Integracja to nie asymilacja. Anna Dąbrowska o tym, jak samorządy i organizacje mogą wspólnie pracować nad integracją [wywiad]
Integracja osób z doświadczeniem migracji i uchodźstwa pojawia się w debacie publicznej głównie przy okazji kryzysów. Co dzieje się potem, gdy nowi mieszkańcy zostają? Anna Dąbrowska ze stowarzyszenia Homo Faber postanowiła odpowiedzieć na to pytanie praktycznym przewodnikiem dla instytucji publicznych, organizacji pozarządowych i wszystkich zainteresowanych budowaniem lokalnych wspólnot. W rozmowie o publikacji „Wejście do miasta" pytamy czym naprawdę jest integracja oraz jak zrobić pierwszy krok, nie czekając na idealny system.
Julia Kaffka, ngo.pl: – Jak na ten moment wygląda włączanie do lokalnych wspólnot osób z doświadczeniem migracji i uchodźstwa? Jakie są braki w polityce krajowej czy samorządowej?
Anna Dąbrowska, Stowarzyszenie Homo Faber: – Jedną z podstawowych barier jest brak jasnego zapisu w ustawie o samorządzie gminnym, który wprost wskazywałby, że gminy mogą zajmować się migracją. W praktyce wiele z nich już to robi, ale często towarzyszy im niepewność, związana z obawą czy mieszczą się w swoich kompetencjach i jak ich działania zostaną ocenione na poziomie centralnym.
Drugim, równie istotnym ograniczeniem jest klimat polityczny wokół migracji. Od lat temat jest źródłem napięć – od sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, przez zawieszenie prawa do azylu i bezprawne deportacje, po wygaszanie pomocy dla osób uciekających przed rosyjską agresją. Trudno więc o odważne, długofalowe decyzje. Samorządy często działają ostrożnie, obawiając się zarówno reakcji społecznych, jak i politycznych konsekwencji.
Do tego dochodzi sposób, w jaki państwo projektuje polityki integracyjne, czyli w formie centralnych dokumentów. Tymczasem większą skuteczność mogłoby przynieść odwrócenie tej logiki: państwo wyznacza ramy, zapewnia narzędzia i finansowanie, a realne rozwiązania powstają lokalnie – tam, gdzie można najlepiej ocenić konkretne potrzeby.
Zmiana musi zajść równolegle na kilku poziomach – w prawie, w działaniach samorządów i w społecznych wyobrażeniach o tym, czym w ogóle jest integracja.
Wspólna praca, a nie bierna obserwacja
Czym więc jest integracja?
– W wielu miejscach nadal funkcjonuje przekonanie, że integracja wygląda tak: „oni” muszą się narobić i wykazać, a „my” mamy się temu bacznie przyglądać i nagrodzić ich trud, na przykład możliwością uzyskania polskiego obywatelstwa. Nowoczesne podejście do integracji wygląda zupełnie inaczej.
Oczywiście osoba, która przyjeżdża do Polski – migrant czy uchodźca – ma przed sobą ogrom pracy. Musi odnaleźć się w nowym kraju, nauczyć języka, zrozumieć zasady funkcjonowania społeczeństwa. Ale to nie oznacza, że mamy tylko biernie się przyglądać, jak ktoś poprawnie wymawia „chrząszcz brzmi w trzcinie”.
Równie dużo pracy jest po stronie społeczeństwa przyjmującego i właśnie o tym opowiada ten podręcznik: o odpowiedzialności, która nie leży wyłącznie po jednej stronie.
Chcę odczarować dwa mity. Pierwszy: że integracja to tylko kibicowanie z dystansu. Drugi: że chodzi w niej o asymilację – o to, żeby ludzie stali się trochę bardziej podobni do nas. Celem powinno być wymyślenie na nowo, jak chcemy razem funkcjonować – my wszyscy, którzy jesteśmy częścią danej wspólnoty.
Podręcznik dla decydentów i sektora społecznego
Kto powinien przeczytać Twój podręcznik?
– „Wejście do miasta" nie jest gotowym rozwiązaniem ani instrukcją krok po kroku. To narzędzie, które pomaga uporządkować zarządzanie procesami integracji i zrozumieć, od czego w ogóle zacząć.
Już na samym początku piszę, że w myśleniu o zintegrowanym mieście warto widzieć i odróżniać narzędzia od celów oraz mechanizmy od procesów. Możemy tworzyć instytucje (narzędzia), ale bez mechanizmu koordynacji i spięcia ich w system będą mało użyteczne. Bez wyznaczenia celów trudno będzie zaprogramować proces.
Podręcznik powstał przede wszystkim z myślą o samorządowcach: prezydentach miast, burmistrzach, wójtach oraz osobach pracujących w lokalnych strukturach, na przykład w wydziałach spraw społecznych czy oświaty. Ale równie ważnymi odbiorcami są organizacje pozarządowe, które na co dzień dowożą wiele z zadań procesu integracyjnego.
Najważniejsze jest zrozumienie, że integracja nie dzieje się od razu i sama. Nie da się stworzyć sprawnego systemu w kilka miesięcy ani zamknąć go w ramach jednego projektu. To proces wymagający czasu, współpracy i gotowości różnych środowisk do wspólnego działania.
Dlatego pierwszym krokiem nie powinno być budowanie idealnego modelu, ale stworzenie prototypu – sprawdzenie w praktyce co działa, co wymaga poprawy i jak stopniowo rozwijać rozwiązania, które naprawdę odpowiadają na lokalne potrzeby.
Od Gandawy po polskie podwórka: szukanie dobrych wzorców
Jakie rozwiązania – polskie lub zagraniczne – są dobrymi praktykami w zakresie integracji?
– Premiera podręcznika zbiegła się z rządową propozycją ogólnopolskiej polityki integracji oraz głośną debatą wokół Centrów Integracji Cudzoziemców. Wobec obu tych inicjatyw mam pewne uwagi. Wprowadzając ogólnopolski system nie przeprowadzono wcześniej diagnozy, w ramach której można było sprawdzić co już działa – a wiemy, że w wielu samorządach przez ostatnie lata wykonano naprawdę jakościową pracę, zarówno wokół tworzenia serwisów, jak i wokół ich skoordynowania.
To dzięki Urzędowi Miasta Lublin dołączyłam do projektu CONSOLIDATE, organizowanego przez Eurocities i Migration Work, po którym podjęłam decyzję o napisaniu „Wejścia do miasta”. Miałam okazję zobaczyć różne systemy włączania w kilku europejskich miastach. Niezwykle interesujący jest dla mnie przykład Gandawy w Belgii, która robi to od ponad pięćdziesięciu lat. Mogłam pochylić się nad tym od czego zaczynali, co zmienili, gdzie są teraz, gdzie chcieliby być. Ale widziałam też miasta, które dopiero co stanęły przed pytaniem: „a właściwie co teraz”
Wola polityczna i odczarowanie strachu
To „co teraz”? Co musiałoby się zmienić, żebyśmy mieli jakościową integrację w polskich gminach?
– Po pierwsze – kluczowa jest wola polityczna ludzi, którzy mają moc, żeby powiedzieć: „dobra, wymyślmy to”. Nie ad hoc i kryzysowo, ale planowo. Ludzi, którzy zobaczą zmianę populacyjną i zareagują na nią po gospodarsku, wychodząc jej naprzeciw oraz zarządzając nią tak, aby służyła wszystkim mieszkańcom, a nie tylko tym o polskim pochodzeniu.
Nie opowiadajmy sobie dystopijnych historii, opowiedzmy sobie o tym, co mogłoby się wydarzyć, żebyśmy mogli dobrze ze sobą funkcjonować.
Jak komunikować mieszkańcom, że nic nie stracą na tym, że samorząd wesprze ich nowych sąsiadów i że wręcz przeciwnie – mogą na tym zyskać, jako wspólnota?
–
Za frazą „przyjadą i nam zabiorą" kryje się strach – staram się z nim empatyzować, bo trzeba go oswajać i myśleć o tym, czego ludzie w związku z nim potrzebują. A potrzebują spokoju, stabilności, poczucia, że nadal będą u siebie, że wspólnota się zmienia, ale że nadal mają na nią wpływ.
Obrazki płonących przedmieść, które serwują nam niektórzy politycy, mogą urzeczywistnić się właśnie wtedy, kiedy będziemy marginalizować i wykluczać osoby z doświadczeniem migracji i uchodźstwa, bo to właśnie wzmaga niepokoje społeczne. Musimy dążyć do tego, żeby ludzie zrozumieli, jak kluczowe jest włączanie i angażowanie nowoprzybyłych.
Jestem fanką samorządu – uważam, że władza najbliższa ludziom ma najwięcej narzędzi, żeby realnie zmieniać życie mieszkańców. I tu dochodzimy do kluczowego słowa: „mieszkaniec”. Jeśli mieszkaniec to po prostu osoba zamieszkująca daną gminę – a tak jest w świetle prawa – to w tej definicji mieszczą się także osoby z doświadczeniem migracji i uchodźstwa. A to oznacza, że samorząd ma wobec nich dokładnie te same obowiązki, co wobec wszystkich innych: musi zapewnić usługi i dobra, do których mają prawo. To ta sama logika, co przy dostosowaniu miasta do potrzeb osób z niepełnosprawnościami czy seniorów. Osoby z doświadczeniem migracji powinny być traktowane na tej samej zasadzie.
W podręczniku dużo piszę o tym że integracja kosztuje, ale się opłaca.
Zmieniajmy instytucje, a nie twórzmy getta usług
W jakie modele powinniśmy inwestować? Czy popularny One Stop Shop to najlepsze rozwiązanie?
– Wiele lat temu byłam w pierwszym One Stop Shopie w Portugalii, który stał się modelowym rozwiązaniem promowanym przez Unię Europejską, jeśli chodzi o koordynację usług dla migrujących osób. To fizyczny budynek, w którym można opowiedzieć o swoich wyzwaniach, a ludzie wydelegowani z urzędów i instytucji pomagają załatwić wszystkie sprawy w jednym miejscu.
Z jednej strony wspaniały pomysł – prosty i szybki. Z drugiej – mam wątpliwości co do tego modelu oraz wzorowanych na nim Centrów Integracji Cudzoziemców. Ważniejsze od usadzenia wszystkich urzędników w jednym miejscu jest to, żeby dostosowywać usługi tam, gdzie są świadczone. Tak jak budujemy rampy przy urzędach dla osób z niepełnosprawnościami albo prowadzimy szkolenia dla urzędników pracujących z osobami Głuchymi. Kiedy tworzymy wydzielone usługi tylko dla cudzoziemców, to wtedy urząd się nie zmienia – zmienia się ten jeden pracownik, który siedzi w centrum, a cała reszta systemu pozostaje taka sama.
Nie robimy osobnej szkoły dla migrantów. To dlaczego urząd? Moim zdaniem powinniśmy zmieniać miasto i instytucje, a nie wyseparowywać specjalne przestrzenie tylko dla migrantów – chodzi o to, żeby instytucje umiały sprawnie zarządzać i delegować sprawy.
Jak w takim razie powinno wyglądać tytułowe „wejście do miasta”?
– Chodzi o stworzenie miejsca, którego zadaniem jest przede wszystkim powiedzenie: dzień dobry, miło cię widzieć, z czym przychodzisz? Część rzeczy można załatwić na miejscu, ale część przez system referowania i skoordynowane usługi.
Drugi moment, kiedy takie miejsce jest potrzebne, to sytuacja kryzysowa. Kiedy osoba jest w kryzysie, może do nas przyjść, a my kierujemy ją do konkretnych instytucji – nie dublując ich pracy, ale skutecznie wspierając w tym, żeby dostała właściwą pomoc.
Dlatego podtytuł tej książki brzmi „jak budować mechanizm koordynacji". Ważniejsze niż wsadzenie wszystkiego do jednego miejsca jest to, żeby usługi umiały skutecznie odsyłać między sobą ludzi.
Apel do organizacji społecznych: podajcie to dalej!
Co chciałabyś, żeby organizacje pozarządowe zrobiły z tym podręcznikiem?
– Przeczytały go uważnie, a potem podały dalej – w tym swoim samorządowczyniom i samorządowcom. Jeśli się spotkają choćby w jednym z punktów, to super, od tego zacznijmy! Cała reszta też przyjdzie. Odwagi!
Anna Dąbrowska – w stowarzyszeniu Homo Faber działa od 2005 roku, a od 2011 roku pełni funkcję prezeski. W latach 2021-25 pełniła funkcję współprzewodniczącej Konsorcjum Migracyjnego. Przez 8 lat była koordynatorką projektu Witamy w Lublinie, którego głównym celem było testowanie narzędzi integracyjnych na poziomie miasta. Ukończyła Szkołę Praw Człowieka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Instytutu Nauk Prawnych PAN, a także kurs trenerski Stowarzyszenia Trenerów Organizacji Pozarządowych (STOP). Jest absolwentką programu Departamentu Stanu USA: International Visitor Leadership Program (IVLP 2024).
Źródło: inf. własna ngo.pl