Nie likwidujmy poradnictwa obywatelskiego. Reforma nie powinna odbierać obywatelom prawa do pomocy [komentarz]
W wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów pojawiła się zapowiedź zmian w ustawie o nieodpłatnej pomocy prawnej i poradnictwie obywatelskim i edukacji prawnej. Z jej założeń wynika, że Ministerstwo Sprawiedliwości chce zlikwidować poradnictwo obywatelskie jako odrębną usługę. Jako przedstawicielki środowiska od blisko 30 lat zajmującego się poradnictwem obywatelskim uważamy, że reforma jest potrzebna lecz w innym kształcie.
Obywatele przychodzą do punktów porad z problemami życia codziennego
Można zauważyć, że Ministerstwo Sprawiedliwości uzasadniając założenia reformy kieruje się jedynie statystykami, podczas gdy obywatele przychodzą do punktów pomocy z prawdziwymi problemami życiowymi. Jeżeli wyobrazimy sobie kobietę, która zgłasza się do punktu nieodpłatnej pomocy i mówi: „Chciałabym dowiedzieć się, czy mogę otrzymać alimenty”, to formalnie rzeczywiście zadaje pytanie prawne. Prawnik może wskazać przesłanki wynikające z Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, wyjaśnić właściwość sądu i przedstawić podstawowe zasady postępowania. Na tym jednak bardzo często kończy się klasyczna porada prawna.
Doradca obywatelski pracuje według innej metodyki. Nie ogranicza się do odpowiedzi na pierwsze pytanie, lecz diagnozuje szerzej sytuację osoby korzystającej z pomocy. W trakcie rozmowy doradczej może się okazać, że kobieta uciekła od przemocowego partnera albo dopiero planuje to zrobić, nie ma środków na wynajem mieszkania, nie wie, jakie świadczenia może uzyskać, obawia się kontaktu z byłym partnerem, nie potrafi przygotować pisma, nie zna instytucji, do których może się zwrócić, nie wie, od czego rozpocząć wychodzenie z kryzysu. Czy naprawdę jej problemem jest wyłącznie brak znajomości przepisów prawa rodzinnego? Czy odpowiedź na pytanie o alimenty rozwiąże jej sytuację?
Podobnie wyglądają inne sprawy, np. starszy mężczyzna przychodzi do punktu poradnictwa i pyta o możliwość ogłoszenia upadłości konsumenckiej. Formalnie jest to również pytanie prawne. W rzeczywistości człowiek ten może od wielu miesięcy, a nawet lat, nie radzić sobie z zarządzaniem własnymi sprawami, mieć zaległości czynszowe, zadłużenie. Często nie odbiera korespondencji, nie rozumie pism, które otrzymuje, unika kontaktów z wierzycielami, obawia się komornika i nie wie, od czego zacząć porządkowanie swojego życia. Potrzebuje działania krok po kroku, wspierania w realizacji planu, długofalowego wsparcia.
Doradca obywatelski daje poczucie sprawczości
Tak wygląda codzienność pracy doradcy obywatelskiego. Nie jest to codzienność widoczna w ministerialnych statystykach, w których sprawa zostaje przypisana do kategorii „upadłość konsumencka” czy „uzyskanie alimentów”. Utożsamianie problemów obywateli jedynie z problemami prawnymi jest jednym z najbardziej błędnych założeń projektowanej reformy. Prawo jest ważne, czasem wręcz kluczowe, ale bardzo rzadko stanowi całość rozwiązania. Ludzie nie przychodzą do punktów pomocy po akademicką wykładnię przepisów. Przychodzą, bo często nie radzą sobie z własnym życiem, bo nie wiedzą, od czego zacząć, w jakiej kolejności podejmować działania, jak poradzić sobie z chaosem, który narastał przez miesiące lub lata. Poradnictwo obywatelskie powstało właśnie po to, aby odpowiadać na takie sytuacje.
Doradca obywatelski nie ogranicza się do informacji o obowiązujących przepisach czy wskazania przesłanek, pomaga zdiagnozować problem całościowo, ułożyć plan działania, wskazać instytucje, z których można skorzystać, i co najważniejsze odzyskać poczucie sprawczości.
To wielka różnica pomiędzy poradą prawną a poradą obywatelską.
Mało porad? To nie dowód, że poradnictwo jest niepotrzebne
Ministerstwo argumentuje, że porad obywatelskich było w systemie zarejestrowanych mniej niż prawnych. Dlaczego tak się stało? Po pierwsze, przez lata w wielu powiatach obywatelom nie tłumaczono przy zapisywaniu na porady, czym poradnictwo obywatelskie różni się od pomocy prawnej. Obywatel nie miał możliwości świadomego wyboru, ponieważ nikt nie przedstawiał mu różnicy między poradą prawną a poradą obywatelską. Nie oznacza to, że poradnictwo było niepotrzebne. Oznacza to, że niemal nikt nie zadawał sobie trudu, aby właściwie wyjaśnić różnice pomiędzy poradnictwem obywatelskim i prawnym oraz promować to rozwiązanie. System sam zatarł różnicę między obiema usługami. A tymczasem w powiatach, gdzie pracownicy potrafili odpowiednio kierować obywateli do punktów poradnictwa, cieszyło się ono dużą popularnością. Można tu wskazać chociażby powiat Ruda Śląska, w którym zainteresowanie poradnictwem obywatelskim jest duże, a obywatele chętnie z niego korzystają i polecają sobie nawzajem tę formę wsparcia.
Po drugie, po wprowadzeniu do systemu poradnictwa obywatelskiego porady obywatelskie zaczęli prowadzić przede wszystkim adwokaci i radcy prawni. Wielu z nich wykonywało i nadal wykonuje tę pracę znakomicie. Jednak w wielu punktach poradnictwo obywatelskie zaczęło w praktyce przypominać zwykłą poradę prawną. Nie dlatego, że taka była jego istota, lecz dlatego, że część prawników, którzy ukończyli wymagane szkolenie, nie wykorzystywała później konsekwentnie standardów i metodyki poradnictwa obywatelskiego. Zamiast pogłębionej diagnozy sytuacji życiowej, wspólnego tworzenia planu działania, identyfikowania problemów towarzyszących i wzmacniania sprawczości osoby korzystającej z pomocy, udzielali oni jedynie odpowiedzi na pojedyncze pytanie prawne.
Jeżeli więc dzisiaj różnica pomiędzy poradnictwem obywatelskim a poradą prawną bywa dla obywateli niewidoczna, nie oznacza to, że sama idea poradnictwa obywatelskiego jest błędna.
Oznacza raczej, że w wielu miejscach usługa nie była właściwie realizowana, a państwo nie egzekwowało standardów, które samo wprowadziło. Trudno uznać za racjonalne rozwiązanie likwidowanie instytucji tylko dlatego, że przez lata nie dopilnowano jakości jej wykonywania.
Reforma nie promuje różnorodności
Niepokoi również inny aspekt proponowanych zmian. System miał łączyć kompetencje prawników i organizacji pozarządowych. Tymczasem projekt prowadzi do coraz większej koncentracji usług w rękach środowisk prawniczych. Paradoks polega na tym, że przez lata prawnicze samorządy zawodowe krytykowały różnego rodzaju monopole, a dziś same chcą stać się głównym filarem systemu. Państwo nie powinno budować monopolu jednego środowiska zawodowego. Problemy, z którymi obywatele zgłaszają się do punktów nieodpłatnego poradnictwa są zbyt złożone, aby rozwiązywać je wyłącznie z perspektywy prawa.
Warto także przypomnieć, że w pierwotnych założeniach nieodpłatna pomoc miała opierać się na znajomości przez doradców lokalnych problemów oraz wykorzystywaniu doświadczenia organizacji działających w konkretnych społecznościach. Jednak z czasem system zaczął być przejmowany przez duże organizacje realizujące zadania w wielu powiatach, często oddalonych od ich rzeczywistego miejsca działania. Podmioty te, co trzeba przyznać, potrafią sprawnie obsługiwać konkursy, rekrutować doradców i prowadzić wiele punktów jednocześnie. Zwykle nie są jednak zakorzenione lokalnie, nie znają miejscowej sieci wsparcia, organizacji społecznych, ośrodków pomocy, urzędów i nieformalnych mechanizmów pomocy funkcjonujących na danym terenie.
Organizacja prowadząca dziesiątki punktów w różnych częściach kraju może formalnie spełniać wszystkie wymagania, a jednocześnie nie mieć żadnej trwałej relacji z mieszkańcami danego powiatu. W takim modelu poradnictwo traci swój obywatelski sens. Staje się kolejną usługą wykonywaną według harmonogramu, rozliczaną liczbą dyżurów i wypełnionych kart, a nie procesem pomocy zakorzenionym w lokalnej społeczności. W takim systemie bardzo łatwo zgubić człowieka, lokalność i ciągłość pomocy. Łatwo natomiast sprowadzić zadanie publiczne do zapewnienia obsady dyżurów i prawidłowego rozliczenia dotacji. Nie jest to jednak model budowania społeczeństwa obywatelskiego. Nie chodzi przy tym o kwestionowanie kompetencji prawników ani znaczenia nieodpłatnej pomocy prawnej. Prawnicy są w tym systemie niezbędni.
Problem zaczyna się wtedy, gdy uznaje się, że każda trudność obywatela może zostać rozwiązana przy użyciu narzędzi prawnych, a jedyną właściwą odpowiedzią państwa ma być porada udzielona przez adwokata lub radcę prawnego.
Taki sposób myślenia pomija złożoność ludzkich problemów i prowadzi do niebezpiecznego zawężenia pomocy publicznej. Dobrze funkcjonujący system powinien opierać się na współpracy różnych kompetencji, a nie na dominacji jednego modelu. Powinien łączyć pomoc prawną, poradnictwo obywatelskie, mediację, edukację prawną i promować współpracę z lokalnymi instytucjami.
Paradoks reformy. Zostawić metodę, zlikwidować poradnictwo?
Czytając uzasadnienie projektu reformy, można wskazać także zaskakujący paradoks. Projekt pozostawia w systemie plan pomocy. Ministerstwo przyznaje zatem, że taki sposób działania jest potrzebny i skuteczny. To dobra wiadomość, ponieważ oznacza, że doceniono jedno z najważniejszych narzędzi wypracowanych przez poradnictwo obywatelskie. Jednocześnie jednak proponuje się likwidację samej usługi, która ten sposób pracy stworzyła, rozwinęła i przez lata doskonaliła. Ministerstwo mówi więc obywatelom: „Zostawimy metodę, ale usuniemy z systemu tych, którzy ją wypracowali”. Plan pomocy mają odtąd tworzyć adwokaci i radcy, którzy nie zawsze posiadają przygotowanie do diagnozowania sytuacji społecznej, budowania sprawczości czy prowadzenia wieloetapowej pracy z osobą w kryzysie. Po co likwidować wyspecjalizowaną usługę, by następnie jej najważniejsze elementy powierzyć osobom, które nie były przygotowywane do takiego sposobu pracy? W jaki sposób Ministerstwo zamierza zagwarantować, że plan pomocy nie stanie się jedynie kolejną rubryką w formularzu? Na te pytania projekt nie daje przekonującej odpowiedzi.
Warto również wskazać, że w poradnictwie obywatelskim od lat podkreśla się, że nie wystarczy budowanie świadomości prawnej społeczeństwa. Równie ważne jest budowanie sprawczości. Można bardzo dobrze znać swoje prawa, a jednocześnie nie mieć pojęcia, jak napisać wniosek, gdzie go złożyć, z kim rozmawiać, jakie dokumenty zgromadzić, jak zaplanować kolejne kroki i jak nie pogubić się w labiryncie instytucji. Poradnictwo obywatelskie nie wyręcza ludzi.
Ono pomaga im odzyskać kontrolę nad własnymi sprawami i podejmować decyzje na miarę ich możliwości.
To zasadnicza różnica między udzieleniem informacji prawnej a rzeczywistą pomocą człowiekowi w kryzysie.
Na planowanej reformie najbardziej ucierpią ci, którzy już dziś mają najtrudniej. Nie będą to osoby dobrze wykształcone, swobodnie korzystające z internetu, potrafiące odnaleźć przepisy, zinterpretować pismo urzędowe i samodzielnie przygotować wniosek. Najwięcej stracą seniorzy, osoby z niepełnosprawnościami, w kryzysie psychicznym, ofiary przemocy, osoby ubogie i ludzie o niskich kompetencjach społecznych. To osoby, które nie potrzebują jedynie odpowiedzi na pytanie prawne. To osoby, które potrzebują człowieka, który pomoże im uporządkować sytuację, zaplanować działania, odzyskać poczucie wpływu i zbudować sprawczość na miarę ich możliwości.
Zmiany są potrzebna, ale inne niż proponuje Ministerstwo
System nieodpłatnej pomocy rzeczywiście wymaga zmian, ale nie takich, jakie proponuje Ministerstwo. Potrzebne są lepsze standardy jakości, rzeczywista kontrola sposobu świadczenia poradnictwa, obowiązek pracy zgodnie z metodyką, lepsze kierowanie osób do właściwych form pomocy, silniejsze zakorzenienie usług w lokalnych społecznościach oraz ocena skuteczności oparta nie tylko na liczbie udzielonych porad, ale również na rezultatach osiąganych przez obywateli. Likwidacja poradnictwa obywatelskiego nie rozwiąże problemów obecnego systemu.
Przeciwnie, usunie z niego jedną z niewielu usług zaprojektowanych specjalnie dla osób znajdujących się w życiowym kryzysie. Łatwo jest policzyć liczbę udzielonych porad. Znacznie trudniej policzyć ludzi, którzy dzięki poradnictwu obywatelskiemu nie stracili mieszkania, uniknęli spirali zadłużenia, uzyskali należne świadczenia, uwolnili się od przemocy, uporządkowali swoje sprawy albo po raz pierwszy od wielu miesięcy uwierzyli, że jeszcze można coś zmienić. To przecież właśnie to, a nie liczba wypełnionych formularzy i odbytych dyżurów, powinno być prawdziwą miarą skuteczności państwa.
Bo miarą skuteczności państwa nie jest liczba udzielonych porad. Miarą skuteczności jest liczba ludzi, którzy dzięki tej pomocy odzyskali samodzielność.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Iwona Danilewicz