Kaja nie organizowała tego wesela. O pomaganiu, które nie kończy się po pracy
Z pracy można wyjść. Trudniej wyłączyć to, czego praca nas nauczyła. Na lotnisku, w tramwaju i na cudzym weselu zawodowy radar nadal działa: skanujemy otoczenie, wyłapujemy napięcie i ruszamy na ratunek, zanim inni zorientują się, że coś się dzieje. Społeczność na tym zyskuje. Rachunek płacimy my i nasi bliscy.
Kobieta, której nikt inny nie zauważył
Karolina pracuje w organizacji społecznej. Od lat rozmawia z ludźmi, pomaga rozpoznawać potrzeby i regulować napięcie, oferuje wsparcie. Tego dnia nie jest jednak w pracy. Jest z rodziną na lotnisku. Lecą na wakacje do Grecji. Wśród pasażerów Karolina zauważa kobietę, na którą nikt inny nie zwraca uwagi. Kobieta nie woła o pomoc. Nie płacze, nie robi niczego, co wyraźnie wskazywałoby, że coś jest nie tak. To raczej zbiór drobnych sygnałów: sposób, w jaki się porusza, rozgląda i oddycha. Karolina wyłapuje je natychmiast. Zaczyna odruchowo obserwować podróżniczkę. Czuje narastający stres. W końcu podchodzi.
– Czy wszystko w porządku? – pyta.
Okazuje się, że kobieta panicznie boi się latania. Rozmowa z Karoliną przynosi jej chwilę ulgi i pomaga przejść przez boarding. Dobrze, że Karolina ją zauważyła. Dobrze, że zareagowała. Prawdopodobnie zrobiła dokładnie to, czego w tej chwili potrzebował drugi człowiek. Tylko że Karolina miała właśnie zaczynać rodzinne wakacje. Tymczasem, zanim jeszcze weszła do samolotu, jej ciało było już w napięciu, uwaga skupiona na obcej osobie, a rodzina czekała, aż Karolina skończy pomagać.
Syndrom hostessy
Nazywam to syndromem hostessy. Bo sama go mam. Nie jest to termin psychologiczny ani żadna diagnoza. To zawodowy nawyk, który dobrze zna wiele osób pracujących w organizacjach społecznych. Wchodzisz do pomieszczenia i od razu widzisz, że ktoś stoi sam. Zauważasz osobę, która nie wie, dokąd pójść, gościa bez krzesła i dziecko, które źle znosi hałas. Sprawdzasz, czy wszyscy wiedzą, gdzie jest toaleta, czy prowadzący potrzebuje pomocy i dlaczego w jednym miejscu robi się nerwowo. Nikt cię o to nie prosił. Nie masz nic wspólnego z organizacją wydarzenia. A jednak twój wewnętrzny radar działa. W pracy ta uważność jest kompetencją. Problem w tym, że wielokrotnie powtarzany sposób działania staje się automatyczny. Szczególnie mocno, gdy ma to związek z naszą tożsamością zawodową.
Kiedy praca jest oparta na wartościach i silnie związana z poczuciem sensu, „pracuję jako osoba pomagająca” łatwo zmienia się w „jestem osobą, która pomaga”. Rola zawodowa zaczyna przenikać do życia prywatnego. Badacze organizacji Blake Ashforth, Glen Kreiner i Mel Fugate opisują granice między naszymi rolami jako mniej lub bardziej przepuszczalne. Im bardziej przepuszczalna jest granica między rolą zawodową i prywatną, tym łatwiej sposób myślenia i działania z pracy przenosi się do innych części życia. Wtedy zauważenie czyjejś potrzeby uruchamia poczucie odpowiedzialności. Skoro widzę, że ktoś sobie nie radzi, trudno mi po prostu odwrócić wzrok. Skoro wiem, jak pomóc, czuję, że powinnam to zrobić. Kompetencja staje się obciążeniem.
Nikt nie reagował przez trzy przystanki
Adam jechał tramwajem, kiedy jedna z jadących osób zaczęła panicznie krzyczeć. Ludzie odwracali wzrok. Tramwaj przejechał jeden przystanek, potem drugi i trzeci. Adam przepchał się między ludźmi z drugiego końca pojazdu. Zapytał pasażerkę, co się dzieje, a następnie poprosił o pomoc motorniczego. Okazało się, że pani, osoba z niepełnosprawnością, panicznie bała się osy, która wleciała do tramwaju.
Dlaczego wcześniej nikt nie zareagował? Niekoniecznie dlatego, że pozostali pasażerowie byli obojętni. John Darley i Bibb Latané w klasycznych badaniach nad efektem widza opisali mechanizm rozproszenia odpowiedzialności: obecność innych świadków może sprawiać, że każda osoba czeka na ruch kogoś innego. Skoro inni zachowują spokój, można uznać, że nie dzieje się nic wymagającego reakcji. Doświadczenie pomocowe skraca moment wahania. Adam nie musiał wiedzieć, dlaczego kobieta krzyczy ani jak rozwiązać problem. Wiedział natomiast, od czego zacząć: podejść, zapytać i poszukać kogoś, kto może pomóc. Pomagacz nie zawsze zna rozwiązanie. Częściej niż inni potrafi jednak wykonać pierwszy krok.
Kaja nie organizowała tego wesela
Kaja z mężem przyszła na wesele kuzynki. Nie znała planu imprezy i nie odpowiadała za przebieg uroczystości. Mimo to właśnie do niej podeszli muzycy, przekonani, że jest kimś z organizacji. To nie był wyjątek. Na festynach i innych eventach, z którymi Kaja nie ma nic wspólnego, ludzie pytają ją o program, zgłaszają problemy, a czasami mają do niej pretensje o to, jak wszystko zostało przygotowane. Najwyraźniej w sposobie, w jaki obserwuje otoczenie, rozmawia z ludźmi i porusza się po wydarzeniu, jest coś, co komunikuje: „ona wie, co się dzieje”. Kaja nie zgłasza się do roli organizatorki. To inni odczytują jej uważność i sprawczość jako sygnał: „ona tu ogarnia”, a potem zaczynają przekazywać jej odpowiedzialność. W ten sposób pomagacz, pomagaczka nie tylko sam, sama zabiera swoją rolę zawodową poza pracę. Czasami inni nie pozwalają jej zdjąć.
Społeczny zysk, prywatny rachunek
Dobrze jest mieć Karolinę na lotnisku i Adama w tramwaju. Dobrze, kiedy na festynie pojawia się Kaja. Społeczności potrzebują ludzi, którzy zauważają innych i nie czekają, aż ktoś formalnie wyznaczy ich do działania. Tyle że za ten społeczny zysk ktoś płaci. Płaci osoba pomagająca, której ciało i umysł szybko wchodzą w stan gotowości. Płacą także jej bliscy. Partner/ka czeka, aż skończy się kolejna interwencja. Dzieci po raz kolejny słyszą: „momencik, muszę komuś pomóc”. Rodzinny wyjazd, wesele czy zwykła podróż tramwajem na chwilę zamieniają się w pracę.
Psycholożka pracy Sabine Sonnentag wskazuje psychologiczne odłączenie od pracy jako jeden z ważnych elementów regeneracji. Nie wystarczy więc wyjść z pracy i wyłączyć służbowego telefonu. Trzeba jeszcze na jakiś czas przestać wykonywać pracę w swojej głowie: obserwować, analizować, przewidywać i brać odpowiedzialność. Dać organizmowi sygnał, że może przestać czuwać. Bo pomaganie po godzinach też kosztuje. Wymaga uwagi, zaangażowania i emocji, nawet jeśli trwa tylko kilka minut i nikt nie nazywa go pracą.
Nie chodzi o to, żeby przestać widzieć
Rozwiązaniem nie jest nauczenie się obojętności. Uważność na ludzi jest kompetencją, wartością i jednym z powodów, dla których wiele osób wybiera pracę w organizacjach społecznych. Chodzi raczej o odzyskanie wyboru: czy w tej konkretnej sytuacji rzeczywiście chcę i powinnam zareagować? Bo zauważyć nie zawsze znaczy przejąć odpowiedzialność. Można zapytać, czy ktoś potrzebuje pomocy, bez zajmowania się całą sprawą. Można powiadomić osobę odpowiedzialną i wrócić do własnego życia. Można też uznać, że sytuacja nie jest niebezpieczna, a jej rozwiązanie nie należy tym razem do nas. Mamy prawo wrócić do swojej prywatnej roli: turystki, pasażera czy gościni. Potrzebujemy wrażliwych pomagaczy i pomagaczek. Potrzebujemy również, żeby potrafili, potrafiły odpoczywać i być obecni, obecne przy swoich bliskich. Żeby wiedzieli, wiedziały, że nie każda zauważona potrzeba staje się automatycznie ich zadaniem.
Jak zadbać o siebie, kiedy zawodowy radar działa po godzinach?
- Zatrzymaj się i sprawdź: czy to zagrożenie, czy tylko czyjś dyskomfort?
- Zapytaj siebie: czy naprawdę muszę zareagować właśnie ja?
- Wybierz najmniejszą pomoc, która będzie wystarczająca.
- Jeśli możesz, przekaż sprawę osobie, która za nią odpowiada.
- Przypomnij sobie swoją obecną rolę: „Dzisiaj jestem gościnią, pasażerem, turystką, tatą”.
- Po interwencji świadomie ją zakończ. Nie musisz dalej obserwować i kontrolować sytuacji.
- Umów się z bliskimi na sygnał: „Znowu jesteś w trybie pomagania”.
Bibliografia
- Ashforth, B. E., Kreiner, G. E., & Fugate, M. (2000). All in a day’s work: Boundaries and micro role transitions. Academy of Management Review, 25(3).
- Darley, J. M., & Latané, B. (1968). Bystander intervention in emergencies: Diffusion of responsibility. Journal of Personality and Social Psychology, 8(4).
- Hochschild, A. R. (1983). The managed heart: Commercialization of human feeling. University of California Press.
- Nippert-Eng, C. E. (1996). Home and work: Negotiating boundaries through everyday life. University of Chicago Press.
- Sonnentag, S., & Fritz, C. (2007). The recovery experience questionnaire: Development and validation of a measure for assessing recuperation and unwinding from work. Journal of Occupational Health Psychology, 12(3).
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Justyna Dziuma