W debacie (sporze?) wokół reformy systemu pomocy społecznej najwięcej mówi się dziś o instytucjach. Tymczasem znacznie rzadziej zadaje się pytanie o ludzi, dla których ten system istnieje – a to właśnie ich powinna przede wszystkim dotyczyć ta debata.
Stoimy u progu jednej z najważniejszych reform sektora publicznego ostatnich lat, która ma ambicję przedefiniować sposób, w jaki państwo opiekuje się swoimi obywatelami. Jakiej pomocy społecznej potrzebujemy w Polsce XXI wieku? Zapraszamy do debaty o nowelizacji ustawy o pomocy społecznej.
Szczególnie wyraźnie widać to w obszarze bezdomności, gdzie proponowane zmiany pokazują, że deinstytucjonalizacja nie jest ideologicznym hasłem, odklejonym wymysłem NGO-sów, „gniotem” czy „papierową reformą”, lecz kwestią praw człowieka, godności i skuteczności wsparcia.
Nieprzypadkowo właśnie osoby doświadczające bezdomności najlepiej pokazują stawkę tej debaty. Alternatywą dla skutecznej deinstytucjonalizacji nie jest bowiem w ich przypadku zachowanie jakiegoś status quo. Alternatywą jest dalsze trwanie w kryzysie bez szans na reintegrację, izolacja społeczna, pogarszający się stan zdrowia, a czasem po prostu śmierć na ulicy.
Dlatego trudno ze zrozumieniem przyjmować próby przedstawiania obecnej reformy jako zagrożenia dla status quo systemu pomocy społecznej. To nie osoby doświadczające bezdomności stanowią zagrożenie dla systemu. To system zbyt długo nie potrafił skutecznie odpowiadać na ich potrzeby!
Zmiany, na które czekaliśmy od lat
Przez lata środowisko organizacji społecznych i praktyków zajmujących się problematyką bezdomności zabiegało o rozwiązania, które dziś znalazły się w projekcie ustawy – ustawowe umocowanie streetworkingu, odejście od fikcji ostatniego miejsca zameldowania, możliwość przyjęcia do noclegowni osoby znajdującej się pod wpływem alkoholu, rozwój mieszkań treningowych i wspomaganych. Są to zmiany długo oczekiwane i zgodne z kierunkiem wyznaczanym przez prawa człowieka oraz międzynarodowe standardy deinstytucjonalizacji.
Streetworking jest chyba najlepszym symbolem tej zmiany. Przez dziesięciolecia system mówił osobie w kryzysie: przyjdź do nas, dostosuj się do naszych reguł, udowodnij, że zasługujesz na pomoc. Tymczasem prawdziwa deinstytucjonalizacja odwraca tę logikę. To system ma wyjść do człowieka. Nie człowiek do systemu.
Podobnie należy patrzeć na zmiany dotyczące właściwości miejscowej. Przez lata osoby doświadczające bezdomności słyszały, że są „nie z tej gminy”, „nie nasze”, że powinny szukać pomocy setki kilometrów dalej, tam, gdzie kiedyś były zameldowane. W praktyce oznaczało to często brak pomocy.
Trudno więc zgodzić się z argumentami, że nowe rozwiązania są zbyt ryzykowne, bo samorządy mogą nie chcieć dostrzegać osób w kryzysie bezdomności. Jeżeli jakakolwiek gmina – jak twierdzi w debacie na portalu ngo.pl jeden z krytyków reformy – nie będzie chciała pomagać osobom faktycznie przebywającym na jej terenie, źródłem problemu nie będzie nowelizacja ustawy, lecz niewywiązywanie się tej gminy z jej obowiązków. Ale odpowiedzią na takie ryzyko nie może przecież być utrzymywanie rozwiązania, które przez lata było nieskuteczne i niesprawiedliwe.
Podobnie należy ocenić otwarcie noclegowni na osoby znajdujące się pod wpływem alkoholu. Za tym przepisem nie kryje się przyzwolenie na picie. Kryje się uznanie prostej prawdy, że człowiek uzależniony pozostaje człowiekiem. Nie można pozostawiać go bez schronienia tylko dlatego, że choruje. Nie można budować systemu, którego warunkiem wejścia jest wcześniejsze rozwiązanie problemów, z powodu których człowiek w ogóle potrzebuje pomocy.
Bezpieczny system czy bezpieczny człowiek?
Te zmiany to absolutna podstawa, kamień węgielny polityki zakończenia bezdomności – to kwestie, które w polskiej legislacji powinny znaleźć się 20 lat temu.
Nie nazywajmy więc długo oczekiwanych zmian papierową reformą. Tak, reforma jest niedoszacowana. Tak, istnieje ryzyko papierowej zmiany. Ale dalsze utrwalanie schroniskowego modelu wsparcia również jest formą „papierowego bezpieczeństwa”. Bo bezpieczny będzie system, ale nie człowiek.
Nie zgadzajmy się na bagatelizowanie problemu finansowania. Ale nie zgadzajmy się również na sprowadzanie debaty o deinstytucjonalizacji do obrony istniejących placówek.
Ta debata zbyt często krąży wokół DPS-ów i innych placówek, a zbyt rzadko wokół mieszkania jako prawa, usługi i punktu wyjścia. Z perspektywy osób doświadczających bezdomności deinstytucjonalizacja musi oznaczać przede wszystkim więcej mieszkań i więcej usług świadczonych tam, gdzie żyje człowiek. Musi prowadzić do uznania mieszkania za punkt wyjścia, a nie nagrodę za przejście przez system placówek. Najpierw mieszkanie, potem wsparcie. Nie odwrotnie.
Mniej życia w instytucjach, a nie likwidacja placówek
Warto też powiedzieć jasno: deinstytucjonalizacja nie oznacza likwidacji instytucji. Wbrew alarmistycznym głosom pojawiającym się w przestrzeni publicznej, nikt nie proponuje likwidacji DPS-ów, czy nawet OPS-ów, jak straszyli nas niektórzy w mediach społecznościowych. Straszenie takimi scenariuszami gwarantuje „lajki” na Facebooku, ale nie ma wiele wspólnego z rzeczywistą treścią reformy.
Od lat środowisko zajmujące się deinstytucjonalizacją w obszarze bezdomności powtarza prostą zasadę: nie zamykaj, zanim nie zbudujesz. Nie zamykaj, zanim nie zapewnisz mieszkań, zanim nie rozwiniesz usług środowiskowych, zanim nie przygotujesz alternatywy.
Deinstytucjonalizacja nie oznacza mniej instytucji. Oznacza mniej życia w instytucjach.
Co więcej, deinstytucjonalizacja wymaga paradoksalnie… instytucjonalizacji – ale instytucjonalizacji zarządzania, a nie instytucjonalizacji życia ludzi. Potrzebujemy silniejszych ośrodków pomocy społecznej, lepszej koordynacji usług, lepiej opłacanych pracowników socjalnych i innych – także pozarządowych – pracowników pomocy społecznej, większych kompetencji i większej odpowiedzialności państwa, samorządów i organizacji. Nie chodzi o osłabienie systemu, ale o zmianę jego funkcji. Instytucje nie powinny być miejscem życia człowieka. Powinny być narzędziem organizowania wsparcia.
Dla kogo budujemy ten system?
Ale jeśli instytucje mają pełnić nową rolę, warto zadać to kluczowe pytanie. Dla kogo właściwie budujemy ten nowy system?
W części krytycznych głosów coraz mniej miejsca zajmują osoby korzystające ze wsparcia, a coraz więcej same instytucje. Jakby najważniejszym pytaniem było nie to, czy człowiek otrzyma skuteczniejszą pomoc, ale czy system będzie musiał się zmienić i czy „moja” placówka tę zmianę przetrwa.
Deinstytucjonalizacja nigdy nie była projektem wymierzonym w pracowników socjalnych, domy pomocy społecznej czy organizacje społeczne. Jest próbą odwrócenia logiki, która przez dziesięciolecia kazała człowiekowi dostosowywać się do systemu. Dzisiaj to system powinien mieć odwagę dostosować się do człowieka.
Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że dla części krytyków prawdziwym problemem nie jest to, że reforma idzie w złym kierunku. Problemem jest to, że idzie w kierunku, który wymaga zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń, podziału kompetencji i sposobu myślenia o pomocy społecznej.
A przecież nie po to przez lata walczyliśmy o streetworking, dostępność usług środowiskowych i odejście od instytucjonalnych ścieżek, żeby dziś usłyszeć, że są to pomysły legislacyjnych „gniotów”, wymyślonych przez odklejone od rzeczywistości organizacje społeczne. Nie zgadzajmy się na to, żeby dziś w imię obrony instytucji i zawodowych przyzwyczajeń zatrzymywano zmiany, które dla osób w kryzysie bezdomności oznaczają więcej godności i większą podmiotowość, a przede wszystkim realną możliwość wyjścia z kryzysu.
Stop internetowym kampaniom strachu
Niestety coraz częściej debata o reformie przypomina internetową kampanię strachu. Pojawiają się kolejne alarmistyczne hasła, kolejne katastroficzne prognozy i kolejne hashtagi mające dowodzić, że zmiany prowadzą do zapaści systemu. W tej atmosferze łatwo znaleźć kolejne wielkie (i straszne) słowa. Znacznie trudniej dostrzec człowieka, któremu reforma ma służyć.
Taka forma prowadzenia sporu nie służy nikomu. Jest przede wszystkim szkodliwa dla osób korzystających z pomocy społecznej, ale stanowi także blamaż dla środowiska pracowników socjalnych, którego siłą zawsze była zdolność prowadzenia trudnych debat z szacunkiem dla innych uczestników dyskusji, dla faktów, a przede wszystkim dla osób, którym to środowisko ma (i głęboko wierzę, że nadal chce) nieść pomoc. Niestety wystarczy prześledzić aktywność części środowiska w mediach społecznościowych (hashtag #UstawaGniot), aby zobaczyć, jak daleko odeszliśmy od tego standardu.
Czego naprawdę potrzebują ludzie?
Ta reforma nie jest doskonała. Wymaga dopracowania (streetworking musi być zadaniem obowiązkowym w dużych miastach!), dalszych, głębszych zmian (prewencja bezdomności, mieszkalnictwo, zdrowie), i przede wszystkim odpowiedniego finansowania.
Ale znacznie bardziej brzemienne w skutki od niedoskonałej reformy będzie pozostawienie wszystkiego po staremu.
Znowu – brzemienne w skutki nie dla systemu, lecz dla ludzi, którym pomagamy.
Osoby doświadczające bezdomności nie potrzebują kolejnych internetowych awantur. Nie potrzebują kolejnych hashtagów i katastroficznych przepowiedni o zamykaniu OPS-ów, komercjalizacji wsparcia i końcu systemu. Potrzebują mieszkań, asystentów i streetworkerów. Potrzebują dostępnych usług i ludzi gotowych do współpracy.
Dość już obrony systemu kosztem ludzi w kryzysie!
Jakub Wilczek: współzałożyciel i prezes Ogólnopolskiej Federacji na rzecz Rozwiązywania Problemu Bezdomności, wieloletni przedstawiciel Polski i były wiceprzewodniczący Europejskiej Federacji Organizacji Krajowych Pracujących z Osobami Doświadczającymi Bezdomności FEANTSA, współprzewodniczący Komisji Ekspertów ds. Przeciwdziałania Bezdomności Rzecznika Praw Obywatelskich, członek Zespołu ds. Reformy Systemu Pomocy Społecznej Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, członek Rady Działalności Pożytku Publicznego. Od ponad 20 lat zaangażowany w przeciwdziałanie bezdomności w Polsce. Koordynator projektów mających na celu wspieranie osób w kryzysie w wychodzeniu z bezdomności i rzecznictwo ich praw, jak również propagowanie problematyki bezdomności i dobrych praktyk w jej rozwiązywaniu. Animator współpracy w środowisku pozarządowym.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.