Najpierw udowodnij, że potrzebujesz pomocy
Pieniądze na wsparcie idą za uczestnikiem/czką projektu. Nie finansują jednak drogi, którą osoba w kryzysie musi przejść, żeby nim zostać. W efekcie projekty skierowane do osób zagrożonych wykluczeniem mogą wykluczać już na etapie rekrutacji.
Pani Anna (imię zmienione) ma 58 lat, mieszka sama i nie pracuje. Ma rentę. Wychodzi z domu i załatwia podstawowe sprawy, ale gubi się w urzędowych procedurach. Nie korzysta z Internetu, nie ma profilu zaufanego, a niezrozumiałe pisma odkłada na później.
Chce skorzystać z projektu oferującego pomoc w kontaktach z instytucjami i uporządkowaniu spraw. Najpierw musi jednak potwierdzić miejsce zamieszkania i status na rynku pracy. Nie ma umowy najmu, rachunki są wystawione na krewną, a ona nie wie, czym różni się ZUS od PUP ani osoba bezrobotna od biernej zawodowo.
Specjalista pomaga jej ustalić, jakich dokumentów potrzebuje, tłumaczy procedurę i kontaktuje się z instytucjami. Formalnie pani Anna nie jest jednak jeszcze uczestniczką projektu. Pomoc, którą już otrzymuje, trzeba więc nazwać rekrutacją i sfinansować z niewielkich kosztów pośrednich.
Najpierw musi wykazać się sprawnością administracyjną potrzebną do wejścia do projektu, który ma jej pomóc właśnie dlatego, że w takich sprawach sobie nie radzi.
Dokumentacyjny próg wejścia
W projekcie finansowanym ze środków UE samo oświadczenie często nie wystarcza. Jeden kandydat/ka przynosi umowę najmu i zaświadczenie z ZUS. Inny musi pokazać orzeczenie, decyzję MOPR, dokument od kuratora, wyrok albo Niebieską Kartę. Nie każdy musi dostarczyć cały ten pakiet, ale musi wiedzieć, które dokumenty dotyczą jego sytuacji, i potrafić je zdobyć.
Tymczasem uczestnikami mają być właśnie osoby starsze, w kryzysie psychicznym, wykluczone cyfrowo czy nieufne wobec instytucji. To właśnie te okoliczności utrudniają zdobycie wymaganych dokumentów. System oczekuje więc od człowieka samodzielności dokładnie w tym obszarze, w którym potrzebuje on pomocy.
Rekrutacja, która jest już pomocą
Trzeba dotrzeć do osoby, rozpoznać jej sytuację i przełożyć projektowe definicje na zwykły język. Potem ustalić potrzebne dokumenty, skontaktować się z instytucjami, czasem pojechać do domu i wielokrotnie ponawiać kontakt. Formalnie to rekrutacja. W praktyce: praca socjalna, środowiskowa i motywacyjna.
Tej pracy nie można jednak swobodnie finansować z kosztów bezpośrednich, ponieważ osoba nie jest jeszcze uczestnikiem/czką projektu. Obciąża więc niewielkie koszty pośrednie, z których pokrywa się także zarządzanie, księgowość, kadry, rozliczenia, obsługę biura i promocję. W praktyce specjaliści i tak pomagają. Robią to w ramach innych zadań, choć formalnie kandydat/ka nie powinien/na jeszcze otrzymywać od nich wsparcia. Pracuję w projektach społecznych od lat i wiem, że bez tej niewidocznej pracy wiele osób nigdy nie przeszłoby rekrutacji. I wszyscy udajemy, że tak się nie dzieje.
Pieniądze idą za uczestnikiem/czką, ale nie finansują uczciwie drogi, którą osoba w kryzysie musi przejść, żeby uczestnikiem/czką zostać.
Instytucja Zarządzająca często wymaga udokumentowania także kryteriów premiujących, które decydują o miejscu na liście rankingowej. Kandydat może więc zostać poproszony o orzeczenie, wyrok, Niebieską Kartę albo inny dokument odsłaniający bardzo osobistą część jego historii. Bez dokumentu nie otrzyma punktów. Żeby zwiększyć swoją szansę na pomoc, musi ujawnić doświadczenia, o których być może nie chce po raz kolejny opowiadać.
Kontrola nie może wykluczać
Środki publiczne wymagają kontroli, a organizacja musi wykazać, że pomoc trafiła do osób spełniających kryteria projektu Problem zaczyna się wtedy, gdy koszt tej kontroli - czas, wizyty w instytucjach, zdobywanie dokumentów i ujawnianie prywatnych doświadczeń - ponosi przede wszystkim osoba, która ma najmniej zasobów.
Co naprawdę ułatwiłoby wejście do projektu?
- Finansowanie pomocy udzielanej w trakcie rekrutacji z kosztów bezpośrednich albo z osobnej puli.
- Możliwość uzupełnienia części dokumentów już po rozpoczęciu udziału.
- Szersze uznawanie oświadczeń i równoważnych sposobów potwierdzania sytuacji.
Pani Anna zbierze dokumenty, jeśli ktoś pomoże jej zrozumieć procedurę, skontaktować się z instytucjami i dopilnować kolejnych kroków. Bez takiej pomocy może zrezygnować z projektu stworzonego właśnie dla osób takich jak ona.
Dostępność nie zaczyna się od podpisania deklaracji. Zaczyna się przy pierwszej rozmowie i pierwszym dokumencie, którego człowiek nie potrafi zdobyć sam. Jeśli nie uznamy i nie sfinansujemy tej pracy, projekty skierowane do osób zagrożonych wykluczeniem nadal będą wykluczać już na wejściu.
Dodaj informację do portalu ngo.pl!
Czekamy na Twój artykuł, komentarz, wywiad czy relację. Dotrzyj ze swoją informacją do tysięcy osób, które czytają ngo.pl.
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST
-
●Dorota Setniewska, ngo.pl
-
●Anna Mucha, Stowarzyszenie MOST