Azymut Samodzielność – podsumowanie XVI sezonu Młodzieżowego Programu Edukacji Żeglarskiej [wywiad]
Wywiad z Kapitanem Adamem Wiśniewski, prezesem Fundacji Ocean Marzeń, w którym kapitan przekonuje, że Szkoła pod Żaglami stała się dla wychowanków miejscem, do którego chcą wracać.
Fundacja Ocean Marzeń: – Jak z perspektywy Pana Kapitana wyglądał sezon 2026? Jaka liczba wychowanków z placówek opiekuńczo-wychowawczych przeszła przez Wasze pokłady w tym roku i ile rejsów udało się zrealizować?
kpt Adam Wiśniewski: – To był najpracowitszy rok w naszej piętnastoletniej działalności. Po raz pierwszy nie zakończyliśmy sezonu żeglarskiego jesienią 2025 roku, by spokojnie usiąść do przygotowań na kolejny rok. Nasz jacht FLOT płynął dookoła Europy z wychowankami w ramach Szkół pod Żaglami, a my w tym czasie przygotowywaliśmy kolejne rejsy. Tworzyliśmy nowe programy i trasy, szukaliśmy przyjaznych portów, rekrutowaliśmy wolontariuszy. Wszystko to zaowocowało zorganizowaniem 47 szkoleń i rejsów dla 400 uczestników z [XX] placówek pieczy zastępczej z całej Polski.
Jak przebiegł powrót flagowego jachtu morskiego s/y FLOT do Polski po jego rejsach w ramach programu Szkoła pod Żaglami? Jakie najważniejsze lekcje życiowe wyciągnęli kadeci z pływania po wymagających akwenach morskich?
– Pomimo wielu trudów, z jakimi musieli się zmagać w czasie rejsu – wstawaniem o 4 rano, gotowaniem i sprzątaniem na wzburzonym morzu czy nauką i nadrabianiem materiału szkolnego w wolnym od wacht czasie – Szkoła pod Żaglami stała się dla naszych wychowanków miejscem, do którego chcą wracać. Już teraz spływają do nas wnioski o stypendia na sezon 2027. Widzimy w nich chęć udziału nie tylko w kolejnych rejsach, ale i w samej Szkole pod Żaglami.
Od wychowawców dostajemy wiele pozytywnych informacji zwrotnych. Jeden z nich napisał: „Wrócił z rejsu jako zupełnie nowy człowiek – odważniejszy, otwarty i szczęśliwy”. W liście od jego opiekunki czytamy z kolei, że rejs był dla niego „absolutnym darem i szkołą życia”, a kapitanowie stali się autentycznymi przewodnikami. Inny przykład: „Po powrocie otworzyła się na rozmowy o emocjach i radzenie sobie ze stresem. Na pokładzie poznała koleżankę. Choć początkowo trudne warunki i brak prywatności rodziły spory, dzięki mądrym rozmowom z oficerem Arturem dziewczęta nauczyły się rozwiązywać konflikty i zbudowały przyjaźń na całe życie”.
To pokazuje, jak ważnym elementem naszej działalności są tak długie rejsy morskie. Przygotowanie i realizacja takiego przedsięwzięcia to dla nas ogromny wysiłek organizacyjny, ale te informacje zwrotne nie pozostawiają złudzeń – warto.
Sam jacht spisał się dzielnie i pokonał długą drogę z Polski na Morze Śródziemne i z powrotem. Nie obeszło się oczywiście bez mniejszych czy większych usterek, ale przy wyprawie na ponad 5000 mil morskich nie ma jachtu, który przepłynąłby taki dystans bez technicznych „przygód”.
Ważną rolę w czasie Szkół pod Żaglami odegrał kapitan Jaszczuk, który jest dla młodzieży ikoną i wzorem. Nie traktuje ich z góry, ma dla nich czas i cierpliwość, ale potrafi też przywołać ich do porządku. Kapitana Jaszczuka świetnie uzupełniał I Oficer Artur, który zdecydował się na pełnienie tej funkcji w trzech kolejnych etapach – z Morza Śródziemnego do Polski. Wspierał dzieciaki w trudnych momentach, przekazywał im wiedzę i dbał o atmosferę na pokładzie.
Młodzieżowy Program Edukacji Żeglarskiej to droga od pierwszego wejścia na pokład aż do roli skippera. Ilu młodych ludzi zdobyło w tym sezonie patenty żeglarskie lub podjęło pracę jako wykwalifikowani sternicy na śródlądziu?
– W tym roku stopnie żeglarskie uzyskało 20 nowych adeptów, a do grona naszej kadry dołączył Mateusz, który przygotowywał się do tej roli od kilku lat i spisał się świetnie. Początek tego roku był dla niego testem – pełnił funkcję bosmana w naszej zegrzyńskiej bazie szkoleniowej. Nie był to dla niego łatwy okres, ponieważ opuszczał placówkę miejską i przeprowadzał się do mieszkania treningowego. Moment, w którym kończysz 18 lat i stajesz się formalnie dorosłym człowiekiem, bywa dla naszych podopiecznych trudny. Mateusz poradził sobie jednak doskonale. Czas, który przed usamodzielnieniem spędził w Fundacji oraz na pokładzie s/y FLOT podczas Szkół pod Żaglami, dał mu solidne podstawy do rozpoczęcia nowego etapu. Przed wakacjami przeszedł szereg dodatkowych szkoleń oraz staży i wyruszył w swój pierwszy rejs z młodszymi kolegami. Jego załogi i jachty powróciły do portów bezpiecznie i bez zarysowań – to jego wielki sukces.
Zapotrzebowanie na Wasze rejsy stale rośnie. Czy w sezonie 2026 liczba wniosków stypendialnych z domów dziecka i placówek opiekuńczych ponownie przewyższyła możliwości flotowe fundacji? Jak radzili sobie Państwo z selekcją i rekrutacją beneficjentów?
– To zawsze duże wyzwanie. Średnio na jedno miejsce na jachcie przypadały 3 zgłoszenia. Musieliśmy pozyskiwać dodatkowe jednostki – z pomocą przyszedł AZS Wilkasy, udostępniając nam w wakacje jacht. Z kolei wiosną jeden z naszych darczyńców przekazał nam w darowiźnie prywatną Sasankę 660. Jacht wszedł w skład naszej floty i bardzo pomógł zwiększyć dostępność rejsów wędrownych dla dzieci z pieczy zastępczej. Wszystko to i tak nie zwolniło nas z wnikliwej selekcji wniosków, które masowo spływały jesienią. Cieszy nas jednak fakt, że obok nowych nazwisk widzimy wysoki odsetek młodzieży kontynuującej udział w programie.
Utrzymanie i ciągła eksploatacja floty (każdy jacht pracuje po ok. 100 dni w roku) wymaga ogromnych nakładów. Z jakimi wyzwaniami technicznymi i sprzętowymi zmagaliście się w Waszych bazach (m.in. nad Zegrzem czy na Mazurach) w minionym sezonie?
– Jachty są mocno eksploatowane. W zeszłym roku dwa nasze Tango 780 Sport (Marzyciel i Szczęściarz) przeszły gruntowny remont, ale i tak wiosną tego roku musieliśmy wykonać kilka prac szkutniczych. Na Mazurach jachty Twister pracują bez większej przerwy non stop. Zmieniające się załogi i wolontariusze przyspieszają zużycie sprzętu, który musimy na bieżąco naprawiać. W trakcie sezonu zrobienie tego wyłącznie siłami wolontariuszy jest trudne, a o dobrych fachowców na rynku wcale nie jest łatwo.
Fundacja konsekwentnie nie korzysta z publicznych grantów, opierając się na darczyńcach indywidualnych, firmach oraz regatach MileDOBRA.org. Jak w dobie trudniejszej sytuacji gospodarczej w 2026 roku wyglądało spinanie budżetu i zabezpieczanie środków na nieodpłatne rejsy dla młodzieży?
– Głównym źródłem naszych przychodów od lat pozostają darczyńcy indywidualni – odpowiadają za prawie połowę darowizn. Mowa tu zarówno o programie regularnych wpłat „Załoga MARZEŃ”, jak i o inicjatywach typu MileDOBRA.org, w które angażują się najróżniejsze branże: hotelarska, IT, ubezpieczeniowa czy lokalne kluby żeglarskie (np. z Tychów). Coraz większe wpływy przynosi też kampania 1,5% podatku. Mimo braku dużej reklamy wpływy z tego źródła wzrosły w ciągu ostatnich 5 lat o 560%.
Hojnie wspierają nas również fundacje prywatne, m.in. Fundacja Drzewo i Jutro, Fundacja InSPE, TK Foundation, a w ostatnim roku do tego grona dołączyła Fundacja ARP. To mocno stabilizuje nasze przychody i pozwala planować działania.
Poza pracą nad przychodami mocno optymalizujemy koszty. W tym roku nawiązaliśmy współpracę z Bankiem Żywności, uzupełniając zapasy na rejsy darami z ich magazynów. Ogromną pracę wykonują też wolontariusze na pokładach jachtów, co generuje dla nas bardzo duży wkład niefinansowy. Dodatkowo pozyskana Sasanka 660 pozwoliła nam – bez istotnego zwiększania kosztów – zabrać na mazurskie rejsy o 60 wychowanków więcej.
Jednym z Waszych ważnych haseł stał się program „Azymut – Samodzielność”. Jakie konkretne narzędzia i warsztaty życiowe (np. nauka gospodarowania budżetem, gotowanie, odpowiedzialność za sprzęt) wdrożyliście w 2026 roku, aby osiemnastolatkowie sprawniej wchodzili w dorosłość?
– „Azymut – Samodzielność” to zbiór dobrych praktyk przygotowany z myślą o naszych wolontariuszach, którzy wspierają nas od 2025 roku i na których pracy opiera się obecnie cała organizacja. Mając tak dużą grupę ludzi chcących poświęcać swój prywatny czas, by zarażać dzieciaki pasją do żeglarstwa, otrzymaliśmy ogromny dar. Dla samych wolontariuszy to również wyzwanie – nie każdy ma doświadczenie w dowodzeniu młodą i często niedoświadczoną załogą. Dlatego stawiamy na ich rozwój i wspieranie ich kompetencji.
Nasz wypracowany standard – obejmujący zasady pracy z podopiecznymi na pokładzie – na przełomie roku przedstawimy także darczyńcom, którzy często pytają nas, jak osiągamy takie rezultaty.
W codziennej pracy z młodzieżą opieramy się na edukacji przez przygodę, uczeniu się od rówieśników i nauce przez doświadczenie. Zależy nam, aby dzieci aktywnie uczestniczyły w każdym elemencie rejsu, a nie były jedynie biernymi obserwatorami. Zawsze zadajemy sobie pytanie: czego to działanie nauczy młodego człowieka? Ważną platformą do stosowania tych metod jest zapewnienie dzieciom spokoju i czasu. Nie oznacza to leniuchowania – wręcz przeciwnie, stale są zajęte. Na przykład załogi jachtu Farciarz (dwumasztowego „Wielkiego Trenera”) muszą codziennie samodzielnie rozstawić namioty, rozłożyć karimaty i śpiwory, rozbić obozową kuchnię, ugotować posiłek, pozmywać, a na koniec zadbać o porządek na pokładzie, gdzie mycie oznacza wypompowanie wielu wiader wody z zęzy. To wszystko hartuje charakter i uczy odpowiedzialności przed startem w dorosłe życie.
W 2025 roku przetestowaliście pilotażowo cyfrowy detoks – całkowity zakaz używania smartfonów na rejsach. Jak ten standard sprawdził się po pełnym wdrożeniu w sezonie 2026 i w jaki sposób wpłynął na budowanie relacji w załodze oraz skupienie na nauce?
– Jeszcze kilka lat temu, szczególnie zaraz po pandemii, telefony nie były aż takim problemem. Dzieci po wyjściu z domów zachłysnęły się wolnością i same odkładały sprzęt. Niestety w kolejnych latach zjawisko przybrało na sile – kulminacją był początek 2025 roku. Trudno było nawiązać kontakt z dzieciakami, które po wejściu na pokład szukały gniazdka elektrycznego i bezrefleksyjnie przewijały ekrany.
Pilotaż Cyfrowego Detoksu przetestowaliśmy na morzu. Zamieniliśmy smartfony załogantów na tradycyjne telefony komórkowe bez dostępu do internetu i aparatu (typu dumbphone). Służyły wyłącznie do dzwonienia i wysyłania krótkich wiadomości SMS do domu.
To był strzał w dziesiątkę. Brak smartfona nie stanowił dla dzieci problemu (częstsze obawy mieli opiekunowie czy rodzice). Czas spędzany przed ekranem tuż przed wejściem do portu zmienił się w czas wspólnych rozmów na dziobie – i to rozmów głębokich, z których zrodziły się prawdziwe przyjaźnie. Zamiast leżenia w koi z telefonem po walce z falami, pojawiło się wspólne siedzenie przy stole w messie, pomoc wachtowej przy posiłkach, opowiadanie żartów, wspólne śpiewanie, naprawianie żagli czy sięganie po książki.
To pokazuje, że problemem nie są dzieci i ich brak skupienia, lecz narzędzia, jakie im dajemy. Kiedy słyszę argument opiekuna: „Ale ja chcę mieć kontakt z dzieckiem”, odpowiadam: „To po co dajesz mu do ręki urządzenie, którego ładowarka ma większą moc obliczeniową niż sonda Voyager z 1977 roku?”.
Pamiętajmy też, że dzieci potrafią obejść kontrolę rodzicielską i tworzyć duplikaty aplikacji. Rzadko są przygotowane przez dorosłych do bezpiecznego korzystania z sieci. Z badań wynika jednoznacznie: na naukę przeznaczają średnio zaledwie 6 minut z trwającego 4–6 godzin dziennego czasu przed ekranem!
Jak w 2026 roku rozwinęła się sieć wolontariuszy – sterników i instruktorów? W jaki sposób budowanie kadry z Waszych własnych wychowanków wpływa na atmosferę i brak barier komunikacyjnych na pokładzie?
– To był drugi sezon z tak licznym udziałem wolontariuszy. W naszych działaniach wzięły udział 44 osoby, a w samej bazie mamy zarejestrowanych ponad 300 chętnych. Ich zaangażowanie i serce do pracy z młodzieżą są niesamowite – to zresztą główny powód, dla którego dzieci tak chętnie do nas wracają.
Obecność wolontariuszy wzmacnia starszych wychowanków. Daje im wsparcie, ale też buduje ich poczucie wartości – młodzież sama staje się źródłem wiedzy dla nowych wolontariuszy, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z fundacją.
Powoli tworzy się trzon kadry, dla której nasza organizacja stała się stałym punktem w żeglarskim kalendarzu. Możemy na nich liczyć nie tylko podczas rejsów i szkoleń, ale również przy pracach technicznych, takich jak jesienne zabezpieczanie czy wiosenne wodowanie jachtów.
Przed Wami przygotowania do kolejnej edycji programu Szkoła pod Żaglami 2027. Jakie są główne założenia i trasa morskiej wyprawy dla młodzieży na kolejny rok? Ostatnia Szkoła pod Żaglami dała nam ogromne doświadczenie. Wypracowaliśmy nowe praktyki, które usprawnią naszą pracę. W sezonie 2027 s/y FLOT pozostanie na Bałtyku i w ramach dwóch edycji programu opłynie to morze, odwiedzając m.in. Kopenhagę, Oslo, Sztokholm oraz Turku w Finlandii.
Największą wartością dla naszych podopiecznych nie jest kąpiel w ciepłej wodzie (na Morzu Śródziemnym zima i tak bywa surowa), lecz wielodniowa żegluga bez zawijania do portów, poznawanie nowych kultur i zderzenie z prozą życia – np. robieniem zakupów w obcym kraju, bez dostępu do Biedronki, gdzie musza przeliczyć lokalną walutę na budżet jachtowy, którym sami zarządzają. Niewielki jacht wymaga stałej uwagi, a mała załoga nie pozwala na długie wyluzowanie, jakie bywa na dużych żaglowcach.
Grafik ułożyliśmy tak, aby FLOT wyruszył w pierwszy miesięczny rejs w połowie maja – po egzaminach ósmoklasistów (w poprzedniej edycji terminy się nakładały, wykluczając ich z udziału). To także czas, w którym nie trzeba już montować dodatkowego ogrzewania. Druga edycja ruszy jesienią, zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego.
Jakie nowe partnerstwa z biznesem lub programy planujecie rozwijać w 2027 roku? Jak chcesz pomagać wychowankom, którzy po ukończeniu 18 lat szukają pierwszej pracy nie tylko w żeglarstwie?
– W wakacje zainicjowaliśmy cykl wizyt w polskich stoczniach jachtowych. Nasi wychowankowie mogli zobaczyć powstawanie jachtu – od deski kreślarskiej po wodowanie. Pracownicy stoczni Northman pokazali im, jak wielu specjalistów potrzeba przy takiej produkcji. To nie tylko laminowanie kadłubów, ale praca projektantów wnętrz, stolarzy, elektryków, hydraulików czy działu logistyki dbania o ciągłość dostaw.
Mamy nadzieję na nawiązanie współpracy z kolejnymi stoczniami, które pomagają młodym ludziom zdobyć zawód i ukończyć szkoły techniczne o poszukiwanych specjalizacjach.
Od 2027 roku wdrażamy też nowy model komunikacji z podopiecznymi. Od dwóch lat przygotowujemy się do tego, aby standardem w fundacji stał się język Porozumienia bez Przemocy (NVC). Wdrożenie to nie wynika z problemów, lecz z głębokiego przekonania, że sposób, w jaki formułujemy komunikaty do młodzieży, przełoży się na ich dorosłe życie. Chcemy dać im wzorzec budowania relacji oparty na szacunku – często odmienny od tego, z czym spotykali się w domach rodzinnych.
Zaczynamy od szkoleń dla wolontariuszy, a następnie uruchomimy cykl warsztatów dla opiekunów z placówek. Zależy nam, aby całe środowisko otaczające naszych podopiecznych posługiwało się tym samym wspierającym językiem.
Źródło: Fundacja Ocean Marzeń
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
Dorota Setniewska, ngo.pl
-
Stowarzyszenie Nowoczesnej Edukacji Prawnej
-
Ela Bajda, Stowarzyszenie Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo w Sopocie
-
Dorota Setniewska, ngo.pl