To nie jest tylko historia o fundacji. To historia o odzyskiwaniu życia krok po kroku, zaczynając od zera. Od sprzedaży gipsowych aniołków na ulicy, przez długi i przemoc, aż po finansową niezależność i siłę, by pomagać innym kobietom. Bo prawda jest brutalna: wiele z nich nie odchodzi z przemocowych domów, bo nie chce, ale dlatego, że zwyczajnie nie ma za co.
O przemocy ekonomicznej mówi się niewiele. Jej oblicza doskonale zna Marta – prezeska Fundacji Feelharmonia, która od 7 lat wspiera kobiety.
Ania Twardowska: – Co było impulsem do założenia fundacji?
Marta Kaczmarek: – To nie był jeden moment. To był proces, który zaczął się w 2012 roku, kiedy sama wychodziłam z przemocowej relacji. Miałam wtedy w głowie nazwę: Feelharmonia. Ale wtedy, te kilkanaście lat temu, podjęłam świadomą decyzję: nie otworzę tej fundacji teraz. Bałam się, że jeśli wejdę w to od razu, utknę w energii przemocy na zawsze, a ja desperacko chciałam odbudować własne życie. Porzuciłam temat, ale… co roku, niemal podświadomie, opłacałam domenę internetową. Czekała na swój czas.
Ten czas w końcu nadszedł.
– Tak. W 2019 roku założyłam Feelharmonię, ale wtedy zajmowaliśmy się edukacją, wspieraniem dzieci i dorosłych w efektywnej nauce. Przełom nastąpił w czerwcu 2024 roku. Podczas warsztatu robiliśmy ćwiczenie: „Gdzie widzisz siebie za 5 lat?”. Zobaczyłam siebie na scenie, co mnie nie zdziwiło, ale to, do kogo mówiłam, ścięło mnie z nóg. Mówiłam do ogromnej hali pełnej kobiet doświadczających przemocy. Moja pierwsza reakcja? „Tylko nie to. Ja nie chcę!”. Wiedziałam, z czym to się wiąże. Ale to czucie „z brzucha” było tak silne, że nie mogłam go zignorować.
Od własnego piekła do misji: luka, której nie widzi system
Skok na głęboką wodę.
– Zaczęłam sprawdzać, wchodzić w środowisko, słuchać historii i odkryłam przerażającą przepaść. System ma dziesiątki luk, ale jedna jest absolutnie czarną dziurą: finanse.
Wiem to, bo sama tam byłam. Po odejściu od przemocowego męża wpadłam prosto w ręce narcyza. Uwierzyłam, że mi pomoże, a on namówił mnie na kredyty pod rzekome inwestycje. Skończyłam bez środków do życia. Było tak źle, że z dwójką małych dzieci chodziłam po ulicach, sprzedając ludziom gipsowe aniołki, żeby mieć na chleb. Przez lata żyłam w wyparciu, korzystając z pomocy społecznej, aż w styczniu 2023 roku powiedziałam: „Dość”. Zaczęłam walkę o swoją wolność finansową.
To jest właśnie ta największa luka. Kobiety nie odchodzą, bo nie mają za co. Są szantażowane mikrokwotami, mają na głowie wspólne długi albo są całkowicie zależne od sprawcy. W Feelharmonii dajemy wsparcie psychologiczne i prawne, jasne, to jest baza. Ale to, co robimy unikalnego, to edukacja finansowa. Uczymy kobiety, jak odzyskać kontrolę nad pieniędzmi, jak wyjść z długów i jak zbudować fundament, który sprawi, że już nigdy nie będą musiały wybierać między bezpieczeństwem a głodem. Dajemy im wędkę, żeby mogły zbudować życie na własnych zasadach.
Czy Wasza pomoc ma swój konkretny zasięg terytorialny?
– Dla mnie sprawa jest prosta: przemoc nie ma granic, więc nasza pomoc też ich nie ma. Działamy na terenie całego kraju. Mamy podopieczne z Warszawy, Poznania, Bielska-Białej, Podkarpacia czy Tarnowa Podgórnego. Wspieramy też Polki mieszkające za granicą; obecnie mamy trzy podopieczne, które żyją poza krajem, a jednak to u nas szukają ratunku.
Jak się z nimi kontaktujecie?
– Wszystkie nasze działania prowadzimy w formie zdalnej. Nawet kobiety, które mieszkają w mojej najbliższej okolicy, wolą taką formę kontaktu. To daje im ogromne poczucie bezpieczeństwa i intymności. Mogą rozmawiać z domu, z samochodu, z parku, skądkolwiek czują się swobodnie. Brak barier geograficznych oznacza, że żadna kobieta, niezależnie od tego, czy mieszka w wielkim mieście, czy w małej wiosce na końcu Polski, nie zostanie bez wsparcia. Jeśli masz telefon i internet, to masz też nas.
W jaki sposób świadczycie pomoc? Czy każda kobieta może porozmawiać ze specjalistką?
– U nas żadna kobieta nie zostaje bez wsparcia. Punktem wyjścia jest formularz na stronie albo telefon i to ten telefon jest najczęściej „pierwszą linią frontu”. Często odbieram od kobiet, które są w takim stanie roztrzęsienia, że moją rozmowę zaczynam od dwóch najważniejszych pytań: „Gdzie jesteś?” i „Czy jesteś teraz bezpieczna?”. To jest fundament.
Co się dzieje, kiedy uda się opanować pierwszy strach?
– Przechodzimy do konkretów. Podczas pierwszego spotkania staram się zrozumieć, w jakim punkcie jest moja rozmówczyni i czego potrzebuje „na wczoraj”. Bo potrzeby kobiety, która tkwi w samym środku przemocowego piekła, są inne niż tej, która już odeszła i próbuje poskładać świat na nowo.
Możemy zaoferować pomoc psychologiczną, prawną czy udział w warsztatach, ale niezależnie od etapu, na którym są te kobiety, zawsze wraca jeden temat: pieniądze. One potrzebują środków na czynsz, na rachunki, na jedzenie czy leczenie dzieci. Alimenty? W teorii są, w praktyce faceci często robią wszystko, żeby ich nie płacić. To jest potężne wyzwanie.
Dlatego tak mocny nacisk kładę na temat edukacji finansowej. Kobieta musi wiedzieć, jak odzyskać sprawczość nad portfelem, skąd brać środki i jak nimi zarządzać. Dlaczego? Bo dopóki nie ma stabilizacji finansowej, dopóty jest narażona na „skakanie z deszczu pod rynnę”. Bez przepracowania traumy i bez własnych pieniędzy, kobiety często nieświadomie przyciągają kolejnych partnerów, którzy – może mniej drastycznie, ale jednak – powielają te same toksyczne schematy. Moim celem jest to, żeby odeszły z tej relacji nie tylko fizycznie, ale i mentalnie, z własnym zapleczem finansowym, które daje im wolność wyboru.
Portret sprawcy i „wędka” na drogę do wolności
Bo przemoc nie przybiera tylko czysto fizycznej formy.
– Oczywiście, że nie. Gdyby przemoc była wyłącznie fizyczna, paradoksalnie byłoby „łatwiej”. Dlaczego? Bo siniaki widzi każdy, lekarz może je opisać, policja ma dowód. Przemoc fizyczna jest namacalna.
Historie, o których najczęściej słyszę, są o potworach w białych rękawiczkach. Sprawca przemocy na zewnątrz często jawi się jako cudowny, kochający mąż, pomocny sąsiad i wzorowy ojciec. To jest ten „porządny człowiek”, o którym wszyscy mówią: „No co ty, on by muchy nie skrzywdził!”. A w domu? Za zamkniętymi drzwiami ten sam człowiek staje się katem.
I to, co najtrudniejsze. Siniaki szybko zejdą, a przemoc psychiczna niszczy od środka. To wyzywanie, upokarzanie, kontrolowanie każdego kroku i gaslighting, czyli wmawianie kobiecie, że wariuje. Dla przykładu mój mąż wmawiał mi schizofrenię. I robił to tak skutecznie, że poszłam w tej sprawie do psychiatry, bo mu uwierzyłam.
Kobieta doświadczająca przemocy psychicznej ma ogromny problem, żeby udokumentować to, co się dzieje w czterech ścianach. Bo jak udowodnić spojrzenie, które mrozi krew w żyłach? Jak udokumentować codzienne upokarzanie czy izolację? Kiedy ona w końcu próbuje o tym opowiedzieć, często spotyka się ze ścianą niedowierzania. Słyszy: „Wymyślasz, przecież on tak o was dba”.
To jest kolejna trauma – bycie niewidzianą we własnym cierpieniu.
Czy istnieją inne formy przemocy, o których się nie mówi?
– Przemoc seksualna, o której w kontekście małżeństw wciąż zbyt rzadko się mówi. A przecież „nie” zawsze znaczy „nie”, nawet z obrączką na palcu. Jest również przemoc cyfrowa, śledzenie telefonów, czytanie wiadomości czy montowanie nadajników w autach..
Ale to, co jest moim „oczkiem w głowie” i o czym mówię najgłośniej, to przemoc ekonomiczna. To obszar kompletnie niezaopiekowany. Przemoc finansowa jest niezwykle podstępna. To wydzielanie co do grosza na podpaski, zakazywanie pracy czy zmuszanie do brania kredytów na nazwisko kobiety. A taka kobieta bez własnych pieniędzy jest jak ptak z podciętymi skrzydłami. Może widzieć otwarte drzwi klatki, ale nie ma jak odlecieć, bo nie wie, za co kupi dzieciom chleb.
Właśnie dlatego w Feelharmonii wspieramy temat finansów. Bo dopóki nie zaopiekujemy portfela kobiety i nie nauczymy jej niezależności, ona zawsze będzie miała jedną nogę w tym piekle, z którego tak trudno wyjść bez grosza przy duszy.
Z jakimi historiami kobiet spotykacie się najczęściej, co najbardziej Cię w nich porusza?
– Moja odpowiedź może kogoś zdziwić, ale powiem dokładnie to, co czuję. Sama wyszłam z przemocowej relacji. Wiem, czym jest przemoc, jak smakuje i jak wygląda. Kiedy byłam w kinie na filmie „Dom dobry”, widziałam tam obrazy, które znałam z własnego życia, z każdego mojego dnia przez lata. Nie było tam nic, co by mnie zszokowało. Przemoc po prostu taka jest. Jest brudna i przewidywalna w swoim okrucieństwie.
To, co porusza mnie najbardziej i budzi we mnie potężną, palącą złość: to całkowita niemoc kobiet wobec systemu.
Najbardziej boli mnie to, że kobieta, która w końcu zbiera resztki odwagi, by zawalczyć o siebie, raz za razem odbija się od ściany. Poruszają mnie historie, w których przyjeżdża policja na interwencję i kwituje to stwierdzeniem: „To tylko konflikt domowy”.
I te sprawy, które ciągną się latami… Znam kobietę, której sprawa o przemoc trwa już piąty rok.
Zamiast odbudowywać życie, ona od pięciu lat tkwi w procedurach, które ją wykrwawiają emocjonalnie.
Istnieje „moment graniczny"? Taki, w którym kobiety najczęściej decydują się poprosić o pomoc?
– Ten moment często przesuwa się w czasie o lata, bo kobiety – zwłaszcza te doświadczające przemocy psychicznej – przez bardzo długi czas nie mają pojęcia, że to, co je spotyka, to przemoc. Zdanie, które słyszałam już dziesiątki razy, brzmi: „Ja po prostu myślałam, że on jest złośliwy”.
Kobieta dowiaduje się, że jest ofiarą, często przez zupełny przypadek. Jest już tak wykończona emocjonalnie, że trafia do psychologa albo rozmawia z policjantem przy jakiejś okazji. I to ci ludzie otwierają jej oczy. Ale żeby ona w ogóle mogła poprosić o pomoc, musi wydarzyć się jedna, najważniejsza rzecz: musi na głos nazwać to, co dzieje się w jej domu, przemocą. Dopóki tego nie zrobi, stoi w miejscu. Będzie trwać, będzie naprawiać, będzie ratować „złośliwego” męża, wierząc, że to jej wina albo że to tylko trudny charakter. Dlatego mam tak silne poczucie, że kluczem jest edukacja.
Powinno się o tym mówić na lekcjach?
– Oczywiście. Młodzi ludzie wchodzą w pierwsze relacje romantyczne i muszą wiedzieć, jakie są sygnały ostrzegawcze. Te „czerwone flagi” są tam zawsze, od samego początku, tylko my ich często nie zauważamy, bo nikt nas nie nauczył ich rozpoznawać. Ten początek relacji jest kluczowy. Jeśli wtedy nauczymy się stawiać granice, oszczędzimy kobietom lat cierpienia.
Jakie bariery najczęściej powstrzymują kobiety przed zgłoszeniem się po wsparcie?
– Tych barier jest kilka i każda z nich działa jak ciężka kotwica. Po pierwsze: wstyd. Kobieta czuje, że prosząc o pomoc, w jakiś sposób „zdradza” swojego oprawcę. Pojawia się niszczące poczucie winy, że idzie na niego donieść. Słyszałam to dziesiątki razy: „A może mi się tylko wydawało? Może on wcale nie jest taki zły?”. To nie jest przypadek. To precyzyjny efekt manipulacji sprawcy, który tak długo mąci kobiecie w głowie, aż ona przestaje ufać własnym zmysłom.
Kolejna kwestia to totalny brak wiedzy o procedurach. Kobiety nie wiedzą, gdzie pójść, co powiedzieć, jakie mają realne możliwości. A kiedy już próbują wykonać pierwszy krok, sprawca natychmiast wyciąga swoją najbrudniejszą kartę i uderza w to, co dla matki najświętsze: „Zobaczysz, jak pójdziesz to zgłosić, to zabiorą ci dzieci”. Ten strach o bezpieczeństwo dzieci sprawia, że kobiety zagryzają zęby i trwają w piekle przez kolejne lata.
Ale musimy powiedzieć to głośno: kobieta doświadczająca przemocy po prostu panicznie boi się sprawcy. Jest psychicznie zdeptana, zaszczuta, reaguje nerwowo na każdy jego ruch. I często słyszy: „Zniszczę cię”. To zdanie sprawia, że kobieta zastyga w bezruchu.
W polskich statystykach procedury „Niebieska Karta” aż 74% ofiar przemocy domowej to kobiety. To pokazuje, że zdecydowana większość ofiar w zgłoszonych interwencjach jest płci żeńskiej.
– Tak, ale w przemocowych relacjach one stają się też mistrzynią w szukaniu wymówek. Tłumaczą zachowania partnerów na tysiąc sposobów: „On po prostu jest wybuchowy”, „Miał gorszy dzień w pracy”, „Szef na niego nakrzyczał”, „Ma teraz tyle na głowie”. Zawsze znajdzie się jakiś powód, który odsuwa tę przerażającą prawdę.
Te wymówki to mechanizm obronny, ale one tragicznie odbierają kobiecie możliwość racjonalnego spojrzenia na swoją sytuację. To jest ten moment, w którym my musimy wejść z lustrem i pokazać: to nie jest „trudny charakter”.
Pomoc fundacji jest długofalowa czy interwencyjna? Jak długo towarzyszycie kobietom?
– Zawsze długofalowa, ale to kobieta decyduje, na jak długo z nami zostaje. Smutna i szokująca prawda, o której mało się mówi, jest taka, że skutecznie udaje się odejść od sprawcy średnio dopiero za siódmym razem.
I wiesz co? Ja się na to godzę. Nawet jeśli wewnętrznie uważam, że to zła decyzja, ona nigdy nie usłyszy ode mnie słowa krytyki. Nie zostanie oceniona. Dlaczego? Bo ja sama odeszłam dopiero za szóstym razem.
Zatem co daje największą siłę w tej pracy?
– Historie zakończone sukcesem. I wyrazy wdzięczności. To, że te kobiety wiedzą, że nie są już same. Że mają gdzie zadzwonić, że zostaną wysłuchane i zaopiekowane bez oceniania.
Kiedy słyszę proste „dziękuję, że jesteście”, to jest dla mnie paliwo, by mimo tych wszystkich systemowych kłód pod nogami, następnego dnia znowu odebrać telefon i walczyć o kolejną z nas.
Jak można wesprzeć Wasze działania? Czego najbardziej potrzebujecie?
– Od czasu, gdy zaczęłam tę drogę, moja misja jeszcze mocniej się wykrystalizowała. Nie chcę tylko gasić pożarów – chcę sprawcom zabrać zapałki. Dlatego dziś w Feelharmonii mamy dwa wielkie kroki naprzód:
1. Akademia Odbudowy: Ogólnopolski Program Wolności Finansowej „Zamożna i Bezpieczna”
To nie jest kolejne szkolenie o oszczędzaniu. To autorski system odzyskiwania sprawczości finansowej, stworzony z myślą o kobietach na każdym etapie drogi do wolności. Uczę w nim m.in. jak neutralizować traumę finansową, jak dyskretnie budować „fundusz wolności” będąc jeszcze w relacji, oraz jak wychodzić z długów i zarządzać kryzysowym budżetem po odejściu. Program jest projektowany tak, aby można było z niego korzystać w pełnej dyskrecji. Dążę do tego, by udział w Akademii był dla kobiet całkowicie bezpłatny.
[TUTAJ MOŻESZ ZAPISAĆ SIĘ NA LISTĘ OCZEKUJĄCYCH]
2. Centrum Badania Przemocy Ekonomicznej
Tworzę pierwsze w Polsce miejsce, które zbierze dane o realnej skali przemocy finansowej. Chcę pokazać systemowi, jak bardzo nas zawodzi i walczyć o zmiany prawne.
Jak możesz pomóc? Aby ten kurs był darmowy, a Centrum mogło powstać, szukam Partnera do Wielkiej Misji. Zapraszam do kontaktu firmy i instytucje, które wierzą, że edukacja finansowa kobiet to fundament ich wolności. Zróbmy razem coś, co realnie wyrwie kobiety z matni.
Możesz nas też wesprzeć bezpośrednio: darowizną lub wolontariatem.
Jeśli czujesz, że historia i misja Feelharmonii są Ci bliskie – odezwij się. Profil facebookowy -KLIK.
Jeśli doświadczasz przemocy (bez względu na jej rodzaj) - znajdź wsparcie w swojej okolicy. MAPA POMOCY - KLIK.
Wywiad powstał w ramach projektu SPAW - Stawiamy na Potencjał i Aktywność w Wielkopolsce, finansowanego przez Unię Europejską ze środków EFS+/FST oraz z budżetu państwa w ramach FEW 2021-2027.
#FunduszeUE #FunduszeEuropejskie
Śródtytuły pochodzą od redakcji.
Źródło: Centrum Promocji i Rozwoju Inicjatyw Obywatelskich "PISOP"