Szkolne podwórka wciąż zbyt często przypominają betonowe place, podczas gdy powinny być systemowo zazieleniane. „Tradycyjny sad", ogólnopolski projekt edukacyjny Fundacji BOŚ dla szkół podstawowych i ponadpodstawowych, pokazuje, że można to zmienić, zaczynając od czegoś prostego: drzewa posadzonego przez ucznia.
Zieleń wokół szkół to nie fanaberia
Tym, co wyróżnia „Tradycyjny sad” jest trwałość jego efektów.
– Najbardziej lubię w tym projekcie to, że coś po nim zostaje – mówi Marta Wilczak-Klimaszewska, koordynatorka „Tradycyjnego sadu". – Najpierw uczniowie dowiadują się dlaczego sadzenie roślin jest ważne, a później sami kopią dołki i sadzą. Uczą się przy tym szacunku do przyrody.
Skala jest niemała: przez dziewięć edycji Fundacja BOŚ przyznała ponad tysiąc grantów, dzięki którym szkoły posadziły blisko 7 tysięcy drzew. Początkowo stawiano na stare odmiany, stopniowo wypierane przez sady przemysłowe. Z czasem Fundacja zmieniła strategię i położyła nacisk na adaptację do zmian klimatu. Monitoring najstarszych sadów pokazał bowiem, że same drzewka to za mało – susze są coraz dotkliwsze i nie wszystkie nasadzenia przeżywają. Aby zatrzymać wodę w glebie trzeba sadzić więcej i bardziej różnorodnie. Dlatego dziś szkoły tworzą raczej zielone oazy, niż klasyczne sady. Korzyści z takich ogrodów wykraczają daleko poza owoce.
– Zieleń jest magazynem wody oraz chroni przed upałem, pyłem i hałasem. W roku szkolnym jest coraz więcej dni z wysokimi temperaturami – potrzebna jest przestrzeń, gdzie można wyjść na lekcje i usiąść na trawie pod drzewami – dodaje Przemysław Radwan-Röhrenschef, członek zarządu Fundacji BOŚ.
„Tradycyjny sad” uczy o adaptacji do zmian klimatu, ale niesie też szersze przesłanie: zieleń wokół szkół to konieczność, a nie fanaberia. Zazielenianie placówek było zresztą tematem przewodnim jednego z seminariów Fundacji BOŚ – cyklu spotkań, podczas których przy jednym stole zasiadają przedstawiciele szkół, urzędów, ministerstw czy organizacji pozarządowych. Wnioski z tej rozmowy zebraliśmy w osobnym artykule: Dlaczego otoczenie polskich szkół musi się zazielenić? Kulisy seminarium Fundacji BOŚ.
Jak pisaliśmy we wspomnianym tekście: zielono-niebieska infrastruktura jest niezbędna tak samo, jak dach czy ogrzewanie. Dlatego „Tradycyjny sad”, obok wartości edukacyjnej, jest również impulsem dla samorządów, by zaczęły myśleć o zieleni wokół budynków użyteczności publicznej: szkół, szpitali, domów kultury. Zanim działania tego typu na dobre wpiszą się w planowanie przestrzenne, dzięki Fundacji BOŚ część polskich szkół zazielenia się oddolnie.
„Tradycyjny sad” od kuchni
Projekt „Tradycyjnego sadu” jest bezpłatny i ma ogólnopolski zasięg. W jego ramach nauczyciele otrzymują gotowe scenariusze lekcji o adaptacji do zmian klimatu, bazę wiedzy oraz grant na zielony zakątek przy szkole. Na początku uczniowie poznają rolę terenów zieleni i uczą się, jak założyć ogród oraz jak go pielęgnować. Później przekuwają tę wiedzę w praktykę.
Co istotne wszystkie materiały edukacyjne są dostępne na stronie tradycyjnysad.pl – także dla osób spoza projektu. Jest tam również mapa założonych już sadów, na której można sprawdzić czy jakiś powstał w pobliżu.
Co dzieje się między pierwszą lekcją a pierwszym owocem? Opowiedzieli nam o tym nauczyciele i nauczycielki ze szkół w Rucianem-Nidzie, Olszanach, Konstancinie-Jeziornie, Pieczyskach, Spytkowicach, Skawie, Liczu, Poznaniu oraz Przemyślu.
Z ławki do łopaty
– Największą frajdę sprawiły uczniom wspólne nasadzenia. Zamiast siedzieć w ławkach, mogli wyjść w teren, wziąć do rąk szpadle i własnoręcznie posadzić drzewa – opowiada Krzysztof Zamojski ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Rucianem-Nidzie. – Większość naszych uczniów mieszka w mieście i na co dzień nie ma okazji pracować z takimi narzędziami. Najbardziej cieszy mnie jednak to, że poczuli odpowiedzialność za efekty swojej pracy. Już następnego dnia po nasadzeniach dwóch chłopców przyszło powiedzieć, że idą podlać drzewka, bo – jak sami stwierdzili – „przecież trzeba o nie dbać”. To pokazuje, że takie działania uczą nie tylko teorii, ale także odpowiedzialności i troski o wspólne dobro.
Historie z wielu szkół dowodzą, że uczniowie nie traktują opieki nad sadem, jak karę czy nudny obowiązek, a wręcz przeciwnie – jak nagrodę lub atrakcję. Zainteresowanie projektem w Szkole Podstawowej w Olszanach było tak duże, że Karolina Sikora do współpracy zaangażowała całą szkołę:
– Wszyscy sadzili i podlewali – od pierwszej do ósmej klasy. Na każdym etapie programu uczniowie ciągle dopytywali kiedy kolej ich grupy na pracę z drzewkami, czy coś jeszcze trzeba zrobić albo jak zabezpieczymy sad przed zimą. Obserwowałam jak uczniowie uczyli się pracy w zespole, kiedy wzajemnie motywowali się do opieki nad naszym ogrodem.
– Tyle się mówi, że dzisiejsza młodzież jest apatyczna. Moim zdaniem, jeśli ma obok siebie dorosłego, który również się angażuje, a nie tylko „rozkazuje”, to szybko okazuje się, że rąk do pracy jest wiele – podsumowuje Dorota Jasiak, która koordynowała projekt w dwóch szkołach: w Konstancinie-Jeziornie i Pieczyskach.
Zaangażowanie często wykraczało poza ramy programu. Teren pod sad grupa Doroty Jasiak mierzyła w ferie, w śniegu po kolana, a gdy wykorzystano wszystkie środki z grantu, część uczniów zaczęła dokładać się do ogrodu z własnej inicjatywy – chętni przynosili choćby lawendę dla zapylaczy. Ogród na stałe wpisał się w życie szkolnej społeczności. Tradycją jest już to, że w październiku powstają zupy czy placuszki z tego, co uczniowie sami wysiali i wypielęgnowali.
– Pierwsze, co słyszę, kiedy wchodzę do szkoły to pytanie: „proszę pani, pójdziemy podlewać drzewka?". To szczególnie budujące w czasach, w których większość dzieci na pytanie „skąd są warzywa?” odpowiada, że z supermarketu – śmieje się Dorota Jasiak.
„Czy przyjdziemy tu z własnymi dziećmi?"
Dla wielu uczniów możliwość pracy w ogrodzie okazała się czymś naprawdę ważnym i wyjątkowym. Uczniowie biorący udział w tegorocznej edycji na finalne efekty swoich wysiłków poczekają kilka lat – być może niektórzy zdążą do tego czasu opuścić mury szkoły. Wbrew pozorom ten fakt nie demotywuje uczniów. W związku z tym, że w „Tradycyjnym sadzie” część teoretyczna poprzedza część praktyczną, uczniowie rozumieją, że adaptacja do zmian klimatu to działania rozłożone na lata.
– Kiedy uczniowie przeczytali, że drzewa zaowocują dopiero za kilka lat, zapytali: „to jak będziemy dorośli, możemy tu kiedyś przyjść z własnymi dziećmi?". Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że myślą w ten sposób o swojej przyszłości i że w „Tradycyjnym sadzie” zobaczyli coś, co będzie dla nich wartością za 5 czy 10 lat – przyznaje Dorota Jasiak.
Pod koordynacją Anety Karcz, uczącej w Skawie i Spytkowicach, odbyło się już osiem edycji „Tradycyjnego sadu”, w ramach których posadzono kilkadziesiąt drzew.
– Na pierwsze gruszki z sadu czekaliśmy prawie cztery lata, radość dzieci była ogromna. Przez te wszystkie edycje udało mi się zgromadzić tyle narzędzi, że teraz mam motyki dla każdego ucznia. Zasadziliśmy już tak dużo drzew, że chyba nie mamy w szkole miejsca na kolejne – zauważa nauczycielka.
Dla Anety Karcz „Tradycyjny Sad” stał się nie tylko sposobem na urozmaicenie zajęć, ale też skuteczne zazielenianie przyszkolnych terenów. Jednak nauczycielka podkreśla, że widzi w nim także potencjał na rozwijanie relacji i współpracy – zarówno z uczniami, jak i rodzicami czy współpracownikami.
Poszukiwanie sojuszników
„Tradycyjny sad” zachęca do szukania sprzymierzeńców nie tylko wewnątrz szkoły, ale także poza jej murami – m.in. wśród lokalnych specjalistów i samorządowców. W Konstancinie-Jeziornie gmina sama zaproponowała kolejne nasadzenia, a szkolny sad ma trafić na mapę trasy rowerowej jako „miejsce warte zobaczenia”.
Dorota Szul ze Szkoły Podstawowej w Liczu nawiązała współpracę z lokalnym sadownikiem zafascynowanym starymi odmianami jabłoni:
– Tak nam o nich poopowiadał, że dzieciaki otwierały oczy ze zdumienia. Zrobił im przyspieszony kurs szczepienia drzewek i częstował jabłkami z własnego sadu.
Wizyta u sadownika potrafiła być lekcją ekologii w pigułce dla wielu grup. Z uczniami Doroty Jasiak gospodarz podzielił się tym, jakie naturalne metody stosuje, by obejść się bez oprysków.
Inspirowanie do łączenia teorii z praktyką oraz korzystanie z lokalnych zasobów są nieodłączną częścią każdego programu Fundacji BOŚ dedykowanego szkołom, co ceni sobie wiele nauczycielek i nauczycieli.
Zieleń w każdej szkole
Do „Tradycyjnego sadu” może się zgłosić każda placówka. Dla jednych szkół to początek przygody z zazielenianiem, a dla innych kolejny etap rozwijania zielono-niebieskiej infrastruktury.
Klasy ogrodnicze z Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnej w Poznaniu potraktowały sadzenie drzew jako rozgrzewkę przed egzaminem zawodowym. Z kolei w Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego nr 2 w Przemyślu projekt wpisał się w profil szkoły kształcącej architektów krajobrazu:
– Uczniowie niemal w stu procentach przejęli inicjatywę: to oni wskazywali miejsca i odległości między drzewami, bo znają teren i rodzaje gleby – relacjonuje Małgorzata Ciż.
– Mamy małe klasy i dużo czasu spędzamy na zewnątrz, więc zależy nam, żeby przestrzeń wokół szkoły służyła wszystkim uczniom. Nasza dzielnica nazywa się „Ogrody”, choć aktualnie brzmi to ironicznie, bo mamy beton zamiast drzew. Chcemy powrotu do tego, co tu kiedyś było – podkreśla Natalia Kuhn, nauczycielka z Poznania.
Tego samego powinniśmy życzyć sobie wszyscy. W myśleniu o zdrowiu i bezpieczeństwie dzieci lekcje prowadzone wśród traw i w cieniu drzew powinny znajdować się na liście szkolnych priorytetów, a nie marzeń nauczycieli.
Źródło: Fundacja BOŚ