To zdanie pada w każdej rozmowie, gdy pytam aktywistów o współpracę z mediami.
Trzeba się wpychać
Bywają miesiące, że jednego dnia można ją usłyszeć na antenie Radia dla Ciebie, a kolejnego jest w Jedynce, Trójce czy TOK FM.
– Tak jest na przykład przed wyborami, gdy dziennikarze mediów publicznych nie mogą zapraszać kandydatów, a potrzebują kogoś, kto opowie o wyborach – tłumaczy Katarzyna Batko-Tołuć z Watchdog Polska (przez kilkanaście lat we władzach tej organizacji). – Już dawno zaczęliśmy myśleć o tym, jak za pomocą mediów kształtować opinię publiczną. Dziś jest raczej mowa o kształtowaniu opinii decydentów.
Batko-Tołuć regularnie pisze felietony do dziennika Rzeczpospolita, a Sieć Obywatelska Watchdog Polska jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich organizacji pożytku publicznego. Co przekłada się na finanse organizacji. W ostatnich latach z 1,5 proc. podatku na jej konto wpływa ponad 1,4 mln zł. Ale nie zawsze tak było.
– Przed 2016 rokiem, czyli naprawdę w zamierzchłych czasach, zaprosiliśmy naszych aktywistów do Akademii TVP. Nagrywali tam setkę, występowali w roli gościa w studiu, mieli dla siebie dziennikarza, operatora, telewizyjne studio. Jeden dzień takiego szkolenia kosztował ponad 1 tys. zł. Gdybyśmy chcieli powtórzyć to dziś, to byłby to koszt ok. 3 tys. zł. Ale wtedy niczego innego nie było, a by dobrze wypadać w mediach to też kwestia obycia. Oczywiście to się zmienia, ale nadal kamera TV robi wrażenie. Trzeba też wiedzieć, jak siąść, jak powiedzieć setkę ze świadomością, że mogą wyciąć tylko jedno zdanie – opowiada Katarzyna Batko-Tołuć,
Gdy w 2010 roku Watchdog Polska zdecydował się na kampanię skierowaną do dziennikarzy, wynajął firmę PR. Niedużą agencję, która stawiała w tej branży pierwsze kroki. To właśnie oni uczyli aktywistów języka mediów. Oraz takich relacji z dziennikarzami, by obie strony czuły się wygrane.
– My mówiliśmy o procedurach, a oni mieli bohatera – wspomina Batko-Tołuć. – Do 2010 roku tylko od wielkiego dzwonu zdarzało się, że media nas o coś zapytały, a teraz została zbudowała minibaza dziennikarzy. Obserwowałam też jak robi to Adam Bodnar, gdy był wiceprezesem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Trzeba mieć świadomość, że do mediów trzeba się wepchnąć. Tak jak robią to firmy PR-owe.
Stały monitoring mediów?
– Kiedyś sprawdzaliśmy przez google, dziś mamy wykupione narzędzie. Czasem robimy zestawienia, co się pisze, w jakim tonie, w jakich kontekstach. Robiliśmy tak na początku roku, gdy Donald Trump zablokował fundusze z US AID.
Statystyki?
– Rocznie media wspominają o nas od 350 razy do ponad tysiąca. Tak było, gdy wystąpiliśmy w roli oskarżyciela subsydiarnego w sądzie karnym przeciwko Lux Veritatis, fundacji w której zarządzie zasiadał Tadeusz Rydzyk, gdy ta nie chciała udostępnić dokumentów.
Śniadania prasowe już nie działają
– Dziennikarze nie mają dziś czasu – to zdanie pada w każdej rozmowie, gdy pytam, co się w kontaktach z mediami zmieniło.
– Kiedyś wydawało nam się, że konferencję warto połączyć ze śniadaniem prasowym, byśmy sobie wszyscy miło i swobodnie pogadali – wspomina Katarzyna Batko-Tołuć. – To się udawało, ale dziesięć lat temu. Pamiętam takie śniadanie w 2013 roku. Topowi dziennikarze przy kawie doradzali nam wówczas, jak komunikować, co zmienić. Ale gdy coś takiego zorganizowaliśmy 2-3 lata temu, to może dwie czy trzy osoby przyszły. Dziennikarze chętnie napiszą, ale jak wyślemy raport i notkę prasową mailem.
– Jest ich mniej i mają mniej czasu, by zając się jakimkolwiek trudnym tematem. Najlepiej by był prosty i szybki w realizacji – ocenia Krzysztof Jakubowski, prezes Fundacji Wolności z Lublina. FW to lokalny watchdog, organizacja strażnicza, a od kilku lat również wydawca tytułu prasowego Jawny Lublin. – Dziś to nie do pomyślenia, że dziennikarze przychodzą na naszą konferencję, na której podsumowujemy jakiś projekt, nawet tak chwytliwy jak monitoring lokalnych mediów. Może dlatego, że coraz mniej jest dziennikarzy, a coraz więcej mediaworkerów pracujących z domu? – zastanawia się.
Prześwietlając finanse miejskich spółek czy miejską Komisję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych łatwo było pozyskać uwagę lokalnych mediów.
– Zdarzało się, że nasze tematy trafiały na jedynkę Dziennika Wschodniego. Jak ten o tym, jakie kwoty darowizn przekazali na swoje partie lokalni politycy i działacze. Nasze tematy okazywały się hitowe – wspomina Jakubowski. Przyznaje, że choć nie organizuje już konferencji ani śniadań prasowych, to nadal wysyła dziennikarzom notki prasowe. Ale odzew jest praktycznie żaden.
– Kiedyś dzwonili, dopytywali albo chociaż o naszych ustaleniach napisali. Dziś zupełnie gdzie indziej jest skierowana uwaga. Nasze tematy zupełnie nie są clickbajtowe.
Prezes Fundacji Wolności przyznaje, że właśnie z tego powodu kilka lat temu powstał JawnyLublin.pl.
– By mieć swój własny kanał dotarcia z informacjami do mieszkańców, bo spadało zainteresowanie mediów tym, co robimy. Ale nie tylko tym. Kiedyś na każdej sesji rady miasta było mnóstwo dziennikarzy. Dziś jest jeden, dwóch albo wcale. A na komisjach przed sesjami rady tylko ktoś z Jawnego Lublina.
Kim dziś jest dziennikarz? I gdzie on jest?
– Nie ma jednego modelu – odpowiada Krzysztof Gorczyca, gdy pytam o „instrukcję obsługi dziennikarza”. – Spotykam się z różnymi postawami. Czasem, gdy kontakt z dziennikarzem jest wieloletni, to wiem czego się spodziewać. Mam też sporą perspektywę czasową, a tu zmieniło się bardzo dużo.
Towarzystwo dla Natury i Człowieka Gorczyca założył w 2004 roku. Misja organizacji zawiera się w trzech zdaniach „Bronimy dzikiej przyrody. Chronimy ginące dziedzictwo kultury. Promujemy etyczną konsumpcję". To pierwsze często oznacza walkę na barykadach, a bez uwagi mediów ta walka byłaby z góry przegrana.
– Ci, co piszą o kulturze to zupełnie inny świat. Tu się nie boję, że ktoś zmanipuluje mój przekaz. Ale często zajmuję się tematami, które wiążą się z konfliktem – przyznaje. - Zdarzyło mi się wylądować w sądzie, bo w mediach poszedł tylko wyrwany z kontekstu fragment mojej wypowiedzi. To był szybki tryb wyborczy. Przegrałem wtedy ten proces. Nie pomyślałem wówczas, by przedstawić w sądzie całość, skupiłem się na obronie tego jednego zdania.
Zastrzeżeń do dziennikarzy ma więcej.
–
To profesjonalne dziennikarstwo, takie które pamiętam z przełomu wieków czy z początku wieku, zanikło. Dziś jest tendencja do uproszczeń, powstają inne materiały więc i rozmowa jest inna.
Coraz rzadziej spotykam kogoś, kto chce zgłębić temat, coraz częściej dzwonią z już z góry założoną tezą. I generalnie coraz rzadziej mam do czynienia z dziennikarzami w ogóle. Jest ich po prostu mniej, Jakość tekstów też się zmieniała. Z redakcji wyrzucono korektę, z niektórych też redaktorów. Te zjawiska przestały w redakcjach funkcjonować.
– Dużo jest materiałów z tezą, ale nie wszyscy to robią – podkreśla dziennikarka publicznej rozgłośni radiowej. – Czasem wynika to z przyjętej linii redakcyjnej.
Czym jest ta „linia redakcyjna” przekonała się na własnej skórze, gdy zdjęto jej z anteny reportaż o fladze.
– To stało się za czasów rządów PiS. Za nowej władzy tak spektakularnych akcji już nie ma. Były sugestie tematów, ale tylko jako propozycje, mogłam odmówić – opowiada Agnieszka Czyżewska-Jacquement z Radia Lublin.
Jako prezeska Stowarzyszenia Grupa 17 w pracach na nową ustawą medialną postuluje m.in. utworzenie Komisji Etyki Mediów Publicznych i Karty Etyki Mediów Publicznych.
– Bardzo zdewaluowało się pojęcie dziennikarza. Dziś każdy może sobie coś nagrać i być dziennikarzem obywatelskim, blogerem, influencerem, korespondentem społecznym. I nie ma w tym nic złego, na tym opierają się też np. francuskie media, z tym że pozyskane z takich źródeł informacje są sprawdzane przez zawodowych dziennikarzy. Jak w takim BBC jest wpadka, jak ostatnio z przemówieniem Trumpa, to ludzie ponoszą konsekwencje.
Przyznaje, że złych doświadczeń ze współpracy z aktywistami nigdy nie miała.
– Ze szczytną ideą zawsze jestem na tak. Ale nigdy nie opieram się tylko na tym, co przekazują mi aktywiści. Staram się dotrzeć na miejsce, gdzie to się dzieje i chodzę z mikrofonem tak długo, aż wychodzę rozmowę ze wszystkimi. Zawsze też z góry uprzedzam, że będę rozmawiać nie tylko z lokatorami wyrzucanymi na bruk, ale też z urzędnikami i fliperem, którym im to robi.
Ładne opakowanie to za mało
Kreatywnie i sensacyjnie? Czy regularne wysyłanie notek prasowych?
– Dobrze mieć obie te rzeczy – radzi Katarzyna Batko-Tołuć. – My z agencją PR mieliśmy dobre doświadczenie, ale też dobrze trafiliśmy, oni naprawdę byli w to wkręceni. Ważna jest też nasza własna umiejętność budowania relacji, siła liderów i samego tematu. Bo nie wszystko co jest ciekawe dla nas jest też ciekawe dla dziennikarza.
– Nie używać języka grantów, dziennikarzom trzeba opowiadać historię – dodaje Krzysztof Jakubowski. - Nie „zrealizowaliśmy projekt”, ale „była u nas pani Jadzia, która ma duży problem, a my pomogliśmy jej go rozwiązać”. I nawiązywać nowe kontakty, mieć zbudowane relacje, wiedzieć co którego dziennikarza może zainteresować. W pandemii nauczyłem się nagrywać pliki audio, dziennikarzom to bardzo ułatwia pracę. Ale najładniejsze opakowanie nie wystarczy, jeśli sam temat nie będzie dla dziennikarzy interesujący.
Obok umiejętność sprzedaży mediom tematu, liczy się sam temat. Wieloletnia szefowa Watchdog Polska:
– Zdarzało się, że wystarczyło wrzucić tweeta. Tak było z umową rządu na respiratory. Natychmiast zadzwonił TVN. Skąd to mamy? Czy na pewno jest prawdziwe? Następnego dnia, pamiętam że była to sobota, cały czas nadawali „jak donosi Watchdog Polska”. Potem ta adnotacja znikła. Prawnicy stacji pewnie to sprawdzali.
Tekst powstał w ramach programu „Media Forum. Rozwój Lokalny”, wspólnego przedsięwzięcia Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Fundacji Media Forum.
Źródło: Fundacja Media Forum Rozwój Lokalny