Na rogu dawnej Warszawy. Jak Winkiel buduje społeczność wokół miejskich korzeni?
Na rogu Stalowej i Inżynierskiej, w niewielkim lokalu, który jeszcze kilka lat temu był całodobowym sklepem z alkoholem, dziś można napić się oranżady, nauczyć gwary warszawskiej, posłuchać przedwojennych szlagierów i obejrzeć filmy sprzed niemal stu lat. Winkiel to nie tylko kawiarnia. To oddolna inicjatywa, która buduje wokół siebie społeczność zakochaną w dawnej Warszawie.
Na wycieraczce przed wejściem widnieje napis „Serwus”.
– Serwus, czyli czym mogę służyć. Od angielskiego „servant” – wyjaśnia Henio Małolepszy, dyrektor fundacji Warszawiaki, którego można spotkać między innymi za barem Na Winklu. W środku jest zaledwie dziewiętnaście metrów kwadratowych. Większość wyposażenia ma własną historię.
– Orzełek jest od dziadka z domu. Blat od Henia, przerobiony ze starej szafy. Pudełko przedwojenne od firmy Fuchs. Zresztą tutaj był sklep Fuchsa, a Wiech mieszkał w tym budynku – wyjaśnia Piotr Wąsowski, współtwórca Winkla.
Uszanowanko i jesteś u siebie
Henio wita gości charakterystycznym „Uszanowanko”. Wygląda, jakby właśnie się przeniósł w czasie i zawitał do nas z przedwojennej Warszawy. Ale tutaj nikt się nie przebiera. To nie rekonstrukcja historyczna.
– Lubimy styl retro. Tak ubieramy się na co dzień, to część naszej pasji. Nie przebieramy się na potrzeby wydarzeń czy spotkań – mówi Przemysław Tworek, wolontariusz i pracownik fundacji Warszawiaki, poprawiając krawat z lat 50. kupiony za kilka złotych w lumpeksie.
Warszawiak jest charakterny
Henio przedstawia się jako „Małolepszy Element Lokalny”.
– Henio Małolepszy to moje pseudonimo, bo w papierach mam Maciej Mościcki – śmieje się.
Gra przedwojenne szlagiery na sześciostrunowym banjo, prowadzi spacery po mieście i od lat popularyzuje warszawską gwarę.
– Nasza przestrzeń działań to kultura miasta stołecznego Warszawy. Umownie jest to dwudziestolecie międzywojenne. Wykonuję repertuar szlagierów tamtych czasów, gram rewijowo-podwórkowo, ale jestem raczej krawężnikowym muzykantem – mówi. Po chwili dodaje: – Warszawiak jest charakterny. Potrafi walczyć o swoje. Pniemy do góry wieżowce, ale ważny jest korzeń.
To słowo wraca w rozmowie wielokrotnie.
– Warszawa to bukiet kultur. Powtarzam często, że gwara warszawska to stan umysłu. Trzeba mieć trochę dystansu do siebie, być gotowym na różnorodność, na zaskoczenie, na humorek. Być ciepłym. Raczej chętnym do ludzi.
Gwara to sposób bycia
Piotr Wąsowski, współtwórca miejsca, uważa, że warszawskość to coś więcej niż słownictwo.
– Żeby zrozumieć gwarę warszawską, trzeba ją po prostu poczuć, a nie uczyć się jej jak języka obcego. Jest pełna humoru i zadziorności. Chcemy poznawać historię Warszawę od tej prawdziwej strony. Jak ludzie się bawili, jak spędzali czas, jak się do siebie odnosili.
Według niego kluczem do zrozumienia tej części miasta jest jego różnorodność.
– Charakter Pragi był przemysłowy, nie inteligencki. Działały tu fabryki mydła, wyrobów stalowych i wiele innych zakładów, które przyciągały ludzi z różnych stron Polski i spoza niej. W robotniczym środowisku mieszały się dialekty, naleciałości i wpływy różnych kultur, a z tego przenikania wykształcił się charakterystyczny język. Dlatego wiele osób ze ściany wschodniej, które przychodzą na warsztaty, intuicyjnie go czuje – wyjaśnia Piotr.
W godzinach otwarcia kawiarni zawsze można zajrzeć, by porozmawiać po warszawsku z załogą Winkla i poznać bliżej gwarę stolicy. Kilka razy w miesiącu organizują warsztaty gwary warszawskiej bezpośrednio Na Winklu. Fundacja prowadzi je również w wybranych miejscach w Warszawie, np. podczas Festiwalu Grzesiuka na Sielcach, w MALach, bibliotekach, domach kultury itp. Informacje o najbliższych spotkaniach publikowane są na profilu organizatorów na Facebooku. Są to luźne, integracyjne spotkania, podczas których uczestnicy bawią się językiem i biorą udział w grach słownych, wspólnie tworząc krótkie, zabawne mini - inscenizacje. „Sznyt warszawski, humor i muzyczka klawa!” – zachęcają organizatorzy.
Z Kukułki do Winkla
Jeszcze kilka lat temu trudno było dostrzec potencjał tego lokalu.
– Był tu sklep „Kukułka”. Dwadzieścia cztery godziny na dobę. Alkohol, papierosy na sztuki, stale powybijane szyby – wspomina Henio. – Potem przez trzy lata miejsce stało puste. Jak je zobaczyłem, od razu pomyślałem o Winklu.
– Winkiel to róg. To słowo pochodzi z jidysz – tłumaczy.
Niewielki lokal podczas niektórych wydarzeń pęka w szwach. Jednak działalność dawno wyszła poza ściany kawiarni. Organizują m.in. spacery historyczne.
– Bywało osiemdziesiąt osób na spacerze. Dwie i pół godziny chodzenia po Warszawie, a potem czasem jeszcze tańce pod Pałacykiem Konopackiego. Polecam Spacery z Tytusem po dawnej Warszawie – podkreśla Henio. Każdy z tych spacerów ma osobną tematykę. Na ostatnim pokazywali ekskluzywne kluby dawnej stolicy, opowiadali o ludziach, którzy byli stałymi bywalcami takich przybytków. Były historie o życiu nocnym, rodzącym się jazzie, kabaretach, wirujących parkietach, o zwyczajach dancingowych i wielu innych.
Fundacja organizuje również wydarzenia na pobliskim skwerze: Dzień Dziecka, rocznica powstania warszawskiego ZOO, Urodziny Pragi, rocznica urodzin Fogga. Ostatnio zostali zaproszeni przez Totalizator Sportowy na otwarcie sezonu wyścigowego 2026 na Torze Wyścigowym Służewiec. Stworzyli tam rozbudowaną strefę warszawską z wieloma atrakcjami, między innymi pokazem mody inspirowanej dawną Warszawą.
Szukałem najbardziej ciemnego miejsca, które można oświetlić
Piotr Wąsowski wychował się na Wawrze. Wcześniej współtworzył Stowarzyszenie Stacja Praga.
– Szukałem najbardziej ciemnego miejsca, które można oświetlić. Może brzmi to poetycko, ale taka była moja myśl – mówi. – Znalazłem je przy ul. Inżynierskiej 6, w miejscu dawnej zajezdni tramwajowej z układem torów z czasów carskich, gdzie stały kubły ze śmieciami. Pasuje mi charakter Pragi: ludzie, szczerość, te ostatnie mury, czasem fragmenty dawnej Warszawy, które nadal tutaj istnieją.
Z tej fascynacji narodził się nie tylko Winkiel, ale także pomysł na działalność Fundacji Warszawiaki.
– Chcieliśmy stworzyć oddolne miejsce, które opowiada o dawnej Warszawie przez kulturę, muzykę i spotkania ludzi. Kawiarnia jest po prostu sposobem, by taka działalność mogła się utrzymać – wyjaśnia.
W środy czytają książki Stefana Wiecheckiego, „Homera warszawskiej ulicy”. W czwartki śpiewają przedwojenne szlagiery. Muzyka jest jednym z filarów działalności Winkla. Fundacja organizuje wspólne śpiewy w różnych miejscach Warszawy (np. Mokotowskie Centrum Integracji Mieszkańców). Podczas tych spotkań uczestnicy poznają dawne piosenki i historie ludzi, którzy je wykonywali i tworzyli. Nie brakuje również opowieści o tym, jak muzyka budowała warszawską tożsamość, jak śpiewano na ulicach i dlaczego dawne piosenki do dziś mają w sobie tyle uroku, humoru i miejskiej czułości.
Chyba mam starą duszę
Pewnego dnia Fundacja otrzymała maila od studenta historii.
– Napisał, że może nam się przydać. I tak się stało. - wspomina Henio Małolepszy. Dziś Przemysław Tworek prowadzi projekt „Kino na Stalowej”.
– Wyświetlamy mniej znane filmy przedwojenne. Chcemy pokazać, jak wyglądał pokaz filmowy przed wojną.
Podczas Nocy Muzeów pokazywali amerykański film „Szczęśliwie się skończyło” z 1937 roku, w którym główną rolę zagrała przedwojenna gwiazda kina, Carole Lombard. Pierwszym filmem pokazanym w ramach projektu były „Nasze roztańczone córki” z 1928 roku.
– Nigdzie wcześniej nie można było go obejrzeć w Polsce. To obraz epoki jazzu i dekadencji lat 20. w Ameryce.
Przemysław przyznaje, że fascynują go drobne historie codzienności, na przykład ta o przedwojennych gelateriach prowadzonych w Warszawie przez Włochów. Takich opowieści w Winklu są setki.
– Dlaczego tu jestem? Chyba dlatego, że mam starą duszę i po prostu lubię historię. – zastanawia się Przemysław.
Z flagą Warszawy wylądować na Księżycu
Drzwi otwierają się co chwilę. Ktoś przychodzi na kawę, ktoś na rozmowę, inny przynosi starą fotografię.
– Większość rzeczy, które tutaj są, znajdują albo przynoszą nam ludzie – mówi Henio. – Nie musimy zabiegać o publikę. To publiczność nas znajduje.
Być może dlatego Winkiel działa. Nie próbuje odtwarzać dawnej Warszawy, lecz przeżywać ją na nowo i zapraszać do tego innych.
– Chcemy z flagą Warszawy wylądować na Księżycu – śmieje się Piotr Wąsowski.
Źródło: inf. własna warszawa.ngo.pl
Skorzystaj ze Stołecznego Centrum Wspierania Organizacji Pozarządowych
(22) 828 91 23