Kampania to za mało? Czego potrzebują ofiary przemocy motywowanej uprzedzeniami [wywiad]
Wrocław szczyci się otwartością, ale nowy raport stowarzyszenia Nomada kreśli mniej optymistyczny obraz. Choć statystyki policyjne milczą, rzeczywistość na ulicach i w szkołach bywa brutalna. Dlaczego tylko 17 procent poszkodowanych zgłasza przemoc służbom? Maciej Mandelt ze stowarzyszenia Nomada tłumaczy, z czego wynika ta nieufność, jak brak reakcji świadków nakręca spiralę nienawiści i dlaczego sam wizerunek „miasta spotkań” to za mało, by realnie chronić mieszkańców.
Jędrzej Dudkiewicz: – Z czego wynikała potrzeba zrobienia tak dużych badań na temat przemocy motywowanej uprzedzeniami? Czy Wrocław jest w jakiś sposób wyjątkowy pod tym względem na tle kraju?
Maciej Mandelt: – Przemoc motywowana uprzedzeniami dotyka ludzi wszędzie, nie tylko w ciemnych zaułkach, ale przede wszystkim na ulicach, przystankach, komunikacji publicznej, klubach, szkołach. Jako Nomada zajmujemy się tym tematem w zasadzie od początku istnienia w 2009 roku, więc raport jest naturalną kontynuacją działań. Jednym z powodów jego powstania jest jednak to, że nie doszło w polskim prawodawstwie do oczekiwanych zmian, tzn. nie poszerzono katalogu cech osób chronionych, nie pojawiła się definicja przemocy motywowanej uprzedzeniami.
Rzecznik Praw Obywatelskich pracuje nad kolejną propozycją nowelizacji ustawy, więc coś się dzieje, nawet jeżeli nadzieje na zmiany w tej kadencji nie są zbyt duże. Jednocześnie Minister Sprawiedliwości wydał rozporządzenie wyznaczające w całym kraju prokuratorów, mających zajmować się tego typu sprawami. Nasze badanie jest więc kolejną cegiełką mającą posunąć sprawy do przodu.
Co do samego Wrocławia, to nie jest on wyjątkowy, to już nie są czasy, kiedy można było mówić o nim jako zagłębiu faszyzmu. Podobnie jak w wielu innych metropoliach, zwłaszcza po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, zmieniła się struktura społeczna. Jeszcze bardziej wzrosła liczba osób z Ukrainy we Wrocławiu, a już przed 2022 rokiem, jak wynikało z badań Uniwersytetu Wrocławskiego, nawet dziesięć procent mieszkanek i mieszkańców naszego miasta miało doświadczenie migracji.
Wiązało się to też z tym, że chociaż poprzedni rząd bardzo mocno podbijał antymigranckie nastroje, jednocześnie właśnie wtedy z innych krajów do Polski przyjechało najwięcej osób w celach zarobkowych. Powodów jest więc dużo, a kluczowym jest to, co słyszymy od samych osób doświadczających przemocy motywowanej uprzedzeniami, z którymi na co dzień pracujemy.
Jak wynika z raportu, kwestia osób z Ukrainy jest bardzo istotna, bo Wrocław, obok Warszawy, jest miastem, w którym np. jest najwięcej ukraińskich dzieci w systemie edukacji.
– To też było dla nas ważną motywacją, bo nastroje antyukraińskie trafiają w Polsce na coraz bardziej podatny grunt. I należy wyraźnie podkreślić, że jesteśmy mocno narażeni na ingerencję z zewnątrz, bo polaryzacja społeczna, niechęć czy to do osób z Ukrainy, czy ogółem osób migranckich – co widać po tym, co dzieje się na granicy z Białorusią – jest korzystna dla Rosji. Niestety nasi politycy to wykorzystują, co widać było w trakcie zeszłorocznej kampanii prezydenckiej, ale nie tylko. Skrajna prawica coraz mocniej staje się nowym centrum w Polsce.
W jaki sposób prowadziliście badania i na ile oddają one całość sytuacji we Wrocławiu?
– Nie mieliśmy możliwości, by zrobić niezwykle pogłębione, od A do Z, badanie, dlatego zresztą jedną z rekomendacji jest to, by był to raczej wstęp do zakrojonych na większą skalę działań. Takich, w których udział wezmą różni aktorzy – samorząd, organizacje, uniwersytet. Nasz raport jest bardziej obrazkowy, na konkretnych przykładach pokazujemy zjawisko i przedstawiamy, z czym mierzą się osoby narażone na przemoc motywowaną uprzedzeniami.
Stworzyliśmy w kilku językach mocno rozbudowaną ankietę oraz postaraliśmy się różnymi kanałami dotrzeć do jak największej liczby osób migranckich. Drugą metodą były dodatkowe rozmowy zarówno z przedstawicielkami i przedstawicielami różnych społeczności, jak i osobami, które zajmują się ich wspieraniem.
Nasz raport to zatem nie tylko liczby, ale też diagnoza oparta na wypowiedziach konkretnych osób. Przy czym interesowało nas wiele grup, w tym osoby w kryzysie bezdomności, czy osoby z niepełnosprawnościami, również doświadczające tego typu przemocy. Wiele z nich nie jest ujętych w przepisach, nasz kraj pod tym kątem jest daleko w tyle chociażby za Wielką Brytanią, gdzie proponuje się obecnie, by w kontekście przemocy motywowanej uprzedzeniami wyszczególnić także pochodzenie klasowe.
Jakie są główne wnioski płynące z raportu? Kto jest najbardziej narażony na przemoc motywowaną uprzedzeniami, w jaki sposób się ona objawia i jakie są na nią reakcje, o ile są?
– Większość osób postronnych niestety nie reaguje, gdy widzi przemoc, a niekiedy wręcz przyłącza się do sprawców. Nie jest to nic nowego, od początku naszego istnienia prowadzimy dużo działań edukacyjnych na temat tego, jak reagować oraz warsztatów antydyskryminacyjnych. Widzimy, że to nieustający problem, więc staramy się rozmawiać nie tylko z dorosłymi, ale też w szkołach, zwłaszcza że pojawia się w nich przemoc rówieśnicza. Nie tylko w kierunku dzieci pochodzących z Ukrainy, ale też należących do społeczności LGBTQ+.
Wyniki diagnozy dają mocno do myślenia. Na przykład to, że prawie wszystkie osoby doświadczyły przemocy słownej, ale też całkiem sporo przemocy fizycznej. Najbardziej warto jednak zwrócić uwagę na to, że
tylko 17 procent ankietowanych zdecydowało się zgłosić to służbom. Mówi to bardzo dużo o systemie, w jakim funkcjonujemy.
Na policji często jest sporo barier, które uniemożliwiają zgłoszenie – zarówno językowych, jak i związanych z brakiem świadomości wśród funkcjonariuszy na temat praw przysługujących osobom doświadczającym przemocy motywowanej uprzedzeniami. Dlatego też staramy się działać i na tym polu, bo już sama decyzja o zgłoszeniu jest dla wielu osób bardzo trudna, więc jeśli jeszcze napotkają dodatkowe bariery, to mogą zrezygnować i nigdy tego nie zrobić.
Wasz raport, jak wspomniałeś, pokazuje tylko wycinek rzeczywistości i tak samo pewnie wyglądają statystyki służb. Jak ktoś nie zgłasza przemocy, to jej po prostu nie ma w statystykach.
– Jeżeli spojrzy się na ogólnopolskie statystyki związane z tego typu przemocą, to one nie są wielkie. Dlatego nasza diagnoza pokazuje, że ten system nie może być oparty wyłącznie na przepisach kodeksu karnego oraz działaniach wymiaru sprawiedliwości. Musimy dostrzegać ten problem i zwalczać go na wielu poziomach, także lokalnym, samorządowym.
No właśnie, czy instytucje wrocławskie brały udział w badaniu?
– Pomysł na stworzenie diagnozy i metod w niej zastosowanych wypracowaliśmy wspólnie z Biurem ds. równego traktowania miasta Wrocławia. Jego szefową jest Alina Szeptycka, pełnomocniczka prezydenta Wrocławia ds. równego traktowania. Ma ona zresztą przeszłość w organizacjach pozarządowych, zajmowała się wspieraniem społeczności LGBTQ+ oraz dostępnością tekstów kultury dla osób niesłyszących.
Dodatkowo prace zostały wsparte finansowo przez Urząd Miasta, w kwocie 10 tysięcy złotych. Nie było to oczywiście wystarczające, musieliśmy poświęcić sporo pracy wolontariackiej, by wszystko się udało, tym niemniej był to znak, że jest to istotne dla samorządu.
Po przygotowaniu raportu stworzyliśmy też wspólnie plan, do kogo w różnych instytucjach miejskich będziemy próbowali z nim dotrzeć. Wysyłka maili w tej sprawie jest już za nami, a Alina dalej nas wspiera w tym, byśmy mogli spotkać się z różnymi osobami i rozmawiać z nimi nie tylko o wynikach, ale też o tym, co konkretnie można zrobić, by zwiększyć poczucie bezpieczeństwa w naszym mieście.
Jakie są zatem rekomendacje, które by to umożliwiły?
– Główną jest to, by miasto głośno powiedziało, że zauważa problem przemocy motywowanej uprzedzeniami i chce mu przeciwdziałać, wspierając ludzi i zwiększając bezpieczeństwo.
Mamy jednak bardziej szczegółowe rekomendacje. Na przykład stworzenie wielojęzycznych punktów wsparcia, do których osoby doświadczające przemocy mogłyby się zgłaszać. One mogłyby potem współpracować ze służbami, dzięki czemu wzajemnie by się to uzupełniało. Jako Nomada robimy coś takiego, dlatego też służymy wiedzą i doświadczeniem. Tym bardziej, że Wrocław jest bogatym miastem, ma różne instytucje, więc widzimy możliwość, by zrobić to na znacznie większą skalę.
Inną rzeczą, na której nam zależy, są szkolenia dla różnych grup zawodowych. Kiedyś robiliśmy je dla osób pracujących w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacji, głównie kierowczyń i kierowców. Znów więc jest to coś, co jak najbardziej da się zrealizować.
Chcielibyśmy też stworzenia mapy miejsc szczególnie niebezpiecznych. Nie chodzi o to, żeby wskazywać dzielnice, które są „złe”, tylko zastanowić się wspólnie z lokalną społecznością i instytucjami, jak Centra Aktywności Lokalnej, co można zrobić, by sytuacja się zmieniła.
Czy jest coś, na co Urząd Miasta już w jakiś sposób odpowiedział?
– W pierwszej kolejności zgodził się na przygotowanie szeroko zakrojonych kampanii społecznych. Jesteśmy na etapie wspólnego ich przygotowywania, szukania funduszy i mam nadzieję, że w tym roku uda się to zrealizować. Idealnie byłoby wystartować przed początkiem roku akademickiego, bo wtedy też często dochodzi do przemocy motywowanej uprzedzeniami, której doświadczają osoby studenckie.
Czyli Urząd jest jakoś otwarty na rekomendacje?
– Na pewno mamy wspomniane wsparcie Biura ds. równego traktowania. Jednocześnie, jak dotąd,
na maile z wynikami raportu nikt nie odpowiedział. Nie jest to jednak coś, co by nas zaskoczyło. Z naszego doświadczenia wynika, że te tematy nie są „wygodne”, tym bardziej, że dla miasta takiego, jak Wrocław istotny jest też wizerunek. Jeżeli zacznie się głośniej mówić o problemie, to powstanie wrażenie, że „we Wrocławiu biją”.
Dlatego też staramy się jak najwięcej o naszym raporcie mówić i nieco inaczej budować narrację. Nie pod kątem „jest beznadziejnie, miasto nic nie robi”, tylko raczej „to kwestia bezpieczeństwa wszystkich osób tu mieszkających i odporności wspólnoty, którą tworzymy”. Ta wspólnota zawsze była różnorodna i będzie jeszcze bardziej, bo migracji będzie więcej. A do tego w którymś momencie wojna w Ukrainie będzie zamrożona lub się skończy, co może oznaczać przyjazd do Polski wielu weteranów wojennych, którzy będą chcieli połączyć się z bliskimi. To mogą być żołnierze z PTSD, którym nie spodoba się to, że ich dziecko doświadcza przemocy rówieśniczej w szkole. Radykalne postawy będą pojawiać się po obu stronach, a to może przynieść o wiele więcej przemocy motywowanej uprzedzeniami. Jeżeli nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z tym na poziomie państwa i korektą obowiązujących przepisów, chcemy, żeby przynajmniej samorząd się tym mocniej zainteresował i zajął.
Wspomniana kampania społeczna pokazuje, że to chyba w jakimś stopniu możliwe.
– Wiadomo, chcielibyśmy przede wszystkim wielojęzycznych punktów wsparcia, ale kampania też nas cieszy. Potencjalnie może zwiększyć świadomość, a to z kolei może przełożyć się na to, że wzrośnie potrzeba realizacji innych rekomendacji.
Jak Twoim zdaniem należy współpracować z samorządem, by różne rzeczy dało się zrobić?
– Z siedemnastoletniej perspektywy działania łatwo to mówić, ale warto pamiętać o kilku rzeczach. Po pierwsze, należy być wiernym swoim wartościom. Jako Nomada sprzeciwiamy się przemocy, rasizmowi, nienawiści, ksenofobii. Mieliśmy w związku z tym okresy trudnych relacji z Urzędem, bo np. głośno sprzeciwialiśmy się wysiedlaniu rodzin romskich z nieformalnych osiedli. Jednocześnie poprzez naszą trwałość pokazujemy, że znamy się na tych tematach, jesteśmy w tym wiarygodni, a to jest istotne.
Po drugie warto przy tym wszystkim szukać sojuszniczek i sojuszników. To nie musi być konkretnie tak wysoko postawiona osoba, jak pełnomocniczka ds. równego traktowania. Przykładowo można mieć dobrą współpracę z Centrum Interwencji Kryzysowej, lokalnym komisariatem, domem kultury, uczelnią, szkołą, małymi przedsiębiorcami. Kiedy ma się szeroką sieć kontaktów, jest się bardziej zakorzenionym w społeczności, a przez to łatwiej jest odpowiednio tworzyć opowieść, która znajduje posłuch wśród decydentek i decydentów.
Dobrym przykładem niech będzie to, co wydarzyło się dziesięć lat temu. Ze względu na wojnę w Syrii, do Polski przybyły wiele uchodźczyń i uchodźców, atmosfera była napięta, co doprowadziło do islamofobicznych ataków. Jednym z nich było wybicie szyby w knajpie serwującej inne niż polskie potrawy. Mieszkanki i mieszkańcy odpowiedzieli na to, piekąc ciasta oraz robiąc zrzutkę na wstawienie nowej szyby. Ta historia pozwoliła z jednej strony zdjąć odium ofiary z osób narażonych na przemoc motywowaną uprzedzeniami, pokazać solidarność z nimi, z drugiej zwrócić uwagę na to, że doprowadziło to do czegoś dobrego i ważnego dla mieszkających blisko ludzi.
Znów więc nie jest to oskarżanie Urzędu o coś, tylko pokazanie, że to jest istotne dla społeczności lokalnej, że ułatwia rozmowę na ten temat.
Z długoletniej perspektywy zajmowania się tymi tematami mogę powiedzieć, że takie podejście działa, coś się zmienia na lepsze i inaczej się patrzy we Wrocławiu na przemoc.
Do tej przemocy jednak dochodzi, jest jej sporo, a może być więcej. Tym bardziej dobrze byłoby, gdyby miasto się tym mocniej zajęło.
– Zdecydowanie tak. Po to jest nasz raport i gotowość do współpracy z Urzędem, bo mógłby on w którymś momencie nawet zacząć zachęcać inne miasta, by przyjrzały się problemowi, pokazując sprawdzone już rozwiązania. Koniec końców chodzi przecież o wspólnotę mieszkanek i mieszkańców, zwiększanie bezpieczeństwa, budowanie odporności, siły i spójności. Tylko dzięki temu społeczeństwo i miasto będą się rozwijać.
Raport Stowarzyszenia Nomada „Zobacz, Zrozum, Zareaguj – diagnoza przemocy motywowanej uprzedzeniami we Wrocławiu” znaleźć można tutaj: https://nomada.info.pl/zobacz-zrozum-zareaguj-diagnoza-przemocy-motywowanej-uprzedzeniami-we-wroclawiu
Maciej Mandelt: zajmuje się komunikacją strategiczną i rzecznictwem w Stowarzyszeniu Nomada we Wrocławiu. Z organizacją jest związany od ponad dekady. Zaczynał od bezpośredniej pracy z romskimi rodzinami z Rumunii, później współtworzył strategię fundraisingową stowarzyszenia, a w latach 2017–2023 był członkiem zarządu i prezesem. Dziś współprowadzi działania komunikacyjne i rzecznicze Nomady, koncentrując się na prawach człowieka, migracji oraz przeciwdziałaniu przemocy motywowanej uprzedzeniami.
W swojej pracy łączy doświadczenie organizacyjne, perspektywę praw człowieka i myślenie strategiczne. Interesuje go komunikacja odpowiedzialna, praktyczna i zakorzeniona w realnym kontakcie z osobami z doświadczeniem migracji. Poszukuje języka, którym da się mówić o sprawach skomplikowanych i złożonych w sposób zarazem przystępny i precyzyjny. Szuka takiego sposobu opowiadania o prawach człowieka, który w warunkach polaryzacji, dezinformacji i przemocy cyfrowej nie upraszcza rzeczywistości, lecz wzmacnia zaufanie, dostępność i bezpieczeństwo. Bliskie są mu perspektywy antyrasistowska i dekolonialna, szczególnie tam, gdzie pomagają budować komunikację bardziej uważną, godnościową i sprawiedliwą.
Kluczowe zasady współpracy z Urzędem Miasta
| Obszar | Zalecenia i dobre praktyki |
|---|---|
| Wartości | Pozostań wierny swojej misji. Nawet jeśli prowadzi to do okresowych napięć (np. sprzeciw wobec wysiedleń), konsekwencja buduje wiarygodność organizacji w oczach decydentów. |
| Budowanie sieci | Szukaj sojuszników na różnych szczeblach. Nie ograniczaj się do pełnomocników – współpracuj z domami kultury, lokalną policją, uczelniami i małymi przedsiębiorcami. |
| Język komunikacji | Zmień narrację z oskarżycielskiej na konstruktywną. Zamiast mówić „miasto nic nie robi”, podkreślaj, że bezpieczeństwo mniejszości to „odporność wspólnoty i wspólny interes wszystkich mieszkańców”. |
| Wiarygodność | Postaw na trwałość i ekspertyzę. Długoletnia obecność w temacie i rzetelne badania (jak raport Nomady) sprawiają, że organizacja staje się dla urzędu niezbędnym partnerem merytorycznym. |
| Lokalne zakorzenienie | Twórz „opowieści”, które rezonują ze społecznością. Przykład solidarności mieszkańców po ataku (np. wspólne pieczenie ciast) silniej wpływa na decydentów niż suche statystyki. |
| Inicjatywa | Wychodź z gotowymi rozwiązaniami. Urząd chętniej angażuje się w projekty, które mają już wypracowaną metodologię (np. gotowe plany szkoleń dla kierowców MPK czy kampanii społecznych). |
Źródło: informacja własna ngo.pl