Pułapka rentowa to nie tylko liczby. Za cyferkami stoją prawdziwe historie i prawdziwi ludzie
Menadżer w korporacji, pracowniczka administracji publicznej, pracownik firmy, pracowniczka fundacji, rekruterka, pracownik otwartego rynku pracy, szkoleniowiec i ekspert dostępności… Różne zawody, rożne miejsca pracy, różne zarobki, różne umowy, różne etapy zawodowego rozwoju, ale… wspólny mianownik. A w zasadzie dwa. Orzeczenie o niepełnosprawności i ugrzęźnięcie w sidłach pułapki rentowej.
Życie w iluzji
Patryk jest menedżerem zespołu w międzynarodowej firmie, posiadającym oświadczenie o niepełnosprawności. Wysokiej klasy specjalista, podobnie jak część jego kolegów z pracy, również z orzeczeniem o niepełnosprawności. Kompetencja, wiedza oraz doświadczenie, których wielu mogłoby pozazdrościć. I… życie w iluzji, którego wielu jego kolegów, nieposiadających orzeczenia, sobie nie wyobraża.
Wszystkiemu winne są limity dorabiania do rent. Od 1 marca 2026 roku górna granica bezpiecznych zarobków, który nie wpływają na wysokość świadczenia, wynosi 6438,50 zł brutto miesięcznie (70 % przeciętnego wynagrodzenia). Po przekroczeniu tej sumy ZUS pomniejsza rentę. Z kolei po przekroczeniu 130 % przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia, czyli 11 957,20 zł brutto, ZUS zawiesza wypłatę renty.
Wydawać by się mogło, że to zawrotne sumy pieniędzy, jednak w przypadku wysokiej klasy specjalistów, takich jak Patryk, zarobki powyżej 13 000 zł brutto to obecnie norma, a już absolutnym standardem są pensje powyżej 7 000 zł brutto. Renta to nie tylko dodatkowy wpływ środków pieniężnych, ale przede wszystkim dla OzN poduszka bezpieczeństwa w sytuacji utraty pracy. Jej brak spowodować może bardzo bolesny upadek. Wdrapanie się z powrotem na wysokiego konia dobrego stanowiska będzie dla Patryka dużo trudniejsze, niż dla osoby bez niepełnosprawności.
Życie jednak jest życiem i trzeba sobie radzić. I tu właśnie zaczyna działać iluzja. Z obawy przed przekroczenia progów, przed konsekwencjami ze strony ZUS lub przed ponownym wezwaniem przed komisję w celu zweryfikowania stanu zdrowia, pracownicy, tacy jak Patryk, odmawiają otrzymywania m.in. należnych im premii oraz podwyżek (świątecznych, uznaniowych, inflacyjnych etc.) lub proszą wprost o zaniżenie ich pensji. Ciężko wypracowane przez nich pieniądze do nich trafiają, jednak za zasłoną dymną: nieoficjalnie, na osobę trzecią zatrudnioną na umowę zlecenie, na fikcyjną działalność gospodarczą czy poprzez wystawianie faktur przez firmy należące do członków rodziny.
Zdarza się nawet tworzenie spółek zrzeszających osoby z niepełnosprawnościami wyłącznie w celu ominięcia limitów – mówi Patryk. I zaraz dodaje: Dużo gorzej jest w sektorze publicznym, gdzie nie ma takiej elastyczności w kształtowaniu wynagrodzeń, premii czy form rozliczeń. Część moich kolegów już na starcie omija intratne oferty pracy w budżetówce i szuka zatrudnienia na otwartym rynku, gdzie łatwiej „dopasować” system do limitów.
Hipokryzja systemu? Z pewnością. I to taka, która podkopuje sam system. Z powodu pułapki rentowej państwo nie otrzymuje dodatkowych wpływów z podatków i składek. System nie zachęca do awansu, nie premiuje rozwoju, nie nagradza przedsiębiorczości.
Mechanizm pułapki rentowej najmocniej dotyka osób ambitnych i aktywnych zawodowo, które, mimo poważnych ograniczeń zdrowotnych, chcą pracować, rozwijać się i być niezależne. Jednak system woli utrzymywać fikcję, zamiast przyczyniać się do realnego wzrostu aktywności zawodowej.
A OzN, podejmujący pracę, dostaje jasny komunikat: „kto nie kombinuje, ten traci” – Patryk smutno wzrusza ramionami.
W pułapkę łapią się wszyscy
Wciąż wydaje Wam się, że problem dotyczy pojedynczych przypadków lub jednej firmy? Nic bardziej mylnego! Unikanie przekraczania limitów stanowi powszechny mechanizm obronny osób z niepełnosprawnościami i pracodawców, wymuszony przez wadliwe przepisy.
W mojej firmie nikt z pracowników z orzeczeniem o niepełnosprawności nie przekracza oficjalnie limitów i nikt nie oddaje ani złotówki z renty. Wszyscy pracownicy są indywidualnie „umówieni” z pracodawcą na różne formy rozliczeń, które pozwalają ominąć progi. – mówi Ola – W efekcie budżet państwa nie dostaje z dodatkowej pracy tych osób żadnych podatków ani składek. Ale system rentowy formalnie pozostaje „nienaruszony”.
Problem staje się jeszcze poważniejszy, gdy zdamy sobie sprawę, że mechanizm pułapki rentowej zwyczajnie przyczynia się do rośnięcia w siłę… czarnej strefy.
Wielu moich znajomych śmieje się ze mnie, bo oni pobierają rentę i pracują na czarno. Dostają rentę i pomoc z opieki społecznej i pracują na czarno przez pułapkę rentową. – żali się nam pracowniczka administracji publicznej z niepełnosprawnością, chcąca zachować anonimowość – Podczas gdy ja z powodu niewielkiej podwyżki musiałam zmniejszyć rentę i w efekcie na tej podwyżce straciłam. Dostaję nagrody kwartalne, ale po roku okazuje się, że przez nie w ogóle nie należała się renta i muszę świadczenie zwracać.
Czuję się karana za to, że zrobiłam wiele kursów, skończyłam studia podyplomowe, dostawałam sukcesywnie awanse i podwyżki. Za to, że chcę pracować i że w przyszłości chcę mieć godną emeryturę. – dodaje po chwili.
Są też tacy, jak na przykład rekruterka Iwona, którzy mocno pilnują wysokości swoich przychodów i świadomie obniżają swoją produktywność, kiedy tylko widzą, że dobre wyniki ich pracy przybliżają ich do zbyt dużych prowizji, a co za tym idzie, do zbyt dużych zarobków. W takich przypadkach tracą wszyscy: pracownik, firma i państwo.
Czujecie zadyszkę? To jeszcze nie wszystko! Problem pułapki rentowej nie dotyczy tylko „etatowców”. Wpadają w nią ludzie ambitni, podejmujący się wielu różnych aktywności zawodowych, a także osoby, uprawiające po części wolne zawody, jak szkoleniowiec Marcin.
Ich ścieżka zawodowa często determinuje zróżnicowane formy zatrudnienia.
Marcin w pełnym emocji mailu napisał do nas: pracuję na umowę o pracę i dodatkowo mam możliwość współpracy na umowę zlecenie. Jednak zawsze muszę przeliczać wszystkie moje potencjalne wynagrodzenia w danym miesiącu, czy nie przekroczą one progu pułapki powodującej zawieszenie renty socjalnej. W efekcie często muszę rezygnować z dodatkowej pracy, która pomogłaby w moim rozwoju osobistym i zawodowym.
Zdarzyło się nawet – dodaje – że byłem zmuszony oddać całą kwotę renty. Dostałem 1300 zł wynagrodzenia a oddałem 1500 zł renty. Zniesienie pułapki rentowej pomogłoby osobom, które poza standardową umową o pracę chciałyby się rozwijać i podejmować nowe dodatkowe wyzwania zawodowe.
Innym nasz rozmówca, Kamil, dodaje, że pracując na otwartym rynku pracy i zarabiając powyżej minimalnej krajowej, w miesiącach, kiedy otrzymuje premię, przekracza dolny próg limitów. Za 2024 rok musiał zwrócić ZUSowi 3019 zł.
Pułapka rentowa pułapką… strachu
Czy nazwanie pułapki rentowej pułapką strachu będzie przesadą? Nie, jeśli zdamy sobie sprawę, że w większości przypadków osób z niepełnosprawnościami renta przeznaczana jest na finansowanie farmakoterapii, rehabilitacji, środków pielęgnacyjnych, badań lekarskich, wizyt lekarskich, zabiegów etc.
Podejmowanie zatrudnienia wiąże się zatem z ryzykiem, realnym strachem i obawą, czy środki te nie zostaną cofnięte lub pomniejszone, co wprost przełożyłoby się na pogorszenie stanu zdrowia. Osoby z niepełnosprawnościami, uwięzione w pułapce strachu obawiają się także, czy, na skutek zatrudnienia, nie zostaną przez orzecznictwo cudownie „uzdrowione”, co oznaczałoby cofnięcie uprawnień rentowych.
Z pułapki strachu, o ile nie zostanie zniesiona, nie ma jednego, dobrego wyjścia. Wysokość rent nie pozwala na pokrycie wszystkich kosztów życia, u osób z niepełnosprawnościami powiększonych dodatkowo o comiesięczne wydatki na zdrowie. Dlatego chcąc nie chcąc, trzeba dorabiać.
Chciałam, ale tuż musiałam podejmować ryzyko pracy by móc przeżyć – mówi Katarzyna, borykająca się od 15. roku życia ze steroidoopornym, wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego. Po ukończeniu studiów pracowała w charakterze pracownika biurowego w administracji publicznej, następnie, już posiadając orzeczenie o niepełnosprawności, prowadziła franczyzę. Od 3 lat pracuje w Fundacji, która zajmuje się aktywizacją zawodową osób z orzeczonym stopniem o niepełnosprawności.
Strach o utratę renty, która zabezpiecza podstawowe i niezbędne potrzeby Kasi, związane z niepełnosprawnością, nie opuszcza jej od momentu wkroczenia na ścieżkę zawodową.
Moje życie pokazało, że pracę zawodową można stracić nie spodziewając się tego, z dnia na dzień, nie z przyczyn jedynie „zdrowotnych”, niezależnie od rodzaju umowy, czy jest ona na czas określony, czy nieokreślony – kontynuuje Katarzyna. – Wówczas moja renta socjalna gwarantowała mi minimum. Stąd też moja usilna determinacja i potrzeba posiadania uprawnień rentowych – to gwarant zabezpieczenia mojego minimum egzystencji.
Kasia nie jest w swoich obawach ani w swojej determinacji odosobniona. Przeciwnie. Ponad 1,5 mln osób z niepełnosprawnościami w Polsce stoi dziś przed trudnym wyborem: renta albo rozwój zawodowy. Strach przed utratą lub zmniejszeniem niezbędnego minimum egzystencjalnego blokuje potencjał setek tysięcy osób.
A skoro już o liczbach mowa…
Za cyferkami stoją prawdziwe historie i prawdziwi ludzie. Między innymi Patryk, Ola, Iwona, Marcin, Kasia, Kamil, pragnąca pozostać anonimową pracowniczka administracji. Jednak osób z niepełnosprawnościami, borykającymi się z meandrami pułapki rentowej, jest dużo więcej.
W 2024 roku od osoby pobierającej rentę socjalną ZUS zażądał zwrotu 24 548,40 zł. Ktoś został pozbawiony leków.
Ponad dwa razy więcej, bo 54 350,64 zł, ZUS zażądał od osoby z niepełnosprawnością otrzymującej rentę z tytułu niezdolności do pracy. Komuś odebrano możliwość rehabilitacji i innych świadczeń zdrowotnych.
Rekordowa kwota żądania zwrotu wystąpiła w przypadku renty rodzinnej. Świadczeniobiorca został wezwany do zwrotu 64 249,14 zł. Komuś odebrano możliwość godnego życia.
Recepta jest prosta. Zamiast omijać pułapkę rentową, należy ją zlikwidować. Dla dobra nas wszystkich.
Imiona bohaterów reportażu zostały zmienione.
Artykuł powstał w ramach Inicjatywy społecznej na rzecz likwidacji pułapki rentowej.
Źródło: Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego