Jędrzej Witkowski: Od szkoły nie możemy oczekiwać oferty „all inclusive” [wywiad]
Czym jest szkoła do życia? Co jest ważne w jej budowie? W jaki sposób może wspierać zwiększanie odporności społecznej na kryzysy? I jaką rolę mają w tym organizacje społeczne? – o raporcie Centrum Edukacji Obywatelskiej „Szkoła do życia” rozmawiamy z jego prezesem, Jędrzejem Witkowskim.
Jędrzej Dudkiewicz, ngo.pl: – Co wyłania się z raportu „Szkoła do życia” pod kątem tego, czego jako społeczeństwo, w tym rodzice dzieci w wieku szkolnym, oczekujemy od polskiej szkoły?
Jędrzej Witkowski, Centrum Edukacji Obywatelskiej: – Zaskoczyło nas to, że nie potrafimy wskazać priorytetów – de facto oczekujemy wszystkiego. Chcemy, by szkoła wychowywała, wspierała uzdolnionych, pomagała nadrabiać zaległości tym, którzy sobie nie radzą, dbała o relacje i dobrostan, gwarantowała rozwój zainteresowań, sprawiedliwie traktowała uczennice i uczniów. Tę listę można by jeszcze wydłużyć.
Każdy z dwudziestu jeden obszarów, o które pytaliśmy, jest istotny dla przynajmniej siedemdziesięciu procent osób. Pokazuje to, że te oczekiwania powinniśmy raczej traktować jako nadzieje związane ze szkołą. Nie wiemy, czego nasze dzieci będą potrzebowały za dziesięć, piętnaście czy dwadzieścia lat, w związku z tym – na wszelki wypadek – chcemy wszystkiego. Problem polega na tym, że te oczekiwania traktujemy również jako kryteria sukcesu szkoły, co przekłada się na jej krytyczną ocenę, w tym nauczycielek i nauczycieli. To rozczarowanie szkodzi szkole oraz dzieciom.
Tym bardziej że przecież niemożliwe jest spełnienie wszystkich oczekiwań.
– Otóż to. Żadna instytucja publiczna nie jest zresztą w stanie sprostać wszystkim wymaganiom. Każdy dostrzega obszar, w którym szkoła go zawodzi, co w efekcie obniża naszą ogólną ocenę. Co ciekawe, opinia o konkretnych działaniach jest lepsza niż ta dotycząca szkoły jako całości. Innymi słowy, to, co nazywamy kryzysem szkoły, jest po części kryzysem jej wizerunku.
Przyzwyczailiśmy się do mówienia źle o szkole – w różnych miejscach: na konferencjach, w mediach czy w codziennych rozmowach, często wspominamy złe doświadczenia, mimo że większość z nas ma także te bardzo dobre. Swoją drogą byliśmy zdziwieni, że przy okazji raportu dziennikarze pytają nas, dlaczego jest tak źle. Wróciliśmy do respondentów i obok pytania o ocenę szkoły jako usługi publicznej, chcieliśmy się dowiedzieć, co sądzą w tym kontekście o ochronie zdrowia, wymiarze sprawiedliwości i samorządzie terytorialnym. Tylko ten ostatni miał jeden punkt procentowy więcej pozytywnych wskazań od szkoły. Ogółem dwadzieścia pięć procent osób dobrze ocenia szkołę, trzydzieści sześć procent neutralnie i trzydzieści sześć procent negatywnie. Naszym zdaniem to jest dobry wynik.
A czy różne spory o szkołę i różnice między osobami mającymi odmienne poglądy polityczne czy religijne są aż tak wyraźne? Czy jednak ostatecznie wszyscy mniej więcej podobnie formułujemy oczekiwania względem szkoły i tego, co ma zapewniać dzieciom i młodzieży?
– To właśnie trzeci ważny obszar naszego raportu – kwestia tego, co w myśleniu o szkole nas łączy. Oczywiście istnieje konflikt wartości, w którym trudno się porozumieć. Chodzi o inicjatywy patriotyczne, lekcje religii, edukację zdrowotną i – tym bardziej – seksualną. W tych przypadkach różnice między elektoratami są ogromne, kilkudziesięcioprocentowe. Natomiast kiedy rozmawiamy o codzienności szkoły, kierunkach jej zmian czy ewolucji, okazuje się, że różnice maleją do kilku punktów procentowych.
Wizją, która mogłaby nas połączyć, jest ta, w której szkoła staje się bardziej praktyczna i przyjazna. Zgadzamy się bowiem, że w tych aspektach nie udaje się wykorzystać pełni jej potencjału. I to bardzo ważne, bo zwykle myślimy o edukacji jako o czymś, co nas bardzo polaryzuje. Tymczasem w ostrym sporze są głównie grupy, które nazwaliśmy strażnikami tradycji oraz poszukującymi innowacji. One są krytycznie nastawione zarówno wobec siebie, jak i wobec szkoły.
Upraszczając: jedni chcą powrotu do tego, co ich zdaniem działało – czyli uczenia bardziej ex cathedra, z większym znaczeniem wiedzy i dyscypliny – a drudzy marzą o szkole demokratycznej, nastawionej na kompetencje oraz podążanie za dzieckiem. Warto podkreślić, że ta druga wizja nigdzie na świecie jeszcze nie została zrealizowana.
Te dwie grupy to jednak łącznie około trzydzieści pięć procent polskiego społeczeństwa. Znacznie większą, pojedynczą grupą są Ci, których nazwaliśmy pragmatykami codzienności. Lepiej oceniają szkołę i chcą, by pozostawała ona poza sferą konfliktu o wartości. Interesuje ich to, czy dobrze działa i uczy, czy uczennice i uczniowie wychodzą z niej, rozumiejąc rzeczywistość dookoła, czy mają podstawowe kompetencje i czy nie ma dwuzmianowości. Oprócz nich są też zadowoleni opiekunowie – którzy po prostu są zadowoleni ze szkoły – oraz niewielka grupa osób niezainteresowanych edukacją.
To jak, biorąc to wszystko pod uwagę, sprawić, że będziemy mieć szkołę do życia i jaką rolę w tym mogą odegrać rodzice?
– Zacznę od tego, czym szkoła do życia w ogóle jest. To placówka, która jest bardziej praktyczna i przyjazna, przygotowuje do życia poza nią – w aspekcie zawodowym, społecznym i osobistym – oraz wyjaśnia otaczający świat. Jest zwrócona w stronę tego, co dzieje się poza jej murami i tego, czego w przyszłości będą doświadczać uczniowie. Jednocześnie nie zapomina, że szkoła to życie tu i teraz. Człowiek spędza w niej dwanaście bardzo ważnych lat, więc nie może być to szkoła przetrwania, lecz miejsce przyjazne – stawiające wymagania w mądry sposób.
Proponujemy pięć kroków w stronę realizacji tej wizji. Pierwszym jest uwierzenie w szkołę, bo to najważniejsza instytucja, jaką mamy jako społeczeństwo, by wspierać rozwój młodych ludzi. Należy więc przestać używać krzywdzącego uproszczenia, że mamy pruską szkołę, która nie zmieniła się od dwustu lat. To tak, jakby powiedzieć, że medycyna nie zmieniła się przez ten czas, bo wciąż pierwsza interakcja to spotkanie przy biurku z lekarzem.
Szkoła zmieniła się diametralnie i robi to cały czas, szybko i skutecznie – zawsze wtedy, gdy umiemy jako społeczeństwo dogadać się co do kierunku, w którym powinna podążać. Przykładowo na początku tego wieku ustaliliśmy, że mamy lepiej kształcić podstawowe kompetencje i w ciągu dwunastu lat osiągnęliśmy ogromny wzrost w badaniach PISA. Tak samo w 2021 roku jako istotne zostało uznane zdrowie psychiczne. Ówczesny rząd zaproponował zwiększenie liczby nauczycieli specjalistów – pedagogów, psychologów – do pięćdziesięciu tysięcy. Mamy inny rząd, o innych politycznych barwach, ale te działania są kontynuowane.
Jaki jest drugi krok?
– Weryfikacja naszych oczekiwań. Kiedy są one rozbudowane do granic możliwości, rozczarowanie staje się nieuchronne. Ono jest potem przelewane na nauczycieli, a później przez nich na dzieci.
Należy ustalić, co szkoła może, a czego nie może nam dać, i zrozumieć, że nie ma żadnej publicznej instytucji, która będzie w stanie sprostać wszystkim oczekiwaniom.
Bardzo często słyszymy to zarówno od dyrektorek i dyrektorów, jak i nauczycielek i nauczycieli: wchodzą na wywiadówkę, a różne grupy rodziców oczekują całkowicie odmiennych rzeczy. Jedni chcą większych wymagań i konkursów przedmiotowych, inni wsparcia, integracji i dbania o relacje, a kolejnych interesuje niewiele, bo chcą po prostu oddać dzieci rano i odebrać najlepiej pod wieczór. ’
Musimy zdać sobie sprawę z tego, że szkoła nie ma oferty „all inclusive” i wszystkiego za nas nie zrobi.
A pozostałe postulaty?
– Trzecim jest poszukiwanie drogi środka pomiędzy skrajnościami, abyśmy nie dawali złapać się w fałszywe dychotomie. Chodzi np. o sztuczny spór „wiedza albo kompetencje” czy „wychowanie albo nauczanie”. Te podziały nie są prawdziwe.
Czwarty krok to oparcie się na wiedzy naukowej, a nie tylko własnych doświadczeniach sprzed kilkudziesięciu lat. Świat zmienił się diametralnie, a zatem to, co adekwatne w szkole, również uległo zmianie.
Ostatni punkt to zaufanie nauczycielkom i nauczycielom, którzy tworzą szkołę. Edukacja to złożony proces, profesjonalna usługa świadczona przez szkołę – kluczowe jest zaangażowanie oraz profesjonalizm tych, którzy wykonują realizowane tam zadania. Nie da się zadekretować dobrej edukacji, ale można zaufać i wesprzeć tych, którzy starają się ją tworzyć.
Wszystkie te postulaty skierowane są przede wszystkim do rodziców, bo często słyszymy od nauczycielek i nauczycieli, że z dziećmi sobie poradzą, za to trudniej dogadać się z dorosłymi. Rodzice przychodzą często do szkoły z przekonaniem, że mają rację i wiedzą najlepiej, co jest dobre dla ich dziecka. A to nie zawsze jest prawda, bo nie każdy jest ekspertem od uczenia się. Dodatkowo wiele osób ignoruje fakt, że nauczycielka lub nauczyciel muszą wypośrodkować dobro dwudziestki lub trzydziestki dzieci z jednej klasy. Apelujemy do rodziców, by odpowiedzieli sobie na pytanie, czego oczekują od szkoły i czy gdyby ktoś wymagał od nich w pracy realizacji tak wielu funkcji, byliby z tego zadowoleni.
Starajmy się – mam tu na myśli również organizacje społeczne – mówić dobrze o szkole.
Nie chodzi o sztuczne koloryzowanie sytuacji, bo są rzeczy, które należy piętnować. Tyle że zwykle padamy ofiarą zaburzenia poznawczego. To, co jest dobre, uznajemy za naturalne i oczywiste, więc skupiamy się głównie na tym, co złe. Starajmy się mówić więcej pozytywnych rzeczy i traktujmy szkołę jako dobro wspólne.
Raport „Szkoła do życia” to element szerszej kampanii „Świadectwo na całe życie” (swiadectwo.ceo.org.pl), którą jako Centrum Edukacji Obywatelskiej prowadzimy razem z partnerami. Jej celem jest docenienie nauczycieli i nauczycielek. Z naszych badań wiemy, że siedemdziesiąt pięć procent z nas miało nauczycielkę lub nauczyciela, który pozytywnie wpłynął na nasze życie, ale tylko dwadzieścia trzy procent z nas kiedykolwiek mu o tym powiedziało. Naszą kampanią chcemy zasypać tę lukę i zapraszamy do podzielenia się w mediach społecznościowych swoją historią oraz podziękowania nauczycielce lub nauczycielowi, który miał na nas pozytywny wpływ.
Wspomniałeś o organizacjach społecznych. Jaka zatem powinna być ich rola w budowaniu szkoły do życia? Może już teraz często ją pełnią?
– Na pewno, tylko nie jest to do końca nazwane. Zarówno ogólnopolskie, jak i lokalne organizacje są bardzo ważnymi partnerami szkoły – szczególnie mocno wspierają ją w zmianach. Pomagają podejmować nowe tematy, wprowadzać innowacje wychowawcze oraz wspierają kadrę w inicjowaniu działań i reagowaniu na kryzysy. Wszystkie te działania de facto czynią szkołę bardziej praktyczną i przyjazną, czyli właśnie „do życia”.
Jeżeli mówimy o tym, że organizacje odegrały istotną rolę we wprowadzaniu wątków edukacji obywatelskiej, europejskiej, ekonomicznej, klimatycznej czy migracyjnej, to chodzi o przekazywanie wiedzy kluczowej dla rozumienia przez młodych ludzi różnorakich procesów. Uczennice i uczniowie zyskują także kompetencje związane z bezpieczeństwem i higieną cyfrową oraz dbałością o własne zdrowie i dobrostan. Podobnie organizacje bardzo pomogły szkołom odnaleźć się w nowej rzeczywistości w trakcie pandemii i nauczania zdalnego. Myślę, że niezwykle ważne są tu lokalne NGO-sy, które wnoszą ogromny wkład, bo doskonale rozumieją sprawy istotne dla najbliższej okolicy.
No dobrze, a czy nie jest jednak trochę tak, że nasze państwo nie do końca stara się brać czynny udział w budowaniu odporności społecznej na najróżniejsze kryzysy?
– Faktycznie nie wykorzystujemy szansy, jaką dają w tym kontekście szkoły. To przecież unikalne miejsce, w którym można dotrzeć do pięciu milionów dzieci i ośmiu milionów rodziców, a jeśli doliczyć do tego dziadków – mowa o niemal dwóch trzecich społeczeństwa. Dzieje się niewiele, jeśli chodzi o wykorzystanie poradników bezpieczeństwa: wciąż nie ma wersji dla młodzieży, brakuje też prac nad materiałami dla dzieci powyżej trzynastego roku życia.
Można też wspomnieć niedawne alerty na wschodzie Polski, związane z wojną w Ukrainie. W wielu miejscach ewakuacja sprowadzała się do wyprowadzenia uczennic i uczniów na parking. Nawet nie chodzi o to, że nie ma schronów, chociaż to też istotne, ale wciąż brakuje sensownych procedur…
– O ile schronów nie wybudujemy z dnia na dzień, o tyle procedury koniecznie należy stworzyć. Jako Centrum Edukacji Obywatelskiej staramy się działać w tym obszarze oddolnie. Niedawno zorganizowaliśmy webinarium „Kiedy wyje alarm” dla kadry szkolnej, by przekazać praktyczną wiedzę, jak reagować w takiej sytuacji. Zaprosiliśmy eksperta od bezpieczeństwa, który przybliżał protokół postępowania, psycholożkę opowiadającą o dbałości o poczucie bezpieczeństwa oraz dyrektorkę szkoły, która podzieliła się swoimi doświadczeniami i wyciągniętymi wnioskami z reagowania w czasie powodzi.
Trzeba by to jednak zrobić systemowo, przy wsparciu organizacji społecznych, dla których budowanie odporności na kryzysy, przygotowywanie także na to, co może się wydarzyć stanowi ważne zadanie.
– Budowanie odporności społecznej na najróżniejsze kryzysy na pewno może być kluczowe w kontekście tworzenia szkoły do życia. Instytucja odporna to taka, która dobrze realizuje swoje funkcje niezależnie od okoliczności.
Potrzebujemy jako społeczeństwo wspólnej odpowiedzi na argumenty, że szkoła jest niepotrzebna, bo wiedzę możemy znaleźć w smartfonie, a wszystkiego można się nauczyć samodzielnie. To tezy skrajnie nieprawdziwe i wręcz niebezpieczne.
Szkoła realizuje ważne funkcje dydaktyczne, wychowawcze, a także opiekuńcze. Większość z nas nie byłaby w stanie poradzić sobie bez szkoły. Jeżeli nie obronimy się przed narracją, o której wspomniałem, jako społeczeństwo będziemy znacznie bardziej podatni na kryzysy.
Istotny w budowaniu odporności może być też wolontariat – w tym rodzicielski – ponieważ wspiera placówki w kontekście ich praktycznego wymiaru. Wolontariuszki i wolontariusze przychodzą ze świata zewnętrznego i mogą być naturalnym punktem styku z tym, co znajduje się poza szkołą. Pod warunkiem, że obie strony współpracują: szkoła bierze odpowiedzialność za zaproszenie i mądre wykorzystanie tego potencjału, a osoby chcące coś wnieść dodają swoją perspektywę, ale też dopasowują się do struktury szkolnej, by ostatecznie wszystko to służyło dzieciom.
Może w tym też pomóc reforma „Kompas jutra”, która wprowadza do podstawy programowej więcej wątków związanych z edukacją obywatelską?
– Idea „Kompasu jutra” to właśnie zwrot w kierunku praktyki i doświadczeń edukacyjnych, które pozwalają wykorzystywać wiedzę zdobywaną na lekcjach. W podstawie programowej pojawiło się wiele elementów mających zbliżać do tego, co poza szkołą, a także stanowić okazję do stosowania wiedzy przy rozwiązywaniu realnych problemów w najbliższym otoczeniu, a nie tylko w zbiorze zadań. Reforma nie proponuje na szczęście stawiania umiejętności zamiast wiedzy – ta druga wciąż pozostaje bardzo ważna.
Drugim istotnym aspektem jest postawienie na sprawczość uczennic i uczniów. Jest ona związana z większym poczuciem przynależności do wspólnoty, nastawieniem na rozwój oraz przekonaniem o własnej skuteczności. Te z kolei przekładają się bezpośrednio na dobrostan psychofizyczny. Zauważenie znaczenia relacji oraz bezpieczeństwa emocjonalnego jest tym, co zbliża nas do szkoły do życia, a jednocześnie buduje odporność społeczną.
Oczywiście pozostaje pytanie, jaka będzie różnica między intencjami zapisanymi w podstawie a praktyką pracy nauczycieli, którzy wprowadzają ją w życie. O tym będzie można coś powiedzieć za kilkanaście miesięcy, ale naszą – rodziców, organizacji, ekspertów – odpowiedzialnością jest to, by maksymalnie wesprzeć w tym nauczycielki i nauczycieli. Część z nich pracowała już w ten sposób i dobrze się teraz odnajduje, otrzymując potwierdzenie słuszności swojej praktyki. Część nauczycieli tak nie pracowała, więc mogą potrzebować wsparcia i życzliwości. Tym bardziej że ogólny kierunek reformy został dość dobrze przyjęty przez społeczeństwo.
Innymi słowy, pojawia się kolejna szansa na to, że dzięki synergii zasobów różnych podmiotów rzeczywiście uda się zbudować szkołę do życia. Taką, która będzie też pełnić ważną rolę w budowaniu odporności społecznej w dobie nawarstwiających się kryzysów.
– Zdecydowanie jest na to szansa i warto ten potencjał wykorzystać. Potrzebne są tu jednak zdwojony wysiłek oraz zaangażowanie – ponad różnicami. Ta zmiana nie wymaga rewolucji: część nauczycielek i nauczycieli zrobi jeden krok do przodu, inni zrobią trzy, mają też w tym sporą dowolność. Jesteśmy im winni wsparcie, bo ostatecznie – tak jak rozmawialiśmy wcześniej – większość z nas oczekuje od szkoły bardzo podobnych rzeczy. Spróbujmy ją wesprzeć w podnoszeniu poprzeczki, aby jak najwięcej dzieci wynosiło z niej dobre doświadczenia, wiedzę i umiejętności potrzebne do radzenia sobie w codziennym życiu.
Jędrzej Witkowski – prezes zarządu Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO). Z organizacją związany od 2005 roku, od 2018 roku pełni funkcję prezesa. Ekspert edukacyjny, z wykształcenia doktor socjologii i politolog. Zajmuje się m.in. rozwojem kompetencji przyszłości, strategiami wprowadzania oddolnych zmian w szkołach oraz edukacją obywatelską i o polityce. Autor publikacji naukowych i ekspertyz. Inicjator i twórca programów edukacyjnych oraz doskonalenia zawodowego dla placówek oświatowych.
Źródło: informacja własna ngo.pl
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Stowarzyszenie Nowoczesnej Edukacji Prawnej
-
Ela Bajda, Stowarzyszenie Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo w Sopocie
-
Dorota Setniewska, ngo.pl
-
Justyna Dziuma