„Chcemy, żeby ludzie byli trochę bliżej siebie”. Wystartuj w konkursie na projekty tematyczne Funduszu Społeczeństwa Obywatelskiego EOG [wywiad]
Rozmawiamy z Ingeborgą Janikowską z Fundacji im. Stefana Batorego i Zofią Komorowską z Fundacji Stocznia o trwającym właśnie naborze wniosków o dotacje w konkursie na projekty tematyczne w Funduszu Społeczeństwa Obywatelskiego EOG. Dowiedzcie się, jakie działania będą wspierane, czy warto składać wniosek, jeśli macie wątpliwości czy Wasz projekt pasuje i dlaczego ten konkurs warto polecić organizacjom, które chcą testować nowe pomysły w bezpiecznym otoczeniu. Wnioski wstępne można złożyć już tylko do 29 lipca!
Na początek w skrócie powiedzcie, czym jest Fundusz Społeczeństwa Obywatelskiego EOG, dlaczego wspierają go akurat Norwegia, Islandia i Liechtenstein, i po co w konsorcjum zarządzającym znalazło się aż pięć różnych organizacji?
Zofia Komorowska: – Mówiąc najprościej – Fundusz Społeczeństwa Obywatelskiego EOG to duży program dotacyjny, który będzie działał w Polsce aż do 2032 roku. Pieniądze na niego pochodzą z Norwegii, Islandii i Liechtensteinu. Te kraje nie należą do Unii Europejskiej, ale mają dostęp do wewnętrznego rynku Unii, a w zamian przekazują środki na rozwój mniej zamożnych państw Unii, w tym Polski.
Po co nam ten Fundusz? Żyjemy w czasach pełnych niepewności i kryzysów, a to lokalne organizacje są najbliżej ludzi. Bez nich po prostu nie zbudujemy spójności i odporności społecznej – takiej postawy, w której obywatelki i obywatele czują się sprawczy i odpowiedzialni za swoją wspólnotę. Chcemy wspierać inicjatywy osłabiające polaryzację, chroniące prawa człowieka i budujące miejsca, w których każdy czuje się u siebie, a efekty rozwoju Polski po 1989 roku stają się dostępne dla wszystkich.
Ingeborga Janikowska: – Prowadzimy ten program jako zespół składający się z Fundacji Batorego, Fundacji Edukacja dla Demokracji, Fundacji Stocznia, Fundacji Wspomagania Wsi oraz Civil Society Norway. Jesteśmy różnorodni i właśnie w tym tkwi siła. Łączymy nasze doświadczenia, perspektywy i energię, żeby te środki rozdysponować mądrze, przejrzyście i z wyczuciem potrzeb bardzo różnych organizacji w całej Polsce. Mamy poczucie dużej odpowiedzialności, ale i ogromną radość, że dzięki dotacjom setki organizacji będą mogły nie tylko działać na większą skalę, ale też po prostu wzmocnić się od środka i zmienić na lepsze ten kawałek świata, którym się zajmują.
Kluczowe obszary wsparcia: od praworządności po skutki wojny
W konkursie na projekty tematyczne pojawiają się hasła: demokracja, praworządność, prawa człowieka, konsekwencje wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Co się za nimi kryje? Co konkretnie chcecie wspierać?
I.J.: – Rzeczywiście demokracja i prawa człowieka to bardzo szerokie terminy, ale my bardzo konkretnie, chociażby za pomocą nazw samych ścieżek, podpowiadamy, jakiego typu działania i inicjatywy nas interesują.
W pierwszym obszarze: „Wzmocnienie wartości demokratycznych i praworządności” wybierzemy projekty dotyczące udziału organizacji i obywateli w podejmowaniu decyzji, aktywności obywatelskiej i partycypacji. Mamy też nową ścieżkę dotyczącą edukacji medialnej i przeciwdziałania dezinformacji. Społeczeństwo obywatelskie potrzebuje w tej dziedzinie wzmocnienia, bo bardzo często jest obiektem kampanii dezinformacyjnych. Musi przeciwdziałać przekazom nieprawdziwym lub tworzonym specjalnie po to, żeby deprecjonować działanie organizacji.
W obszarze „Ochrona praw człowieka” zachęcamy do składania wniosków organizacje zajmujące się ogólnie tą tematyką, ale też pracujące na rzecz osób z doświadczeniem migracji i uchodźstwa. Nowością są też ścieżki dotyczące sprawiedliwości reprodukcyjnej i praw seksualnych oraz wsparcie dla organizacji chroniących klimat i środowisko. Wychodzimy z założenia, że bez czystego środowiska i dobrych warunków do życia, właściwie żadne prawa człowieka nie mogą być realizowane. Dostęp do czystego środowiska jest więc jednym z podstawowych praw.
Nowym elementem jest temat o szczególnym znaczeniu, z osobnym budżetem, przeznaczony na projekty stanowiące „Odpowiedź na wyzwania społeczne w Polsce wynikające z wojny Rosji przeciwko w Ukrainie”. Wydzieliliśmy ten temat, żeby projekty dotyczące konsekwencji wojny nie musiały konkurować z innymi projektami. W tej części chcemy między innymi skupić się na tym, czego my – jako polskie społeczeństwo – możemy się nauczyć od ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego w obrębie budowania odporności społecznej, czyli np. wspólnego reagowania na kryzysy. Oni w przeciągu ostatnich lat wypracowali wiele rozwiązań, mechanizmów, sposobów działania i warto uczyć się na ich doświadczeniach.
Oni w przeciągu ostatnich lat wypracowali wiele rozwiązań, mechanizmów, sposobów działania i warto uczyć się na ich doświadczeniach.
Walka z polaryzacją i budowanie spójności społecznej
Jakie pomysły szczególnie chciałybyście zobaczyć w pierwszym konkursie?
Z.K.: – Od wielu lat jest tak samo i pewnie tak już będzie zawsze: sprawy są wielkie, a my mamy względnie małe środki. Dlatego w każdym z tych obszarów szukamy sprytnych „patentów”, czegoś, co ma szansę przynieść realną zmianę. Czegoś, co może przynieść ulgę, popchnąć sprawę do przodu, dać nadzieję.
Kiedy myślę o pierwszym obszarze, dwoma kluczowymi wątkami są dla mnie przeciwdziałanie polaryzacji i dezinformacji. Jesteśmy w Polsce wysoce spolaryzowani i nadal się od siebie oddalamy, podkreślamy różnice, podgrzewamy spory. Dlatego ten obszar jest dla mnie tak naprawdę o zbliżaniu ludzi. Naszą nadzieją jest sprawienie, że będą ze sobą przebywali, rozmawiali i robili coś razem, nawet jeśli się w wielu sprawach nie zgadzają. W ten sposób przeciwstawią się podziałom nakręcanym w serwisach społecznościowych i mediach. Marzę o tym, żeby nasz Fundusz sprawił, że ludzie będą trochę bliżej siebie.
I.J.: – Oczywiście istnieje polaryzacja i są tematy, które bardzo rozpalają dyskusję, ale są też takie, co do których – mamy nadzieję – łatwiej się zgodzić i szukać wspólnego mianownika, np. ochrona środowiska, zmiany klimatu i adaptacja naszego otoczenia do tych zmian.
To ważne w kontekście budowania spójności i odporności społecznej. Dzięki spójności nie jesteśmy społeczeństwem wolnych elektronów, więc w momencie, kiedy dzieje się coś trudnego, jesteśmy w stanie stworzyć wspólnotę i razem działać. Dlatego w konkursie dajemy też okazję do szukania nowych sposobów działania i nowych sojuszników do wymiany myśli i doświadczeń. W Funduszu prawie nie mamy ograniczeń co do tego, kto może być partnerem. Bardzo zachęcamy do współpracy z organizacjami i podmiotami z państw Darczyńców, ale także do wymiany doświadczeń ze społeczeństwem obywatelskim Ukrainy.
Program nie tylko dla dużych organizacji
Wiele osób może kojarzyć tematy konkursu z dużymi organizacjami z największych miast albo z organizacjami progresywnymi. Czy mniejsze, lokalne organizacje też mają szansę?
Z.K.: – Myślę, że wyzwaniem tego Funduszu jest to, żeby odnalazły się w nim także organizacje, dla których nie wszystkie wspierane przez nas tematy są równie oczywiste. Marzy mi się, żeby z tych pieniędzy skorzystały jak najbardziej różnorodne organizacje. Mam nadzieję, że uwierzą, że jest tutaj miejsce na ich wartości i ich działania. Dlatego m.in. w konkursie nie wskazujemy zamkniętego katalogu grup dyskryminowanych, ale czekamy na to, by wnioskodawcy sami je zaproponowali i uzasadnili.
Jeśli mówimy o depolaryzacji, to nie da się jej zrobić jednostronnie, mówiąc: tylko my mamy rację i tylko tak trzeba zrobić. Moim zdaniem bardzo często nie chodzi o przekonywanie, tylko po prostu o usłyszenie siebie nawzajem. Dlatego staramy się także w języku i kanałach, którymi na co dzień się komunikujemy, docierać w sposób zachęcający do organizacji, dla których nie jesteśmy wcale „funduszem pierwszego wyboru”.
Byłoby wspaniale, gdyby możliwie różnorodne organizacje złożyły do nas wnioski, dostały dotacje, a potem jako grantobiorcy mogli się spotykać w takim zróżnicowanym gronie. Żeby wszyscy wzajemnie mogli zobaczyć konkretnych ludzi, którzy za organizacjami stoją, a nie tylko flagi i krzykliwe hasła.
I.J.: – Tak, szeroko rozumiemy prawa człowieka i działania na rzecz sprawiedliwości społecznej. Mieści się tu bardzo wiele grup i organizacji, w tym organizacje samopomocowe tworzone przez grupy osób, które mają wspólny problem, związany z chorobą przewlekłą, niepełnosprawnością albo byciem jedynym opiekunem osoby z niepełnosprawnością. To są rzeczy absolutnie ponad podziałami.
Tak samo, kiedy mówimy o wsparciu równouprawnienia – na jego rzecz działają także koła gospodyń wiejskich, które bardzo zapraszamy do udziału w konkursie. W poprzednim programie finansowanym z Funduszy Norweskich i Funduszy EOG miałyśmy na przykład projekt z młodymi strażaczkami. To dla mnie było świetne przedsięwzięcie dotykające tematu równouprawnienia. Kiedy myślimy o strażakach, wyobrażamy sobie głównie mężczyzn, a to była drużyna Ochotniczej Straży Pożarnej prowadzona przez dwie kobiety, co zachęcało także dziewczyny do działania w OSP.
Moim zdaniem te podziały są widoczne głównie wtedy, kiedy chcemy je zobaczyć. Z badań wynika, że wcale nie jest tak, że osoby działające w mniejszych miejscowościach czy na wsiach nigdy nie działają na rzecz praw osób LGBT czy równouprawnienia kobiet. One po prostu czasem robią to inaczej i inaczej to rozumieją. Nie potrzebują mieć bardzo konkretnej nazwy na to, co robią. Chodzi raczej o działanie na rzecz społeczności – a tę społeczność rozumieją jako wszystkich, naprawdę wszystkich, którzy w danej miejscowości mieszkają.
Dla kogo jest ten konkurs i czym jest „realna zmiana”?
Co powiedziałybyście organizacji, która myśli: „to chyba nie dla nas”, bo konkurs wygląda na trudny?
Z.K.: – Nie bałabym się tego powiedzieć: to nie jest konkurs dla wszystkich. Jeśli zastanawiacie się, czy wasze działania pasują do tego, co finansujemy w tym konkursie, powiedziałabym: sprawdźcie to! Poczytajcie o konkursie na stronie. Jeśli okaże się, że rzeczy, które robicie albo chcecie zrobić, pasują do konkursu, to zapraszamy! Jeśli jednak zajmujecie się czymś innym i Wasz projekt byłby jakąś skomplikowaną ekwilibrystyką łączącą Wasze działania i nasze oczekiwania, to nie ma sensu.
To do czego na pewno zachęcam, to zastanowienie się na samym początku, jaką zmianę Wasz projekt ma wywołać. Będziemy zwracać dużą uwagę na to, czy projekty finansowane w konkursie powodują realną zmianę, nawet jeśli ona czasem jest drobna, czasem wąsko rozumiana. Jeśli to, co robicie, przynosi zmianę, nie jest to tylko działanie dla samego działania – to super, zapraszamy!
Można sobie zadać pytanie: co by się stało, gdyby tego projektu nie było? Jeżeli odpowiedź brzmi: „niewiele by się zmieniło”, to może szkoda czasu na jego szykowanie. Ale jeżeli wiecie, że metoda, którą przyjęliście, działania, które podejmujecie, sprawy, które nagłaśniacie – realnie pomagają ludziom, to właśnie o to nam chodzi. Te pieniądze mają pomóc wprowadzić zmianę w życiu konkretnych ludzi lub “popychać” konkretne sprawy do przodu dzięki działaniom organizacji.
I.J.: – Warto zaznaczyć, że zmiana nie musi oznaczać zmiany systemowej. Jeżeli są grupy dyskryminowane, potrzebujące wsparcia, a dzięki projektowi mogą to wsparcie znaleźć, to też jest dla nas zmiana.
Wracając do twojego pytania: nawet jeśli ktoś za pierwszym razem nie dostanie dotacji, to mamy nadzieję, że coś z tego doświadczenia wyniesie.
Bardzo duży nacisk kładziemy na to, żeby każdy, kto składa wniosek, dostał konkretną informację zwrotną od osób eksperckich: czego w tym wniosku zabrakło, co można poprawić. Dzięki temu w następnym konkursie być może łatwiej będzie ten wniosek napisać.
Wniosek wstępny: lekka forma, ale bez powierzchowności
Pierwszy etap konkursu opiera się na wstępnym wniosku. Czy to oznacza, że na tym etapie nie trzeba mieć rozpisanego całego projektu w najdrobniejszych szczegółach?
I.J.: – To bardzo indywidualna decyzja organizacji. Trzeba mieć ogólny koncept projektu, natomiast nie trzeba wkładać dużo pracy w napisanie wniosku wstępnego. Potem jest jeszcze czas, żeby dalej o projekcie pomyśleć, dopracować koncepcję, szczegóły planowanych działań i opisać dokładniej projekt we wniosku pełnym.
Z.K.: – Na tym etapie nie trzeba mieć wszystkiego szczegółowo opracowanego: rozpisanego budżetu, harmonogramu i każdego działania. Jeżeli przygotowanie wniosku wstępnego miałoby polegać na tym, że trzeba najpierw szczegółowo wymyślić cały projekt, a potem zrobić dla nas jego skrót, to moim zdaniem szkoda tej energii. Na tym etapie nie interesuje nas, czy jakieś konkretne działanie zajmie sześć czy cztery tygodnie. Jeśli jednak niektórzy będą mieli to opracowane już na tym etapie aż tak szczegółowo na swoje potrzeby, to oczywiście też jest w porządku. Absolutnie nie chcemy ingerować w to, jak różne organizacje podchodzą do szykowania wniosków wstępnych.
Z drugiej strony nie chciałabym, żeby powstało wrażenie, że wstępny wniosek jest super prosty. Zadajemy pytania dotyczące kilku kluczowych kwestii, bo chcemy między innymi odróżnić tych, którzy wiedzą, z jakim problemem się mierzą i na czym on polega, od tych, którzy podchodzą do tego tylko powierzchownie.
Sztuczna inteligencja w pisaniu wniosków – szansa czy pułapka?
A co ze sztuczną inteligencją? Czy nie obawiacie się fali wniosków stworzonych przez generatory? Czy zachęcacie do używania AI przy pisaniu wniosków?
Z.K.: – To jest trochę tak, jakby kilka lat temu zapytać nas, czy nie obawiamy się, że zostaniemy zasypani wnioskami pisanymi przez osoby wynajęte przez organizacje. Wtedy się tego baliśmy, a przecież takie projekty też były do nas składane i – co więcej – mogło się zdarzyć, że takie projekty też dostały dotacje.
Moim zdaniem, sposób wybierania projektów, które otrzymują dofinansowanie w dużych konkursach dotacyjnych, będzie musiał w całkiem nieodległej przyszłości ulec jakiemuś przemodelowaniu. Próbujemy się z tym wyzwaniem mierzyć już teraz i np. piszemy o rozsądnym wykorzystaniu narzędzi AI w podręczniku, zrobiliśmy webinarium na ten temat i staramy się podchodzić do tego z otwartą przyłbicą. Ale jakie będą konsekwencje, tego jeszcze oczywiście nie wiemy.
Myślę sobie, że przy przygotowywaniu projektów można wykorzystać AI jako narzędzie, na przykład jako sparingpartnera w sprawdzaniu różnych danych czy pomysłów albo po prostu do skracania tekstu, żeby zmieścić się w limicie znaków, co jest robione zazwyczaj na sam koniec, gdy presja czasu jest już spora. Ale można się też tym narzędziem zachłysnąć i tu pojawiają się problemy.
I.J.: – Gdybym była wnioskodawcą, trochę bałabym się, że ktoś mi urządzi życie – że dostanę coś, co wygeneruje sztuczna inteligencja, a potem będę z tym żyć przez dwa lata, realizując ten projekt.
Nawet jeśli korzysta się z jakichś narzędzi, warto potem uczciwie zastanowić się, czy naprawdę chcemy to robić, czy jest to dla nas ważne i czy jest wykonalne. Można sobie ułatwiać pracę na różne sposoby, ale ostatecznie decyzje podejmuje człowiek.
Z.K.: – Większość naszych projektów polega na pracy z ludźmi: na spotkaniach, warsztatach, konsultacjach i różnego rodzaju interakcjach. Esencją tych projektów jest to, co wydarza się pomiędzy ludźmi. Sztuczna inteligencja jeszcze średnio „umie w ludzi”, więc jeśli myślę o projekcie jako przedsięwzięciu, który ma analogowe, „białkowe” składniki, to uważam, że lepiej w tych kwestiach polegać na swoich doświadczeniach i swojej wyobraźni. Trzeba dobrze wyobrazić sobie sytuacje, w których ludzie będą brać udział w projekcie. Jak będzie wyglądała ich podróż przez projekt? Jakie będą ich motywacje i obawy? Przecież na końcu to my zostajemy z odpowiedzialnością za projekt jako jego realizatorzy.
Mniej biurokracji, więcej wsparcia w trudnościach
Projekt to pewnego rodzaju wyzwanie – papierologia, faktury, obawa przed kontrolą. Czy organizacje powinny się obawiać tego formalnego aspektu obsługi projektu?
I.J.: – W Funduszu Społeczeństwa Obywatelskiego EOG bardziej zwracamy uwagę na to, co naprawdę chcecie zrobić i osiągnąć, niż na to, czy macie idealną dokumentację. Sprawozdanie finansowe jest oczywiście obowiązkową częścią formalną, ale nas najbardziej interesuje merytoryka: co się wydarzyło, co się udało, a co nie i dlaczego. Nasze podejście polega na tym, że jesteśmy z organizacjami także wtedy, gdy pojawiają się trudności, staramy się być partnerem i pomagać w rozwiązywaniu problemów, a nie tylko kontrolować papiery czy żądać zwrotu dotacji, jeśli coś nie wyszło w stu procentach tak, jak napisaliście we wniosku. Nam po prostu zależy na tym, żeby realnie coś dobrego się wydarzyło.
Z.K.: – Wiadomo, że – jak każdy program dotacyjny – ten również ma swoje obostrzenia, tu wymagamy takiego dokumentu, tam innego. Ale naprawdę staramy się być razem z naszymi grantobiorcami – najpierw na etapie składania wniosków, a później, jeśli ktoś zostaje grantobiorcą, towarzyszyć mu w realizacji projektu.
Chcemy być kimś, kto wie, co się dzieje w projekcie i czasem podpowiedzieć jakieś rozwiązania. Dużą wartością programu jest też to, że mamy sposoby, żeby organizacje spotykały się ze sobą, mieszały i wymieniały doświadczeniami – poprzez wyjazdy studyjne, spotkania sieciujące, warsztaty.
Zaproszenie do współpracy i rozwoju
Co chciałybyście jeszcze powiedzieć organizacjom?
I.J.: – Przede wszystkim chcemy zachęcić do kontaktu! Można do nas dzwonić i pisać z każdą wątpliwością, chętnie wszystko wyjaśnimy. Nawet jeśli ktoś nie zdecyduje się lub nie zdąży złożyć wniosku teraz, zachęcamy do śledzenia naszej strony i mediów społecznościowych. Mamy mnóstwo wydarzeń, webinariów i szkoleń otwartych dla wszystkich organizacji, nie tylko dla tych, które otrzymają dotacje. Będą też kolejne konkursy.
Z.K.: – Jeśli szukacie miejsca, żeby spróbować zrobić coś dobrego dla wartościowego społeczności, działać w miarę bezpiecznych warunkach, z wspierającym zespołem i rozwijać się razem z innymi organizacjami, to myślę, że Fundusz jest do tego świetną okazją.
Śródtytuły pochodzą od redakcji
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Iwona Danilewicz