Czy Polska to przyjazne i bezpieczne miejsce dla aktywizmu i działań społecznych na uchodźstwie?
Załóżmy, że uciekasz z kraju, bo twoja działalność aktywistyczna jest zagrożona. Polska wydaje się być bezpieczną przystanią, miejscem, gdzie możesz kontynuować swoją misję. Jednak po przyjeździe okazuje się, że nawet tak prozaiczna rzecz, jak otwarcie rachunku bankowego dla fundacji jest niemal niemożliwa. Historie Svetlany z Białorusi oraz Lizy i Vyacheslava z Ukrainy pokazują, że choć Polska stała się ważnym ośrodkiem dla uchodźców i migrantów, droga do włączenia się w trzeci sektor jest wyboista. Ich doświadczenia – od walki z biurokracją, po poszukiwanie tożsamości w nowym kraju – rzucają światło na realia, z którymi mierzą się organizacje zakładane przez cudzoziemców.
6 marca 2024 roku. Demonstrację „Miała na imię Liza” zorganizowały białoruskie, polskie i ukraińskie aktywistki, aby wyrazić sprzeciw wobec przemocy seksualnej, której doświadczyła 25-letnia uchodźczyni z Białorusi. Liza zmarła w szpitalu po tym, jak została zaatakowana i brutalnie pobita przez nieznajomego mężczyznę przy ul. Żurawiej w centrum Warszawy.
Autor/źródło: Marta Bogdanowicz SpacerowiczkaAktywistyczny azyl
Reżimy autorytarne w regionie, takie jak Białoruś, Rosja, a także od niedawna Gruzja, poprzez ukierunkowane polityki i systemy zinstytucjonalizowanych represji uniemożliwiają działanie niezależnych organizacji społeczeństwa obywatelskiego w swoich krajach. Dysydenci i osoby stojące na straży praw człowieka doświadczają różnych form przemocy i prześladowań. Pośród ponad tysiąca trzystu więźniów politycznych w Białorusi (według szacunków Centrum Praw Człowieka „Wiasna” i Amnesty International) znajduje się wielu aktywistów i aktywistek. Zarejestrowana na Łotwie Belarus Women’s Foundation (z ang. Białoruska Fundacja Kobiet), która dokumentuje losy więźniarek politycznych, szacuje, że z powodu swojego społecznego zaangażowania w białoruskich ośrodkach penitencjarnych, w tym w koloniach karnych znajduje się obecnie 191 kobiet.
Ze względu na kwestie bezpieczeństwa wielu obrońców i obrończyń praw człowieka z Białorusi zdecydowało się na działalność na uchodźstwie, szczególnie po fali zintensyfikowanych represji po sfałszowanych wyborach prezydenckich w 2020 roku. Zlikwidowano wtedy ok. pięciuset organizacji pozarządowych, a z kraju wyjechały setki tysięcy osób. Pomimo ówczesnych rządów radykalnej prawicy, sąsiednia Polska stała się jednym z głównych krajów docelowych dla białoruskich aktywistek i aktywistów.
W Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS) stowarzyszeń i fundacji odnalazłam 82 organizacje pozarządowe, które w swojej nazwie zawierają różne odmiany rzeczownika Białoruś (a także z ang. Belarus) i związanych z nim przymiotników. To znacząca liczba. Jedną z największych i najstarszych inicjatyw, bo zarejestrowaną w 2012 roku, pozostaje Fundacja „Białoruski Dom”.
Po pełnoskalowej agresji Rosji w Ukrainie w 2022 roku Polska stała się także istotnym centrum dla społeczności ukraińskich, drugim co do wielkości po Niemczech. Krajowy Rejestr Sądowy wskazuje na istnienie co najmniej 202 organizacji pozarządowych, skupiających się na kwestiach związanych z Ukrainą (wnioskując po nazwie). Widać jednak dynamicznie zmieniającą się sytuację tej części trzeciego sektora – niektóre z tych podmiotów, jak wskazuje wyszukiwarka KRS, znajduje się obecnie w stanie likwidacji (dokładnie 16).
Wiele dróg prowadzi do Polski
Obok Polski i Litwy, do niedawna Gruzja tworzyła jeden z ważniejszych ośrodków życia białoruskiej diaspory. To właśnie tu początkowo przeniosła się organizacja pozarządowa, którą prowadzi Svetlana.
– Nasz zespół przeniósł się do Gruzji w 2021 roku, to było dla nas wtedy relatywnie bezpieczne i wspierające miejsce. Wiele osób z Białorusi, szczególnie kobiety, wybrało właśnie Gruzję. Kontynuowałyśmy tutaj naszą pracę z białoruską diasporą, a także stworzyłyśmy program warsztatów online, które były skierowane do białoruskich aktywistek i organizacji społeczeństwa obywatelskiego rozsianych po całym świecie. Na początku Gruzja zapewniała sprzyjające warunki: nie wymagano wiz, obywatele i obywatelki Białorusi mogli legalnie przebywać na terenie Gruzji przez 365 dni. Ramy prawne dotyczące organizacji pozarządowych i małych przedsiębiorstw były raczej sprzyjające.
Sytuacja w Gruzji, pomimo zdecydowanego i żywiołowego sprzeciwu ze strony społeczeństwa obywatelskiego, diametralnie się jednak zmieniła. W 2024 roku przyjęto tzw. ustawę o zagranicznych agentach, a także regulacje prawne uderzające w społeczność LGBTQ+.
– To znacząco utrudniło naszą pracę – wyjaśnia Svetlana. – Doświadczałyśmy narastającej presji i wiele zaczęło się zmieniać, na przykład Gruzja odmówiła ochrony międzynarodowej 50 obywatelom Białorusi. Sytuacja organizacji praw człowieka wyraźnie się pogarszała. Z tych powodów wiele białoruskich aktywistek i aktywistów, łączenie z naszym zespołem, zdecydowało się opuścić Gruzję.
Część z nich, tak jak organizacja Svetlany, przeniosła się do Polski.
– Polska była dla nas naturalnym wyborem. Graniczy z Białorusią, ma podobną kulturę i silną białoruską społeczność. Praktycznie w każdym większym mieście znajduje się centrum białoruskiej diaspory. Polska oferuje Białorusinom legalne możliwości pobytu poprzez wizy humanitarne, ochronę międzynarodową lub status uchodźcy. Procedury są jasne i wielu osobom udało się je pomyślnie przejść – kontynuuje Svetlana.
We wrześniu 2024 roku wraz ze swoimi współpracownicami zarejestrowały w Polsce fundację pod nazwą „Organizacja Europejskiej Ekspertyzy i Komunikacji”. Kontynuują działalność rozpoczętą w 2011 roku w Białorusi. Opierają się na założeniu, że białoruskie doświadczenia i ekspertyza stanowią integralną część europejskiej kultury. – Sam proces rejestracji nie był trudny. Otrzymałyśmy wsparcie prawne poprzez portal ngo.pl i udało nam się uporać ze wszystkimi formalnościami w ciągu miesiąca – opowiada Svetlana.
Istotne jest to, skąd się przyjechało
Z kolei Liza Maiorova, koordynatorka działań na rzecz dzieci i młodzieży w Fundacji Ukraiński Dom, dzieli się doświadczeniem pracowniczki, dla której praca w organizacji pozarządowej jest dodatkowym zajęciem.
– Pochodzę z Krymu. Zanim dotarłam do Polski prawie osiem lat temu, byłam wewnętrzną uchodźczynią w swoim własnym kraju. Polska stała się dla mnie miejscem pobytu z wyboru. Przyjechałam tu z własnej inicjatywy, jako migrantka ekonomiczna. Pomimo że zawsze w jakimś stopniu angażowałam się społecznie jako uczestniczka różnych inicjatyw, na przykład regularnie oddawałam krew, brałam udział w zbiórkach dla zwierząt czy dołączałam do akcji ekologicznych, dopiero po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie na stałe związałam się z wybraną organizacją i weszłam w jej struktury. Początkowo zgłosiłam się do Ukraińskiego Domu jako wolontariuszka, z czasem zaproponowano mi pracę na stanowisku koordynatorki.
Pomimo braku jednolitej i sprawiedliwej polityki migracyjnej, Polska oferuje relatywnie korzystne warunki dla obywatelek i obywateli z Białorusi, czy z Ukrainy. Na podobne traktowanie nie mogą liczyć osoby ubiegające się o ochronę międzynarodową z takich reżimów, jak Afganistan, Iran, Syria, Erytrea, czy Sudan. Białoruski paszport ułatwia proces ubiegania się o wizę humanitarną, która przysługuje osobom zagrożonym represjami. Osoby z Białorusi stanowią drugą, po osobach z Ukrainy, grupę cudzoziemców w Polsce. Podobne ułatwienia przygotowano dla osób uciekających przed wojną w Ukrainie. Prawie milion osób korzysta z ochrony czasowej w związku z inwazją, podczas gdy ogółem w Polsce przebywa legalnie ponad półtora miliona obywatelek i obywateli Ukrainy.
Sytuacja w Polsce jest jednak daleka od idealnej, szczególnie dla osób z innego kręgu kulturowego. Czas oczekiwania na decyzję w sprawie ochrony międzynarodowej lub statusu uchodźcy bywa bardzo długi. Często trwa kilkanaście miesięcy, a w niektórych przypadkach procedury potrafią ciągnąć się latami. Jeśli decyzja wciąż nie zapadła, po sześciu miesiącach można ubiegać się o pozwolenie na pracę.
Wyboistą drogą do rachunku bankowego
Różne bariery czyhają na aktywistki i działaczy, w zależności od ich statusu prawnego.
– Prawdziwym wyzwaniem okazało się dopiero otworzenie rachunku bankowego dla Fundacji – przyznaje Svetlana. – Po otrzymaniu wpisu do KRS przez dwa miesiące odbiłyśmy się od drzwi jedenastu oddziałów różnych banków. Odsyłano nas z kwitkiem: albo dostawałyśmy ustne odmowy, albo nie udzielano nam konkretnych informacji. To było bardzo frustrujące i czułyśmy się zdezorientowane. W końcu jeden z pracowników banku powiedział nam na boku, że problemem jest to, że jesteśmy Białorusinkami. Okazało się, że chodzi o to, że prezeska fundacji posiada jedynie białoruski paszport z wizą humanitarną. To pozwala na pobyt czasowy i pracę w Polsce, ale – jak potem odkryłyśmy – nie jest wystarczające, by otworzyć rachunek bankowy na organizację. Byłyśmy zmuszone zmienić strukturę organizacji i powołać na prezeskę osobę, która posiada pobyt stały i adres zameldowania w Polsce. Ostatecznie musiałyśmy się zdecydować nie na tę osobę, którą pierwotnie widziałyśmy w roli liderki, tylko na osobę z odpowiednimi dokumentami.
To całe zamieszanie opóźniło uruchomienie naszych działań i pokazało nam, że istnieją praktyczne bariery, które mogą uprzykrzać życie organizacjom działającym na uchodźstwie.
Osoby przebywające w Polsce legalnie na podstawie ochrony czasowej często nie mają możliwości dokonania zakupów na raty, na przykład nie mogą w taki sposób kupić laptopa, który jest niezbędnym narzędziem pracy. To może być poważną barierą na start.
Sprawiedliwość językowa
Osoby, z którymi rozmawiałam wskazują na problem braku dostępności językowej niektórych instytucji publicznych w Polsce, co utrudnia organizowanie sobie życia na miejscu. Kwestia znajomości języka polskiego jest również istotna z punktu widzenia prowadzenia organizacji pozarządowej.
– W Fundacji Ukraiński Dom działamy na rzecz całej społeczności, nie tworzymy podziałów między tymi, którzy przyjechali tu przed 24 lutego 2022 roku i tymi, którzy dotarli do Polski później. Nasze rozumienie społeczności uwzględnia także polską mniejszość ukraińską, a także rodziny mieszane, których jest coraz więcej. Kwestie formalnego obywatelstwa nie mają dla nas większego znaczenia. Istotna jest tożsamość, poczucie przynależności i pochodzenie – opowiada Liza. – Naszym językiem roboczym w pracy jest język polski. Każda osoba zatrudniona w Fundacji posługuje się w jakimś stopniu językiem polskim, stosownie do stanowiska pracy, na przykład choreografka prowadząca warsztaty dla dzieci i młodzieży nie musi mieć opanowanego języka na takim poziomie, jak osoba, która odpowiada za kadry. Jesteśmy zespołem mieszanym – i z tego względu nie wszystkie osoby znają język ukraiński. Całą dokumentację Fundacji prowadzimy natomiast w języku polskim.
Każda organizacja pozarządowa zarejestrowana w Polsce rzeczywiście musi stosować język polski w kontaktach z urzędami, a także we wszystkich kwestiach formalnych i w księgowości. Konieczne jest posługiwanie się dokumentami w języku polskim – dotyczy to statutu organizacji, wpisów i zmian w KRS, sprawozdania finansowego, ksiąg rachunkowych, a także dokumentacji księgowej. Na potrzeby ewentualnych kontroli lub kontaktów z urzędami, organizacja musi także dysponować uchwałami i protokołami z posiedzeń swoich organów w języku polskim. Jednocześnie w skład organów, na przykład zarządu organizacji, mogą wchodzić osoby wyłącznie cudzoziemskie. W praktyce jednak brak znajomości języka polskiego może okazać się sporym wyzwaniem.
– Fakt, że jesteśmy dwujęzyczną organizacją, to właściwie część naszej kultury instytucjonalnej. Choć większość z nas zawodowo nie zajmuje się tłumaczeniami, w praktyce na co dzień naturalnie wchodzimy w tę rolę. W przypadku niektórych stanowisk, jak na przykład konsultantki świadczącej bezpośrednie wsparcie osobom z Ukrainy, to z kolei język ukraiński jest absolutnie niezbędny – dodaje Liza.
Jeden zintegrowany sektor czy równoległe światy?
Prowadzenie aktywizmu i działań na uchodźstwie czy migracji łączy się z dodatkowymi wyzwaniami. Zmiana kontekstu wpływa znacząco na profil działania grup i organizacji, a także na same społeczności migranckie ze względu na to, że pojawiają się nowe potrzeby związane z integracją na miejscu.
Przeniesienie działalności do innego kraju, to nie jest proste „kopiuj – wklej”.
Nie zawsze też organizacje pozarządowe zakładane przez osoby z doświadczeniem migracji czy uchodźctwa zostają zintegrowane szerzej ze społecznością trzeciego sektora. Na przykład wśród organizacji członkowskich Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych nie znalazłam fundacji czy stowarzyszeń tworzonych przez osoby cudzoziemskie i aktywistów na uchodźstwie.
Jeśli chodzi natomiast o tematyczne koalicje organizacji społecznych, to Wielka Koalicja za Równością i Wyborem (WKRW), prowadzona przez Fundację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny niedawno cieszyła się w swoich mediach społecznościowych, że dołączyła do nich organizacja feministyczna, prowadzona przez cudzoziemki – Fundacja „Martynka”. Założyły ją w marcu 2022 roku kobiety z Ukrainy w odpowiedzi na problem przemocy.
– Społeczność białoruska nie jest obecnie w pełni zintegrowana z polskim sektorem społeczeństwa obywatelskiego. Pod wieloma względami nadal funkcjonuje jako odrębny podsektor. Oczywiście istnieją pojedyncze partnerstwa i współprace, ale nie ma to jeszcze charakteru systemowego – wyjaśnia Svetlana. – Jest wiele powodów takiego stanu rzeczy: bariery językowe, odmienne style pracy, czy fakt, że wiele białoruskich inicjatyw skupia się wąsko na potrzebach swojej społeczności i sytuacji w Białorusi. Wiele osób jest także wciąż w procesie odnajdywania się w nowym dla siebie kontekście.
Na przykładzie organizacji feministycznych i równościowych, można jednak dostrzec zwiastuny integracji. Niektóre organizacje świadczące specjalistyczne wsparcie, dostosowały swoją ofertę do potrzeb osób z doświadczeniem migracji, na przykład Fundacja Feminoteka prowadzi telefon zaufania dla kobiet w języku ukraińskim. Z kolei Lambda Warszawa, najstarsza w Polsce organizacja działającą na rzecz społeczności LGBTQIA+, uruchomiła polsko-ukraińską grupę wsparcia.
Niektóre organizacje powstają natomiast, by wypełnić luki w odpowiedzi na potrzeby, które nie są w dostatecznym stopniu zaopiekowane przez istniejące w Polsce instytucje. Ukraiński Dom świadczy dedykowane wsparcie bezpośrednio osobom ze społeczności, której służy. I tak osoby z doświadczeniem migracji i uchodźstwa, podobnie jakie wiele innych osób reprezentujących mniejszościowe tożsamości, stają się osobami eksperckimi od wybranych tematów, w tym przypadku od migracji, integracji itd. Ich osobiste doświadczenie staje się głównym zasobem i obszarem zaangażowania społecznego.
– Jestem związany z trzecim sektorem w zasadzie od początku swojej ścieżki aktywistyczno-zawodowej. Zaczynałem praktyki w Kampanii Przeciw Homofobii (KPH) na drugim roku studiów, czyli dwa lata po przeprowadzce do Warszawy z Ukrainy – opowiada Vyacheslav Melnyk, który przeszedł całą drogę awansu w KPH: od stażysty po dyrektora zarządzającego całą organizacją.
– Doświadczenie migracji zazwyczaj traktowane było jako atut, gdyż mogłem bardziej naturalnie angażować się w projekty albo działania, gdzie świadomość kontekstu kulturowego czy języków, była widziana jako dodatkowy zasób. Czułem, że moje doświadczenie migracji jest uznawane za kompetencję i że jest ono bardzo rozwojowe dla wszystkich – organizacji, ruchu i mnie jako osoby, która może na tym doświadczeniu budować doświadczenie zawodowe.
Vyacheslav Melnyk na dobre zadomowił się w sektorze pozarządowym. Obecnie pracuje jako senior community manager w TechSoup Europe, która wspiera organizacje społeczeństwa obywatelskiego w korzystaniu z technologii.
Często koncentrujemy się na takich tematach, jak bezpieczeństwo, w tym bezpieczeństwo cyfrowe, odporność emocjonalna, czy bezpośrednie wsparcie dla osób aktywistycznych, które doświadczyły prześladowań
– dodaje Svetlana.
Źródło: informacja własna ngo.pl