Różowa Skrzyneczka. Jak siostrzana troska zmieniła Polskę [wywiad]
Zaczęło się od zwykłej rozmowy dwóch sióstr o tym, co niewidzialne, a dotyczy niemal połowy społeczeństwa. Dziś Różowa Skrzyneczka to nie tylko charakterystyczne szafki w tysiącach szkół i urzędów, ale przede wszystkim realna zmiana w polskim prawie i świadomości społecznej. Adrianna Klimaszewska, Natalia Ratyńska i Ewa Masilonis opowiadają o tym, jak oddolna inicjatywa zrodzona z potrzeby serca i „siostrzanej troski” stała się ogólnopolskim ruchem.
Ewa Adamska-Cieśla: – Pani Adrianno, co sprawiło, że została Pani społeczniczką?
Adrianna Klimaszewska: – Zaczęło się trochę przypadkowo. Gdy urodziłam dzieci, poczułam, że chciałabym poszukać nowych dróg rozwoju i spełnienia nie tylko jako mama, ale także jako osoba aktywistyczna. Działałam z różnymi społecznościami przy miniprojektach miejskich i bardzo szybko zorientowałam się, że to jest dokładnie to, co chcę robić. Przynosiło mi to dużo satysfakcji, wartościowych kontaktów z ludźmi i poczucia sprawczości. Zauważyłam, że właśnie ta sprawczość jest dla mnie najważniejsza – nie tylko w domu, ale też poza nim.
Druga kwestia, to silna relacja z moją siostrą [Natalią Ratyńską – przyp. red.]. Zawsze dużo rozmawiałyśmy, a z tych rozmów rodziło się coś konkretnego. Już wcześniej angażowałam się w działania społeczne, np. przy projektach lodówek społecznych na moim osiedlu we Wrocławiu.
W 2019 roku siedziałyśmy razem i rozmawiałyśmy o miesiączce: o tym, jak bardzo jest niewidzialna, jak wiele osób wciąż jej doświadcza w samotności, bez wsparcia, bez środków i bez rozmowy. Zaczęłyśmy sobie wyobrażać, że dostęp do podpasek mógłby wyglądać jak dostęp do jedzenia w lodówkach społecznych – prosto, zwyczajnie, bez papierologii, oceniania i konieczności tłumaczenia się. Każda osoba mogłaby wziąć to, czego potrzebuje, albo dołożyć coś od siebie – dokładnie jak w siostrzanej relacji, w której wspiera się bez proszenia i bez wstydu. Ta rozmowa stała się dla nas obu impulsem, by zamienić siostrzaną intuicję w realne działanie. Wtedy narodziła się Różowa Skrzyneczka.
Czym są lodówki społeczne? I jak ta idea wiąże się ze Skrzyneczką?
Adrianna: – To oddolna inicjatywa, której celem jest przeciwdziałanie marnowaniu żywności. Polega na tym, że stawia się lodówkę w ogólnodostępnym miejscu i umieszcza się w niej produkty spożywcze. Każdy może przyjść i wziąć to, czego potrzebuje. Gdy wchodzi się na drogę społeczną i zaczyna się sieciować z ludźmi, to przychodzą do głowy nowe pomysły na działania. W działaniach Fundacji Różowa Skrzyneczka ta energia siostrzanej troski jest wciąż obecna – w dbałości o dostęp do środków menstruacyjnych, w przekonaniu, że wsparcie powinno być dostępne od ręki, bez barier, i w tym, że nasze inicjatywy są budowane na zaufaniu, solidarności i wzajemności.
Natalia Ratyńska: – Projekt różowych skrzyneczek zaczęłyśmy kreślić tuż po mojej rozmowie z Leną – kobietą, która żyła wówczas na ulicy. Nie rozmawiałam z kobietą o miesiączce, tylko o jej psie, zainteresowaniach i o tym, co sprawiło, że straciła dach nad głową. Tamtego dnia miałam okres i była to moja pierwsza miesiączka od kilku lat, bo wcześniej nie miałam jej przez zaburzenia odżywiania. To doświadczenie wpłynęło na wszystko, co działo się przez kolejne siedem dni menstruacji. Każda rzecz kojarzyła mi się z okresem.
Po rozmowie z Leną zaczęłam obsesyjnie zastanawiać się nad tym, jak kobiety w kryzysie bezdomności radzą sobie z krwawieniem. Zadzwoniłam do Ady, a ona tę moją obsesję natychmiast podchwyciła i już w duecie zastanawiałyśmy się, jak sprawić, by podpaski były dostępne w przestrzeni publicznej. To się wydawało nierealne. Jak? Gdzie? W czym? Skąd wziąć zgody? Przecież nie będziemy przykręcać szafek do elewacji budynków, nikt nam na to nie pozwoli.
A dziś to jest rzeczywistość.
Adrianna: – Na początku myślałyśmy, że to będzie dotyczyło tylko osób w kryzysie bezdomności, które nie mają podpasek. Rozmawiałyśmy, jak zacząć udostępniać osobom te darmowe podpaski. I skojarzyło nam się z lodówką społeczną, ponieważ są powszechnie dostępne, można z nich bezpłatnie skorzystać. I każdy może to zrobić, a nie tylko osoby, które nie mają środków, żeby kupić jedzenie. Zapraszamy także osoby, które np. nie chcą marnować jedzenia.
A dlaczego akurat Różowa Skrzyneczka?
Adrianna: – Dość przypadkowo. Pojechałam do dużego sklepu z meblami z moim synem i on wybrał różową skrzyneczkę. Metalowa szafka wydała nam się bezpieczna i była też możliwa do zamontowania na zewnątrz. Różowy kolor pojawił się później, wokół niego zbudowałyśmy całą ideę fundacji.
Opowiadacie o miesiączce w dostępny, przyjazny sposób. Jak powstawał styl graficzny Skrzyneczki?
Adrianna: – To jeden z moich ulubionych wątków, bo oprawa wizualna Skrzyneczki powstawała trochę tak, jak sama Fundacja – z potrzeby, emocji i przekonania, że o menstruacji można mówić inaczej niż dotychczas. Na początku nie miałyśmy wielkiego planu brandingowego [projektu wizualnego marki – przyp. red.]. Chciałyśmy czegoś prostego, odważnego, widocznego i jednocześnie ciepłego – czegoś, co przełamuje tabu, ale nie epatuje wstydem ani „medycznością”.
Na różnych etapach wspierały nas osoby z doświadczeniem graficznym, które zrozumiały, że Skrzyneczka ma być bliska, dostępna, swojska, ale bardziej jak znak gościnności niż projekt korporacyjny.
Tak naprawdę projekt graficzny rósł razem z nami: ewoluował z pierwszych szkiców Lucyny Cwiach, wolontariackiej energii i intuicji w coś, co dziś jest spójną opowieścią: o dostępności, o solidarności i o menstruacji autorstwa Formalliny (Izabeli Kaczmarek-Szurek). I chyba dlatego tak dobrze działa – bo nie był projektowany odgórnie. Pokazuje, kim jesteśmy i jak pracujemy.
Na początku chyba nie było łatwo z tym działaniem.
Natalia: – Spotykałyśmy się z niezrozumieniem – ubóstwo menstruacyjne bywało uznawane za problem wyssany z palca.
Dziś różowe skrzyneczki zdają się nie budzić kontrowersji – są chciane, lubiane i uznawane za konieczne. Mogę odważnie stwierdzić, że większość polskiego społeczeństwa opowiada się dziś za dostępem do podpasek w toaletach publicznych.
Uwierzyłyśmy jako Polki i Polacy, że to ma sens, bo zobaczyłyśmy wyniki badań i zaczęłyśmy głośno mówić o własnych, często trudnych doświadczeniach. Otrzymujemy zgody na umieszczanie skrzyneczek w miejscach publicznych – szkołach, urzędach, domach kultury, kinach, ośrodkach socjoterapeutycznych, kawiarniach, szpitalach, budynkach państwowych, dostajemy również setki próśb o ich instalację. Towarzyszy temu ogromna liczba pozytywnych komentarzy.
Adrianna: – Aby zamówić skrzyneczkę, wystarczy do nas napisać mail lub zadzwonić, wtedy wysyłamy bezpłatny zestaw wraz z pakietem podpasek. Tylko w 2025 roku wysłałyśmy ponad dwieście bezpłatnych pakietów oraz ponad trzysta paczek produktów menstruacyjnych. Trafiły do placówek państwowych i wszędzie tam, gdzie ktoś zauważył, że
zapewnienie dostępu do podpasek i tamponów to kwestia godności, a nie luksusu.
Badania pokazują skalę problemu: 21 procent nastolatek musiało wyjść ze szkoły ze względu na brak produktów menstruacyjnych, 10 procent z powodu ograniczonego dostępu do podpasek w ogóle nie wyszło z domu [badania Kulczyk Foundation, 2020]. Brak podpasek to realna trudność, a Wy zrobiłyście dużo, aby temu przeciwdziałać.
Adrianna: – Tak. Jestem też bardzo dumna z tego, że temat wykluczenia menstruacyjnego udało nam się wprowadzić bezpośrednio do rządu. Na razie nie w takim zakresie, o jakim marzymy – jeszcze nie pełnoskalowo.
Chcemy, aby bezpłatne podpaski były dostępne w każdej szkole i placówce edukacyjnej w Polsce.
Póki co, udało się wywalczyć pierwszą dużą zmianę skierowaną do osób uczniowskich: ministerialny projekt.
W roku szkolnym 2024/2025 współtworzyłyśmy wspólnie z Ministerstwem Edukacji Narodowej, Fundacją Kulczyk Foundation i Fundacją Akcja Menstruacja, program MEN „Doposażenie szkół w środki higieny menstruacyjnej”. Jego celem było zapewnienie uczennicom i uczniom w całym kraju łatwego, bezpiecznego i bezpłatnego dostępu do podpasek, tamponów, a także przekazanie młodzieży rzetelnej edukacji na temat menstruacji. To ogromny krok w stronę normalizacji tego tematu w systemie edukacji, krok, o który walczyłyśmy ponad pięć lat.
Wspólnie dotarłyśmy do 1100 szkół. Dostarczyłyśmy do nich nie tylko środki higieniczne, ale także wiedzę i bezpieczną przestrzeń do rozmowy. Bez zawstydzania, bez szufladkowania, bez udawania, że miesiączka to temat, który można pominąć. To realna zmiana: codzienność, w której podpaski są dostępne w szkolnych toaletach, tuż obok papieru toaletowego i mydła. Codzienność, w której żadna uczennica nie musi opuszczać lekcji z powodu braku podpaski, ani milczeć ze wstydu.
Pilotaż pokazał, że o menstruacji można mówić rzetelnie, otwarcie i bez stereotypów, bez podziału na dziewczyny i chłopaków.
Że edukacja menstruacyjna powinna być częścią programu nauczania – dostępną, powszechną i bezpłatną, otwartą dla każdej osoby. To powinna być nasza wspólna sprawa. Niestety, wciąż nie jest. Mocno zabiegamy teraz o to, by pilotaż stał się podstawą do systemowych zmian.
Działania Skrzyneczki doprowadziły również do ważnej zmiany: zmniejszenia VAT-u na kubeczki menstruacyjne.
Adrianna: – Tak, dzięki naszym staraniom udało się m.in. obniżyć VAT na kubeczki i dyski menstruacyjne z 23% do 5% – to dowód, że konsekwentna praca społeczna może przekładać się na realne zmiany w polityce. Że nasz głos naprawdę ma znaczenie. Największą radość daje mi nasza codzienna, wspólna praca w Fundacji, bo realnie zmieniamy życie osób menstruujących w Polsce.
Ewa Masilonis: – Do Fundacji dołączyłam we wrześniu 2022 roku, czyli niemal trzy lata po starcie Różowej Skrzyneczki. Miałam zaszczyt i przyjemność poznać Adę krótko po umieszczeniu pierwszej różowej skrzyneczki we Wrocławiu. To wtedy po raz pierwszy uświadomiłam sobie istnienie wykluczenia menstruacyjnego. Wcześniej w ogóle nie zastanawiałam się nad tym, że osoba menstruująca może mieć problem z comiesięcznym zakupem podpasek albo że środki menstruacyjne powinny być dostępne bezpłatnie. Byłam przyzwyczajona do myślenia, że przygotowanie się na okres to wyłącznie moja sprawa i mój obowiązek.
Bycie częścią Różowej Skrzyneczki jest dla mnie niezwykle ważne – wiem, że to, co robimy, realnie odpowiada na potrzeby osób menstruujących. Poza codzienną pracą „przy komputerze”, największą satysfakcję daje mi współprowadzenie warsztatów menstruacyjnych. Cenię sobie rozmowy z dziewczynkami o miesiączce i wyjaśnienia, czego mogą się spodziewać oraz normalizowanie tego doświadczenia.
Udało nam się także stworzyć Akademię Menstruacji – internetową encyklopedię miesiączkową. To pierwsze w Polsce miejsce oferujące kompleksową, rzetelną wiedzę o menstruacji: kursy edukacyjne, praktyczne narzędzia oraz wsparcie, dzięki któremu każda osoba może świadomie i z większą pewnością dbać o swoje zdrowie menstruacyjne.
Zafascynowała mnie Wasza siostrzana relacja, która przeplata się w wymiarze prywatnym, zawodowym i aktywistycznym.
Adrianna: – To właśnie z Natalią najłatwiej nam jest przyglądać się światu „od środka”, zadawać niewygodne pytania i szukać rozwiązań. W pewnym sensie cała Fundacja wyrosła z tej jednej, zwykłej rozmowy dwóch sióstr, które nie mogły pogodzić się z tym, że okres może oznaczać wykluczenie. I do dziś to właśnie ta więź – pełna uważności i troski – napędza mnie także w pracy zawodowej.
Natalia: – W naszym życiu nie ma wyraźnej granicy między jednym a drugim – to, co zawodowe wyrasta bezpośrednio z codziennych doświadczeń, z wiary w możliwość działania na rzecz bardziej sprawiedliwej rzeczywistości oraz poczucia konieczności walki o nią, i nieustannie splata się z codziennością.
Polityka, aktywizm, feminizm są tematami naszych siostrzanych rozmów.
Gdy dzwonimy do siebie, żeby opowiedzieć o obejrzanym filmie, ta opowieść niemal zawsze miesza się z wymyślonym dzień wcześniej projektem, który chciałybyśmy zrealizować w Fundacji. Ale pracujemy w takim wymiarze, jaki uznajemy za konieczny i skuteczny. Gdybym miała odnieść się do koncepcji „work–life balance”, powiedziałabym, że równowaga między jednym a drugim nie jest ani oczywista, ani zawsze konieczna. Ja z reguły wybieram „life”, Ada „work”, ale bywa różnie i najczęściej wynika to ze świadomej decyzji. Jeśli jakieś działanie wymaga pełnego zaangażowania, to podejmujemy je, jeśli wierzymy w jego istotność.
Wiem, że brzmi to naiwnie w świecie, w którym niełatwo zaspokoić codzienne potrzeby, ale taka byłaby właśnie moja rada – angażować siły w to, co może realnie polepszyć czyjś byt.
A jak zachować równowagę w pełnieniu ról osób aktywistycznych, partnerskich, w rodzinie?
Adrianna: – Przeżywam teraz chyba najtrudniejszy okres w moim aktywistycznym i rodzicielskim życiu. Gdy urodziłam dzieci, to szybko zaczęłam działać społecznie i czuję, że teraz osiągnęłam już szczyt, że więcej nie mogę. Mam dość dużo obowiązków, ponieważ w 2025 roku oboje moich dzieci poszło do szkoły. Mam jedno dziecko w pierwszej klasie, a kolejne w drugiej. Łączenie roli rodzica, matki z rolą pracowniczki, działaczki i społeczniczki we współczesnym świecie zaczyna mnie przytłaczać. Nie sądziłam, jak wiele obowiązków wiąże się z posłaniem dzieci do szkoły. I w zasadzie teraz zdałam sobie sprawę, że moje dzieci nie znają mnie z innej strony niż rola działaczki. U nas w domu często wieczorami pakuję skrzyneczki, a dzieci mi w tym pomagają. Pakują na przykład podpaski, a ja potem zaklejam karton taśmą. To jest nasza wspólna praca.
Jeśli chodzi o dobrostan, to jednak czuję, że można jeszcze nad tym popracować. Po południu często odbieram telefony i potrzebuję odpowiedzieć na mail, zanim jeszcze położę je spać. Nie oddzieliłam tych funkcji, a dzieci przejęły mój styl życia. Z jednej strony cieszę się, bo widzę, że moje dzieci zyskują dzięki temu bardzo ważne doświadczenie życiowe – widzą pracę, która zmienia rzeczywistość. Zauważyłam rezultaty tego wychowania, co mnie cieszy. Mój syn jest w drugiej klasie i reaguje, kiedy innej osobie dzieje się krzywda. Robi mi się ciepło w sercu, że moje dzieci tak postępują. To też pokazuje zasadność wychowywania przez modelowanie.
Obok radości i sukcesów są też wyzwania, na przykład brak stabilnego finansowania w Fundacji.
Jako organizacje społeczne często mamy dostęp wyłącznie do środków na innowacje, pilotaże, nowe pomysły. A my… wcale nie potrzebujemy kolejnych innowacji. Brakuje nam pieniędzy na codzienną, podstawową pracę: uzupełnianie skrzyneczek, kupno podpasek, tamponów, wysyłki.
Na to środków prawie nigdzie nie ma, dlatego pracujemy na etatach. Istnieją plusy i minusy takiego życia. Trzeba sobie z tym radzić na co dzień i cały czas się uczyć oraz wzmacniać dobre postawy. Dla mnie to nie jest łatwe, żeby myśleć o sobie.
Co pozwala Pani na chwilę „odłączyć się” od ról społecznych na rzecz prywatnych i partnerskich?
Adrianna: – Mój sposób na odpoczynek, to przede wszystkim bycie z moimi dziećmi w uważny sposób. Dobrze czuję się w otoczeniu przyrody, w lesie, na łące. To dla mnie sposób na przypominanie sobie, że świat nie kończy się na grantach, projektach i terminach. Że jest coś większego, spokojniejszego, co można po prostu obserwować i podziwiać.
Czy ma Pani rady dla młodych społeczników i społeczniczek, coś, co Pani pomogło w pracy w sektorze społecznym?
Adrianna: – Nie działać w pojedynkę. Aktywizm jest wymagający, a czasem wręcz przytłaczający, ale staje się o wiele lżejszy, kiedy opiera się na solidarności. Warto kontaktować się z innymi organizacjami, nawet jeśli dopiero zaczynacie. Zachęcam do tego, żeby pytać, prosić o wskazówki, dzielić się pomysłami i tworzyć nieformalne sieci wsparcia. My w Fundacji wiele razy dostałyśmy bezcenne podpowiedzi od innych osób i same też staramy się je przekazywać dalej. To naprawdę działa jak siatka bezpieczeństwa: wiedza krąży, doświadczenia się uzupełniają, a energia nie marnuje się na wynajdywanie koła na nowo.
Wzajemne wspieranie się, konsultowanie wątpliwości, mówienie głośno o trudnościach – to nie jest słabość, tylko fundament trwałego działania.
To właśnie solidarność sprawia, że zmiana społeczna naprawdę jest możliwa. I to solidarność w szerokim tego słowa znaczeniu, nie tylko pomiędzy organizacjami, ale też ta najbliższa – z lokalnymi społecznościami, sąsiadkami, pobliską szkołą, biblioteką czy lokalną firmą. Bardzo wierzę w to, że właśnie od rozmowy z sąsiadką, od współpracy z ośrodkiem pomocy społecznej czy centrum aktywności zaczyna się coś, co później przeradza się w trwałą, systemową zmianę. Wielka zmiana ma swoje korzenie w małych, oddolnych społecznościach i to one naprawdę potrafią poruszyć świat.
Źródło: informacja własna ngo.pl