Nie finansujmy ekonomii społecznej dlatego, że jest słaba. Inwestujmy w nią dlatego, że Europa jej potrzebuje [komentarz]
Polski sektor ekonomii społecznej ma wiele do zaoferowania Europie i kompleksowo wpisuje się w politykę spójności. Nadal potrzebuje wsparcia, ale nie dlatego, że jest słaby – dlatego, że zasługuje na kolejny etap. Powinien zostać wpisany w Plan Partnerstwa Krajowego i Regionalnego w taki sposób, żeby nie trzeba go tam było szukać z lupą.
Pomysł na ten tekst przyszedł do mnie 28 sierpnia podczas Campus Polska Przyszłości. Słuchałam panelu „Fundusze czy jednolity rynek? Co daje Polsce najwięcej korzyści z członkostwa w UE?” z udziałem Elżbiety Bieńkowskiej. Rozmowa dotyczyła tego, na czym powinniśmy budować kolejne lata polskiej obecności w Unii: czy nadal przede wszystkim na funduszach europejskich, czy coraz mocniej na możliwościach, jakie daje wspólny rynek, konkurencyjność i uczestnictwo w europejskiej gospodarce.
I oczywiście – zawodowe skrzywienie – myślałam o ekonomii społecznej. Tyle że tym razem trochę inaczej.
Przez ponad dwadzieścia lat przyzwyczailiśmy się pytać, co Europa może dać polskiej ekonomii społecznej. Może czas odwrócić pytanie.
Co polska ekonomia społeczna może dzisiaj dać Europie?
Bo kiedy patrzę na wyzwania, przed którymi stoi Europa w kolejnej dekadzie, myślę, że mamy jej całkiem sporo do zaoferowania.
Kto zaopiekuje się starzejącą się Europą?
Europa się starzeje. Będziemy potrzebowali coraz więcej usług opiekuńczych, asystenckich, wytchnieniowych, środowiskowych i mieszkaniowych. Jednocześnie będzie coraz mniej osób w wieku produkcyjnym. Możemy zaplanować miliardy euro na dostępność usług. Ale ktoś będzie musiał te usługi realnie świadczyć. Kto?
Samorząd? Oczywiście, ale nie zrobi wszystkiego sam.
Biznes? Tak, ale nie wszędzie – szczególnie tam, gdzie jest mało mieszkańców, duże odległości, trudniejsza usługa i niewielka marża.
I tutaj pojawia się przestrzeń, którą ekonomia społeczna zna bardzo dobrze: lokalni dostawcy usług, zakorzenieni w społeczności, zatrudniający miejscowych ludzi i potrafiący łączyć działalność ekonomiczną z misją społeczną. Wiadomo przecież, że usługi społeczne są jednym z największych rynków rozwojowych dla podmiotów ekonomii społecznej (PES) i przedsiębiorstw społecznych (PS).
Uważam, że ekonomia społeczna może być jednym z elementów europejskiej odpowiedzi na kryzys dostępności usług społecznych.
Brakuje pracowników, a jednocześnie pozostawiamy ludzi poza rynkiem
To jeden z paradoksów współczesnej Europy. Pracodawcy mówią o braku pracowników, a jednocześnie wiele osób nadal pozostaje poza rynkiem pracy albo na jego obrzeżach: osoby z niepełnosprawnościami, długotrwale bezrobotne, po kryzysach życiowych, migranci, ludzie potrzebujący dodatkowego wsparcia.
Przez lata uczyliśmy się, robiąc polską ekonomię społeczną, łączyć przedsiębiorczość z reintegracją społeczną i zawodową. Nie wszystko nam się udało. Nie każde przedsiębiorstwo przetrwało. Popełniliśmy sporo błędów. Ale mamy doświadczenie. I może warto przestać traktować reintegrację wyłącznie jako część polityki społecznej.
W Europie, w której zaczyna brakować ludzi do pracy, przywracanie ludzi do aktywności zawodowej jest również polityką gospodarczą.
Europa potrzebuje odporności. Także społecznej
W ostatnich latach odmieniamy „odporność” przez wszystkie przypadki. Mówimy o odporności militarnej, energetycznej, infrastrukturalnej, cyfrowej. Słusznie. Ale pandemia, wojna w Ukrainie i kolejne kryzysy pokazały jeszcze coś. Państwo jest odporne wtedy, kiedy odporne są jego społeczności.
Kiedy istnieją lokalne organizacje zdolne szybko reagować.
Kiedy są ludzie, którzy wiedzą, kto potrzebuje pomocy.
Kiedy istnieją lokalni dostawcy usług i instytucje mające relacje oraz zaufanie mieszkańców.
Tego nie da się zbudować rozporządzeniem w momencie wybuchu kryzysu.
Dlatego chciałabym, żebyśmy zaczęli patrzeć na ekonomię społeczną również jako na element infrastruktury odporności społecznej.
Lokalność też jest wartością gospodarczą
Jest jeszcze jedna przewaga ekonomii społecznej, o której mówimy za rzadko: jej lokalne zakorzenienie.
Usługi społeczne mają jedną szczególną cechę – muszą być świadczone tam, gdzie żyją ludzie, którzy ich potrzebują. Opieki nad starszą osobą z małej gminy nie da się przenieść tam, gdzie koszty pracy są niższe. Mieszkanie wspomagane musi powstać blisko człowieka i jego społeczności. A lokalne przedsiębiorstwo społeczne, które zatrudnia mieszkańców i odpowiada na ich potrzeby, z natury jest związane z miejscem, w którym działa.
Ponadto pieniądze wydane na lokalny PES mogą zostać w tej społeczności jako wynagrodzenia, zakupy, podatki i kolejne usługi.
Właśnie dlatego ekonomia społeczna może być odpowiedzią również na rosnące nierówności terytorialne. A przecież temu właśnie miała służyć polityka spójności.
Ekonomia społeczna jest polityką spójności
Chcę to powiedzieć bardzo wyraźnie. Ekonomia społeczna nie jest dodatkiem do polityki spójności. Jest polityką spójności w praktyce.
Przedsiębiorstwo społeczne tworzące miejsca pracy w małym mieście – to jest polityka spójności.
PES świadczący usługi opiekuńcze tam, gdzie nie ma wystarczającej oferty – to jest polityka spójności.
Spółdzielnia socjalna zatrudniająca osoby, które nie znajdują miejsca na otwartym rynku pracy – to jest polityka spójności.
Organizacja pozarządowa tworząca mieszkania wspomagane czy świadcząca usługi asystenckie – to również jest polityka spójności.
I dlatego tak bardzo niepokoi mnie słaba obecność ekonomii społecznej w dotychczasowych pracach nad Planem Partnerstwa Krajowego i Regionalnego (PPKR) na lata 2028–2034.
Ale jest jeszcze coś: wartości!
W dyskusji o nowej perspektywie bardzo łatwo zacząć mówić wyłącznie o miliardach euro, inwestycjach, wskaźnikach i konkurencyjności.
Tymczasem Unia Europejska nie jest tylko wspólnym rynkiem i wspólnym budżetem. Jest również wspólnotą wartości: godności człowieka, wolności, demokracji, równości, praw człowieka, solidarności i niedyskryminacji.
I właśnie tutaj wartości europejskie spotykają się z ekonomią społeczną.
Ekonomia społeczna stawia człowieka i cel społeczny przed maksymalizacją zysku. Pokazuje, że działalność gospodarcza może służyć wspólnocie.
Że zysk jest potrzebny – bo bez niego nie ma stabilnego przedsiębiorstwa – ale nie musi być jedynym sensem jego istnienia.
Że człowiek, który ma trudniej na rynku pracy, nie jest kosztem.
Że wartość wypracowana przez przedsiębiorstwo może wracać do społeczności.
Że gospodarka może brać odpowiedzialność za ludzi i środowisko.
Dlatego kiedy Europa mówi dzisiaj tak dużo o konkurencyjności, chciałabym czasem zadać pytanie: po co Europa ma być konkurencyjna? Czy konkurencyjność jest celem samym w sobie? Czy jednak ma służyć temu, żeby ludziom w Europie żyło się lepiej, bezpieczniej i godniej?
Jeżeli wybieramy tę drugą odpowiedź, ekonomia społeczna przestaje być niszowym elementem polityki społecznej. Staje się częścią odpowiedzi na pytanie, jakiej gospodarki chcemy w Europie.
Europa pomogła nam zbudować coś wartościowego
Przez ponad dwadzieścia lat, przy dużym udziale funduszy europejskich, zbudowaliśmy w Polsce system ekonomii społecznej. Mamy ustawę o ekonomii społecznej, status przedsiębiorstwa społecznego, Krajowy Program Rozwoju Ekonomii Społecznej, sieć ośrodków wspierania ekonomii społecznej (OWES), system reintegracji, instrumenty finansowe, przedsiębiorstwa społeczne i tysiące podmiotów ekonomii społecznej. Mamy samorządy, które nauczyły się z nimi współpracować.
I mamy ponad dwadzieścia lat doświadczeń – również błędów.
Nie twierdzę, że stworzyliśmy najlepszy system ekonomii społecznej w Europie. Ale stworzyliśmy własny system. Przez lata patrzyliśmy na włoskie spółdzielnie społeczne, doświadczenia francuskie czy hiszpańskie. Nadal powinniśmy się od nich uczyć. Ale wiedza nie musi już płynąć tylko w jedną stronę.
Polska ekonomia społeczna nie jest wyłącznie uczniem. Ma również coś do pokazania Europie. I właśnie dlatego nadal potrzebuje europejskich pieniędzy.
Nie chciałabym jednak, żeby z tej opowieści ktoś wyciągnął wniosek: skoro system zbudowaliśmy, to po 2027 roku możemy ograniczyć jego finansowanie. Wręcz przeciwnie.
Polska ekonomia społeczna nadal potrzebuje europejskich środków.
Reintegracja kosztuje. Zapewnienie usług tam, gdzie rynek ich nie dostarcza, kosztuje. Budowanie lokalnych ekosystemów usług kosztuje. Innowacje społeczne kosztują.
Nie możemy przerzucić wszystkich tych kosztów na przedsiębiorstwo społeczne i jednocześnie oczekiwać, że będzie konkurowało ceną ze zwykłym przedsiębiorstwem.
Dlatego pytanie na lata 2028–2034 nie powinno brzmieć: czy nadal finansować ekonomię społeczną? Pytanie brzmi: jak finansować jej następny etap rozwoju?
Nadal potrzebujemy finansowania reintegracji i infrastruktury wsparcia, w tym OWES. Nadal potrzebujemy tworzenia przedsiębiorstw społecznych tam, gdzie mają one sens. Ale potrzebujemy też czegoś więcej.
- Kapitału rozwojowego.
- Finansowania mieszanego dotacji i pożyczek
- Funduszy stabilizacyjnych i funduszy gotowości.
- Sieci i konsorcjów.
- Wspólnych marek.
- Społecznie odpowiedzialnych zamówień publicznych.
I przede wszystkim rynku oraz wieloletnich kontraktów na usługi społeczne. Bo przedsiębiorstwo społeczne nie może przez całe życie pozostawać beneficjentem projektu. Musi dostać możliwość stania się silnym uczestnikiem rynku.
Fundusze czy rynek? – fundusze i rynek
I tutaj wracam do rozmowy na Campusie. Fundusze czy jednolity rynek? W przypadku ekonomii społecznej odpowiedź brzmi: jedno i drugie. Potrzebujemy europejskich pieniędzy i potrzebujemy rynku.
· Potrzebujemy finansowania reintegracji i potrzebujemy klientów.
· Potrzebujemy OWES i potrzebujemy inwestycji.
· Potrzebujemy polityki społecznej i potrzebujemy polityki gospodarczej.
To nie są przeciwieństwa. To właśnie powinien być następny etap rozwoju ekonomii społecznej.
Dlatego martwi mnie PPKR
Polska może otrzymać w nowej perspektywie ponad 123 miliardy euro. Mówimy o konkurencyjności, spójności wewnętrznej, jakości i dostępności usług publicznych, transformacji energetycznej, odporności i bezpieczeństwie. Patrzę na te priorytety i trudno mi znaleźć taki, w którym ekonomia społeczna nie miałaby czegoś do zrobienia. A jednocześnie w dotychczasowych materiałach PPKR trzeba jej szukać niemal z lupą.
Chcę widzieć PES i przedsiębiorstwa społeczne w usługach społecznych, polityce rynku pracy, rozwoju lokalnym, mieszkalnictwie, zielonej transformacji i budowaniu odporności.
Chcę widzieć partnerstwa samorząd–PES, wieloletnie kontraktowanie, społecznie odpowiedzialne zamówienia oraz instrumenty finansowe dostosowane do specyfiki przedsiębiorstw społecznych.
I chcę, żeby ekonomia społeczna przestała być traktowana wyłącznie jako element polityki społecznej. Powinna być również częścią polityki gospodarczej i rozwojowej.
Nie dlatego, że jest słaba
Europa przez ponad dwadzieścia lat pomagała nam budować polską ekonomię społeczną. Nie czas tę inwestycję kończyć. Czas zrobić następny krok. Nie finansujmy ekonomii społecznej po 2027 roku dlatego, że jest za słaba, żeby poradzić sobie bez europejskich pieniędzy. Inwestujmy w nią dlatego, że jest potrzebna.
Polsce – dla usług, miejsc pracy, rozwoju lokalnego, spójności i odporności.
Europie – z dokładnie tych samych powodów.
I jeszcze z jednego. W czasach, kiedy tak dużo mówimy o konkurencyjności, bezpieczeństwie i pieniądzach, ekonomia społeczna przypomina nam o czymś fundamentalnym: gospodarka jest dla ludzi, a nie ludzie dla gospodarki.
I być może największym sukcesem polityki spójności będzie nie to, że Polska przez kolejne lata będzie korzystała z europejskich pieniędzy. Ale to, że coś, co przez dwadzieścia lat wspólnie z Europą budowaliśmy, stanie się polskim wkładem w bardziej spójną, solidarną i odporną Europę.
Karolina Cyran-Juraszek - od 30 lat związana z sektorem obywatelskim, a od ponad 15 lat – z ekonomią społeczną. Trenerka, konsultantka i doradczyni organizacji pozarządowych oraz przedsiębiorstw społecznych, które wspiera w rozwoju organizacyjnym, programowym i ekonomicznym, a także we współpracy z samorządem w zakresie rozwoju usług społecznych. Związana z Fundacją Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Współtworzy rozwiązania systemowe obecnie jako przewodnicząca grupy finansowej KKRES w obszarze ekonomii społecznej i usług społecznych.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Galeria Apteka Sztuki ZAZ
-
Dorota Setniewska, ngo.pl