Wolontariat ostatnim bastionem wolności [opinia]
W debacie publicznej słowo „wolność” odmieniane jest dziś przez wszystkie przypadki. Mówi się o wolności gospodarczej, wolności słowa, wolności wyboru czy wolności jednostki. Jednocześnie coraz częściej odnosimy wrażenie, że wiele z tych pojęć zostało uwikłanych w polityczne spory, ekonomiczne interesy i kulturowe podziały. Wolność bywa sprowadzana do prawa wyboru pomiędzy kolejnymi produktami, usługami czy ofertami ideowymi.
Coraz rzadziej myślimy o niej jako o zdolności do bezinteresownego działania na rzecz drugiego człowieka. Być może właśnie dlatego jednym z ostatnich bastionów autentycznej wolności pozostaje wolontariat.
Wolontariuszem zostaje się z własnej woli. Nie z nakazu prawa, nie dla wynagrodzenia i nie z obowiązku zawodowego. To świadomy wybór człowieka, który uznaje, że chce oddać swój czas, wiedzę i siły komuś innemu, ważnej sprawie albo dobru wspólnemu. Ta dobrowolność jest pierwszym i najbardziej oczywistym wymiarem wolności wolontariatu. Pozwala każdemu samodzielnie odpowiedzieć na pytanie: „Komu chcę pomagać?”.
Jedni wybierają osoby starsze, inni dzieci, osoby z niepełnosprawnościami, uchodźców, osoby w kryzysie bezdomności, zwierzęta czy ochronę środowiska. Ktoś angażuje się w ratownictwo, ktoś inny prowadzi zajęcia dla młodzieży albo organizuje wydarzenia kulturalne. Nie istnieje jeden obowiązujący model dobra. Wolontariat pozostawia przestrzeń na indywidualną odpowiedzialność. To niezwykle ważne w świecie, który coraz częściej próbuje wskazywać ludziom nie tylko, co mają robić, ale również co powinni myśleć.
Dla mnie kluczowa jest jednak jeszcze jedna kwestia – wolność od logiki transakcji.
Współczesna cywilizacja coraz częściej opisuje relacje językiem rynku. Pytamy: „Co z tego będę miał?”, „Czy to się opłaca?”, „Jaki będzie zwrot z inwestycji?”. Nawet przyjaźnie, relacje zawodowe czy aktywność społeczna bywają oceniane przez pryzmat wzajemnych korzyści. Coraz trudniej zaakceptować sytuację, w której człowiek robi coś po prostu dlatego, że uważa to za dobre i potrzebne.
Wolontariat odwraca tę logikę
Jego istotą jest działanie bez oczekiwania zapłaty. Oczywiście wolontariusz otrzymuje wiele: doświadczenie, satysfakcję, nowe znajomości, poczucie sensu czy świadomość, że jego działanie miało znaczenie. Nie są to jednak dobra, które można wpisać do umowy albo wycenić na fakturze. Są raczej konsekwencją bezinteresowności niż jej celem.
Dlatego wolontariat przypomina nam, że nie wszystko, co najcenniejsze, posiada cenę. Istnieją wartości, których nie da się kupić, sprzedać ani zmierzyć wskaźnikami efektywności. Są relacje i działania, których sens zaczyna się właśnie tam, gdzie kończy się kalkulacja korzyści. Jeżeli jednak wolontariat ma pozostać przestrzenią wolności, sam nie może zostać zawłaszczony.
Historia pokazuje, że każda działalność społeczna może stać się narzędziem realizacji cudzych interesów. Organizacje bywają wykorzystywane przez polityków, ideologów, grupy ekonomiczne czy instytucje pragnące budować własny wizerunek. W takich sytuacjach wolontariusz przestaje być wolnym człowiekiem, a staje się wykonawcą czyjejś strategii.
Nie oznacza to oczywiście, że wolontariat powinien być apolityczny w znaczeniu obojętności wobec spraw publicznych. Wręcz przeciwnie, może i powinien angażować się w najważniejsze problemy społeczne. Musi jednak zachować niezależność wobec każdej próby podporządkowania go politycznym interesom. Podobnie jest z kulturą czy religią. Wolontariusze mogą działać w organizacjach świeckich i religijnych, lokalnych i międzynarodowych, konserwatywnych i progresywnych. Sama różnorodność nie stanowi zagrożenia. Zagrożeniem jest dopiero przekonanie, że istnieje tylko jeden właściwy model pomagania i że każdy wolontariusz powinien służyć określonej wizji świata.
Prawdziwy wolontariat nie należy ani do państwa, ani do partii politycznej, ani do Kościoła, ani do rynku. Należy do tych, którzy dobrowolnie postanawiają służyć innym.
Wolontariusz korzysta ze swojej wolności nie po to, aby odgrodzić się od innych, lecz po to, aby być bliżej nich. To jeden z największych paradoksów współczesnego świata: największym wyrazem wolności może okazać się dobrowolne ograniczenie własnego czasu, wygody czy ambicji dla dobra drugiego człowieka. W tym sensie wolontariat jest zaprzeczeniem egoizmu. Pokazuje, że wolność osiąga pełnię nie wtedy, gdy człowiek robi wyłącznie to, na co ma ochotę, lecz wtedy, gdy świadomie wybiera odpowiedzialność. Człowiek wolny nie musi być człowiekiem skoncentrowanym wyłącznie na sobie.
W wielu miejscach świata wolontariusze nie tylko pomagają, ale także chronią i ratują. Są wśród nich ratownicy górscy i wodni, strażacy ochotnicy, wolontariusze hospicjów, osoby niosące pomoc podczas klęsk żywiołowych, kryzysów humanitarnych czy konfliktów zbrojnych. Często pojawiają się tam, gdzie zawodzą instytucje albo gdzie państwo nie jest w stanie dotrzeć odpowiednio szybko. Ich decyzja nie wynika z obowiązku służbowego. Wynika z wolności.
To jedna z najbardziej niezwykłych cech wolontariatu, który często staje się źródłem odwagi. Człowiek decyduje się wejść w sytuację trudną, niebezpieczną, właśnie dlatego, że uznaje, iż nie może pozostać obojętny. Być może właśnie dlatego warto dziś mówić o wolontariacie nie tylko jako o formie aktywności społecznej, ale jako o szkole wolności.
Uczy on samodzielnego myślenia, odpowiedzialnych decyzji, współpracy i solidarności. Przypomina, że człowiek nie jest jedynie konsumentem ani klientem. A społeczeństwo, które pielęgnuje taki rodzaj wolności, staje się bardziej odporne na egoizm, manipulację i wszelkie próby podporządkowania obywateli jednej ideologii lub jednemu interesowi. Wolontariat buduje bowiem coś, czego nie da się łatwo stworzyć odgórnie – zaufanie, solidarność, odpowiedzialność i gotowość do współdziałania.
To wszystko nie znaczy oczywiście, że wolontariat jest wolny od błędów. Organizacje mogą ulegać biurokracji. Mogą poddawać się modom ideologicznym. Mogą stawać się narzędziami marketingu, polityki czy budowania reputacji. Mogą również – nawet w dobrej wierze – przekształcać bezinteresowne zaangażowanie w system zachęt, benefitów i wzajemnych korzyści.
Dlatego wolontariatu trzeba strzec
Być może największym niebezpieczeństwem współczesności nie jest utrata bogactwa ani postępu technologicznego. Być może największym zagrożeniem jest utrata przekonania, że człowiek potrafi jeszcze czynić dobro bez przymusu i bez oczekiwania nagrody. Jeżeli taka wiara zniknie, społeczeństwo pozostanie sprawne organizacyjnie, lecz stanie się duchowo ubogie. Będzie umiało zarządzać ludźmi. Nie będzie jednak umiało budować wspólnoty. A wraz z nią zacznie zanikać odporność społeczna.
Wolontariat jest świadectwem, że ta zdolność jeszcze nie zginęła. Za każdym razem, gdy ktoś pomaga nieznajomemu, prowadzi zbiórkę żywności, poświęca swój czas dzieciom, angażuje się w ochronę środowiska albo po prostu towarzyszy człowiekowi w samotności, dzieje się coś więcej niż akt pomocy. Urzeczywistnia się wolność.
I właśnie dlatego ochrona wolontariatu jest równie ważna jak jego rozwój. Jeśli chcemy, aby wolontariat rzeczywiście pozostał przestrzenią wolności, nie wystarczy zachęcać ludzi do angażowania się. Potrzebujemy również zasad, standardów i rozwiązań, które będą chroniły jego podstawowe wartości: dobrowolność, autonomię, bezinteresowność, podmiotowość i odpowiedzialność.
Dobrym przykładem takiego podejścia jest budowany przez Koalicję Liderzy Pro Bono cały ekosystem wsparcia dla wolontariatu pracowniczego. Jego ważnym elementem jest Karta Zasad Wolontariatu Pracowniczego, która określa podstawowe zasady odpowiedzialnego organizowania i rozwijania wolontariatu w miejscu pracy. Kolejnym jest Certyfikat Wolontariatu Pracowniczego Wysokiej Jakości, który pozwala doceniać firmy i organizacje tworzące dobre warunki dla autentycznego zaangażowania pracowników. Ekosystem ten uzupełniają również inne rozwiązania, narzędzia i działania służące budowaniu wysokich standardów wolontariatu pracowniczego.
To ważne rozróżnienie. Ochrona wolontariatu nie powinna oznaczać jego zamykania w coraz większej liczbie procedur i regulacji. Chodzi raczej o stworzenie takich ram, w których rozwój wolontariatu nie odbywa się kosztem jego istoty. Standardy nie powinny ograniczać wolności wolontariusza, lecz pomagać ją chronić.
Wolontariat pracowniczy jest zresztą szczególnie ciekawym sprawdzianem tej zasady. Łączy bowiem dwa światy, które rządzą się odmienną logiką: świat pracy, w którym istnieją cele, struktury, odpowiedzialność i efektywność, oraz świat wolontariatu, którego fundamentem jest dobrowolność i bezinteresowne zaangażowanie. Zadaniem odpowiedzialnego pracodawcy nie powinno być więc „zarządzanie” wolontariatem tak samo, jak zarządza się innymi aktywnościami pracowników, lecz stworzenie przestrzeni, w której pracownik może z własnej woli zrobić coś ważnego dla innych.
Dlatego właśnie potrzebujemy nie tylko więcej wolontariatu, ale także lepszego wolontariatu. Takiego, który rozwija się bez utraty swojej istoty. Takiego, który korzysta z profesjonalnych narzędzi, ale nie staje się przez to kolejnym produktem. Takiego, który może być wspierany przez pracodawcę, ale nie jest przez niego zawłaszczany. Takiego, który może przynosić satysfakcję i rozwijać kompetencje, ale nie zamienia bezinteresowności w transakcję.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Agnieszka Pryca-Nalepka, Stowarzyszenie MOST
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST