Rozwój lokalny poprzez samoorganizację, czyli spółdzielcze wsie i miasteczka. Piotr Frączak zamyka krótką historię przedwojennego polskiego ruchu spółdzielczego opisem inicjatyw, które stały się symbolem i wzorem do naśladowania. Czy również dziś?
Po pierwszej części historii spółdzielczości do I wojny światowej kliknij) daliśmy pouczający chyba przykład upadku jednej z pierwszych i największych polskich spółdzielni spożywców na przełomie XIX i XX wieku (kliknij). Wypada i po drugiej części, tej do 1939 roku (kliknij), odwołać się do konkretu.
Tym razem spróbujmy przedstawić pewną wizję rozwoju spółdzielczości. Oczywiście nie była to wizja jedyna. Trochę inna była ona w poznańskiem, inna w tzw. spółdzielczości klasowej, ale wydaje się, że była na tyle powszechna by stanowić punkt odniesienia dla całej spółdzielczej aktywności. Wywodziła się zresztą z idei spółdzielczości walczącej (czy to o samostanowienie narodowe czy wyzwolenie społeczne), która miała od dołu budować struktury społeczne niezależne od państwa. Ta idea, najwyraźniej wyartykułowana w pisma Abramowskiego, nie była obca przecież i w Wielkopolsce, gdzie Banki Ludowe czy Rolniki traktowano jako erzac polskiego samorządu.
Kooperatyzm
Sytuacja się zmieniła po 1920 roku. Jednak spółdzielczość (widziana czy to z pozycji społecznej nauki kościoła czy socjalizmu) jako ruch społeczny i zarazem alternatywa dla kapitalizmu, potrzebowała wizji. Tą wizją był rozwój kooperatyzmu. Szczególnie widoczny na poziomie spółdzielni spożywców (jak pisaliśmy tu zakładano włączenie do spółdzielczości masowego konsumenta), gdzie rozwój wspólnych zakupów, wspólnych magazynów, możliwość własnej produkcji (mleczarnie, piekarnie, masarnie, ale też np. produkcja mydła) wydawał się nieograniczony. Ale przecież i w innych dziedzinach, w tym spółdzielczości kredytowej czy rolnictwie budowanie struktur gospodarczych (centrale handlowe) było z jednej strony ekonomiczną koniecznością z drugiej formą samoorganizacji i społecznej kontroli nad instytucjami wpływającymi na nasze życie.
Czy ta idea miała szanse realizacji? Wtedy nie było wątpliwości. Mielczarski mówi w 1926 roku „Jesteśmy zgodni co do tego, że ustrój ten należy zmieniać na taki, w którym produkcja i wymiana będą odpowiadały interesom spożywców”. Z jednej strony udowadnia rolę jaką pełni Związek Spółdzielni Spożywców przytaczając liczby: „Z konsumpcji ogólnej, więc całej Polski (…) 1/33 cukru dostarcza nas związek, 1/33 część całej herbaty, 1/12 część całej soli, 1/20 część rozmaitych drobnych artykułów kolonialnych, 1/33 część całej nafty”. Z drugiej strony wskazuje jak wiele jeszcze można osiągnąć „Hurtownia angielska liczyła 3 miliony 600 tysięcy członków w 1924 roku, my 600 tysięcy, czyli mamy 1/6 część. Obroty w hurtowni angielskiej wynosiły 1800 milionów, nasze 23 miliony, czyli 1/90”. Była wizja rozwoju.
A przecież sama wizja nie wystarczała. Potrzeb było lokalnych przykładów. I takie były. Jako tzw. dobre praktyki, przytaczano przykłady wsi spółdzielczych i… miasteczka. To, że rozwój lokalny może się dokonać poprzez samoorganizację i spółdzielczość udowadniały dokonania Liskowa, Handzlówki, Albigowej czy w końcu, miasteczka Sterdyń.
Sterdyń
Sterdyń, chyba najmniej znany, jest najciekawszy. Po pierwsze dlatego, że po I wojnie światowej zaczynał prawie od zera, podczas gdy wsie spółdzielcze miały swoje silne korzenie w aktywności jeszcze z czasów zaborów. Po drugie, jest uznawany za przykład oddolnej inicjatywy. W pozostałych ogromną rolę pełniły charyzmatyczne jednostki. Tu spółdzielnie naturalnie ze sobą współdziałały. Odbudowana od podstaw mleczarnia, w niej kasa Stefczyka, sklep spożywczy, piekarnia…
Władysław Rusiński tak opisuje ten fenomen „Wszystkie zrzeszenia osiągnęły niecodzienne sukcesy gospodarcze. Spółdzielnia spożywców była właściwie wiejskim domem towarowym. Prócz spożywczego prowadziła działy: żelazny, naczyń kuchennych i porcelany, szkła, cementu, nawozów sztucznych oraz materiałów piśmienniczych, w które zaopatrywała wszystkie okoliczne spółdzielnie uczniowskie. Prowadziła też wymianę zboża na chleb (wypiekany we własnej piekarni) , skup trzody chlewnej i lnu. (…) Zakupione zboże odstawiane było do spółdzielczego młyna w Sokołowie, wieprze zakupione w dużej części do robotniczej spółdzielni spożywców w Żyrardowie. Piekarnia spółdzielcza, początkowo deficytowa, w 1936 r. przyniosła już 3 600 zł czystej nadwyżki”. Robi wrażenie?
Lisków
Jednak i tak Sterdyń rozmachem nie dorównywa słynnemu Liskowowi. W tej „zapomnianej przez Boga i ludzi” na początku XIX wieku wsi powstał – zaczynając od sklepu spożywczego – cały system spółdzielni, które przynosząc dochody pozwolił na podjęcie inicjatyw w zakresie oświaty, kultury, zdrowia. Powstały szkoły: gimnazjum, hodowlana, mleczarska, rzemieślniczo-przemysłowa. Powstał sierociniec, Dom Ludowy z chórem, teatrem, orkiestrą. To tu mieliśmy poza skuteczną akcją higieniczną i antyalkoholową do czynienia z prawdopodobnie pierwszym na polskiej wsi gabinetem stomatologicznym. Lisków cieszył się popularnością. W 1925 roku zorganizowano tu wystawy „Wieś Polska Lisków” ponoć wystawę odwiedziło ponad 43 tys. osób. Podobna wystawa odbyła się w 1937 roku pod tytułem „Praca i kultura wsi”.
Nie jest więc chyba dziwne, że ks. Bliziński – współtwórca liskowskiego sukcesu i na pewno nie socjalista – widział w spółdzielczości rozwiązanie wszystkich problemów społecznych. Uważał – jeszcze w czasie II wojny światowej – że spółdzielczość przyczyni się „do przekształcenia dzisiejszego ustroju społecznego. Rola spółdzielczości w powojennych warunkach niewątpliwie nabierze dużego znaczenia, będzie to jakby ewolucyjne przeobrażenie systemu dotychczasowego, przejście łagodne, bez wstrząsów, do wyższych form gospodarki, z zachowaniem jednostkom maksimum swobody osobistej inicjatywy, a przy tym bez podważania fundamentalnych zasad złączonych z właściwościami psychicznymi jednostki – własnością prywatna, bez której nie ma postępu, nie ma twórczego rozwoju i życia moralnego”.
Tak tę wizję podzielało wielu i działaczy i nawet literatów (np. Stefan Żeromski, czy zawsze przytaczana w tym kontekście Maria Dąbrowska). Szkoda, że dziś ta idea nie jest elementem ruchu spółdzielczego.
O projekcie
Projekt „SAMO-ES. Samoorganizacja przedsiębiorstw społecznych jako odpowiedź na wyzwania społeczne” realizowany jest w partnerstwie, które tworzą Ogólnopolski Związek Rewizyjny Spółdzielni Socjalnych (lider), Fundacja Rozwoju Przedsiębiorczości Społecznej „Być Razem” z Cieszyna, Stowarzyszenie na rzecz Spółdzielni Socjalnych, Stowarzyszenie Klon/Jawor.
ℹ️ Odwiedź nas: www.samo-es.pl
Projekt „SAMO-ES. Samoorganizacja przedsiębiorstw społecznych jako odpowiedź na wyzwania społeczne” jest współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego 2021-2027.
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.