Odporność wspólnotowa to nie przypadek. Dlaczego organizowanie społeczności lokalnej jest dziś ważniejsze niż kiedykolwiek
W dobie nakładających się kryzysów słowo „resilience” robi zawrotną karierę. Prawdziwa odporność nie powstaje jednak w chwili zagrożenia ani dzięki procedurom. Jej fundamentem jest organizowanie społeczności lokalnej (OSL) – codzienna praca na zasobach, relacje i zaufanie. W pierwszym z trzech artykułów Paweł Jordan ze Stowarzyszenia BORIS i Bohdan Skrzypczak ze Stowarzyszenia CAL wyjaśniają, czym różni się odporność społeczna od wspólnotowej oraz dlaczego kluczem do przetrwania kryzysów jest infrastruktura relacyjna.
Od kilku lat pojęcie odporności należy do najczęściej używanych terminów opisujących współczesne wyzwania rozwojowe. Mówi się o odporności państwa, miast, instytucji, gospodarki czy społeczeństwa. Pandemia COVID-19, wojna w Ukrainie, katastrofy naturalne oraz narastająca niepewność gospodarcza sprawiły, że angielskie słowo resilience na trwałe weszło do języka polityk publicznych i debaty o przyszłości wspólnot lokalnych. Coraz częściej pojawia się ono także w dokumentach Organizacji Narodów Zjednoczonych, OECD i Unii Europejskiej jako jedna z kluczowych kategorii opisujących zdolność społeczeństw do funkcjonowania w świecie pełnym nieprzewidywalnych zmian.
Można odnieść wrażenie, że odporność jest zupełnie nowym sposobem myślenia o rozwoju lokalnym. W rzeczywistości jest jednak inaczej. Im częściej mówi się o odporności, tym rzadziej zadaje się pytanie o jej źródła. Skąd bierze się wspólnota, która potrafi wspólnie reagować na kryzysy? Dlaczego jedne społeczności potrafią mobilizować mieszkańców, organizować wzajemną pomoc i szybko odnajdywać nowe rozwiązania, podczas gdy inne pozostają bierne wobec podobnych wyzwań? Czy odporność można zbudować w chwili zagrożenia, czy raczej jest ona efektem długiego procesu rozwoju społeczności?
Naszym zdaniem odpowiedź prowadzi do znacznie starszej tradycji niż sama koncepcja odporności. W światowej literaturze coraz wyraźniej dostrzega się związek pomiędzy community development, czyli rozwojem społeczności lokalnej, a community resilience, rozumianą jako odporność społeczności lokalnych. Przez wiele lat oba nurty rozwijały się równolegle. Pierwszy koncentrował się na budowaniu aktywności mieszkańców, wzmacnianiu lokalnego przywództwa, rozwijaniu partnerstw oraz pracy na zasobach społeczności. Drugi powstał głównie na gruncie badań nad katastrofami, zmianami klimatu i zarządzaniem kryzysowym, koncentrując się na zdolności społeczności do adaptacji i odradzania się po doświadczeniach granicznych. Dzisiaj coraz częściej okazuje się, że nie są to dwa konkurencyjne sposoby myślenia. Wręcz przeciwnie –
rozwój społeczności lokalnej pokazuje, jak budować wspólnotę, natomiast odporność wspólnotowa pozwala lepiej zrozumieć, do czego prowadzi dobrze prowadzony rozwój społeczności.
Także w Polsce nie zaczynamy od zera. Organizowanie społeczności lokalnej rozwijane od ponad trzydziestu lat przez środowisko Stowarzyszenia CAL powstało znacznie wcześniej, zanim pojęcie odporności zrobiło światową karierę. Nie było odpowiedzią na modę ani na kolejne programy finansowania. Wynikało z prostego przekonania, że trwała zmiana społeczna zaczyna się od ludzi oraz ich zdolności do wspólnego działania. Dzisiejsza dyskusja o odporności wspólnotowej nie unieważnia tego dorobku. Przeciwnie – pozwala dostrzec jego aktualność i nadać mu nowe znaczenie.
Dlatego proponujemy spojrzeć na organizowanie społeczności lokalnej nie jako na jedną z metod budowania odporności, lecz jako na jej fundament.
Wartości i zasoby, czyli kapitał solidarności
Takie spojrzenie ma swoje konsekwencje. Organizowanie społeczności lokalnej nie rozpoczyna się od narzędzi ani od projektów. Rozpoczyna się od wartości. To one decydują o tym, jak rozumiemy mieszkańców, rolę instytucji oraz sens wspólnego działania. Jeżeli punktem wyjścia stają się deficyty i problemy, naturalnym rozwiązaniem będzie zastępowanie aktywności mieszkańców przez profesjonalistów lub instytucje. Jeżeli jednak uznamy, że każdy człowiek posiada doświadczenie, wiedzę i potencjał do współtworzenia swojej wspólnoty, wówczas zmienia się logika całego procesu. Podmiotowość mieszkańców, wzajemny szacunek, zaufanie, współpraca i odpowiedzialność za dobro wspólne nie są dodatkiem do organizowania społeczności lokalnej. Są jego punktem wyjścia. To właśnie z empowermentu, wynikającego z tych wartości wyrastają partnerstwa, lokalne przywództwo, współdecydowanie oraz sprawczość mieszkańców. Można powiedzieć, że odporność wspólnotowa nie zaczyna się od procedur bezpieczeństwa, ale od kultury współpracy.
Jednym z najważniejszych osiągnięć światowego nurtu Asset-Based Community Development (ABCD) było odwrócenie sposobu patrzenia na rozwój lokalny. Zamiast pytać przede wszystkim o to, czego społeczności brakuje, proponuje ono rozpoczęcie od pytania o to, co już posiada i jakie zasoby może uruchomić. Najważniejszym zasobem nie są jednak budynki, fundusze czy infrastruktura techniczna. Są nimi ludzie, ich umiejętności, doświadczenia, wzajemne relacje, lokalni liderzy, organizacje społeczne, miejsca spotkań oraz gotowość do wspólnego działania. Problemy oczywiście nie znikają, ale przestają definiować tożsamość wspólnoty. Zamiast budować społeczność wokół braków, buduje się ją wokół potencjału.
Praca na zasobach oznacza również dostrzeganie grup wrażliwych znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej, takich jak seniorzy, osoby z niepełnosprawnościami, osoby przewlekle chore, osoby samotne czy rodziny doświadczające różnych problemów. Budowanie społeczności opartej na wartościach wymaga tworzenia warunków do ich pełnego uczestnictwa w życiu wspólnoty, rozwijania relacji oraz wzmacniania naturalnych sieci wsparcia. Dzięki temu już w codziennym funkcjonowaniu społeczności powstają więzi i mechanizmy pomocy, które w sytuacjach zagrożenia lub kryzysu pozwalają szybko dotrzeć do osób wymagających szczególnego wsparcia. Włączanie grup wrażliwych nie jest wyłącznie wyrazem solidarności społecznej, ale jednym z istotnych fundamentów budowania odpornej społeczności, w której każdy mieszkaniec jest ważny.
Taka perspektywa prowadzi do czegoś więcej niż tylko zwiększenia aktywności mieszkańców. W literaturze określa się ten proces mianem community capacity building – budowania zdolności/potencjału społeczności. Nie chodzi w nim wyłącznie o realizację kolejnych inicjatyw, lecz o stopniowe wzmacnianie umiejętności wspólnego uczenia się, współpracy, podejmowania decyzji i rozwiązywania problemów. Efektem staje się społeczność dobrze połączona (well-connected community), w której mieszkańcy, organizacje, przedsiębiorcy i instytucje nie funkcjonują obok siebie, lecz tworzą sieć współpracy opartą na wzajemnym zaufaniu i doświadczeniu wspólnego działania. Właśnie taka społeczność jest najlepiej przygotowana do mierzenia się z niepewnością i zmianą.
Patrząc z perspektywy doświadczeń środowiska CAL, chcielibyśmy zaproponować jeszcze jeden krok w interpretacji tego procesu. Dobrze prowadzona praca na zasobach prowadzi nie tylko do większej aktywności mieszkańców czy większej liczby partnerstw. Jej długofalowym rezultatem staje się kapitał solidarności[1] – rozwijająca się w czasie zdolność mieszkańców, organizacji i instytucji do współodpowiedzialnego działania na rzecz dobra wspólnego. W języku nauk społecznych oznacza to unikalne połączenie kapitału społecznego instytucjonalnego i moralnego. Nie jest to kolejny zasób obok ludzi, organizacji czy instytucji. Powstaje dzięki wielokrotnie powtarzanym doświadczeniom współpracy, wzajemnego zaufania i wspólnego rozwiązywania problemów.
To właśnie dlatego można powiedzieć, że praca na zasobach jest drogą, natomiast kapitał solidarności jest jednym z jej najważniejszych efektów.
Z tej perspektywy rozumienie odporności wspólnotowej nie powinno być ograniczone wyłącznie do zdolności przetrwania kryzysu. Oznacza znacznie więcej – potencjał wspólnoty do nieustannego odnawiania współpracy, uczenia się i wspólnego działania. Kryzysy jedynie ujawniają to, co zostało zbudowane wcześniej. Dlatego organizowanie społeczności lokalnej pozostaje dziś ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.
Od odporności społecznej do wspólnotowej
Jednym z najciekawszych pojęć rozwijanych we współczesnej literaturze poświęconej rozwojowi społeczności lokalnych jest well-connected community – społeczność dobrze połączona. Nie oznacza ona jedynie dużej liczby kontaktów między mieszkańcami ani sprawnie funkcjonującej sieci organizacji. Jest to społeczność, w której mieszkańcy, organizacje społeczne, przedsiębiorcy, instytucje publiczne i lokalni liderzy tworzą trwałą sieć współpracy opartą na zaufaniu, wzajemności i doświadczeniu wspólnego działania. W takiej społeczności ludzie wiedzą, do kogo mogą zwrócić się po pomoc, instytucje potrafią działać razem, a współpraca nie kończy się wraz z zakończeniem projektu czy programu finansowania.
Można powiedzieć, że społeczność dobrze połączona nie organizuje się dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś trudnego. Ona jest zorganizowana wcześniej. Dzięki temu potrafi szybciej reagować na zmiany, łatwiej mobilizować mieszkańców i skuteczniej wykorzystywać pojawiające się szanse rozwojowe. Dobrze rozwinięte relacje społeczne, zaufanie oraz współpraca stanowią najważniejsze źródła odporności.
W polskiej debacie publicznej najczęściej mówi się o odporności społecznej. Pojęcie to dobrze opisuje zdolność społeczeństwa, instytucji lub lokalnego systemu do przetrwania kryzysu, adaptacji do nowych warunków oraz odbudowy po doświadczeniach granicznych. Jest ono niezwykle użyteczne w badaniach nad bezpieczeństwem, zarządzaniem kryzysowym czy zmianami klimatycznymi. Nas interesuje jednak nie tylko to, jak społeczność reaguje na kryzys, lecz przede wszystkim to, jak żyje pomiędzy kryzysami. Dlatego proponujemy posługiwać się pojęciem odporności wspólnotowej. Nie chodzi o prostą zmianę nazwy ani o tworzenie kolejnego terminu. Chcemy zwrócić uwagę na inną perspektywę.
Odporność wspólnotowa kieruje uwagę na codzienne procesy budowania relacji, zaufania, współpracy i współodpowiedzialności. Kryzys jest jedynie momentem, w którym ujawniają się efekty wieloletniej pracy wykonanej wcześniej.
To właśnie dlatego rozwój społeczności lokalnej nabiera dzisiaj nowego znaczenia. Przez dziesięciolecia praktycy animowania i organizowania społeczności lokalnej uczyli mieszkańców współpracy, wspierali lokalnych liderów, rozwijali partnerstwa, tworzyli miejsca spotkań i wzmacniali aktywność obywatelską. Mieli jednak trudność z wyjaśnieniem, czemu to służy. Dzisiaj coraz wyraźniej widać, że działania te prowadzą do czegoś znacznie więcej niż tylko większej liczby inicjatyw społecznych. Tworzą trwałe środowisko współpracy, które pozwala wspólnocie działać także wtedy, gdy kończą się projekty, zmieniają się instytucje czy pojawiają się nowe wyzwania.
Dobrze połączeni – infrastruktura relacyjna
Proponujemy opisywać to zjawisko za pomocą pojęcia infrastruktury relacyjnej[2] (pisali też o tym na ngo.pl Paweł Łukasiak i Jac Jakubowski). Tak jak infrastruktura techniczna umożliwia funkcjonowanie miasta, tak infrastruktura relacyjna umożliwia funkcjonowanie wspólnoty. Tworzą ją trwałe powiązania między mieszkańcami, organizacjami społecznymi, instytucjami publicznymi, przedsiębiorcami i lokalnymi liderami. Jej elementami są zarówno relacje zaufania, doświadczenia współpracy, lokalne partnerstwa, jak i miejsca oraz praktyki umożliwiające regularne spotykanie się ludzi. Infrastruktura relacyjna pozostaje na co dzień niemal niewidoczna. Jej znaczenie ujawnia się dopiero wtedy, gdy wspólnota staje wobec sytuacji wymagającej wspólnego działania – podczas powodzi, pandemii, lokalnego konfliktu, ale również wtedy, gdy pojawia się nowa szansa rozwojowa wymagająca współpracy wielu środowisk.
Patrząc z tej perspektywy, organizowanie społeczności lokalnej można rozumieć jako proces świadomego budowania infrastruktury relacyjnej. Każda wspólna inicjatywa pozostawia po sobie coś więcej niż wykonane zadanie. Pozostawia nowe relacje, nowe doświadczenia współpracy, większe zaufanie oraz przekonanie, że wspólne działanie ma sens. To właśnie te doświadczenia tworzą fundament odporności wspólnotowej.
Takie rozumienie odporności prowadzi nas do jeszcze jednego ważnego wniosku. Jeżeli odporność wspólnotowa rodzi się z codziennych doświadczeń współpracy, nie jest jedynie cechą systemu społecznego. Jest przede wszystkim procesem uczenia się. Ludzie nie rodzą się z umiejętnością współdziałania. Uczą się jej poprzez uczestnictwo w życiu wspólnoty. Uczą się odpowiedzialności, wzajemności, rozwiązywania konfliktów, troski o dobro wspólne oraz budowania zaufania. Najważniejszym środowiskiem tego uczenia nie jest szkoła ani sala szkoleniowa, lecz codzienne życie lokalnej wspólnoty.
Właśnie dlatego rozwijamy ideę pedagogiki odpornej społeczności. Rozumiemy ją jako refleksję nad tym, w jaki sposób wspólnoty uczą się współdziałania oraz jak projektować środowiska społeczne sprzyjające budowaniu zaufania, współodpowiedzialności i solidarności. W tym ujęciu organizowanie społeczności lokalnej nie jest wyłącznie metodyką aktywizacji mieszkańców. Jest praktyką społecznego uczenia się, dzięki której wspólnota rozwija zdolność do wspólnego działania, odnawiania współpracy i odpowiedzialnego odpowiadania na wyzwania współczesnego świata.
[1] Grabowska I., Skrzypczak B. (2021), From hybrid to institutional logics to solidarity capital, „Polityka Społeczna” Social economy in the conceptual categories, nr 1 (17), Warszawa.
[2] B. Skrzypczak, Miejsca wspólne. Społeczne przestrzenie bliskości, Fundacja Batorego, Warszawa 2026.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Iwona Danilewicz