W Udaninie stworzyły bazę producentów lokalnej żywności, w Człuchowie wywalczyły nowe połączenia autobusowe, a w Sokółce „przetłumaczyły” mieszkańcom urzędowe ankiety. Marta Piechocka-Nowakowska z Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego odsłania kulisy projektu „Biblioteki dla klimatu” i udowadnia, że zaufanie, jakim darzymy bibliotekarzy i bibliotekarki, to ważne narzędzie w walce z dezinformacją i klimatycznym wypaleniem.
Jędrzej Dudkiewicz: – Dlaczego to właśnie biblioteki wybraliście jako przestrzeń do rozmowy o klimacie?
Marta Piechocka-Nowakowska: – „Biblioteki dla klimatu” to inicjatywa Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego (FRSI), która z tymi instytucjami współpracuje już od 2008 roku. Mamy więc w tym obszarze ogromne doświadczenie. Kiedy dołączyłam do zespołu, zaczęłam się zastanawiać, czy potencjał bibliotek można wykorzystać do działań na rzecz ochrony środowiska. Dzięki wsparciu European Climate Foundation przeprowadziliśmy badanie, które potwierdziło tę intuicję.
Biblioteki, szczególnie w mniejszych miejscowościach, pełnią rolę tzw. trzeciego miejsca – zaraz po domu oraz pracy czy szkole. Często to jedyne ośrodki, w których organizowane są zajęcia dodatkowe i inicjatywy kulturalne.
Czy to oznacza, że biblioteki ostatecznie zrywają ze stereotypem cichych wypożyczalni i stają się nowoczesnymi centrami społeczno-kulturalnymi? Czy ten trend dotyczy głównie mniejszych miejscowości, czy jest powszechny?
Marta Piechocka-Nowakowska: – Tak, ten proces trwa już od dłuższego czasu i widać go nie tylko w dużych miastach, ale przede wszystkim w mniejszych ośrodkach. Potwierdzają to inne wspólne działania FRSI i bibliotek, jak choćby projekty integrujące dzieci z doświadczeniem uchodźczym z ich polskimi rówieśnikami. Wystarczy spojrzeć na ofertę bibliotek: to już nie tylko książki, ale wieczory gier planszowych, warsztaty czy spotkania dla seniorów. Biblioteki przestają być miejscami, w których trzeba zachowywać absolutną ciszę i tylko odbierać zamówione lektury. Niektórzy bibliotekarze – a właściwie głównie bibliotekarki, bo to mocno sfeminizowany zawód – pytają wręcz żartobliwie: „No dobrze, to czym jeszcze mamy się zajmować?”. Ta otwartość idealnie koresponduje z wynikami naszego badania.
Co konkretnie z niego wynika?
– Bibliotekarze cieszą się sporym zaufaniem społecznym i bardzo chętnie angażują się w nowe inicjatywy. Badanie pokazało dużą gotowość do działań proklimatycznych, o ile zapewni się im odpowiednie narzędzia. Postanowiliśmy wyjść naprzeciw tym potrzebom.
Chcieliśmy też sprawdzić, czy dzięki autorytetowi bibliotek uda się choć trochę odpolitycznić temat klimatu. Zależało nam na tym, by rozmawiać o ekologii przez pryzmat konkretów ważnych dla lokalnych społeczności.
W jaki sposób biblioteki zachęcają do tej dyskusji? Co konkretnie oferują – czy są to spotkania z ekspertami, czy również wspólne działania w terenie?
– Staramy się działać wielotorowo. Z jednej strony pokazujemy, jak wpleść wątki klimatyczne w to, co biblioteki już robią. Opracowaliśmy wiele scenariuszy, które w tym pomagają – na przykład dla Dyskusyjnych Klubów Książki. Podczas warsztatów z poetką Julią Fiedorczuk rozmawialiśmy o tym, jak wykorzystać literaturę piękną i poezję, a nie tylko książki popularnonaukowe, do rozmów o naturze. Inny przykład to zajęcia nordic walking dla seniorów – dlaczego podczas marszu nie zmapować lokalnych skutków zmian klimatu?
Z drugiej strony prowadzimy bardziej zaawansowaną Akademię Klimatyczną. To program szkoleniowy, w którym uczestnicy zdobywają wiedzę merytoryczną i uczą się przekładać ją na lokalne problemy. O emisjach z transportu rozmawiamy w kontekście wykluczenia komunikacyjnego, a o rolnictwie – przez pryzmat dostępu do lokalnej żywności. Akademia wyposaża też bibliotekarki i bibliotekarzy w kompetencje miękkie, niezbędne do angażowania społeczności. Zwieńczeniem kursu jest zawsze realizacja konkretnej lokalnej inicjatywy.
Jakie to inicjatywy?
W Udaninie na Dolnym Śląsku problemem był utrudniony dostęp do lokalnych produktów. Biblioteka stworzyła bazę producentów i dystrybuowała broszurę z kontaktami do nich. Wokół tego narosły kolejne wydarzenia, m.in. niezwykle popularne warsztaty kuchni roślinnej.
W Człuchowie na Pomorzu tematem przewodnim było wykluczenie komunikacyjne. Zaczęło się od tłumnego spotkania z Olgą Gitkiewicz, autorką reportażu Nie zdążę. Finałem była wspólna petycja do burmistrza o zwiększenie liczby połączeń autobusowych. Choć proces był trudny i chwilami brakowało nadziei, ostatecznie się udało. Co więcej, mieszkańcy sami zorganizowali lokalny carpooling – przed biblioteką stanęła tablica informacyjna, a na stronie pojawiła się zakładka, gdzie można się umawiać na wspólne przejazdy do większych miast, Chojnic czy Gdańska.
Czy jakieś inne działania zapadły Pani w pamięć?
– Sokółka na Podlasiu. Tamtejszy urząd opublikował ankietę dotyczącą Miejskiego Planu Adaptacji (MPA). Pytania o „błękitno-zieloną infrastrukturę” były jednak dla mieszkańców zupełnie niezrozumiałe. Bibliotekarki, Ania i Ewelina, zaprosiły więc eksperta, który przeszedł się z ludźmi po mieście i wyjaśnił te pojęcia w praktyce. Po wspólnej naradzie powstały konkretne rekomendacje, które przekazano władzom miasta. W spotkaniu wzięło udział ponad 30 osób. To idealny dowód na to, że biblioteka może być pełnoprawnym partnerem dla samorządu, bo to tam najlepiej słychać głos mieszkańców. Dzięki Akademii Klimatycznej biblioteki stają się lokalnymi centrami realnych, namacalnych działań.
To kojarzy mi się z cytatem z Państwa materiałów: „ludzie nie mają już siły na kolejny wykład o zmianie klimatu, ale chętnie pobędą razem i o czymś głębiej porozmawiają”. Rozumiem, że kluczem jest poczucie, że problem dotyka ich bezpośrednio, a nie sprowadza się do opowieści o topniejących lodowcach?
– To niezwykle ważne. Intuicję, że przekaz nie może być abstrakcyjny, miałyśmy z Zuzą Ogrodnik-Gruszecką, z którą prowadzę projekt, od samego początku. Wiedziałyśmy, że to musi być „koszula bliska ciału”.
Opowieść o lodowcach nie przyciągnie ludzi – a jeśli już, to głównie tych, którzy chcą zadawać denialistyczne pytania.
Z drugiej strony nie wystarczy rzucić hasła: „zróbmy coś lokalnie o klimacie”. Wiele osób odruchowo ucieknie wtedy w szeroko rozumianą ekologię: segregowanie odpadów, sprzątanie lasu, czy sadzenie łąk kwietnych. Nie twierdzę, że to złe działania – one integrują i budują więzi – nam jednak zależy na inicjatywach uderzających bezpośrednio w przyczyny i skutki zmiany klimatu. Dlatego tak ważne jest wyposażenie bibliotekarzy w merytoryczną wiedzę, by potrafili zakorzenić te działania w realnych, lokalnych problemach.
Czy zawsze udaje się przekonać ludzi do tej rozmowy? Nie pojawia się opór, zwłaszcza po ostatniej mroźnej i śnieżnej zimie, która dla wielu jest koronnym argumentem przeciwko ociepleniu?
– Nową edycję Akademii Klimatycznej zaczynamy 30 marca i same jesteśmy ciekawe reakcji. Jednym z głównych tematów będzie woda w kontekście powodzi i suszy, a obecnie sporo dyskutuje się o tym, czy przy tak dużej ilości śniegu susza nam w ogóle grozi. Mogą pojawić się głosy, że „wszystko wraca do normy”, ale o tym dopiero się przekonamy.
Szczerze mówiąc, denializm nie jest dla nas wielkim wyzwaniem. Owszem, takie pytania padają, ale mamy na nie gotowe odpowiedzi. We współpracy z Anną Sierpińską z portalu Nauka o Klimacie przygotowałyśmy specjalne Q&A. To zbiór najczęstszych pytań i merytorycznych argumentów, po które bibliotekarze mogą sięgnąć w każdej chwili, by rozwiać wątpliwości mieszkańców.
Co w takim razie jest największym wyzwaniem w Waszym projekcie?
– W zasadzie widzę trzy główne obszary. Pierwszym jest doprowadzenie do pełnego zrozumienia, czym właściwie są zmiany klimatu. Musimy pokazać, że to cała sieć powiązanych ze sobą zjawisk i kryzysów, które choć mają wymiar globalny, wywołują bardzo konkretne efekty lokalnie. Bez tej świadomości trudno o sensowne inicjatywy oddolne.
Drugim wyzwaniem jest samo zaangażowanie. Kiedyś wierzyłam, że wystarczy dostarczyć wiedzę: dowiadujesz się o zagrożeniu, rośnie Twoja świadomość, a wraz z nią motywacja do działania. Dziś wiem, że to za mało. Przekaz musi budzić emocje i dotyczyć człowieka bezpośrednio.
Z tym wiąże się trzecia kwestia, na którą wciąż szukamy recepty: jak radzić sobie z postępującym indywidualizmem? Coraz częściej brakuje nam poczucia wspólnotowości. Podczas warsztatów widzimy, że wielu osobom trudno jest postawić się w sytuacji drugiego człowieka – dominuje myślenie o tym, co jest dobre dla „mnie”, a nie dla grupy. Staramy się na to odpowiadać. W poprzedniej edycji Akademii Klimatycznej, we współpracy z Fundacją Nowej Wspólnoty, zorganizowaliśmy tzw. Lokalne Dialogi. Jeden z nich odbył się w Głuchołazach, miejscowości mocno doświadczonej przez powódź. W tamtejszej społeczności narosło sporo napięć, a takie spotkanie pozwoliło je nieco rozładować.
Budowanie wspólnotowości jest kluczowe, bo to ona daje siłę i odporność, dzięki którym łatwiej radzić sobie z kryzysami.
Czy udało się gdzieś taką wspólnotowość realnie odbudować?
– Świetnym przykładem są Kęty w województwie małopolskim. Dwie bibliotekarki, Dorota i Agnieszka, stworzyły tam „kawiarenkę klimatyczną”. Była to bezpośrednia odpowiedź na potrzeby zgłoszone przez mieszkańców podczas Lokalnych Dialogów – ludzie po prostu marzyli o miejscu, w którym mogliby się spotkać i porozmawiać. Na otwarciu kawiarenki odbył się pokaz filmu Można panikować z udziałem jego autora, prof. Szymona Malinowskiego.
Czy fakt, że zawód bibliotekarza jest tak mocno sfeminizowany, przekłada się na to, że w działania klimatyczne angażują się głównie kobiety?
– Rzeczywiście, do bibliotek zaglądają przede wszystkim kobiety, które wykazują ogromną chęć do działania lokalnie. Bardzo ważna jest dla nich dbałość o najbliższe otoczenie, ochrona przyrody i pielęgnowanie lokalnej tradycji. Pierwsza edycja Akademii Klimatycznej była zresztą bezpośrednio skierowana do kobiet.
Biblioteki często współpracują z Kołami Gospodyń Wiejskich, więc ich członkinie naturalnie stawały się liderkami projektów, chcąc pogłębić swoją wiedzę o klimacie i realnie wpłynąć na poprawę sytuacji w swoim regionie. Staramy się jednak docierać do wszystkich grup, a dla najmłodszych przygotowujemy teraz coś specjalnego. W tym roku w FRSI rozpoczęliśmy nowy, kilkuletni projekt. Naszym celem jest wyposażenie młodych ludzi w kompetencje niezbędne do życia w świecie pełnym wyzwań i kryzysów, z klimatycznym na czele.
To wszystko musi mieć też ogromny wpływ na samych bibliotekarzy i bibliotekarki, z którymi współpracujecie.
– Zdecydowanie. To dla mnie niesamowite historie ludzi, którzy po udziale w projekcie angażują się jeszcze mocniej, bo czują, że kwestie klimatyczne są fundamentalnie ważne. W naszych ewaluacjach często czytamy o tym, jak bardzo zmieniło się ich postrzeganie kryzysu klimatycznego.
Mamy też kilka spektakularnych przykładów, jak choćby Joanna z biblioteki w małopolskich Wierzchosławicach. Po pierwszej edycji Akademii Klimatycznej ukończyła studia z zakresu mitygacji i adaptacji do zmian klimatu, a także kurs moderatorki warsztatu Mozaiki Klimatycznej. Obecnie działa w Krakowie, prowadzi warsztaty i została tutorką w naszym programie, wspierając inne placówki. Za swoje działania otrzymała prestiżowe stypendium im. Olgi Rok. To dla nas ogromny sukces – szczególnie że temat zmian klimatu jest obciążający i często wiąże się z ryzykiem wypalenia.
Czy działania proklimatyczne stają się impulsem do budowania szerszej współpracy między lokalnymi instytucjami a organizacjami pozarządowymi?
– Tak, obserwujemy to chociażby w Szamotułach, gdzie biblioteka regularnie realizuje inicjatywy wspólnie z lokalnymi organizacjami. Z kolei w Nadolicach Wielkich na Dolnym Śląsku bibliotekarka Justyna tak skutecznie zaktywizowała mieszkańców, że teraz to oni przychodzą do placówki z gotowymi pomysłami i samodzielnie pozyskują na nie środki. W projekt włączyło się lokalne stowarzyszenie, które przy wsparciu sołectwa kontynuuje misję zapoczątkowaną przez bibliotekę.
W miejscowościach, w których gościliśmy z Akademią Klimatyczną dłużej niż jedną edycję, widać wyraźną zmianę postawy lokalnych władz.
Biblioteki przestają być postrzegane jedynie jako instytucje, które trzeba finansować, a stają się dla samorządów pełnoprawnymi partnerami w realizacji strategicznych celów.
A jakie są plany na przyszłość, czy zamierzacie coś zmienić w tym, jak prowadzicie projekt?
Obecnie, w czwartej edycji Akademii klimatycznej, zawężamy właśnie obszar działań, to znaczy chcemy, żeby inicjatywy skupiały się wokół konkretnych tematów. Będą to woda, bezpieczeństwo żywnościowe, korzyści z transformacji energetycznej. Jeszcze większy niż dotychczas nacisk będzie też położony na walkę z dezinformacją. Nowością będzie budowanie sieci bibliotek dla bibliotek, czyli, żeby osoby, które już wiedzą, o co chodzi, działają, szły z tym jak najdalej i zachęcały swoje koleżanki i kolegów. W związku z tym myślimy, żeby zorganizować spotkanie sieciująco-warsztatowe, by jak najwięcej bibliotekarek i bibliotekarzy mogło nawiązać relacje. Poza tym planujemy wzmocnić dyskusyjne kluby książki i by w ich trakcie omawiane były najróżniejsze książki w kontekście zmian klimatu. Innymi słowy dużo myślimy, co i jak zmienić, by móc działać na jeszcze większą skalę.
Jakie macie plany na przyszłość? Czy zamierzacie zmodyfikować sposób prowadzenia projektu?
– W obecnej, czwartej edycji Akademii Klimatycznej, mocno precyzujemy obszary działań. Chcemy, aby lokalne inicjatywy skupiały się wokół trzech filarów: zasobów wodnych, bezpieczeństwa żywnościowego oraz korzyści płynących z transformacji energetycznej. Jeszcze większy nacisk położymy na walkę z dezinformacją.
Nowością będzie budowanie sieci „biblioteki dla bibliotek” – zależy nam, by osoby, które już działają i mają doświadczenie, stawały się ambasadorami projektu i inspirowały koleżanki oraz kolegów z innych placówek. Planujemy w tym celu duże spotkanie sieciująco-warsztatowe, by ułatwić nawiązywanie relacji. Chcemy też wzmocnić Dyskusyjne Kluby Książki, by rozmowy o literaturze jeszcze częściej stawały się punktem wyjścia do dyskusji o klimacie. Szukamy rozwiązań, które pozwolą nam działać na jeszcze większą skalę.
Marta Piechocka-Nowakowska – socjolożka, edukatorka w dziedzinie zmiany klimatu i menedżerka projektów. W Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego zainicjowała i rozwija projekt „Biblioteki dla klimatu”, któego jest menedżerką. Współpracuje również z programem Sektor 3.0.
W latach 2020–2021 pełniła funkcję ekspertki ds. adaptacji miast do zmian klimatu w Krajowym Ośrodku Zmian Klimatu (IOŚ-PIB). Wcześniej, przez siedem lat, realizowała międzynarodowe projekty promujące polską kulturę w ramach Instytutu Adama Mickiewicza.
W 2025 roku została wyróżniona w konkursie Klimatyczny Człowiek Roku, organizowanym przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
Źródło: informacja własna ngo.pl