Dlaczego otoczenie polskich szkół musi się zazielenić? Kulisy seminarium Fundacji BOŚ
Rozgrzane do granic asfaltowe boiska, szczelnie wybetonowane podwórka, parkingi pod samym wejściem i ani skrawka cienia – tak wygląda otoczenie ogromnej części polskich szkół. Mowa nie o estetyce, a o zdrowiu i bezpieczeństwie dzieci. Co już działa, a co blokuje zmiany?
O tym i innych kwestiach związanych z zielono-niebieską infrastrukturą rozmawiali uczestnicy seminarium zorganizowanego przez Fundację BOŚ. W dyskusji prowadzonej przez ekoedukatorkę Paulinę Górską wzięli udział przedstawiciele ministerstw, samorządów, szkół i organizacji pozarządowych.
Potrzebne są pilne działania
Ankieta przeprowadzona w ubiegłym roku przez resort edukacji, w której udział wzięło ok. połowy placówek oświatowych w kraju, pozwoliła uchwycić stan zielono-niebieskiej infrastruktury: trawników, drzew, rabat, powierzchni przepuszczalnych czy obszarów małej retencji. Wstępne wyniki wskazują, że nawet 80% placówek może nie mieć w swoim otoczeniu powierzchni przepuszczalnych, przy czym ponad połowa mierzy się z regularnymi lub sporadycznymi podtopieniami. Na bazie tych danych, we współpracy między resortami edukacji i klimatu, powstała analiza ryzyka klimatycznego – wiadomo już, gdzie szkoły są najbardziej zagrożone upałami i zalewaniem. To fundament, na którym można wreszcie budować krajową politykę, a nie tylko punktowe interwencje.
Miasta już działają
Jest też dobra wiadomość: osoby odpowiadające za zmiany systemowe, wprowadzane na poziomie centralnym, będą mogły czerpać z doświadczeń wielu polskich samorządów.
Urząd Miasta Łodzi, po udanym pilotażu edukacyjnym „Łódzkie szkoły dla klimatu. Kompetencje przyszłości”, ruszył z programem o wartości około 3 milionów złotych, obejmującym ponad 120 szkół. Pojawią się w nich ogródki przyszkolne, ogrody deszczowe, zbiorniki na deszczówkę czy ogrodowe meble, a zmianie otoczenia będzie towarzyszył program edukacyjny.
Poznański samorząd wdrożył podobne projekty w kilkunastu placówkach. Bydgoszcz, diagnozowana przede wszystkim pod kątem miejsc zalewanych, łączy retencję miejską z adaptacją szkół. W Lublinie dane o podtopieniach i wyspach ciepła posłużyły do wytypowania najbardziej narażonych placówek i rekomendowanych dla nich działań.
Tam, gdzie zazielenianie już się wydarzyło, zmienia się cała szkoła – nauczyciele mogą w końcu wychodzić z uczniami na lekcje na zewnątrz, bo wreszcie są tam ławki i cień.
„Kto to będzie podlewał?”
Pytanie o pielęgnację zielono-niebieskiej infrastruktury wraca w każdej rozmowie o zazielenianiu szkoły. Granty pozwalają coś zbudować, ale rzadko utrzymać. Gdy kończy się okres trwałości projektu, koszty konserwacji spadają na szkołę, która i tak jest niedofinansowana. Dochodzi do tego problem związany z przerwą wakacyjną: ogród pielęgnowany przez młodzież przez cały rok we wrześniu wita uczniów zarośnięty, bo przez dwa miesiące nikt się nim nie zajmował.
Uczestnicy dyskusji wskazali kilka kierunków rozwiązań. Po pierwsze, projektować mądrze: prostota bywa równie skuteczna jak inżynieria – gęsto obsadzona rabata potrafi pełnić funkcję retencyjną nie gorzej, niż skomplikowany ogród deszczowy. Warto stopniować rekomendacje i wskazywać „rozwiązania pierwszego wyboru”, oparte na rodzimych, odpornych gatunkach. Po drugie, włączać dzieci w opiekę nad zielenią – grabienie liści czy podlewanie nie musi być problemem administracji, lecz elementem zajęć, który uczniowie traktują jako atrakcję, a nie karę. Po trzecie, otwierać szkolne ogrody latem na lokalną społeczność: inspirując się „duńskim systemem”, teren szkoły może działać jak osiedlowy park, w którym mieszkańcy szukają ochłody, a opiekę nad zielenią w wakacje mogą przejmować lokalne organizacje czy seniorzy – na wzór wrocławskich Centrów Aktywności Lokalnej. Wreszcie: przyszłe programy grantowe powinny obejmować nie tylko inwestycje, ale i pielęgnację.
Zieleń, która przegrywa z kostką
Kolejnym wyzwaniem jest sposób, w jaki postrzegamy zieleń, która wciąż w wielu miejscach nie jest traktowana jak infrastruktura i przegrywa z „twardymi” inwestycjami. W wydziałach inwestycyjnych pojęcie zielono-niebieskiej infrastruktury często w ogóle nie funkcjonuje. Zdejmowanie kostki brukowej i dosadzanie roślin bywa odbierane jako fanaberia, bo urzędnicy nie znają korzyści wynikających z tych zmian: ochłodzenia otoczenia, retencji wody czy przede wszystkim poprawy zdrowia i samopoczucia dzieci. Każdy projekt trzeba więc zaczynać od edukowania interesariuszy – także tych w urzędach.
Wdrażania rozwiązań tego typu nie ułatwia rozproszenie kompetencji. Wydziały edukacji, środowiska i inwestycji często działają obok siebie, bez synergii – zarówno na poziomie lokalnym, jak i centralnym, gdzie standardy otoczenia szkół wyznaczają różne resorty.
Zdarza się, że jakaś szkoła przechodzi proces termomodernizacji, co tworzy świetny pretekst do zazielenienia placówki, jednak często do tego nie dochodzi przez brak świadomości ekologicznej zaangażowanych interesariuszy.
Symboliczny jest też paradoks grantowy: by dostać dofinansowanie, trzeba mieć gotowy, zamknięty projekt – a przecież zależy nam, by powstawał on w dialogu z uczniami, nauczycielami i rodzicami, na co w procedurach brakuje miejsca i czasu.
Język korzyści to język zmian
Zmianom nie sprzyja klimat społeczny. Mieszkańcy potrafią ostro protestować na konsultacjach, gdy zieleń ma zastąpić miejsca parkingowe, a skala internetowego hejtu skutecznie zniechęca urzędników i dyrektorów. Samo słowo „klimat” stało się tematem politycznym.
Dlatego uczestnicy dyskusji zgodnie wskazywali na potrzebę zmiany języka: zamiast abstrakcyjnych haseł potrzebujemy przemawiających do wyobraźni konkretów, jak upał i susza. Zamiast budzić skojarzenia z zakazami mówmy o „przestrzeniach do rozwoju”. Przykładowo, „strefę wolną od parkowania” zastąpmy mówieniem o zdrowej drodze dziecka do szkoły. Inspiracją mogą być Kopenhaga i Paryż, gdzie zmiany odbierane początkowo jako radykalne przyniosły spektakularną poprawę jakości życia i powietrza. Język korzyści to klucz do komunikacyjnego sukcesu.
Dzieci jako współtwórcy, nie odbiorcy
Najmocniej wybrzmiał w rozmowie wątek partycypacji. Wciąż nie doceniamy wiedzy i sprawczości uczniów, a doświadczenia warsztatów, przy których po raz pierwszy zasiedli przy jednym stole uczniowie, dyrekcja i włodarze miast, pokazują, jak trudno dorosłym oddać dzieciom głos. Tymczasem to właśnie współtworzenie – od decyzji, gdzie stanie ławka, po samodzielne sadzenie drzew – sprawia, że zielone przestrzenie są potem „zaopiekowane”, a edukacja przez działanie zostaje w głowach na lata. Wzorców nie brakuje: kopenhaski program ambasadorów klimatu dla starszych klas podstawówek, wiedeński budżet obywatelski oddany w ręce młodzieży czy poznańscy eko-ambasadorzy. Warto przy tym pamiętać, że edukować może nawet „czwarta przyroda” – dzika, miejska zieleń, odporna na suszę i brak opieki, która nic nie kosztuje, a uczy nie mniej, niż wypielęgnowana rabata.
Pomaga też kontekst międzynarodowy. Łódź, Warszawa, Kraków, Wrocław i Rzeszów uczestniczą w unijnej misji „100 neutralnych dla klimatu i inteligentnych miast do 2030 r.”, gdzie wymiana wiedzy między miastami działa błyskawicznie. Osoby biorące udział w programie uważają, że w Polsce brakuje analogicznego banku dobrych praktyk i wspólnej bazy danych – choć raportów, jak przyznają sami samorządowcy, „mamy po kokardę”.
Postulaty do decydentów
Dyskusja zakończyła się konkretnym apelem. W rozmowach o zazielenianiu szkolnych przestrzeni nie można zapomnieć o systemowej ochronie już istniejących dóbr wokół placówek. Z kolei o planowaniu przestrzennym należy myśleć w szerszym ujęciu – wyznaczając samorządom wytyczne dotyczące otoczenia szkół. Powinny one szczegółowo wyczerpywać temat tego, jakie inwestycji nie podejmować w pobliżu placówek oraz w ich bezpośrednim sąsiedztwie, jakie tereny zielone zachowywać oraz jakie są zalecane sposoby na rozbudowywanie zielono-niebieskiej infrastruktury.
Potrzebujemy w związku z tym krajowej bazy modelowych rozwiązań oraz wdrożenia „zielonego standardu modernizacji szkoły”, powiązanego z publicznymi pieniędzmi – kto pozyskuje środki na termomodernizację, powinien przy okazji zadbać o otoczenie. Równocześnie, fundusze warto przekazywać nie tylko na wdrożenie zmian, ale także na ich utrzymanie. Ogromną wartością byłoby stworzenie bazy kompetentnych projektantów i akredytowanych wykonawców, co szczególnie wsparłoby samorządy, którym najbardziej brakuje wiedzy i poczucia sprawczości. Niezwykle istotny w tym procesie jest wymóg oraz premiowanie partycypacji, czyli realnego włączania uczniów, rodziców i nauczycieli w projektowanie zmian. Warte rozważenia byłoby otwarcie szkolnych ogrodów na lokalną społeczność.
Do tego wszystkiego dodano też postulat „zielonej klasy w każdej szkole” – gwarantowanej liczby godzin edukacji na świeżym powietrzu, co zresztą wspiera kierunek reformy podstawy programowej, przewidującej powrót przyrody dla klas 4–6 i prawo nauczycieli do prowadzenia zajęć poza budynkiem.
Angażowanie uczniów w zazielenianie placówek jest kluczowe nie tylko na poziomie pracy kreatywnej. Nie mogło więc zabraknąć rekomendacji do tworzenia programów inspirowanych projektami Fundacji BOŚ – „Tradycyjny sad” i „Zdrowo jem, więcej wiem”, w ramach których uczniowie sami sadzą drzewa oraz sieją warzywa na terenie szkoły.
Wnioski z całej rozmowy można sprowadzić do jednego zdania: zieleń wokół szkoły to nie dekoracja, a infrastruktura – tak samo niezbędna jak dach i ogrzewanie. I jak najszybciej musi to zrozumieć jak najwięcej osób – zarówno decydentów, jak i nauczycieli czy rodziców.
Uczestnicy
W dyskusji wzięli udział:
- Beata Brzozowska-Michałek, Główny Specjalista w Wydziale Ochrony Środowiska, Urząd Miasta Bydgoszczy
- Anna Burza, Dyrektor Departamentu Polityki Ekologicznej, ESG i Taksonomii, Bank Ochrony Środowiska
- Joanna Figlarz Krasin, Nauczycielka w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej im. Zbigniewa Tylewicza w Poznaniu
- Ilona Gosk, Dyrektorka zarządzająca, Fundacja Sendzimira
- Zsuzsanna Iwanicka, Ekolog w Centrum Biznesowym w Krakowie, Bank Ochrony Środowiska
- Elżbieta Lemańska-Błażowska, Koordynatorka obszaru: Powietrze, Fundacja Rodzice dla klimatu
- Dorota Ochocińska, Ekspert w Departamencie Ochrony Przyrody i Edukacji Ekologicznej, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej
- Aleksandra Plucińska, Zastępca Dyrektora Departamentu Funduszy Strukturalnych, Ministerstwo Edukacji Narodowej
- Szymon Prymas, Dyrektor Wydziału Klimatu i Środowiska, Urząd Miasta Poznania
- Joanna Remiszewska, ROCKWOOL Polska, Fala Renowacji
- Katarzyna Stankiewicz, Główny specjalista w Departamencie Ochrony Przyrody i Edukacji Ekologicznej, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej
- Urszula Stefanowicz, Starsza Specjalistka w Wydziale ds. Polityki Adaptacyjnej Departamentu Strategii i Odporności Klimatycznej, Ministerstwo Klimatu i Środowiska
- Anna Wierzbicka, Dyrektor Departamentu Ekologii i Klimatu, Dyrektor Wydziału Kształtowania Środowiska, Urząd Miasta Łodzi
- Maria Wiśnicka, Zastępca Dyrektora Biura Ochrony Powietrza i Polityki Klimatycznej, Urząd Miasta st. Warszawy
- Katarzyna Wojda, Green Transition Expert, Ambasada Królestwa Danii
Autorka tekstu: Julia Kaffka