Dane nie są tylko do raportów. MEARL w praktyce Fundacji Kuchni Konfliktu
Zbieranie danych w organizacji pozarządowej łatwo sprowadzić do liczb potrzebnych we wniosku, wskaźników i późniejszego rozliczenia projektu. Ile osób skorzystało ze wsparcia, ile odbyło się spotkań, czy udało się osiągnąć zakładane rezultaty?
Dane mogą jednak opowiadać znacznie więcej. O tym, kim są osoby, które trafiają do organizacji, z jakimi problemami się mierzą i jak ich sytuacja zmienia się z czasem. Mogą też pokazać, że coś w sposobie działania organizacji wymaga zmiany.
Właśnie tutaj pojawia się MEARL, czyli Monitoring, Evaluation, Accountability, Research and Learning. To podejście łączy monitoring, ewaluację, odpowiedzialność, badania i uczenie się. W praktyce oznacza nie tylko zbieranie informacji, ale przede wszystkim korzystanie z nich w codziennej pracy.
O tym, jak wygląda to w Fundacji Kuchni Konfliktu, rozmawialiśmy z Adamem Durjaszem, przedstawicielem fundacji.
Dane, które zostają na dłużej
Kuchnia Konfliktu wspiera osoby z doświadczeniem migracji i uchodźstwa. Jednym z prowadzonych przez organizację działań jest Dom Interwencyjny dla osób z doświadczeniem przymusowej migracji, zagrożonych kryzysem bezdomności lub już się w nim znajdujących.
Kiedy ktoś trafia do Domu, zespół poznaje jego sytuację życiową i prawną, wie, czy dana osoba pracuje, skąd trafiła do organizacji i w którym momencie zaczęła szukać pomocy. Z perspektywy pojedynczej osoby są to informacje potrzebne do udzielenia odpowiedniego wsparcia. Kiedy jednak gromadzi się je przez kilka lat, zaczynają tworzyć szerszy obraz.
W danych widać chociażby sytuację osób z doświadczeniem migracji na polskim rynku pracy. Widać, ile z nich pracuje poniżej swoich możliwości, jakie napotykają bariery i jakie zatrudnienie ostatecznie podejmują. Widać również, jak zmiany społeczno-polityczne przekładają się na liczbę osób zgłaszających się po pomoc.
Adam Durjasz nazywa to również budowaniem pamięci organizacji. – Daje nam to pewien obraz, w jaki sposób nasze działania zmieniały się na przestrzeni kilku ostatnich lat.
Taka pamięć przydaje się przy pisaniu grantów czy planowaniu kolejnych projektów, ale pozwala też spojrzeć na własną działalność z dystansu. Organizacja nie musi opierać się wyłącznie na tym, co pracownicy pamiętają sprzed roku czy dwóch. Ma dane, do których może wrócić i sprawdzić, co rzeczywiście się działo.
Jak usłyszeć coś więcej niż „było dobrze”?
Same dane liczbowe nie powiedzą jednak wszystkiego. Dlatego ważną częścią pracy Kuchni Konfliktu jest zbieranie informacji bezpośrednio od osób korzystających ze wsparcia.
W Domu Interwencyjnym odbywają się cotygodniowe spotkania społeczności. To przestrzeń, w której mieszkańcy mogą mówić o tym, jak funkcjonuje Dom, zgłaszać problemy czy proponować zmiany. Dużo informacji pojawia się też mniej formalnie, podczas codziennych rozmów z zespołem. Te uwagi nie znikają wraz z końcem rozmowy. Zespół je zapisuje, porządkuje i kategoryzuje.
Jest jednak pewien problem. Kiedy organizacja pyta osobę korzystającą z pomocy bezpośrednio, czy wszystko było w porządku, odpowiedź nie zawsze mówi całą prawdę.
– Jeśli te feedbacki są takie twarzą w twarz, to 98 procent z tego to feedbacki pozytywne. To miłe, ale nie o to chodzi. Zależy nam na tym, żeby dowiedzieć się, co możemy robić lepiej. - podkreśla.
Dlatego mieszkańcy mogą również skorzystać z anonimowej ankiety ewaluacyjnej, najlepiej w trakcie pobytu i ponownie przy wyprowadzce. Kuchnia Konfliktu korzysta też z ankiet po warsztatach i wydarzeniach, a kiedy jest taka możliwość, prowadzi pogłębione rozmowy ewaluacyjne. Różne formy zbierania opinii zwiększają szansę, że do zespołu dotrą nie tylko pochwały, ale również krytyczne uwagi.
I właśnie wtedy zaczyna się najciekawsza część całego procesu.
Co zrobić z informacją, że coś nie działa?
Feedback ma wartość dopiero wtedy, kiedy organizacja jest gotowa się nad nim zatrzymać. W Kuchni Konfliktu nie czeka się z tym do końcowej ewaluacji projektu. Zespół spotyka się co tydzień i omawia sytuację osób, z którymi pracuje długoterminowo. Jeśli ktoś zgłasza, że poczuł się potraktowany nie fair albo pojawia się inna krytyczna uwaga, można zareagować na bieżąco.
Nie każda uwaga prowadzi jednak do zmiany dokładnie takiej, jakiej oczekuje osoba, która ją zgłosiła.
Kilka razy mieszkańcy Domu proponowali na przykład zamontowanie kamer. Kuchnia Konfliktu tego pomysłu nie wprowadziła. Monitoring nie pasował do modelu społeczności, który organizacja chce tworzyć. Nie oznaczało to jednak zignorowania propozycji. Zespół rozmawiał o niej z mieszkańcami i wyjaśniał swoją decyzję.
To ważne rozróżnienie. Słuchanie osób korzystających ze wsparcia nie musi oznaczać realizowania każdego zgłoszonego pomysłu. Chodzi również o stworzenie przestrzeni, w której można coś powiedzieć i dostać odpowiedź.
Inaczej wygląda sytuacja, kiedy informacja zwrotna dotyczy samego sposobu udzielania pomocy.
– Zastanawiamy się nad tym, co poszło nie tak, co można zrobić lepiej albo być może czego nie jesteśmy w stanie zaproponować danej osobie. - tłumaczy Adam Durjasz.
Nie ma tu jednego schematu działania. Jak podkreśla Adam, mimo wypracowanego modelu wsparcia każda sytuacja jest inna i wymaga indywidualnego podejścia. Dostosowywanie sposobu pracy nie odbywa się więc raz na koniec projektu. Jest częścią codziennej działalności zespołu.
Zacząć wcześniej, nawet jeśli na początku oznacza to więcej pracy
Pozostaje pytanie, czy małą organizację w ogóle stać na takie zbieranie i porządkowanie informacji. Szczególnie na początku, kiedy brakuje ludzi, czasu, a każda dodatkowa tabela oznacza kolejne zadanie.
Pan Adam przyznaje, że jest to inwestycja. Jednocześnie przekonuje, że z czasem zaczyna się zwracać. – Im szybciej organizacja zrozumie, jakimi danymi może operować i w jaki sposób może je opisywać, tym prościej będzie później.
Kiedy wiadomo już, jakie dane warto zbierać, łatwiej przygotować kolejny wniosek, określić realne rezultaty i później je rozliczyć. Organizacja lepiej wie też, co rzeczywiście może obiecać w projekcie. To, co na początku zabiera czas, z czasem zaczyna go oszczędzać.
Ale w rozmowie z Adamem Durjaszem pojawia się jeszcze jeden powód, żeby nie traktować danych wyłącznie jako wymogu grantowego.
Po kilku latach można do nich wrócić i zobaczyć własną drogę. Przypomnieć sobie, z kim organizacja pracowała, co robiła, jak zmieniały się potrzeby odbiorców i jak oceniali oni otrzymywane wsparcie.
Wtedy dane przestają być tylko liczbami w tabeli.
– To daje poczucie, że czegoś się dokonało. Takiej sprawczości. - dodaje.
I być może właśnie od tego warto zacząć myślenie o MEARL. Nie od pytania, ile dodatkowych tabel trzeba będzie prowadzić, ale jakiej wiedzy o swojej pracy organizacja będzie potrzebowała za rok, dwa czy trzy lata.
Projekt Polskiego Towarzystwa Ewaluacyjnego „Wzmocnienie kompetencji organizacji obywatelskich w obszarze ewaluacji i procesów pokrewnych” wspiera organizacje w rozwijaniu monitoringu, ewaluacji, odpowiedzialności i procesów uczenia się. Jego założeniem jest między innymi lepsze wykorzystywanie potrzeb i opinii osób oraz społeczności otrzymujących wsparcie, tak aby zdobywana wiedza przekładała się na jakość realizowanych działań.
Projekt sfinansowano ze środków Narodowego Instytutu Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Funduszu Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021-2030.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Dagmara Szastak
-
Galeria Apteka Sztuki ZAZ