Mocarz z Konina. Bo „wolontariat trzeba budować w oparcu o wzajemne zaufanie i odpowiedzialność” [wywiad]
Magazyn „Lokalni i Niezwyciężeni – Forum Środowiska Wolontariackiego” rozmawia z Bartoszem Jędrzejczakiem, Kierownikiem Centrum Organizacji Pozarządowych Urzędu Miasta w Koninie, a zarazem Pełnomocnikiem ds. Osób Niepełnosprawnych. Stowarzyszenie Inicjatywa Obywatelska Pro Civium – Wydawnictwo Pro Civium zaprasza do kolejnego spotkania z serii „MOCARZE WOLONTARIATU”.
Lokalni i Niezwyciężeni: – Centrum Organizacji Pozarządowych w Koninie pełni dziś ważną rolę łącznika między samorządem a trzecim sektorem. Jak definiuje Pan misję COP i swoją rolę w budowaniu relacji z lokalnymi NGO?
Bartosz Jędrzejczak: – Misją COP jest wspieranie organizacji pozarządowych i grup nieformalnych w działaniach na rzecz mieszkańców Konina. Moją rolę postrzegam jako szansę na towarzyszenie w tej drodze organizacjom, ich liderom oraz członkom. Nie pracuję w moim biurze sam :-) Zespół COP zajmuje się programami współpracy Miasta z NGO, Konińskim Budżetem Obywatelskim, zlecaniem zadań publicznych dla organizacji, prowadzeniem platformy do ich obsługi, organizacją i koordynacją techniczną średnio 450 spotkań w naszym biurze rocznie, szkoleniami dla NGO, obsługą Konińskiej Rady Pożytku, Rady ds. Osób Niepełnosprawnych czy mediami społecznościowymi, poświęconymi tej współpracy.
Jakie są dziś największe wyzwania, z którymi mierzą się konińskie NGO przy realizacji zadań publicznych – i gdzie wsparcie miasta ma największe znaczenie?
– W mojej ocenie dla organizacji w Koninie największym wyzwaniem będą w najbliższym czasie zmiany demograficzne. Szybko starzejemy się jako miasto i to widać również w aktywności III Sektora. Wsparcie miasta będzie zwiększane w obszarze senioralnym. I mam tu na myśli nie tylko programy czy środki dedykowane tej grupie odbiorców. Uważam, że jedynym z ważnych rozwiązań będzie uruchamianie środków dedykowanych aktywności i samoorganizacji seniorów. Projekty międzypokoleniowe. Otwarcie na działania grup nieformalnych. Taką politykę jako miasto przyjęliśmy już kilka lat temu (np. regranting) i będziemy rozszerzać.
Czy współpraca samorządu z organizacjami pozarządowymi w Koninie to bardziej formalny mechanizm, czy coraz częściej partnerska relacja oparta na zaufaniu i współodpowiedzialności?
– Formalny jest i będzie bo przecież mieści się w zadaniach miasta. Ale, na tyle, na ile jest to możliwe - staramy się, by w tych formalnościach się nie zatracić. To oznacza dla nas, że budujemy narzędzia, metody współpracy jakie sami chcielibyśmy widzieć, będąc klientem urzędu, uczestnikiem zajęć w COP czy wolontariuszem. Takie warunki do współpracy można budować wyłącznie w oparciu o zaufanie i wzajemną odpowiedzialność. Trudno mi wyobrazić sobie inny scenariusz.
Jaką rolę – z perspektywy COP i urzędu – odgrywa wolontariat w lokalnych politykach społecznych i czy widzi Pan jego realny wpływ na jakość działań?
– Z perspektywy COP i urzędu: wolontariat to niemożliwy do przecenienia element wielu aktywności. Włącza do pracy na swoją rzecz mieszkańców, łączy pokolenia, różne grupy zawodowe, pasjonatów często oddzielnych dziedzin. Wolontariat pokazuje, że można dzielić się swoim doświadczeniem, energią, pasją z innymi. Zmieniać, co się chce. Kiedy się chce i jak się chce.
I trochę bardziej osobiście: czy w Pana życiu pojawiło się doświadczenie wolontariatu lub działalności społecznej, które szczególnie wpłynęło na sposób patrzenia na współpracę z NGO?
– Od ponad 30 lat jestem związany ze środowiskiem pozarządowym. Stąd, nie było możliwe, by się o wolontariat nie "poocierać". Do moich najważniejszych doświadczeń zaliczam koordynowanie centrum wolontariatu w jednej z konińskich organizacji. I zdecydowanie najważniejszą przygodę, wolontariat międzynarodowy. We współpracy z IBO z Holandii budowaliśmy gospodarstwo agroturystyczne dla osób z niepełnosprawnościami na terenach wiejskich. Działo się to ćwierć wieku temu. Gospodarstwo stoi do dzisiaj, ale to co jest dla mnie najważniejsze to przyjaźnie, zawarte w tej pracy. I to, że dawni członkowie zespołu są teraz moją rodziną. I to dosłownie. Przyjaciel poznany w czasie wspólnej pracy stał się ojcem chrzestnym moich córek. Do tej pory, jako wolontariusz z przyjemnością włączam się do projektów, dzięki którym mogę zmieniać moją małą Ojczyznę, którą jest Konin.