątpienie i zmęczenie.
A może właśnie od tego warto zacząć.
PS. W Fundacji Masz Moc przygotowujemy praktyczny podręcznik pokazujący, jak organizować Grupy Mocy w organizacjach i społecznościach. Gdy będzie gotowy, udostępnimy go bezpłatnie na naszej stronie internetowej.
Artykuł przygotowany w ramach projektu „Mocny Fundament: Rozwój Fundacji Masz Moc i Wsparcie Dla Społeczników” sfinansowanego ze środków Narodowego Instytutu Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030 (PROO).
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Iwona Danilewicz