Mamy potencjał filantropijny i guzik z pętelką [komentarz]
Polki i Polacy po raz kolejny udowadniają, że mają ogromne serca i niesamowity potencjał filantropijny, wpłacając w krótkim czasie miliony złotych na zbiórki charytatywne. Jednak entuzjazm opada, gdy zdamy sobie sprawę, że organizacje społeczne często wykonują pracę za państwo, nie otrzymując w zamian systemowego wsparcia, a wręcz napotykając na niezrozumienie ze strony decydentów.
Gdy piszę to słowa, na liczniku zbiórki Fundacji Polskie Forum Migracyjne i OKO.press jest już ponad 1,5 mln zł. Te pieniądze w ciągu siedmiu dni wpłaciło niemal 12 tys. osób, które za ważne uznały wsparcie niepracujących Ukrainek i Ukraińców, pozbawionych z mocy ustawy pomocy mieszkaniowej, 800+ oraz opieki medycznej.
To druga, w niewielkim odstępie czasu zbiórka, w której jako społeczeństwo wykazujemy się mobilizacją i hojnością. I która skłoniła mnie do kilku refleksji.
Potencjał, który napawa dumą
Chociaż porównywanie zbiórek PFM i Łatwoganga kusi, nie na tym chciałabym się skupić, także dlatego, że 1,5 mln zł to oczywiście kwota nieporównywalna z ponad 250 mln zł zebranymi przez youtubera w czasie akcji charytatywnej z początku maja.
To, co ważne i na co warto zwrócić uwagę, to nasz potencjał filantropijny.
Doceńmy, że w zróżnicowanym (i podzielonym) społeczeństwie mamy całkiem niemałą grupę obywateli i obywatelek, którzy są w stanie finansowo wesprzeć tak różne (pozornie) cele, jak pomoc chorującym dzieciom i pomoc stygmatyzowanym uchodźcom i uchodźczyniom z Ukrainy.
Cieszy, że ten drugi cel – znacznie mniej „popularny” i nie przyciągający zainteresowania celebrytów – zdołał przebić się w medialnym przekazie (także dzięki wsparciu twórców „Kwiatków Polskich” w TVP Info i dziennikarzy radiowej Trójki) na tyle, że pierwotny pułap zbiórki (czyli 500 tys. zł) został już trzykrotnie przekroczony, a do nowego (czyli 2 mln zł) niewiele brakuje.
Radość z istnienia tego potencjału zakłóca mi jednak, nawracające jak brzęcząca mucha, pytanie: jak go podtrzymać i wykorzystać dla dobra organizacji społecznych i dzieł przez nie podejmowanych?
Obywatele zastępują państwo
Za tym idzie druga refleksja: po raz kolejny w krótkim czasie mamy żywy przykład jak – jako społeczeństwo – wyręczamy państwo w jego powinnościach. Do tego, że z pomocą organizacji społecznych łatamy dziury w służbie zdrowia już się przyzwyczailiśmy chociażby poprzez lata funkcjonowania 1,5% podatku dla OPP (wcześniej 1%), czy przez coroczne (organizowane od 34 lat) finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Zbiórka PFM pokazuje kolejny (nie drugi i nie ostatni) obszar, w którym jako społeczeństwo obywatelskie musimy reagować i naprawiać konsekwencje błędnych decyzji polityków. To wygląda jak odwrócenie zasady pomocniczości: tam, gdzie państwo nie daje rady lub naknoci, jest zastępowane przez działania obywateli i obywatelek. Co może jest i zdrowym odruchem, ale po pierwsze, czy prowadzi do rozwiązań systemowych, a po drugie – jak wielkie ciężary i jak długo ci obywatele i obywatelki są w stanie ponosić?
Co prowadzi do kolejnego pytania: co – jako zorganizowane społeczeństwo obywatelskie – dostajemy w zamian?
Jak podtrzymać potencjał filantropijny?
Jak podtrzymać, dobrze wykorzystać i rozwinąć filantropijny potencjał Polaków i Polek? Na to pytanie odpowiedzi wypracowuje grupa robocza, powołana przez Narodowy Instytut Wolności we współpracy z Forum Darczyńców. Jej zadaniem jest przygotowanie dokumentu programowego rozwoju filantropii w Polsce, który ma być częścią Strategii Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
Mam przyjemność uczestniczyć w pracach tej grupy, razem z przedstawicielami i przedstawicielkami wielu różnych organizacji pozarządowych (reprezentujących zarówno organizacje z dużymi, jak i małymi budżetami) oraz administracji publicznej.
Ostatnie spotkanie poświęcone było rozwiązaniom prawno-podatkowym związanym z filantropią. Padało wiele propozycji, które miałyby ułatwiać finansowe wspieranie organizacji społecznych i zachęcać do tego. Siłą rzeczy część z nich nie jest obojętna dla wpływów do budżetu państwa. I tutaj, w trakcie dyskusji, odzywa się głos przedstawicielki administracji, przestrzegający przed postulowaniem takich rozwiązań, bo stanowić one będą zbyt duże obciążenie dla budżetu państwa.
Ta sytuacja pokazuje z jednej strony, jak bardzo potrzebujemy zmiany myślenia: ulgi podatkowe dla osób przekazujących darowizny to nie obciążenie dla państwowej kiesy, ale inwestycja w podmioty, które za to państwo wykonują kawał roboty, a z drugiej strony, jak trudne jest to zadanie: słowa o obciążeniach padły wszak z ust urzędniczki znającej realia działania organizacji społecznych, wartość ich pracy i przychylnej ich rozwojowi. Przekonanie takiej osoby do zmiany narracji może być stosunkowo łatwe.
Co otrzymujemy w zamian?
Niestety, nie jest to przedstawicielka Ministerstwa Finansów. A to ten resort – co widać po perturbacjach związanych z projektem tzw. dużej nowelizacji ustawy o pożytku publicznym – nie tylko cofnął się w myśleniu o wspieraniu społeczeństwa obywatelskiego o jakieś 20 lat (sprzeciwia się m.in. wykorzystaniu środków publicznych na rozwój kompetencji czy potencjału organizacji, czy pokrywanie kosztów administracyjnych dotowanego działania), ale i ma jeśli nie decydujący, to co najmniej bardzo istotny głos w dopuszczaniu projektów ustaw do ścieżki legislacyjnej.
Źle to wróży propozycjom, które miałyby zachęcać obywateli i obywatelki do większego wspierania swoimi pieniędzmi organizacji społecznych i źle wróży propozycjom, które miałyby ułatwiać organizacjom pozyskiwanie darowizn.
Co więc dostajemy w zamian za wyręczanie państwa? Na razie elegancki guzik z pętelką. A co dostaniemy ostatecznie? Chciałabym napisać, że to zależy wyłącznie od determinacji organizacji społecznych w domaganiu się rozwiązań systemowych – siły ich lobbingu, zwarcia szeregów itd. Ale to nie wystarczy: w tych zabiegach potrzebujemy także wsparcia darczyńców, którzy mogą i chcą dzielić się swoimi pieniędzmi, bo widzą, że to, co robią stowarzyszenia i fundacje ma sens. Może razem dojdziemy do momentu, gdy organizacje będzie stać na palto, do którego sobie ten guzik przyszyją.
Źródło: inf. własna ngo.pl