Rzeplińska: Obywatelu i organizacjo: musimy zrobić te wybory!
– Organizacje powinny podjąć akcję mobilizacyjną, by zgłosić jak najwięcej obserwatorów społecznych wyborów. Nie dawajmy politykom do ręki argumentów, że nic nas nie interesuje. Bez naszego udziału te wybory się zresztą nie udadzą – mówi Róża Rzeplińska ze Stowarzyszenia 61.
Ignacy Dudkiewicz: – Czy po zmianie ordynacji obywatelom i obywatelkom będzie łatwiej zaangażować się w wybory samorządowe?
W jaki sposób?
Łatwo obliczyć, że do powołania komisji potrzeba będzie blisko pół miliona osób zaangażowanych w przeprowadzenie wyborów.
Dopiero będą łapanki…
Usłyszymy…
No dobrze, teoretycznie mógłbym zostać członkiem komisji lub mężem zaufania z ramienia danego ugrupowania. Ale, po pierwsze, mogę nie chcieć się z żadnym z nich wiązać – choćby czysto formalnie. Po drugie, akurat ja, jako dziennikarz, absolutnie nie powinienem tego robić. Mam inną możliwość zaangażowania się w organizację wyborów?
To szczególnie ważna informacja dla organizacji społecznych, bo to właśnie one mogą delegować obserwatorów i obserwatorki do kontroli wyborów.
Żeby to zrobić, organizacja musi mieć w wśród statutowych celów wymienione „troskę o demokrację, prawa obywatelskie i rozwój społeczeństwa obywatelskiego”. Co prawda nie wiadomo wciąż, czy w statucie muszą się znaleźć wszystkie trzy sformułowania i to ujęte literalnie w ten sposób, ale póki co jeszcze jest czas, by to ustalić i aby ewentualnie zmienić jego brzmienie. Bardzo warto, by organizacje, które zajmują się szeroko rozumianym rozwojem społeczeństwa obywatelskiego, edukacją obywatelską, aktywnością lokalną czy działaniami strażniczymi rozpoczęły akcję mobilizacyjną, by tych obserwatorów rzeczywiście było wielu. Skoro ustawodawca dał nam możliwość obserwowania wyborów, powinniśmy ją wykorzystać. Nie dawajmy też politykom do ręki argumentów, że nic nas nie interesuje, że jesteśmy bierni. Nie bądźmy.
Co może obserwator społeczny?
Wszystko to ma sens jednak pod warunkiem, że podejmiemy się tej roli odpowiedzialnie i z przekonaniem o sensie procesu wyborczego.
To znaczy?
To efekt wydarzeń z 2014 roku?
Co przez to rozumiesz?
Powinniśmy budować społeczne przekonanie, że wybory to wyjątkowy moment w byciu obywatelem, prawdziwa możliwość do wyrażenia swojej opinii i woli, która wcale nie jest przez nikogo zmanipulowana, ale która wypływa ze mnie i jest wyrazem tego, co naprawdę myślę.
Budując szacunek do wyborów, budujemy więc szacunek do samych siebie.
Dlatego dajmy sobie prawo do przeżycia tego świeckiego święta, które wzmacnia nas jako społeczeństwo. Ktoś, kto mówi, że wybory były sfałszowane, odbiera nam prawo do cieszenie się nim.
A jednak zanosi się na pewien bałagan i chaos…
Mogą więc pracować w gminie obok…
O ile więc nowe przepisy wprowadziły mechanizmy większej przejrzystości i dały większą możliwość uczestnictwa obywateli w obserwowaniu wyborów, to równocześnie wiążą się z wieloma wyzwaniami i problemami.
Tym dobitniej powtarzam: bez zaangażowania obywateli te wybory się nie udadzą.
Jeszcze przed wyborami można zaś się angażować w kampanię wyborczą i kontrolę kandydatów i kandydatek.
Tę wyliczankę można ciągnąć w nieskończoność. Gdy już sobie odpowiemy na pytanie, które jej elementy są dla nas najistotniejsze, możemy zacząć węszyć i szukać – może mamy znajomych, którzy mają podobne potrzeby i poglądy? Zacznijmy rozmawiać z nimi, a potem z kandydatami, przepytujmy ich, zapraszajmy na spotkania. To będzie trudne, bo kandydaci często nie są tym zainteresowani.
A jednak znam ludzi, którzy organizują takie spotkania osób kandydujących ze swoimi znajomymi we własnych domach. To dobry kierunek.
Dziś nie jesteśmy przyzwyczajeni do modelu bezpośredniego kontaktu z kandydatem czy kandydatką – to raczej oni organizują nam wielką kampanię, stoją z namiotem, przemawiają ze sceny. Musimy tę relację odwrócić – to my powinniśmy być gospodarzami rozmowy. I kiedy przychodzi do nas kandydat i mówi, że najważniejsze jest, by w naszym mieście wszystkie domy były podłączone do kanalizacji, wyjmijmy mapę i zapytajmy, które ulice mają być skanalizowane jako pierwsze i z jakich pieniędzy. Odwołujmy się do konkretów. Wymaga to od nas przestawienia naszego myślenia z wyborcy, który jest mierny, ale wierny, który o nic nie zapyta, a w niedzielę zagłosuje jak zawsze, na postawę wyborcy, który wymaga, zadaje pytania i dopiero po uzyskaniu odpowiedzi rozważa, na kogo odda swój głos.
Albo – wcześniej – czy sam nie zechce kandydować.
W wielu miejscach Polski ludzie jednak obawiają się angażować – nie tylko w kandydowanie, ale nawet w zadawanie pytań. Bo pojawiają się groźby, utrudnianie życia ludziom, którzy się postawią władzy…
Zamykanie ust, wykorzystywanie władzy, nieumiejętność budowania zespołu z ludźmi, którzy mają różne poglądy polityczne (choć niekoniecznie różne cele!), niewłączanie do prac ludzi młodych, którzy potencjalnie mogą stać się liderami, a więc, w oczach decydentów, konkurencją, partyjniactwo, obsadzanie zwłaszcza w dużych miastach stanowisk urzędników wyższego szczebla funkcjonariuszami partyjnymi, wykorzystywanie gminnych i miejskich biuletynów do prowadzenia akcji promocyjnych – to wielki ból polskiego samorządu.
Ból, który czasem przeradza się w poczucie beznadziei. Jak z nim walczyć?
Aż ciężko w to uwierzyć…
O sprawach lokalnych często nie decyduje kolor partyjny, tylko konkretni ludzie i ich potrzeby.
Często okazuje się, że osoby o tych samych poglądach na sprawy krajowe mają całkowicie odmienne interesy w samorządzie i zwyczajnie nie mają szans dogadać się na przykład w sprawie tego, czy ważniejsza jest budowa ścieżek rowerowych, buspasów czy obwodnicy samochodowej. W efekcie samorząd może też dawać nam szansę na budowanie kontaktów, relacji i współpracy z ludźmi, z którymi w innych przestrzeniach różni nas wiele. A także tego bardzo dziś w Polsce potrzeba.
A już we wtorek, 29 maja eksperci Fundacji Batorego powiedzą, jak zostać obserwatorem społecznym i jak zorganizować się w stowarzyszeniu lub fundacji, by takich obserwatorów wystawić:
Wyborczy wtorek w Dużym Pokoju: Społeczni obserwatorzy wyborów. Przewodnik dla pionierów
wtorek 29 maja, g. 18.00, Pracownia Duży Pokój, ul. Warecka 4/6, róg Kubusia Puchatka, Warszawa.
Dla obywateli, którzy chcą obserwować głosowanie i liczenie głosów kodeks wyborczy wprowadza nową instytucję: OBSERWATORA SPOŁECZNEGO.
Co kryje się pod tym pojęciem, jak zostać obserwatorem społecznym głosowania, jakie czekają nas obowiązki, czego możemy się spodziewać w komisji wyborczej?
Dlaczego warto, żeby organizacje mające w swoich statutach „troskę o demokrację, prawa obywatelskie i rozwój społeczeństwa obywatelskiego” organizowały pracę obserwatorów społecznych?
Podczas spotkania Fundacja Batorego przedstawi propozycję przeprowadzenia obserwacji w lokalu wyborczym oraz wstępną wersję "Przewodnika dla obserwatorów społecznych"
Gośćmi Wyborczego Wtorku będą Jacek Haman, Grażyna Kopińska, Joanna Załuska.
Dowiedz się, co wydarzyło się w III sektorze. Śledź wydarzenia ważne dla NGO, przeczytaj wiadomości dla organizacji pozarządowych.
Odwiedź serwis wiadomosci.ngo.pl.
Udanie się wyborów nie ogranicza się tylko do tego, że je przeprowadzimy. Ważne jest również to, czy będziemy szanować ogłoszony wynik.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Agnieszka Pryca-Nalepka, Stowarzyszenie MOST
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl