Na ratunek przed wielomilionowym długiem. O cieniach i blaskach biur porad obywatelskich [wywiad]
30 lat temu rzucili wyzwanie systemowej bezradności, przeszczepiając na polski grunt brytyjski model pomocy. Dziś świętują jubileusz, mając na koncie tysiące osób uratowanych przed bezdomnością i skrajną biedą. O tym, jak przez lata zmieniało się poradnictwo obywatelskie, co daje zarówno ludziom, jak i instytucjom oraz o barierach, które sprawiają, że nie może się w pełni rozwinąć, rozmawiamy z Tomaszem Kaźmierczakiem i Iją Ostrowską ze Stowarzyszenia Centrum Informacji Społecznej.
Jędrzej Dudkiewicz, ngo.pl: – Zacznijmy może od wytłumaczenia, czym jest poradnictwo obywatelskie?
Tomasz Kaźmierczak, Stowarzyszenie CIS: – Idea poradnictwa obywatelskiego polega na tym, by ludzie, którzy mają kłopoty w kontaktach z instytucjami, jak urząd czy zakład pracy, uzyskali wsparcie w prowadzeniu swoich spraw. Co ważne, chodzi też o to, by w trakcie tego procesu nabywali umiejętności radzenia sobie z różnego rodzaju problemami. To podstawowa różnica między poradnictwem obywatelskim i poradami prawnymi, bo my nikogo nie wyręczamy. Od początku chodzi o budowanie poczucia sprawczości.
Ija Ostrowska, Stowarzyszenie CIS: – Przychodzą do nas ludzie mniej zaradni, słabiej wykształceni, zagrożeni wykluczeniem. Wiedzą, że mają problem, ale nie potrafią ocenić, jak on jest poważny ani w jaki sposób go rozwiązać. Naszym zadaniem jest nie tylko dostarczyć im informacje, ale wspierać ich w procesie wychodzenia z kryzysu, w którym się znaleźli. To nie doradca, tylko człowiek potrzebujący pomocy decyduje o sposobie postępowania, o ile oczywiście istnieje możliwość wyboru kilku ścieżek. Mówimy: „są opcje A, B i C. W każdej z tych sytuacji korzyści są takie, a zagrożenia takie, zaniechanie będzie mieć z kolei takie konsekwencje”. O tym, co jest dla niego najlepsze decyduje klient. Dobrze to kiedyś podsumował Tomek mówiąc, że „poradnictwo obywatelskie to proces wspierania człowieka w byciu obywatelem”.
Brytyjski wzorzec w polskiej rzeczywistości projektowej
Skąd wziął się pomysł na poradnictwo obywatelskie i w jaki sposób ewoluował w Polsce na przestrzeni lat?
T.K.: – Poradnictwo obywatelskie jest pomysłem brytyjskim, liczącym już prawie sto lat. Po II wojnie światowej otrzymało silne wsparcie rządowe, dzięki czemu rozwinęło się tak mocno, że jeszcze do niedawna biur poradnictwa obywatelskiego było w Wielkiej Brytanii więcej niż Żabek w Polsce. Model brytyjski udowodnił, że skuteczna pomoc nie musi polegać na wyręczaniu ludzi w załatwianiu ich spraw. Zarówno my, jak i Rumunia oraz Czechy, które są z nami w międzynarodowym związku Citizens Advice International, wzorowaliśmy się na brytyjskich standardach i wartościach. Oczywiście trzeba było je przystosować do polskich warunków, w tym zwłaszcza do działania bez stabilnego źródła finansowania, od projektu do projektu. Główną różnicą jest to, że o ile tam poradnictwo obywatelskie bazowało na odpowiednio przeszkolonych wolontariuszach, o tyle w Polsce konieczne było zatrudnienie pracowników.
I.O.: – Tak samo, jak w Wielkiej Brytanii kluczowe jest odpowiednie przeszkolenie doradców, najpierw na poziomie podstawowym, potem specjalistycznym. Warto zwrócić uwagę, że doradcy nie tylko powinni umieć doradzić merytorycznie, ale przede wszystkim powinni potrafić pracować z ludźmi w sytuacjach kryzysowych, nawiązać kontakt, wysłuchać, wesprzeć, wyjaśnić trudne sprawy w jasny, prosty sposób, nie posługiwać się żargonem prawniczym, nie oceniać. Organizacje społeczne prowadzące Biura Porad Obywatelskich są zrzeszone w Związku Biur Porad Obywatelskich, który dba o zapewnienie odpowiedniej jakości usług oraz ich rozwój.
T.K.: – Rozwój jednak nie był rozumiany jako ciągłe zwiększanie liczby biur, bo szybko okazało się, że nie uda się osiągnąć tego, co jest w Wielkiej Brytanii, gdzie każda społeczność ma swoje biuro. Zamiast tego spróbowaliśmy z mobilnymi punktami, czyli w przypadku Warszawy rotacyjną obecnością doradców obywatelskich w poszczególnych dzielnicach. Początkowo współpracowaliśmy z różnymi organizacjami pozarządowymi, później na mocy porozumień z dzielnicami zaproponowano nam świadczenie poradnictwa w różnych miejscach ważnych dla lokalnych społeczności, jak biblioteki, domy kultury. Staraliśmy się docierać wszędzie tam, gdzie ludzie mają na co dzień utrudniony dostęp do wsparcia poradniczego, jak np. domy pomocy czy zakłady karne.
Głos z terenu zmienia politykę miejską
Czy poradnictwo obywatelskie przynosi korzyści tylko jednostkom, czy też daje coś samym instytucjom?
T.K.: – Oczywiście bardzo dużo zależy od samych instytucji, ale mamy dowody na to, że doświadczenia zbieranie przez nasze biura wpływały na kształt polityk miejskich. Dobrym przykładem jest współpraca z warszawskim Biurem Polityki Lokalowej. Dzięki sprawom, z którymi przychodzili do nas mieszkańcy, mogliśmy wskazywać problemy, których często nie widać z perspektywy urzędu. Pokazaliśmy urzędnikom, iż nie krytykujemy przepisów z pozycji eksperckiej, tylko przychodzimy z konkretnymi przykładami oraz rozwiązaniami, nasz głos w kontekście polityki wynajmu mieszkań, zwłaszcza komunalnych i socjalnych, zaczął być słyszany i doceniany.
I.O.: – Różnego rodzaju zadłużenia, w tym mieszkaniowe są jednymi z najczęstszych spraw, którymi się zajmujemy.
Dzięki pracy naszych doradców często udaje się doprowadzić do sytuacji, w której człowiek nie traci mieszkania i rozpoczyna proces spłaty długów. Jednocześnie jest to także rozwiązanie korzystne dla miasta,
bo nie dość, że należności zaczynają być regulowane, to przede wszystkim kolejna osoba nie trafia do noclegowni czy na ulicę. Taka pomoc sprawia nam olbrzymią satysfakcję.
T.K.: – Szkoliliśmy pracowników nie tylko OPS, ale także zarządów gospodarki nieruchomościami i spółdzielni mieszkaniowych, zwracając im uwagę na to, jak ważne jest szybkie reagowanie na zaległości w płaceniu czynszu. Jeżeli osoba nie płaci czynszu od ponad trzech miesięcy, dobrze jest, aby wiedziała, gdzie może rozwiązać swój problem zanim dług urośnie do rozmiarów, kiedy będzie to bardzo trudne, a mieszkaniec utraci prawo najmu i będzie zagrożony eksmisją. Chodziło o to, by zarówno pracownicy socjalni czy pracownicy administracji mieszkaniowych zyskali kompetencje docierania, kontaktowania się z osobami, mającymi zaległości w opłatach mieszkaniowych na jak najwcześniejszym etapie i zachęcania ich do podejmowania rozwiązań, np. zachęcając do kontaktu z Biurem Porad Obywatelskim. Taka współpraca bardzo nas cieszy – o to właśnie chodzi w poradnictwie obywatelskim: o dążenie do realnej zmiany na lepsze, by sytuacji kryzysowych zwyczajnie było mniej.
30 lat walki z bezradnością i wielomilionowym długiem
Czy jest coś, z czego jesteście szczególnie dumni na przestrzeni tych 30 lat działalności?
T.K.: – Przede wszystkim z tego, że udało się nam pomóc tylu ludziom i że mieszkańcy do nas wracają i polecają nas innym osobom. To dowód dużego zaufania do naszej organizacji.
Ważne jest, że przez te 30 lat udało się nam przetrwać. Zwłaszcza, że w zasadzie cały czas funkcjonujemy w tak zwanej logice projektowej, która nie sprzyja rozwojowi. To ta logika spowodowała, że poradnictwo obywatelskie w Polsce mogło rozwinąć się głównie tam, gdzie trafiło na życzliwość i wsparcie władz lokalnych.
Dużym sukcesem jest też zachowanie tożsamości i misji oraz zwiększenie świadomości tego, co robimy. Wśród mieszkańców, w środowisku organizacji społecznych i ośrodków pomocy społecznej jesteśmy rozpoznawalni i polecani. Sprawdzaliśmy, skąd ludzie się o nas dowiadują – głównym źródłem jest poczta pantoflowa, ludzie radzą znajomym, żeby do nas przyszli, bo dostali tutaj odpowiednie wsparcie.
I.O.: – Nie zawsze wszyscy wiedzą do końca, jak się nazywamy, ale wypowiadają cenne zdanie „dowiedziałem się, że na Gałczyńskiego pomagają”.
Przez te 30 lat dzięki poradnictwu wiele osób uniknęło popadnięcia w skrajną biedę czy bezdomność, udało się zapobiec rozpadowi rodzin z powodu złej sytuacji finansowej, czy pogorszeniu zdrowia psychicznego.
Szczególnie liczne historie pomocy osobom zadłużonym są naszym ogromnym sukcesem. Zwłaszcza, że zaczęliśmy się tym zajmować jako jedna z pierwszych organizacji. Mamy sygnały, że w takich sprawach prawnicy często kierują ludzi do nas. Jesteśmy znani z tego, że przeprowadza się u nas upadłości, które na rynku zwykle są bardzo kosztowną usługą prawną. My to robimy nieodpłatnie.
T.K.: – Zabrzmi to dziwnie, ale fakt, że tak wielu osobom pomogliśmy w doprowadzeniu do tzw. upadłości konsumenckiej to jedno z naszych osiągnięć. Dla wielu jest to jedyny ratunek przed katastrofą życiową.
I.O.: – Upadłość konsumencka jest ostatnią deską ratunku, kiedy nie ma już żadnych innych rozwiązań. Podam kilka statystyk, żeby to zobrazować. Pochodzą one z naszego projektu miejskiego, który skończył się w 2025 roku. Łączne zadłużenie osób, które do nas przyszły wynosiło kilkadziesiąt milionów złotych, z czego trochę ponad osiem to były należności względem Warszawy. 63% przypadków dotyczyło długów w przedziale od 20 do 100 tysięcy złotych. U czterech osób zadłużenie przekroczyło kilkanaście milionów złotych. To zwykle są bardzo trudne sytuacje, w których pomagamy, ale też staramy się edukować, co robić, by więcej do takich problemów nie doprowadzić. Do sukcesów zaliczam też to, że coraz skuteczniej wspieramy osoby z niepełnosprawnościami, wykluczone cyfrowo, w tym seniorów. A tych jest coraz więcej.
T.K.: – Za sukces można by uznać też wpisanie poradnictwa obywatelskiego do ustawy o nieodpłatnej pomocy prawnej, przy czym jednocześnie ma to bardzo dużo cieni.
Blaski i cienie ustawowych ram
Jakie są zatem te cienie?
T.K.: – Poradnictwo obywatelskie jest na pograniczu: z jednej strony to usługa społeczna, z drugiej – dotyczy materii, która jest domeną prawników i leży w kompetencjach resortu sprawiedliwości. Prawnicy dość niechętnie patrzą na poradnictwo obywatelskie, mimo że nie jesteśmy dla nich konkurencją. Jak ktoś ma skomplikowany problem prawny, to u nas w biurze nikt nie próbuje go rozwiązać, doradca bowiem nie zastąpi radcy prawnego ani adwokata. Mimo to pojawiają się mocne naciski, by poradnictwo obywatelskie wykreślić z ustawy, bo jakoby niczym nie różniło się ono od pomocy prawnej, która – notabene – nie ma swojej metodyki i „technologii".
I.O.: – Jednym ze skutków wpisania nieodpłatnego poradnictwa obywatelskiego w ramy ustawy jest fakt, iż większość naszych punktów mieści się w urzędach dzielnic. A do urzędu wiele osób nie przyjdzie by szukać wsparcia. Dlatego tak podkreślamy, że poradnictwo obywatelskie powinno być świadczone w sposób niezależny i dopasowany do potrzeb i specyfiki konkretnych lokalnych społeczności, zarówno co do godzin dyżurów, miejsca, jak i czasami natury problemów.
T.K.: –
Często usługi świadczonej w ramach ustawy wręcz nie powinno nazywać się poradnictwem obywatelskim, jest ono bowiem procesem, bywa, że długotrwałym, a nie pojedynczą, szybką usługą. Tego nie da się łatwo ująć w przepisach.
Jaka przyszłość czeka poradnictwo obywatelskie?
T.K.: – Nie jest to jasne. Wydawało się, że wpisanie poradnictwa obywatelskiego do ustawy da mocne podstawy, prawne i finansowe, do tego, by mogło ono funkcjonować i się rozwijać. W rzeczywistości nie wygląda to zbyt dobrze. Z drugiej strony, jeżeli pojawi się nowelizacja, która wykreśli poradnictwo obywatelskie z ustawy, to wrócimy do tego, co było w latach 90., czyli do formuły projektowej. Są miasta, jak Warszawa, Łódź, Gdynia, Ruda Śląska, Wrocław, w których poradnictwo obywatelskie jest na tyle rozwinięte, że przetrwa. Trudno powiedzieć, co będzie w innych.
I.O.: – Jednocześnie jest szansa, że dzięki temu pojawi się możliwość przekonania innych samorządów do wspierania poradnictwa obywatelskiego. Część z nich wycofała się z finansowania biur, powołując się na ustawę, mimo że ona tego wcale nie wyklucza.
T.K.: – Byłoby dobrze, gdyby poradnictwo obywatelskie się rozwijało. To powinna być jedna z podstawowych usług społecznych, dostępnych w każdej społeczności, w każdym centrum usług społecznych, których jest coraz więcej, powinna być oferowana. Mamy nadzieję, że kiedyś uda się do tego doprowadzić.
Tomasz Kaźmierczak – socjolog, pracownik Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji UW, prezes Stowarzyszenia CIS, prowadzącego warszawskie Biuro Porad Obywatelskich.
Ija Ostrowska – socjolog, dyrektor Biura Porad Obywatelskich w latach 1995-2025, wiceprezes Związku Biur Porad Obywatelskich.
Źródło: inf. własna ngo.pl