Polaryzacja polityczna, osłabione więzi sąsiedzkie, rosnące poczucie niepewności - to wyzwania, z którymi mierzą się dziś lokalne wspólnoty. Czy empatia może stać się realnym narzędziem wzmacniania odporności społecznej? W rozmowie Paweł Łukasiak i Jac Jakubowski zastanawiają się, jak budować relacje mimo różnic, dlaczego strach nie jest najlepszym motywatorem do zacieśniania więzi społecznych oraz jaką rolę odgrywają wolontariat i filantropia?
Paweł Łukasiak: – Stoimy przed ogromnym wyzwaniem, jakim jest budowa odporności społecznej wspólnot lokalnych w dzisiejszej rzeczywistości. Jednocześnie, rozmawiając z przedstawicielami lokalnych organizacji, często słyszymy, że wielkim zagrożeniem dla tego procesu jest polaryzacja polityczna. Tym głosom towarzyszy brak wiary w znalezienie sposobu na jej zatrzymanie. Z drugiej strony to właśnie empatia może być jedną z dróg – postawą, która okaże się skutecznym rozwiązaniem. Jakie jest twoje zdanie w tej sprawie?
Jac Jakubowski: – Mam wrażenie, że nasze wspólnoty lokalne są obecnie podzielone na różne sposoby. Polaryzacja polityczna jest takim widocznym „wrzodem”, ale pod nią kryją się inne destrukcyjne procesy. Przede wszystkim ludzie coraz słabiej identyfikują się dziś z lokalną społecznością. Coraz częściej funkcjonują w innych wspólnotach: mają grupy przyjaciół, sieci relacji związane z pracą czy szkołą, a młodzi coraz więcej uwagi poświęcają znajomościom nawiązywanym i podtrzymywanym w Internecie. Dwa przykłady. W jednej miejscowości wokół programu przeciwdziałania biedzie udało się zgromadzić wszystkie ważne postacie w gminie: dyrektorów szkoły i domu kultury, szefową lokalnego OPS-u, przedsiębiorców, księdza, działaczy społecznych. W pewnym momencie pracowniczka ośrodka pomocy społecznej powiedziała: „przed programem właściwie się nie znaliśmy…”.
Na nasze zdziwione miny – jak to możliwe w małej wiejskiej gminie? – uświadomiła nam, że dyrektor szkoły funkcjonował głównie w świecie regionalnej oświaty, szefowa OPS-u w środowisku pomocy społecznej, a biznes w swoich gremiach branżowych. Inny przykład: młodzież z niewielkiej gminy opowiadała o programie aktywizacji, który ich zintegrował, bo… wcześniej się nie znali. Jak to – młodzi z sąsiednich wsi? Okazało się, że każdy chodził do innej szkoły, tam spędzał większość czasu, tam miał przyjaciół. Ludzie, nawet w małych społecznościach często po prostu się nie znają. Wtedy każda inność, także polityczna, łatwo staje się osią podziału i sposobem budowania poczucia „my” przeciwko „im”. W większych tym bardziej. Samotność, wyobcowanie. Budowanie relacji ze znajomymi w Internecie, praca zdalna, depresje młodych i wyobcowanie seniorów. I nachalne „pozyskiwanie” elektoratu – najlepiej przez pokazywanie, jacy ci inni są źli i głupi.
Wszelkie projekty, które dają możliwość zaangażowania się i budowania empatycznej współpracy wokół wspólnej sprawy oraz tworzą długofalowe relacje, mogą stać się fundamentem systemu odporności społecznej.
Pozwalają działać razem mimo różnic poglądów czy identyfikacji politycznych na rzecz ważnych, uniwersalnych dla wszystkich zagadnień ponad podziałami.
P. Ł.: – W myśleniu o budowie odporności społecznej wśród wielu jej propagatorów dominuje argumentacja oparta na zagrożeniach, kryzysach czy nawet wojnach. Jednym słowem – motywacją ma być strach. Tymczasem z naszego doświadczenia wiemy, że to dobro wspólne i empatia skłaniają ludzi do dzielenia się zasobami i czasem. Którą z tych dróg powinniśmy iść, by skutecznie wzmacniać lokalne wspólnoty?
J.J.: – Strach jest emocją naturalną – mobilizuje nas do ucieczki albo walki. W procesie budowania odporności społecznej wskazywane zagrożenia są realne, ale przyszłe, w danym momencie jeszcze „nie-dziejące się”. Jest ich też wiele i są różnorodne, co może rodzić ogólny, obezwładniający lęk, objawiający się obniżeniem nastroju, pasywnością czy unikaniem działania. Warto dodać, że większość ludzi i bez tych wizji zagrożeń na co dzień doświadcza lęku: z powodu stereotypów wychowawczych, przemocy w szkole, wyzwań materialnych, ryzyka utraty pracy czy wszechobecnej „niepewności jutra”. Motywowanie do działania przez akcentowanie zagrożeń zwiększa napięcie. Jeśli bywa skuteczne, to raczej krótkoterminowo – mobilizuje do zrywów, pilnych działań i palącego zażegnania kryzysu, również do działań pozornych, które mają uspokoić, a nie realnie zabezpieczyć w dłuższej perspektywie. Jestem przekonany, że odporność społeczną trzeba budować w oparciu o dobrze przygotowane programy społeczne, w których sąsiedzi i sąsiadki robią coś razem dla dobra wspólnego – nawet jeśli chodzi o ludzi mieszkających przypadkiem przy jednej ulicy, przedsiębiorców z różnych branż działających na tym samym terenie czy osoby chcące tworzyć ciekawe propozycje dla młodzieży. Organizacje pozarządowe, samorządy i nowoczesny biznes – często także aktywne społecznie firmy rodzinne – mają duże doświadczenie w budowaniu kapitału społecznego, czyli sieci relacji opartych na zaufaniu. Nawet działania wokół budowy schronu mogą stać się polem współpracy i empatycznych kontaktów, bazą tzw. rezyliencji społecznej.
P. Ł.: – Jednym z filarów odporności społecznej, w moim rozumieniu, są wolontariat i filantropia. Czy istnieje bezpośredni związek między nimi a empatią?
J.J.: – Wbrew stereotypom empatia to naturalna, podstawowa cecha naszego mózgu. Wyczuwanie stanu emocjonalnego drugiego człowieka czy decentracja – rozumienie cudzej perspektywy – pozwalają nam tworzyć rodziny, współpracować i uczestniczyć w życiu społecznym. Jednak „surowa empatia” może być destrukcyjna: zarażamy się cudzymi emocjami, poddajemy manipulacji, tworzymy toksyczne wspólnoty oparte na wrogości wobec innych. Naszym wyzwaniem jest osiąganie kolejnych poziomów dojrzałości empatycznej. Martin L. Hoffman w swojej książce „EMPATIA I ROZWÓJ MORALNY” pokazuje, jak wraz z jej rozwojem powstaje wewnętrzna hierarchia wartości. Dzięki niej odczuwamy satysfakcję, robiąc coś dobrego dla innych. Osoby prospołeczne są najlepszymi współpracownikami, tworzą zdrowsze relacje rodzinne i międzyludzkie, chętnie angażują się w działania na rzecz dobra wspólnego – czyli także własnego.
Wolontariat i filantropia to jedne z najważniejszych, skrystalizowanych przejawów dojrzałej empatii. Dzielenie się sobą i swoimi zasobami jest sensowne zarówno z perspektywy wspólnoty, jak i osobistej samorealizacji.
Wolontariat – nieodpłatne działanie na rzecz konkretnych osób czy środowisk – daje poczucie sprawczości i spełnienia. Filantropia, pozwala realizować głęboko uwewnętrznione wartości.
P. Ł.:– Można więc powiedzieć, że odporność społeczna rodzi się na zebraniach sąsiedzkich, w świetlicach, przy wspólnych projektach dla młodzieży, w gestach wolontariatu i decyzjach o podzieleniu się tym, co mamy. To tam – nie w sporach ideologicznych – tworzy się prawdziwa siła wspólnot. Empatia nie wyklucza różnic, ale pozwala je unieść. Nie każe myśleć tak samo, tylko uczy być i działać razem. W świecie coraz bardziej spolaryzowanym może się okazać nie miękką kompetencją, lecz najtwardszym fundamentem lokalnej odporności. Jak ją upowszechniać? Jak ją rozwijać w społecznościach lokalnych?
J.J.: – Moim zdaniem trzeba bazować na tym wszystkim, co w każdej konkretnej miejscowości się już wydarzyło. W każdej są jakieś udane programy – w oświacie, pomocy społecznej, kulturze. W każdej są działania związane z seniorami, młodzieżą, ekologią. W każdej są jakieś instytucje kultury, organizacje pozarządowe. Wszystko to trzeba wykorzystać „konsumując” dobre doświadczenia współpracy, zbudowanych relacji. Jeżeli ja bym pracował nad wzmocnieniem odporności społecznej, to przygotowałbym cykle warsztatów i wydarzeń budujące uważność empatyczną, możliwość wzajemnego wysłuchiwania swoich punktów widzenia, wspólne planowanie i realizowanie zadań. Zaangażowałbym liderów różnych projektów i instytucji do stworzenia systemu wzajemnego wsparcia na wypadek nieoczekiwanych wyzwań, kryzysów, czy trudności. Warto też takich liderów profesjonalnie przygotować do sztuki budowania przestrzeni współpracy, a nie dominacji i brania wszystkiego na siebie.
Źródło: Akademia Rozwoju Filantropii w Polsce